środa, 19 grudnia 2012

1. Powitajcie Naruko!

-Nieeee, ja nieeee chcę! –dochodziło z góry już od ponad godziny. Cała drużyna zgromadziła się u stóp schodów, patrząc niepewnie w górę, na drzwi do pokoju Ino. Wnieśli tam szarpiącego się Naruto, przywiązali go do krzesła i zostawili z dwiema dziewczynami, które miały zrobić go „na bóstwo”. Od tamtej pory nie przestawał krzyczeć. – AŁA!!! Nie… na pomoc… nie, błagam!!! AAAAA!!!
-Gardło nie do zdarcia – szepnął blady jak ściana Neji, nachylając się do Shikamaru. We dwóch siedzieli na podłodze, opierając się o ścianę.
-Współczuję dziewczynom, nawet mnie uszy bolą – powiedział w miarę głośno Lee, który stał oparty o balustradę schodów.
-Nieee! Sa-Sakura-chan, co ty… NIE!!! Proszę! Proszę!
-Ciekawe, co one mu tam robią?– zapytał głośno Konohamaru, a Sai wzruszył ramionami.
-Brzmi to strasznie – powiedział cicho.
-Jak tortury – dodał Chouji, odkładając paczkę chipsów na jakiś stolik. – Słabo mi…
-Nie zniosę tego! Boli! BOLI! Mdleję… ja mdleję!!! – darł się Uzumaki. Jedenastu członków drużyny przełknęło zgodnie ślinę. Zaległa cisza.
-Zemdlał? – zapytał po dłuższej chwili przejęty Shino.
-Na wojnie pewne ofiary są konieczne! – powiedział dobitnie Kiba, udając, że jako jedyny nie stracił zimnej krwi, ale kolana mu dygotały. Członkowie drużyny przyjrzeli mu się, a potem każdy pokiwał głową i ponownie wlepił wzrok w drzwi sali tortur, czyli pokoju Ino. Mijały minuty, a tam panowała cisza. Zaczęli już myśleć, że nowy właśnie tam zginął, kiedy drzwi otworzyły się nagle.
            Cała drużyna poderwała się na nogi i stanęła w rzędzie u stóp schodów. Podnieśli głowy, a wszystkie jedenaście szczęk opadło jednocześnie.
            Na szczycie schodów stała istna piękność. Miała na sobie niebieskie szpilki z małą kokardką w białe groszki, jej zgrabne, długie nogi opinały czarne legginsy, które potem znikały za niebieską spódniczką z trzema nakładającymi się na siebie falbankami. Kawałek opalonego brzuszka był odsłonięty, zaś resztę, a zwłaszcza całkiem spore piersi, ukrywał biały top na krótki rękawek oraz rozpięty, niebieski sweterek. Jej twarz była gładka, zdobiły ją ogromne, niebieskie oczy, podkreślone granatową kredką i okolone rzęsami jak wachlarze oraz pełne, pociągnięte różową pomadką usta. Całość dopełniały długie, spływające na jej ramiona, złote włosy spięte nad uszami w dwie kitki.
-Zakochałem się – wyszeptał Leei zaraz oberwał po głowie od swojego przyjaciela, Nejiego.
-To wcale nie jest śmieszne! – wykrzyknął Uzumaki piskliwym głosem. – Tylko debil by się na to nabrał, przecież ja wcale nie wyglądam jak dziewczyna!
            Ale jedenastu członków drużyny miało co do tego inne zdanie. Wpatrywali się w Uzumakiego jak urzeczeni i każdy z nich był pewien, że tak samo zrobi Uchiha, gdy tylko go zobaczy.
-Uzumaki, jesteś lepszą dziewczyną niż facetem, uwierz mi – powiedział głośno Kiba, a Naruto nadął policzki.
-Wcale nie! – wymamrotał, schodząc na dół. Wszyscy wędrowali za nim wzrokiem, a Sakura i Ino, niezwykle z siebie zadowolone, zeszły za nim. Wszyscy razem udali się do salonu i każdy usiadł tam, gdzie wcześniej. Jedynie Uzumaki przechadzał się nerwowo po pokoju, śledzony wzrokiem przez każdego z chłopców.
-Może mi wreszcie wyjaśnicie, o co wam chodzi? – zapytał zły Naruto, a Kiba odchrząknął.
