czwartek, 12 września 2013

Osiem



 notka urodzinowa, no bo jak to tak, świętować urodziny i nie sprezentować czytelnikom nowego rozdziału? zapraszam do czytania:



Naruto rozejrzał się z szerokim uśmiechem na twarzy, a potem zerknął na Sasuke, który akurat sprawdzał coś w komórce.
            - Czadersko, nie? – zagadnął, a Uchiha schował telefon do kieszeni i spojrzał na niego. Potem obrzucił krótkim, taksującym spojrzeniem wielki parking przed halą sportową, na której miał dobyć się mecz. Wokół kłębiły się tłumy.
            - No… znośnie… - odparł Sasuke, na co Naruto wywrócił oczami. Sam był podekscytowany już od początku dnia. Rodzice się z niego śmiali, ale tak się cieszył, że zobaczy Konoha Kings, że nie mógł ustać wózkiem w miejscu.
            Sasuke złapał za rączki wózka i popchnął go w stronę hali.
            - Musimy znaleźć wejście dla niepełnosprawnych – przypomniał mu Naruto.
            - Tak, wiem – odrzekł Sasuke. – Ma być oznaczone 1-C i ponoć są tablice… o, widzę jedną – powiedział nagle i skręcił wózkiem. Naruto czuł się trochę dziwnie, pozwalając mu kierować. Przeważnie jeździł sam, czasem tylko tata albo Naruko mu pomagali. Pomijając kumpli ze szkoły, jeszcze nigdy nie spędzał z kimś czasu… ot tak. To znaczy, jeszcze nigdy od wypadku, bo odkąd trafił na wózek przebywał głównie w towarzystwie rodziny i chłopaków z nowej szkoły, którzy też jeździli na wózkach. Stare znajomości go drażniły, miał pretensję do losu, że jako jedyny z autobusu musiał tak skończyć. Cała jego stara drużyna wciąż grała, i to na nogach, tylko jego spotkało coś takiego.
Siedział wtedy z przodu małego autokaru, którym jechali na mecz. Samochód dostawczy uderzył akurat w przód ich pojazdu, i to ze strony, od której siedział Naruto. Dotkliwie ucierpiały trzy osoby – kierowca autobusu, trener ich drużyny i on. Reszta miała powierzchowne obrażenia, nikt tak poważnie nie ucierpiał, nikt inny nie trafił na kółka, tylko on.
Naruto nie czuł do nich nienawiści, nie mógłby, ale… po wypadku wszyscy się nad nim użalali, litowali się. I głupio było później widzieć swoją drużynę, raz po raz sięgającą po kolejne zwycięstwa, ale już bez niego. Bo on wylądował na wózku… ze sparaliżowanymi nogami.
            Otrząsnął się z tych wspomnień i obejrzał przez ramię, na Sasuke, który z irytacją wymalowaną na twarzy szukał drogowskazów, które miały ich doprowadzić do wejścia 1-C.
            - Chyba jedziemy w złą stronę – mruknął.
            - Masz mnie za idiotę?! – warknął Uchiha.
            - Czy muszę odpowiadać na to pytanie?
            - Jedziemy w dobrą stronę!
            Ominęli kolejkę ludzi przy wejściu 2-B i pojechali dalej wzdłuż ściany ogromnej hali. Kręcący się wokół ludzie nie ułatwiali orientacji, większość nie zauważała, że jest tu osoba niepełnosprawna i kilku bujających w obłokach kretynów prawie na Naruto wpadło. Sasuke warczał na nich niczym rotwailer, co Naruto strasznie śmieszyło. W końcu, po kilku minutach błądzenia między samochodami, kwietnikami zdobiącymi parking, ludźmi i innymi przeszkodami Naruto dostrzegł kobietę na wózku, będącą z jakimś facetem, który pchał jej pojazd.
            - Hej, może ona wie, gdzie jest to wejście – powiedział, wskazując tamtą parę.
            - Nie będziemy pytać o drogę – warknął Sasuke.
            - Niby czemu? – obruszył się Naruto.
            - Ponieważ ja tak mówię.
            - Mecz się zacznie, a my nie znajdziemy tego wejścia. Jedziemy zapytać – zarządził.
            - Nie.
            - Uchiha, nie denerwuj mnie, palancie! Idziemy zapytać!
            - Nie będziemy pytać o drogę, do cholery, nie jesteśmy kretynami, sami ją znajdziemy! – oburzył się Uchiha, niemal czerwieniejąc. Naruto miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Wielki pan Uchiha nie potrafił przełknąć swojej dumy.
            - Sasuke, nooo. To, że poprosimy o pomoc, nie znaczy, że jesteśmy kretynami, dupku. Ja zapytam, ty możesz milczeć.
            - Umiem znaleźć drogę! – bronił się Sasuke.
            - Ja wiem, ale nie mamy całego dnia, bo się mecz zajmie. Zapytamy!