-Otóż, będziesz szpiegiem. Poderwiesz kapitana Taki, Uchiha Sasuke i jako jego dziewczyna podejrzysz ich treningi, a potem nam wszystko opowiesz – oświadczył, a Uzumakiemu szczęka opadła.
-Przecież Uchiha w życiu się na to nie nabierze! – zawołał, czerwieniejąc ze złości. Rumieniec na jego twarzy sprawił, że większość chłopców zaczęła kręcić się, chrząkać i poprawiać kołnierzyki. Sakura i Ino wymieniły zadowolone spojrzenia.
-Trochę wiary w siebie, Naruto! – zawołał Neji, a większość poparła go zgodnym pomrukiem.
-Ale ja się czuję głupio w tych ciuchach! I w dodatku mam poderwać Uchihę?! On jest straszny!
-Nowy, posłuchaj… - zaczął Kiba, a Naruto spojrzał na niego. Inuzuka zaczerwienił się lekko, ale odchrząknął i kontynuował. – Umówmy się tak, jeśli to zrobisz i Uchiha zabierze cię na… trzy treningi o których nam potem opowiesz, a najlepiej, to w ogóle żebyś je nagrał, to przyjmę cię do drużyny. I będziesz grał w meczu, na którym zjawi się selekcjoner z Konohy.
-Naprawdę?! – wykrzyknął Naruto i rzucił się ku niemu, wlepiając swoje ślepka w zmieszanego i nadal zarumienionego Kibę. – Naprawdę?! Naprawdę?!
-Tak – powiedział Kiba. – Ale najpierw to ty musisz się wywiązać z umowy i zacząć się z nim spotykać.
            Naruto spojrzał na niego, zagryzając dolną wargę.
-To mi się mniej podoba –powiedział jękliwie. – W ogóle mi się to nie podoba! Co będzie, jak on odkryje prawdę?
-Jak się postarasz, to nie odkryje – odparł Kiba. – Chcesz być w drużynie, czy nie? – zapytał. Naruto jęknął jeszcze raz.
-No chcę!
-To uznaj to za test zaangażowania w sprawy drużyny! Jeśli go zdasz, to cię przyjmiemy, kapujesz, nowy?!
-Tak, ale…
-Bez dyskusji!
-Ale…
-Powiedziałem, bez dyskusji! A teraz idziesz ze mną…
-Gdzie? – przestraszył się Uzumaki, widząc jakiś niezdrowy błysk w oczach kapitana drużyny. Ten wstał z kanapy.
-Jak to gdzie? Żebyś poznał Uchihę!
-Co?! – wykrzyknął przerażony Naruto,szeroko otwierając ponętne usteczka. – Tak szybko?! Nie!
-Tak, Uzumaki, tak – orzekł kapitan, szukając po kieszeniach kluczyków od samochodu. – Im szybciej go poznasz, tym lepiej. Taka świętuje zwycięstwo zawsze w tej samej pizzerii. Po drodze wymyślimy, jak go zapoznać. Za mną!
            Naruto obrzucił nieszczęśliwym spojrzeniem śliniących się na jego widok członków drużyny, po czym ruszył za Kibą w stronę wyjścia. Kiba ubrał się w swoją kurtkę, a Naruto w pożyczony od Ino płaszczyk, bo dzień byłdość chłodny. Czuł się dziwnie, było mu niewygodnie i ciasno w tych ciuchach, z ledwością trzymał się na nogach, bo szpilki lekko go uciskały i w dodatku chwiał się, bo nie miał pojęcia, jak chodzić w czymś takim. Starał się jednak trzymać prosto, by nie wyglądać jeszcze żałośniej niż wyglądał. Dotarł do auta Kiby i wsiadł do środka, zerkając na kapitana drużyny. Odkąd przeniósł się do nowej szkoły, starał się o pozycję napastnika w szkolnej drużynie piłkarskiej, jednak oni nie chcieli go przyjąć. Podczas sprawdzianu jeden z członków drużyny paskudnie Naruto sfaulował i Uzumaki stracił szansę pokazania, co potrafi.Potem uznano go za niezdarę, skoro dał się sfaulować i stanowczo odmówiono mu przyjęcia do drużyny, a przecież musiał zagrać przed facetem z Konohy! To była taka szansa!
Naruto w ogóle miał problemy z wkręceniem się w jakiekolwiek towarzystwo. To była ostatnia klasa, połowa ostatniego semestru. Wszyscy się znali, mieli swoje paczki, znali swoje miejsce w szkole. I nagle pojawił się on, Naruto. Już wcześniej, w poprzedniej szkole, miał problemy z dogadaniem się z ludźmi, ale nie spodziewał się, że tutaj nie znajdzie nikogo, kto by go polubił, w dodatku nawet w drużynie go nie chcieli. A przecież zawsze dobrze grał, ba, był jednym z lepszych zawodników poprzedniej drużyny! Piłka to było to, co kochał. Marzył,że w przyszłości będzie zawodowym piłkarzem. On po prostu musiał… musiał dostać się do drużyny i był gotów zrobić wszystko, byleby go przyjęli. Nawet jeśli, aby tak się stało, musiałby udawać dziewczynę przed jednym z najdziwniejszych,najmroczniejszych i najbardziej nieprzyjemnych chłopaków, jacy istnieją na świecie. Bał się.
            Kiba bębnił palcami w kierownicę, prowadząc niepewnie. Naruto siedział skulony, skubiąc skraj falbaniastej spódniczki.
-Wiem – odezwał się nagle Kiba, kiedy zatrzymali się na światłach. Naruto wlepił w niego spojrzenie wielkich, niebieskich oczu. Kiba chrząknął, bo z trudem przychodziło mu bycie dla Uzumakiego takim, jak wcześniej, kiedy ten miał na sobie babskie fatałaszki. –Wiem, jak poznasz Sasuke. Albo raczej, jak się mu pokażesz. Wejdziesz do tej pizzerii, podejdziesz do baru i powiesz, że zgubiłeś kolczyk…
-Nie mam przekłutych uszu – mruknął Uzumaki.
-No to bransoletkę, wisiorek… cokolwiek. I zapytasz, czy znaleźli. Powiedzą, że nie – Kiba wrzucił bieg i ponownie ruszył – to ty zapytasz, czy można poszukać i powiesz, że siedziałeś tam, gdzie będą siedzieć ci z Taka. I będziesz się dużo uśmiechał do Sasuke, jasne? A potem będziemy go śledzić i niby przypadkowo będziesz na niego wpadał wszędzie, gdzie tylko się da.
-To się nie uda – jęknął Naruto. – To się nie uda, nic a nic. On się od razu połapie, wyśmieje mnie…
-Więc musisz się postarać, by się nie połapał. Nie jęcz, nowy, bo nigdy nie dostaniesz się do drużyny! –warknął na niego Kiba, a on skulił się. Zajechali pod pizzerię i Inuzuka zaparkował. – No już, nowy. Do dzieła!
            Naruto obrzucił go nienawistnym spojrzeniem i wysiadł z auta.
-Jesteś… jesteś… ugh! – zawołał jeszcze i z całej siły zatrzasnął drzwiczki. Poprawił ubrania i perukę, która akurat bardzo dobrze się trzymała i ruszył w stronę wejścia do pizzerii.
            Wewnątrz panował tłok. Gdy wszedł do środka, połowa głosów umilkła. Ruszył nieco niepewnie w stronę baru, udając, że nie widzi śledzących go spojrzeń. To było takie dziwne, czuł się, jakby był nagi. Był pewien, że wszyscy widzą, iż jest facetem i zaraz cała pizzeria wybuchnie śmiechem. Dotarł do baru i zerknął na barmana.
-Witam – zagadnął go nawet przystojny koleś, wyglądający na studenta. Na pierwszy rzut oka wyglądał niczym starszy brat Gaary, jednak po bliższym przyjrzeniu się Uzumaki stwierdził, że jednak wiele ich różni. Barman miał brązowe oczy, zupełnie inny kształt twarzy i inaczej wykrojone wargi. Tylko fryzura i kolor włosów były po prostu podobne.
-Eee, dzień dobry – mruknął Naruto, starając się nieco zmienić głos.
-W czymś pomóc? – zapytał barman.