            - Nie zajęłoby mi to całego dnia! – wykrzyknął jeszcze Sasuke, ale posłusznie skręcił w stronę dziewczyny na wózku i towarzyszącego jej faceta. Gdy podjechali, dziewczyna od razu zwróciła na nich uwagę.
            - Hej – zagadnął Naruto. – Szukacie wejścia? Wiecie, gdzie jest? – zapytał, na co Sasuke prychnął i splótł ręce na piersi. – I sorry, nie zwracajcie uwagi na gbura za mną.
            - Nie jestem gburem – wyburczał Sasuke, ale Naruto nie zwrócił na niego uwagi, skupiając się na kasztanowowłosej dziewczynie. Ta uśmiechnęła się do niego ślicznie.
            - Jane, że wiemy. Jedziecie z nami? Też jesteście fanami Konoha Kings?
            - Ja jestem strasznym fanem! – odparł Naruto z zapałem. – Mam na imię Naruto, a ten gbur to Sasuke – przedstawił ich.
            - Nie jestem gburem! – zawołał ponownie Sasuke, popychając wózek Naruto.
            - Ja jestem Emiko, a to mój chłopak, Hitoshi – wskazała za siebie.
            - Cześć – rzekł Hitoshi. Miał ciemno włosy i miły uśmiech. On i dziewczyna wyglądali na trochę więcej niż dwadzieścia lat.
            - To prowadźcie do tego wejścia, pojedziemy za wami – rzekł Naruto z uśmiechem.
            - Niektórzy tu chodzą – dodał Sasuke kąśliwie, a Naruto obejrzał się na niego.
            - A patrz, a ja chciałem cię podwieźć – odpowiedział. – Ale jak wolisz, to przebieraj nóżkami, raz, raz, Czarnuszku.
            Sasuke wykrzywił się do niego i ruszył, idąc obok jego wózka z dłońmi w kieszeniach spodni. Ubrany był dość dziwnie jak na mecz koszykówki, cały na czarno, w długim, modnym płaszczu. Za to Naruto miał na sobie bluzę Konoha Kings. Już nie mógł się doczekać meczu. Nie mógł uwierzyć, że Uchiha go tu zabrał. Cały dygotał, myśląc o tym, że już za chwilę zobaczy swoją ulubioną drużynę. I prawdziwego kosza!
            - Podekscytowany? – zagadnęła go Emiko. Naruto przytaknął.
            - Uwielbiam ich! Ja też gram w kosza, co prawda tylko w szkolnej drużynie, ale przed wypadkiem moi zakwalifikowali się do finałów okręgu.
            - Nieźle – wtrącił Hitoshi. – Syn mojego brata i jego drużyna doszli do ćwierćfinałów, więc wiem, że to spore osiągnięcie.
            - Dzięki. Od dzieciaka uwielbiałem koszykówkę. Mam nadziej kontynuować grę i po szkole.
            - Ach, widać wejście – powiedział nagle Sasuke.
            Jak się okazało, wejście 1-C znajdowało się z drugiej strony budynku, był tam też parking. Gdy dotarli i dostali się do holu, skasowano im bilety i pokazano drogę na trybuny. Serce Naruto waliło jak szalone, gdy zobaczył, z jakiego miejsca będzie mógł oglądać mecz ulubionej drużyny. Gdyby sam miał kupić bilet, pewnie wylądowałby gdzieś w tylnym rzędzie, bo tak byłoby taniej. Teraz zaś znajdował się w pierwszym rzędzie, tuż przed boiskiem. Sasuke, jako jego „opiekun”, zajął miejsce za nim. Rozejrzał się zdegustowany po powoli zapleniającej się sali, pomarudził trochę na tłok i pchających się ludzi, na jakiegoś grubasa, co mu stanął na stopie gdy tu szli, a potem wstał i mruknął, że idzie kupić coś do jedzenia. Naruto mu nie przeszkadzał, domyślał się, że koszykówka Sasuke średnio interesuje i jest tu tylko z powodu Naruko.
            Chwilę patrzył za oddalającym się Czarnuszkiem, a potem skupił wzrok na boisku, bębniąc palcami w swoje chude kolana, okryte dżinsem. Już dawno przestało go drażnić, że nie czuje tych uderzeń. Nie mógł się już doczekać!
            Kilka osób na prawo od niego swoje miejsce miała Emiko. Dostrzegł ją niemalże natychmiast po tym, jak się rozstali, by szukać swoich miejscówek. Teraz dziewczyna patrzyła na niego, więc jej pomachał, uśmiechając się.
            Kilka minut później powrócił Sasuke, niosąc dwa kubki coli. Naruto zastanawiał się, czemu Uchiha nie chciał od niego kasy, w końcu mu dziś zapłacił. Co prawda kasa od Czarnuszka miła iść na konsolę, ale głupią colę mógł sobie sam kupić.
            - Masz – powiedział Sasuke, wyciągając ku niemu kubek, po czym opadł na swoje siedzenie.
            - Oddać ci kasę? – zapytał Naruto, ale Czarnuszek pokręcił głową.
            - Nie trzeba, przecież jutro będę u ciebie na kolacji – rzekł, sięgając przy tym do kieszeni w płaszczu, który wciąż miał na sobie. Wyciągnął z niego dwa czekoladowe batony i jednego z nich rzucił na kolana Naruto. – Mam nadzieję, że je lubisz. Chyba że chcesz hot doga albo coś w tym stylu, mogę się jeszcze raz przejść.