-Cóż – Naruto zatrzepotał rzęsami i wlepił w chłopaka swoje spojrzenie, a ten zarumienił się lekko. Uzumakiemu to pasowało. Fakt, że rozmówca jest zakłopotany, dodawał mu odwagi.– Ja… byłam tu wczoraj z koleżankami i zgubiłam bransoletkę – powiedział,pokazując nadgarstek bez ozdoby, której nigdy na nim nie było. Miał nadzieję,że jego zdolności aktorskie są powyżej przeciętnej, bo inaczej klapa. – I chciałam zapytać, czy… czy może ktoś jej nie znalazł? – zapytał niby z nadzieją. Barman potarł się po karku, uśmiechając się do niego szeroko. Uzumaki spłonął rumieńcem. To było prawie nie do zniesienia i uwłaczało jego męskiej dumie. Jak mógł się na to zgodzić? Chyba zgłupiał!
-Cóż, nic nie wiem o bransoletce – odrzekł barman. – A gdzie pani siedziała?
            Naruto obejrzał się i niemal natychmiast zlokalizował członków Taki.
-O tam – wskazał ręką. Barman wyszedł zza lady i objął go ramieniem.
-No to chodźmy poszukać – rzekł z jeszcze szerszym uśmiechem. Naruto skinął głową, rumieniąc się jeszcze bardziej. Boże, co za upokorzenie!
            Ruszyli w tamtym kierunku i stanęli przed stolikiem, przy którym siedziała grupa prawie dwudziestu osób. Członkowie drużyny bawili się wraz ze swoimi dziewczynami. Naruto tylko raz obrzucił ich spojrzeniem i natychmiast zorientował się, że Uchihy tu nie ma. Wszędzie rozpoznałby kapitana nienawistnej drużyny, choć tylko raz go widział. Nikt jednak nie miał tak groźnych, czarnych oczu i tak wyniosłej, kpiącej miny.
-Ta pani zgubiła tu wczoraj bransoletkę – wytłumaczył barman, kiedy członkowie drużyny spojrzeli na niego pytająco. – Można jej poszukać? Może utknęła gdzieś między siedzeniami?
            Dziesięciu członków Taki przytaknęło i zaczęło się szukanie, jednak, oczywiście, zakończone niepowodzeniem. Naruto przeprosił za kłopot i drużynę i barmana, po czym jak najszybciej opuścił pizzerię. Był wściekły, zły i upokorzony. Wyszedł czym prędzej z pizzerii i ruszył w stronę auta Kiby. Ten opuścił szybę po stronie pasażera.
-Co się stało?! – wykrzyknął, zanim jeszcze Naruto dotarł do auta.
-Nic! – odkrzyknął Uzumaki, zły jak cholera. – Chcę do domu!
-No to cześć! – zawołał Kiba, po czym machając mu, zapalił samochód i ruszył.
-Hej! – wrzasnął Uzumaki, ale Inuzuka nawet się nie obejrzał, choć nadal miał opuszczoną szybę i na pewno go słyszał. – Hej! A ja?! No co za… co za palant! – wrzasnął i obrócił się, by ruszyć w stronę pobliskiego przystanku. I wtedy zderzył się kimś i byłby upadł,gdyby nie silne dłonie, które złapały go za ramiona.
-Zgadzam się, prawdziwy palant,skoro zostawił tak piękną kobietę – usłyszał tuż nad swoją głową. Podniósł oczy.
            Sasuke Uchiha stał tuż przed nim, wciąż trzymając go za ramiona i patrząc na niego z uśmiechem, obejmującym nawet jego zimne, czarne oczy. Naruto poczuł, że się czerwieni. Boże, to ten koleś! Ten zimny, podły drań, który wymiata na boisku! Kolana zaczęły mu drżeć…
-Ja… - mruknął, cofając się, a Uchiha go puścił. – Ja… przepraszam bardzo, nie zauważył... am. Nie zauważyłam pana…
-Nic się nie stało – odparł natychmiast Uchiha i po raz kolejny obdarzył go uśmiechem. – To ja do pani podszedłem, widząc, że jest pani w kłopocie – powiedział, głową wskazując kierunek, w którym odjechał Kiba. – Rozmawiałem przez telefon z bratem i właśnie wchodziłem do pizzerii. Ale pizza mi nie ucieknie. Czy wobec tego mogę zaproponować pani podwózkę? – zaoferował się, pokazując mu kluczyki. Narutoudał, że się waha.
-Spokojnie – mruknął Uchiha niskim głosem, wyciągając rękę. – Mam na imię Sasuke. Uchiha Sasuke.
-Naru… Naruko Uzumaki –zająknął się, jednak w ostatniej chwili wymyślił imię. – Ale znajomi mówią mi Naru – uścisnął ostrożnie dłoń Uchihy.
-Naru… bardzo mi miło. To jak, dasz się podrzucić? – zapytał, a on skinął głową. Sasuke zaoferował mu swoje ramię, a Naruto przyjął je niepewnie. Uchiha poprowadził go do czarnego mitsubishi,stojącego przy krawężniku, a Naruto gwizdnął odruchowo, co spowodowało, że Sasuke obrzucił go spojrzeniem.
-Fajna zabawka – mruknął. Naruto nie miał samochodu, ponieważ wolał motocykle. Kiedy potrzebował samochodu, pożyczał od matki lub ojca, ale głównie poruszał się po mieście swoją śliczniutką, żółto-czarną, dwukołową yamahą, którą kochał i nie zamieniłby jej na żaden samochód.
            Sasuke uśmiechnął się, po czym otworzył przed nim drzwi po stronie pasażera. Naruto wsiadł do samochodu i spojrzał lekko zmieszany na Uchihę, który obszedł auto i wsunął się za kierownicę. Obaj zapięli pasy.
-Gdzie mieszkasz? – zapytał Uchiha, a Naruto nieśmiało rzucił nazwę ulicy. Cały czas się bał, że zostanie zdemaskowany, że lada moment czarnowłosy wybuchnie śmiechem, zedrze mu perukę z głowy i wykpi. Sasuke uruchomił pojazd i wyjechał z parkingu, zerkając na niego kątem oka. – Nie mogę uwierzyć, że ktoś był na tyle głupi, by cię wystawić, Naruko – powiedział, a Naruto spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
-Widać nie mam szczęścia –odrzekł.
-Albo wręcz przeciwnie –zauważył Uchiha, a Naruto parsknął śmiechem. Nie mógł się powstrzymać.
-Ktoś tu bardzo wysoko się ceni, panie Uchiha – postanowił nieco podrażnić się z zarozumiałym chłopakiem.Ten zaśmiał się, co nieco zdziwiło Uzumakiego.
-No cóż, kto mnie lepiej zareklamuje, niż ja sam? – spytał retorycznie. Uzumaki zaśmiał się ponownie.
-No faktycznie – powiedział, a Uchiha zatrzymał się na czerwonym świetle.
-Czy ten palant, który cię zostawił, to nie był przypadkiem Inuzuka, kapitan Anbu? – zapytał nagle Sasuke, a Naruto spojrzał na niego zdziwiony. Nie miał pojęcia, że Uchiha przyuważył Kibę.
-Tak, chodzimy razem do szkoły – przyjrzał niechętnie Naruto. – Podrzucił mnie do tej pizzerii, żebym poszukał… ła… bransoletki, którą tam zgubiłam ubiegłego dnia – zmyślał naprędce, starając się brzmieć w miarę przekonująco. – Nie miałam pojęcia, że mnie tak załatwi!
-Niczego innego nie było można się spodziewać po kimś takim, jak on – powiedział Sasuke, a Naruto uśmiechnął się pod nosem, słysząc, że ktoś ma o Kibie podobne zdanie, jak on sam. Gdyby nie to, że chciał dostać się do drużyny, w ogóle by z nim nie rozmawiał. Ale tak bardzo zależało mu na grze w piłkę! O niczym innym tak nie marzył, jak o dostaniu się jakimś sposobem na boisko. Wiedział, że jest na tyle dobry, że Anbu tylko traci, nie włączając go do składu. Był na tyle zdesperowany, że rozmawiając teraz z Uchihą, czuł, że mógłby udawać jego dziewczynę, byleby tylko móc zagrać w następnym meczu. – Ale myślałem, że Anbu będzie lizać rany po tym, jak im dziś wrąbaliśmy, a ich kapitan będzie płakał najrzewniej, a nie miał tyle szczęścia, by wozić takie śliczne dziewczyny jak ty po pizzeriach –to dziwne, ale rozmawiało się z nim całkiem normalnie. 
-Wrąbaliśmy? – Naruto udał niezorientowanego. – Ty jesteś z tej drugiej drużyny?
-Taka, tak się nazywamy –wyjaśnił Sasuke i zerknął na niego. – Gdzieś ty się uchowała, że nie wiesz?