            - Nie, baton może być – odparł Naruto, szczerząc zęby. – Dzięki.
            - Nie ma sprawy – powiedział Sasuke obojętnie, stanowiąc idealny kontrast dla kipiącej podekscytowaniem hali. – To za ile minut mecz się zaczyna? – zapytał. Naruto zerknął na zegarek.
            - Za piętnaście minut – odrzekł, a potem napił się coli. – Zobaczysz, spodoba ci się. Oglądanie meczu na żywo to coś zupełnie innego niż przed telewizorem – powiedział. Sasuke prychnął.
            - Byłem prawdopodobnie na większej ilości takich imprez niż ty, Naruto – powiedział.
            - Ach, no tak. Więc nie lubisz kosza, co? Masz taką skwaszoną minę.
            - Nie mam skwaszonej miny, Uzumaki.
            Naruto zachichotał.
            - No tak, ty taką masz twarz, zapomniałem… - Sasuke jedynie wywrócił oczami, widząc jego rozbawienie.
            - Nie bądź taki wygadany, bo cię tu zostawię.
            - Super, poznam wszystkich ulubionych koszykarzy – zaśmiał się Naruto. Trochę żałował, że nie może podzielić się z czarnuszkiem tym, co naprawdę myśli. Bo koszykarze z Konoha Kings cholernie mu się podobali i z chęcią by się z nimi zapoznał… bliżej. Było jednak za wcześnie, by zapoznawać Czarnuszka z takimi rewelacjami. Źle reagował na niepełnosprawnych, więc na homoseksualistów zapewne zareagowałby jeszcze gorzej. A Naruto pasował i do pierwszego, i do drugiego przypadku.
            - Słuchaj… - zaczął nagle Uchiha. – Naruko mówiła może coś o mnie?
            - Nie – rzekł brutalnie Naruto, a Sasuke skrzywił się.
            - Nic a nic?
            - Mówiłem ci, że ona za tobą, hm… nie przepada. I to delikatnie mówiąc – wytłumaczył mu Naruto. – Mówiłem jej, że jesteś spoko. No i że ten mecz i w ogóle, ale moja siostra jest uparta. Serio uparta. Będę próbował ją przekonać. Obiecuję – mówiąc to Naruto owszem, czuł wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony, miałby jeszcze większe, gdyby spiskował przeciw siostrze. Teraz to wszystko zależało tylko od Naruko. Jeśli kiedyś zechce Sasuke, co było mało prawdopodobne, to Czarnuszek będzie miał fart. Jeśli nie, to Naruto odda mu kasę. Kiedyś. Może.
            - Dzięki – powiedział Uchiha. – Twoja siostra jest naprawdę ładna.
            - Co oznacza, że ja też, bo mamy tę samą twarz – zaśmiał się Uzumaki.
            - Tego bym nie powiedział – odparował Sasuke.
            - To co byś o mnie powiedział? – podpuszczał go Naruto. – Przyznaj się, na mnie też lecisz, ha, ha!
            - Głupek! – fuknął Sasuke, jednak również się śmiał.
            Niedługo potem rozpoczął się mecz. Naruto mało nie podskakiwał na swoim wózku, tak był podekscytowany. Gdy rozgrywki się rozpoczęły, siedział jak urzeczony, głośno kibicując ukochanej drużynie. Jego serce rwało się do gry, prawdziwej gry. Gdyby tylko mógł wstać, znów grać ze swoją starą drużyną, może kiedyś stałby się takim zawodowym graczem…
            W czasie meczu oglądał się na Czarnuszka. Sasuke kibicował Konoha Kings, ale nie ekscytował się tak, jak to robił Naruto. Sasuke po prostu siedział i przyglądał się grze, popijając colę. Uzumakiego trochę to śmieszyło. Sam z trudem odrywał oczy od boiska, przy każdej ciekawszej akcji wybuchając głośnym okrzykiem. Gdy Konoha Kings wygrali, dosłownie oszalał razem z całymi trybunami. Jeszcze nie widział na żywo takiego kosza, zawodnicy byli niesamowici, gra tak szybka, że wszyscy widzowie z trudem nadążali. Naruto prawie ochrypł od krzyku i przez pierwszych kilka chwil, gdy zjeżdżał z trybun, nie mógł się odzywać.
            Uwielbiał takie mecze, ta gra sprawiła, że jeszcze bardziej pokochał koszykówkę.
            - To był zajebisty mecz – stwierdził zadowolony, gdy stali w kolejce do wyjścia.
            - Uhum, zgadzam się, tylko gdzie jest kibel? – odparł pchający jego wózek Sasuke.
            - Masz pęcherz jak baba. Trochę coli i zaraz chce ci się siusiu.
            Sasuke nic na to nie odpowiedział, tylko wymamrotał sobie coś cicho pod nosem, tak cicho, że Naruto go nie usłyszał. Uzumaki tylko się zaśmiał.
            Opuścili widownię i znaleźli się na korytarzu. Sasuke zostawił Naruto i udał się do łazienki, a Uzumaki zaparkował koło automatu z batonikami i zaczął się poważnie zastanawiać, czy kupując coś sobie nie kupić i dla drania?
            - Hej! – usłyszał nagle. Wykręcił i ujrzał za sobą poznaną wcześniej Emiko.
            - Hej, hej. A gdzie twój chłopak? – zagadnął.
            - Poszedł kupić jakieś pamiątki z meczu – powiedziała. – A twój?
            - Mój? – zdziwił się Naruto. – Nie, nie, Czarnuszek nie jest moim chłopakiem – zaśmiał się, drapiąc po karku. – To tylko znajomy.
            - Och, sorry, nie chciałam… to znaczy, wydawało mi się…
            - Że jesteśmy na randce? On chyba by nie chciał iść ze mną na randkę – powiedział, a Emiko natychmiast spoważniała. Przyjrzała mu się.
            - Jesteś pewien? On… obserwowałam was troszeczkę i wiesz… pasowalibyście do siebie.
            Naruto wybuchnął śmiechem. On i Czarnuszek? Chyba świat by się wtedy skończył! Poza tym Sasuke leciał na Naruko, był hetero!
            Pokręcił głową.
            - Nie, niemożliwe. Mogę spytać, czym się zajmujesz?
            Dziewczyna skrzywiła się, przesuwając palcem po podłokietniku swojego wózka.
            - Jestem psychologiem… znaczy, będę…
            - Tak myślałem. – Znów się zaśmiał. – Och, wraca moja „randka” – odparł, wciąż chichocząc, gdy dostrzegł Sasuke, idącego ku nim zatłoczonym korytarzem.
            - Jestem – powiedział Uchiha, podchodząc do nich. – Emiko, miło cię znów widzieć.
            - Was też było miło spotkać. Jadę znaleźć mojego mężczyznę, bo jeszcze wyda całe stypendium na koszykarskie gadżety. Pa, chłopaki.
            - Paaa! – zawołał za nią Naruto, a gdy odjechała, spojrzał na Sasuke.
            - Myślała, że jesteśmy na randce – powiedział, na co Sasuke zakrztusił się własną śliną. Odkaszlnął z trudem, a potem otarł załzawione oczy. Naruto poklepał go po plecach.
            - Co? Czemu?! – zapytał. Uzumaki wzruszył ramionami.
            - Było mnie nie podrywać, to ludzie by tak nie myśleli – rzekł, rozkoszując się miną Uchihy. Ten mało nie pękł z oburzenia.
            - Bardzo zabawne! – Niemal się wydarł. – Świat musiałby się skończyć, żebym się z tobą umówił!
            - Nie widzę sensu w tej wypowiedzi, mądralo.
            - No co?
            - No bo jak się świat skończy, to niby jak się mielibyśmy umówić, skoro…
            - Oj, nie łap mnie za słówka! – przerwał mu rozeźlony Czarnuszek, a Naruto ponownie zachichotał. – Wiesz, co miałem na myśli! Jazda do wyjścia, cztery kółka! Nie będę na ciebie czekał cały dzień!
            - Jeszcze zobaczymy, kto będzie pierwszy! – rzucił Naruto i nim Uchiha się zorientował, już pędził w stronę drzwi, wołając do ludzi, by się rozstąpili.
            - Hej! – wydarł się za nim Sasuke.
            Jednak to Uchiha dotarł do samochodu pierwszy, jak stwierdził Naruto, skubaniec był szybki. Gdy już obaj byli przy aucie, zaczęli się śmiać. Sasuke głośno odetchnął, odgarniając do tyłu opadające mu na twarz włosy. Wyglądał naprawdę seksownie i Naruto nie mógł oderwać od niego oczu.
            - Dawno się tak dobrze nie bawiłem – powiedział Uchiha. Naruto przytaknął, drapiąc się po karku. Czy on wcześniej nie pomyślał, że Czarnuszek wygląda seksownie? Musiał te myśli stanowczo wyrzucić z głowy, w końcu Uchiha był hetero, wolał jego siostrę.
            - Ja również – wyznał.
            Przez chwilę patrzyli na siebie, a potem znów wybuchli śmiechem. Chwilę im zajęło uspokojenie się, a gdy w końcu to zrobili, załadowali się do auta i Sasuke ruszył.
            - O której mam jutro przyjechać na ten obiad? – zagadnął Czarnuszek, gdy już jechali.
            - Około pierwszej. Mam zrobi coś super. Naruko trochę narzekała, że cię zaprosiłem, więc będziesz miał szansę pokazać, że nie jesteś wcale taki okropny, za jakiego cię uważa. Nie schrzań tego, dobra?
            - Jane – prychnął Sasuke. – Nie rozumiem, czemu ona tak mnie nie lubi.
            - Bo jesteś zarozumiałym gnojkiem? – odpowiedział pytaniem Naruto. Sasuke zerknął na niego sceptycznie, ale że Uzumaki nie zmienił zdania i nie przeprosił, Uchiha jedynie pokręcił głową.