-Wiesz – mruknął, niby lekko zawstydzony – jestem tu nowa, tak więc… jeszcze nie zdążyłam się nawet przyzwyczaić do nowej szkoły i zapamiętać wszystkich znajomych, nie mówiąc już o drużynach piłkarskich. Ale Kiba mówił mi coś o przegranym meczu. To z wami przegrał? – Naruto zatrzepotał rzęsami w stronę Uchihy, który natychmiast uśmiechnął się szerzej. Naruto ze zdziwieniem stwierdził, że rozmowa z nim wcale nie jest trudna, wręcz przeciwnie. Miał go za zimnego, oschłego drania, bo takim przedstawili mu go członkowie Konohy. Widział go na boisku i wydawało mu się, że mieli rację. Sasuke był taki pewny siebie, a przy tym taki chłodny w obyciu. Uchiha nawet go trochę przerażał, Naruto myślał, że będzie on dla niego taki, jak dla innych, czyli wredny i nieprzyjemny. Musiał przyznać, że czuł się mile zaskoczony manierami chłopaka.
-Rozumiem. To jak długo mieszkasz w tym mieście? – zapytał Sasuke, kiedy światła zmieniły się na zielone.
-Niecałe dwa tygodnie – odparł Naruto, zgodnie z prawdą. – Nie lubię tego miejsca – wyznał, przytulając policzek do ramienia. W istocie, źle się czuł w nowej szkole i wśród nowych znajomych. Nikt go nie lubił.
-Nie podoba ci się tu? –zdziwił się Sasuke. Naruto pokręcił głową.
-Nie o to chodzi, miasto jest w porządku. Nie lubię nowej szkoły, ponieważ jestem now… a… nikogo tu nie znam… - miał nadzieję, że Sasuke nie zwróci uwagi na jego małe potknięcia przy końcówkach. Postanowił się pilnować, by nie palnąć głupstwa. - I zostawiłam przyjaciół w dawnej szkole… - pierwszy raz mógł powiedzieć to na głos i wyrzucić z siebie. Trochę dziwnie się czuł, mówiąc to do zupełnie obcego kolesia, ale zaraz zrobiło mu się lepiej. Od dwóch tygodni sam ze sobą męczył się i nie miał komu wygadać.
-Tęsknisz za nimi? – zapytał Sasuke bardzo łagodnie. Ta łagodność spowodowała, że Naruto poczuł nagłą potrzebę wygadania się.
-Nie tyle tęsknię, co po prostu brak mi znajomych rzeczy – wypalił, panując jednak nad głosem. Pamiętał, że ma udawać dziewczynę. – Starej szkoły z zakamarkami, które lubiłam i ulubionej kawiarni i starego domu… bardziej brak mi miejsc, niż ludzi. Chyba nie mam szczęścia do ludzi – wyznał, patrząc przez okno na sklepy, które mijali i przechadzających się chodnikiem mieszkańców miasta. Było piątkowe popołudnie, nikt się nigdzie nie spieszył.
-W tym mieście też jest wiele ciekawych miejsc. Jeśli potrzebujesz przewodnika, mógłbym pokazać ci co tylko chcesz – zaoferował się Sasuke. Naruto spojrzał na niego.
-A chciałbyś? – zapytał z nadzieją. Sasuke zaśmiał się.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Naruko. Jeśli nie masz żadnych planów na jutro, to mogę ci poświęcić tyle czasu, ile tylko będziesz chciała i oprowadzić cię po miejscach wartych uwagi – odparł, zatrzymując się nagle. Naruto rozejrzał się i spostrzegł, że stanęli przy krawężniku na ulicy, przy której mieszkał. Wokół nich pełno było domków jednorodzinnych, wśród których znajdował się i jego nowy dom.
-Byłoby miło – powiedział, obdarzając Uchihę promiennym uśmiechem. Ten wyjął telefon.
-To jak, dasz mi swój numer? – zapytał, a Naruto podyktował mu odpowiednie cyfry. Uchiha zapisał sobie w telefonie kontakt do niego i spojrzał mu w oczy. – Potem napiszę do ciebie i dogadamy się, o której mam po ciebie wpaść. Mam jutro stanąć w tym miejscu, czy pokażesz mi, gdzie mieszkasz? – rozejrzał się dookoła.