            Dotarli do domu Naruto i Sasuke zatrzymał auto przy krawężniku przed bramą. Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
            - Wiesz, że jej nie skrzywdzę, prawda? – odezwał się w końcu Czarnuszek.
            - Taaa. W innym wypadku obiłbym ci mordę i kazał spadać na drzewo – rzekł Naruto, śmiejąc się. – Romeo.
            - Nie wiem, jak ludzie z tobą wytrzymują. Idę po twój wózek, bo mam cię dość.
            Sasuke wysiadł z auta i poszedł wydobyć wózek Naruto z bagażnika, zaś Uzumaki uśmiechnął się do siebie, obserwując Czarnuszka w lusterku. Ubrany całkowicie w czerń wyglądał naprawdę atrakcyjnie, Naruko była głupia, że nie chciała go jako swojego faceta. Uchiha może i nie był najmądrzejszym i najsympatyczniejszym człowiekiem na świecie, ale zyskiwał przy głębszym poznaniu. Uzumaki jeszcze do końca go nie znał, Czarnuszek nie mówił za wiele o swojej rodzinie czy jakichś kłopotach. Nawiązała się jednak między nimi pewna nić porozumienia. Naruto, w chwili odwagi, mógłby go nazwać kumplem.
            Sasuke podszedł z wózkiem do drzwi auta, więc Naruto otworzył je i sprawnie przesiadł się na swój własny pojazd. Spojrzał w górę, na twarz Czarnuszka, który oparł się o auto.
            - Jutro o pierwszej – przypomniał mu.
            - Jasne.
            - I postaraj się nie zwalić tego, Naruko długo niektóre rzeczy pamięta.
            - Okej.
            - Trzymaj się, Panie Wiecznie Skwaszony.
            - Pa, cztery kółka.
            Naruto parsknął i ruszył w stronę domu. Gdy wjechał do środka, zastały go… chichoty. Zajrzał do salonu, gdzie zastał siostrę oraz jej dwie koleżanki – Ino i Sakurę. We trzy siedziały u nich w salonie, Naruko i Sakura słuchała opowieści Ino. Na stoliku przed nimi stały napoje, miska z chipsami i ciastka. Naruto wywrócił oczami – babska impreza, jak „super”.
            - Hej, hej! – zawołał, a dziewczyny spojrzały na niego. – A co to za sabat?
            - Naruto – wycedziła Ino, a on skinął jej głową. Koleżanki Naruko sądziły, że jest za wredny. – Witaj.
            - Ciebie również miło widzieć – odpowiedział podobnym tonem. – Spadam na górę, już wam nie przeszkadzam w waszych czarach.
            Dziewczyny prychnęły, a on udał się do kuchni, zabrał stamtąd trochę żarcia i wrócił do siebie. Słyszał z dołu głośne śmiechy, a po jakiejś godzinie trzaśnięcie drzwi. Chwilę potem do jego pokoju zapukała Naruko.
            - Wejść! – zawołał, rozłączając grę, którą zajmował sobie czas. Obrócił się razem z wózkiem, by zobaczyć siostrę, niosącą miskę chipsów. – Wow, chipsy przyszły! – ucieszył się. Naruto usiadła na jego łóżku, a on do niej podjechał. – Co cię sprowadza?
            - Co tam u twojego Czarnuszka? – spytała siostra z wrednym uśmiechem, ale on tylko zachichotał.
            - A nic. Mecz był super, żałuj, że ciebie nie było! Taką grę trzeba oglądać na żywo, Naruko. Aż brak słów, i widziałem wszystkich swoich ulubionych graczy…
            Siostra zachichotała.
            - Lubię, jak jesteś taki wesoły – powiedziała, a on tylko wzruszył ramionami, gdyż wsypywał sobie do ust garść chipsów.
            - A wy, co za sabat tu urządzałyście? – spytał, gdy przegryzł chipsy. Naruko zaśmiała się.
            - Ino ma dziś randkę, wpadła wszystko opowiedzieć.
            - Czyli co? Przecież wciąż jest przed randką, opowiadała o wizycie u fryzjera?
            - Odstaw na chwilę swoje głupie teksty, to ci opowiem – rzekła Naruko. – Ino przytrafiła się śmieszna historia, ja myślę, że to jakaś lipa. Była w sklepie muzycznym, tym, do którego zawsze chodzimy. Zaczepił ją sprzedawca i powiedział, że ktoś dla ślicznej, niebieskookiej blondynki zostawił list i że chyba chodzi o nią, bo pasuje do opisu. W liście było wyznanie miłości i numer telefonu. Ino napisała do tego kolesia, a on odpisał. Mają się dziś spotkać – opowiedziała siostra. – Zobaczymy, co z tego będzie.
            - Wow, kto robi takie rzeczy? – zapytał Naruto. – List miłosny zostawiony w sklepie?
            - Może ten chłopak ma z czternaście lat? Nie wiem, zobaczymy. My z Sakurą jej kibicujemy.
            Naruto znów wsypał sobie do ust garść chipsów. W sumie, czemu i on nie miał pokibicować Ino?

33 komentarze:

  1. Ach, rozdział super xD Uhuhu, czyżby miłość Naruto do czarnuszka powoli rozkwitała? xD Jak cudownie xD
    Coś mi się wydaje, że ten list nie miał trafić do Ino... no, ale to się dopiero okaże xD Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały, tego i innych opowiadań xD

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naah... to jeszcze bardziej zagrzewa do oczekiwań na kolejny rozdział~

    I czy mi się zdaje, czy to będzie pomyłeczka~~?


    Sto lat~~

    OdpowiedzUsuń
  3. O w morde jeża! Ino dostała list, który miał być do Naruko.. i to piękne nieporozumienie huehue.. Narutoo bierz się za Saska! Świetna notka ! I wszystkiego najlepszego! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jak ja się stęskniłam za tym opowiadaniem. Fajnie, że Naruto zaczyna rozumieć swoje uczucia. No i wreszcie jest wiadomo dlaczego jeździ na wózku. Jestem ciekawa jak się uda obiad.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:)
    Hilda

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! :D

    Rozdział świetny, zresztą jak całe to opowiadanie. Sasuke pięknie rozkwita, pomalutku wprawdzie, ale zawsze. Mam nadzieję, że macki miłości szybko go pochwycą i przekona się, że Emiko zdecydowanie miała rację. Między chłopakami czuć chemię. Chociaż zastanawiam się, czy nawet gdy Sasuke poczuje coś głębszego do Naruto, to prędko przyzna się do tego sam przed sobą. Tym bardziej, że leci na jego siostrę. Tym bardziej, że jest zbyt dumny, żeby zapytać o drogę, co dopiero przyznać się do bycia gejem i przegrania zakładu. W ogóle, jestem tak podekscytowana jak Naruto po meczu. Cieszę się bardzo i dziękuję za rozdział!

    Itachi, ty sieroto ^^

    Mam małe pytanie, wiesz już jak długie będzie to opowiadanie?

    Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się niedługo ;)
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny i jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak naprawdę, to ja nigdy nie wiem, jak długie będzie dane opo xD myślę, że około 15 rozdziałów, ale zobaczymy, ile wyjdzie w trakcie pisania, zawsze może mi wpaść do głowy coś nowego, raczej nie spisuję konspektów, bo i tak się ich nie trzymam xD
      pozdrawiam i dziękuję za życzenia xD

      Usuń
  6. Wszystkiego najpozytywniejszego! Spełnianie wszelkich marzeń, dużo weny twórczej i czasu na jej spisywanie ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Machnę taki wstępny komentarz=)
    Cóż, po pierwszym przeczytaniu mnie nie porwało. Niestety nie podobało mi się, było troszkę zbyt mdłe. Może jak za jakiś czas wrócę do tej części to mi się spodoba, ale póki co wydaje mi się słaba. Nawet dokładnie nie potrafię powiedzieć dlaczego. Może mi się odmieni:P

    Piszę z innego powodu. Chciałam złożyć życzenia, a jakże!:)
    Ayanami, wszystkiego najlepszego z okazji 18 (zgadłam?:P) urodzin:) Weny, inspiracji, motywacji, mobilizacji, czakry, reiatsu i wszystkiego co może Ci pomóc w pisaniu. Dokładnie takim pisaniu jakie chcesz. Żebyś zawsze mogła robić w życiu to, co sprawia Ci przyjemność i by uśmiech jak najczęściej rozświetlał Twoją buzię. Żeby spełniły się Twoje marzenia i żebyś zawsze miała powody do radości. Trzymaj się ciepło i pisz nam więcej. Zdecydowanie najlepszego:*


    *cholera, mogłam nie oglądać tych ostatnich odcinków tytanów, bo utonęłam w uczuciach i rozsiewam sentymentalne bzdury xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepszego koteczku <3

    mini

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkiego naj... Sto lat i weny na tony... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. 100 lat 100 lat 100 lat!!!!! pisania opowiadań :P aaaa rozdzialik udany:D juz sie doczekać czegos nowego nie mogłam !

    OdpowiedzUsuń
  11. 100 lat 100 lat 100 lat!!!!! pisania opowiadań :P aaaa rozdzialik udany:D juz sie doczekać czegos nowego nie mogłam !

    OdpowiedzUsuń
  12. Boze moja ulubiona autorka ma dzisiaj urodziny *.* jestes zodiakalna panna? :D hehehe wgl ile masz juz lat jak mozna zapytac? ^^ opowiadanie boskie lubie je :D wczesniej razilo mnie ze Naruto na wozku ale jednak to oryginalne i lubie to opowiadanie wgl dodalas dosc szybko po tamtym one shocie co mnie mile zaskoczylo :33 boze duzo weny kochana i spelnienia marzen sukcesow w tym co robisz i mam nadzieje ze dzien byl udany ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. No to ja też się dołączam do życzeń! Sto lat, spełnienia marzeń i dużo pomysłów na SasuNarutowe i NaruSasowe (Sasusowe?) historie xD

    A co do rozdziału, to pomarudzę znów (ostatnio tylko marudzę, chyba nie powinnam komentować w tym stanie). Ja powiem tak - niby tyle się działo, a tak naprawdę mam wrażenie, że akcja w tym rozdziale leży. I że nic się nie wydarzyło. Coś mi się tu gryzie. I już wiem, o co chodzi. Chodzi o postać Emiko i jej stwierdzenie, że chłopcy są na randce. Jak dla mnie to ona, za przeproszeniem, ale z dupy sobie to spostrzeżenie wyjęła, bo ich zachowanie w czasie meczu (wg mnie) nie wskazywało na jakąś głębszą relację. Troszkę to wyszło hmm... niezgrabnie.

    No, ale za to postać Naruto dalej wielbię i to jest moja absolutna perełka tego rozdziału: "- Niektórzy tu chodzą – dodał Sasuke kąśliwie, a Naruto obejrzał się na niego.
    - A patrz, a ja chciałem cię podwieźć – odpowiedział. – Ale jak wolisz, to przebieraj nóżkami, raz, raz, Czarnuszku." No skradło moje serce! xD
    Pozdrawiam, ściskam i proszę o niegniewanie się za moje marudzenie :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, szczęścia, zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń i dużo, dużo weny!!!!!
    Notka jak zwykle świetna, mnie się podoba że akcja tak powoli się rozwija, ale wyraźnie czuć chemie pomiędzy chłopakami :). W ogóle Naruto jest w tym opowiadaniu tak cudownie złośliwy i jednocześnie pogodny, normalnie nie da się go nie polubić.
    Dzięki za wszystkie twoje notki :)
    Pozdrawiam Neferu

    OdpowiedzUsuń
  15. najlepszego zdążyłam x3 no rozdzial ciekawy czekam az w końcu cos sie wydarzy xox

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam siły na komentowanie rozdziału, więc błagam o wybaczenie za zabijanie Twej weny i obiecuję, że kiedyś ten komentarz napiszę... kiedyś... xD
    Najlepszego, wilka złego... Nieee, stop, czekaj, to nie tak było...
    Więcej niż stu lat, bo jednorożec Ci serce skradł... Nieee, też nie to, ale rym ładny, prawda? W ogóle, jednorożce są z reguły bardzo ładne, wiedziałaś? xD
    Okej, okej, czas na głęboki oddech i wysilenie mojej kapryśnej weny na jakieś oryginalne życzenia urodzinowe.
    Czekaj.
    Czekaj.
    Czekaj.
    No przecież mówię, czekaj.
    ...
    No czekaj, mówię!
    ...
    No, to skoro tak sobie czekasz, to czekaj dalej, cierpliwość dobra rzecz. xD

    O, już wiem. Popiszę się oryginalnością. Pośpiewajmy sobie "Sto lat" po japońsku! ^.^ Mam nadzieję, że w ogóle pamiętam, jak to leciało...
    Ureshii na kyo wa! lalalala
    Tanoshii na kyo wa! lalalala
    Tanjo-bi omedetooo,
    Outa o utaima-shou!
    Czekaj, było coś chyba dalej... A może to się powtarzało...? Chyba powtarzało... Mniejsza, ładnie sobie pośpiewaliśmy - ani słowa, bo języki odetnę - a więc teraz możemy przestać być oryginalni. Sto lat, ayanami. Wszystkiego najlepszego. I inne typowe teksty.
    To teraz sobie pośpie... Nie, to było. No to nie przedłużam: Przeżyj nam do następnych urodzin. + Standardowej weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystkiego najlepszego! :D
    Zajebisty rozdział. "Związek" Naruto i Sasuke rozkwita, nowe znajomości też rozkwitają, a randkowe pomyłki to już w ogóle. Mwhahahah! Wyobrażam sobie minę Itasia kiedy zorientuje się, że nie umówił się z Naruko. To będzie piękne... Zastanawiam się co z tym obiadem. Zazwyczaj w takich sytuacjach coś idzie źle, czy tutaj też tak będzie...?
    Czasu, weny i jeszcze raz 100 lat!

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej :)

    Na początek życzę Ci spełnienia marzeń, dużo weny i osiągnięcia życiowych planów i zamierzeń ;)

    Do tego.. Na zawsze wbije mi się data Twoich urodzin do głowy, bo moja mama też dziś je ma ;D

    Co do rozdziału. Chce Ci z całego serca podziękować, bo strasznie brakowało mi tego opowiadania , a jak wiesz, jest jednym z moich ulubionych :ma drugie miejsce ;) . Widząc, źe dodałaś notkę, błagałam, by było to to opo :#

    Dla mnie każdy rozdział jest świetny, czytam z takim podekscytowaniem, z jakim Naruto oglądał mecz :) Znów czytając, nie chciałam, by się kończył, ale jednak.. ;( .Ale mimo to sprawiłas mi mega wspaniała niespodziankę tak trochę ;d

    Chciałam również powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem dialogów. Powalaja i tyle. Śmieje się do rozpuku :) . A do tego taki Sasuke.. ja niestety go zgubiłam u siebie na rzecz romantyzmu, więc serio fajnie jest takiego mrocznego, niedostępnego i dumnego odnaleźć u Ciebie :)

    :d życzę Ci weny i tak wspaniałych pomyślny jak dotąd :) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj miała * nie zwróciłam uwagi na godzinę, gomene.

      Usuń
  19. Spóźnione, no ale wszystkiego najlepszego:*! Spełnienia marzeń przede wszystkim ;), żeby ten blog miał jeszcze więcej czytników niż teraz :D, no i dużo weny!
    Mimo, że w tym opowiadanku, akcja idzie w dość wolnym tempie (już ósmy rozdział, a Naruto dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Sasek jest seksowny! xd), to strasznie mi się podoba :D. Wizja Saska jako gbura i gnojka bardzo mi do Niego pasuje :D. Ale coś czuje, że za sprawą Naruto w późniejszych rozdziałach On się jeszcze zmieni^^, może nie całkowicie, ale nie będzie już taki pusty, przynajmniej mam nadzieje!
    Żal mi strasznie Naruto, taki aktywny był, w kosza grał, wszędzie go pełno, a na wózku musi siedzieć... Jeszcze ogląda ten mecz z wizją, że on tak nigdy nie będzie mógł... Strasznie to jest przykre :c, dlatego jak jednak go z tego wózka podniesiesz i go uleczysz to będę miała straszną radochę :D, no ale to już zależny tylko i wyłącznie od Ciebie, ciekawa jest jak to rozwiniesz dalej... No i jak to się stanie, że Sasek taki heteryk, zacznie na blondynka lecieć! No ale w sumie, że już podoba mu się Naruko, a oni są praktycznie identyczni, to myślę, że nie wiele będzie potrzeba :3.
    Z końcówki rozdziału strasznie się uśmiałam, Itaś pewnie cały w skowronkach, że pójdzie na randkę z laską w której się zakochał od pierwszego wejrzenia, a tu będzie miał niespodziankę w postaci Ino, hahaha xd. Bieeedny :D. "Może ten chłopak ma z czternaście lat?" taaaa XD, oj Naruś gdybyś tylko wiedziała, że to Ciebie miał na myśli i to był ten przystojniak, który Tobie też się spodobał :D! Oni też muszą się zejść <3!
    Czekam niecierpliwe na kolejne rozdziały! :*

    OdpowiedzUsuń
  20. kochani, dziękuję Wam wszystkim za życzenia xD mam nadzieję, że do następnych wciąż będziemy na tym blogu w całym komplecie xD

    OdpowiedzUsuń
  21. Nareszcie, nareszcie! :D

    Sto lat ci życzę i weny do koooońca życia! :D

    Ten rdz. świetnie ci wyszedł i mam nadzieję że bd takich więcej, więcej z ~ Mój najlepszy przyjaciel ~ :D Pozdrawiam :P

    * Wandal :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Nieeech tooo, spóźniłam sięę D:
    Cóż, sto lat się należy, a nawet i więcej! : D
    Coraz bardziej mi się podoba to opowiadanie, po Między Nami jest chyba moim faworytem :D
    Powodzenia, czekamy na więcej-więcej :DD

    OdpowiedzUsuń
  23. Spóźnione życzenia i gratulacje, bo rozdział jak zwykle obłędny :D a czekałam z zapartym tchem na to opowiadanie, bo z każdym rodziałem, jest coraz lepsze! Mam nadzieję, że wena się Ciebie trzyma i wkrótce coś dodasz (może masz jeszcze jakiegoś cudownego oneshota jak 'Zdesperowany' lub 'Dziwka'? :3). Powodzenia życzę i wszyskiego najlepszego!!!! :)

    ps. Jak tam 'Kapłan'? Żyje jeszcze, czy już zupełnie umarł? :(

    OdpowiedzUsuń
  24. No cóż...
    Urodzinki ^^
    Życzę Ci dużo zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, dużo weeny <33 i jeszcze dużo wolnego czasu, byś mogła dla nas wszystkich tu pisać ^^
    Także, najlepszego ;**
    Mam nadzieję, że nie będzie na mnie żadnego focha, za to, że tak późno życzenia składam xDD
    Nie mogłam się doczekać kolejnego rozdziału i jako miło, bo baaaardzo mi się podobał ;d Piszesz świetnie, wciąż mam chętkę na czytanie jakichś Twoich rzeczy. Chcę to czytać, czytać i czytać :DD
    Ze zniecierpliwieniem będę oczekiwać, aż pojawi się coś nowego c:

    Zapraszam do siebie ;)
    http://morestories-wiecejhistorii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam,
    cudny rozdział, no i doczekaliśmy się wyjścia na ten mecz, chłopaków... Uchiha jak zwykle dumny, nawet o drogę nikogo nie zapyta.... hahhaha Emiko uznała ich za parę.... cieszę się bardzo, że pojawiło się wyjaśnienie dlaczego Naruto jest na wózku.... Itachi spotka się z Ino, która nie jest tą dziewczyną, której szuka... ciekawe jaka będzie reakcja jak dojdzie do tego spotkania.....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  26. Naprawdę genialne opowiadanie! Świetnie piszesz, ale ta opowieść ze wszystkich spodobała mi się najbardziej. Motyw Naruto na wózku inwalidzki jest przeuroczy i po prostu cudowny <3. Już sobie wyobrażam zakochanego Saska, który się nim opiekuje. Naprawdę, Naprawdę nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Jesteś wielka i masz cudowne pomysły. Naruko też jest świetna i odnajduję w niej bratnią duszę, gdyż też lubię się "przekłuwać we wszystkich miejscach". Naprawdę przeurocze, milutkie opowiadanko. Podziwiam za talent i życzę dużo weny! Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Hej.co sie z Toba dzieje juz sie martwie ze cos zlego sie stalo..

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj... a kiedy tu coś przybędzie :(?

    OdpowiedzUsuń
  29. Czyżby liścik adresata zgubił? :P

    OdpowiedzUsuń
  30. Ach... Oby szybko ci wena wróciła ;]

    OdpowiedzUsuń