-Może być tu – odparł Naruto, chwytając za klamkę. – To do zobaczenia, dzięki, że byłeś taki miły!
            Otworzył drzwi, pomachał chłopakowi, po czym zatrzasnął je za sobą. Uchiha odmachał i odjechał, a Naruto stał i przyglądał się, jak czarne mitsubishi znika za zakrętem. W końcu odetchnął.
-Ja pierdolę, w co ja się władowałem! – zawołał, uświadomiwszy sobie w pełni, że właśnie umówił się na randkę z innym facetem!
            Ruszył w stronę domu, idąc nieco wolniej, bo nie potrafił chodzić na obcasach. W końcu dotarł do całkiem sporego, białego domu z czerwonym dachem. Otworzył furtkę, zerkając na samochód ojca, stojący na podjeździe. No pięknie, jeszcze tata był w domu do tego wszystkiego!
            Podszedł do drzwi, zastanawiając się, czy nie włamać się przez jakieś okno, aż w końcu westchnął, mruknął do siebie „olać to!” i otworzył drzwi, a potem zamknął je za sobą.
-Naruto, jesteś! – usłyszał głos ojca, dobiegający z kuchni. Po chwili ubrany w fartuszek kucharski Minato wyskoczył na korytarzyk, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Jednak ten uśmiech zamarł na jego twarzy, gdy zobaczył swojego syna, ściągającego z głowy perukę.– Boże, co ty masz na sobie? – zapytał zdumiony.
-Nawet nie pytaj, nienawidzę tego miasta! – warknął Naruto i ruszył w stronę schodów, a ojciec podążył zanim.
-Dlaczego jesteś ubrany w babskie ciuchy? – dopytywał się wyższy blondyn, oglądając syna z każdej strony,gdy ten wchodził po schodach na górę. – Ojcu możesz powiedzieć, kochanie. Zaakceptujemy każdą twoją decyzję, a mama… mama zawsze chciała mieć córkę!
-To nie jest śmieszne! – fuknął Naruto, wiedząc, że ojciec się z niego nabija.
Razem weszli do pokoju Naruto.
-Mam szpiegować drużynę, z którą dziś Anbu przegrało mecz – wyjaśnił Naruto, wzdychając. Zaczął się rozbierać. – Jeśli uda mi się dostać na ich trening jako fanka kapitana – wolał nie wyjawiać ojcu, że w prawdziwym planie ma postarać się poderwać Uchihę – i potem zdać chłopakom z niego relację, to przyjmą mnie do drużyny i zagram w meczu, na który ma przyjść skaut z FC Konoha.
            Cisnął na swoje łóżko niebieski sweterek i biały top, po czym zaczął mocować się z wypchanym watą stanikiem, który za nic nie chciał się rozpiąć. Ojciec przyglądał mu się zdumiony.
-I uważasz, że to – machnął ręką w stronę syna – jest tego warte? – zapytał, przekrzywiając lekko głowę.
-Ja MUSZĘ zagrać w tamtym meczu,do cholery! – warknął Naruto, nadal mocując się z tym zapięciem. – Boże, jak one to rozpinają?! – jęknął. Ojciec westchnął i wstał, po czym zbliżył się do niego.
-Widać, że nigdy nie miałeś dziewczyny – powiedział, a Naruto warknął. Ojciec uwolnił go od przeklętego stanika, a Naruto cisnął go na podłogę.
-Nie nabijałbyś się ze mnie, gdybyś wiedział, ile wycierpiałem! – wykrzyknął. – Zobacz!
            Podciągnął nieco nogawkę swoich legginsów i podetknął ojcu jedną łydkę pod nos. Minato zrobił zeza.
-Na co mam patrzeć? – zapytał.
-Dotknij, jak nie widzisz! –zawołał Naruto. Minato smyrnął palcami jego nogę.
-Wybalsamowane? – zdziwił się, a Naruto poczerwieniał ze złości.
-Wydepilowane! – krzyknął. – DEPILATOREM! Czy ty masz pojęcie, jak to boli?! Torturowano mnie! I nie mam już włosów na nogach! – zawołał płaczliwym głosem. Usiadł na fotelu w kącie i złapał się za łydkę. – Mówiły, że odrosną – powiedział załamany. – A jak kłamały?
-Nie bądź śmieszny! – prychnął ojciec, wstając. – Przebierz się i zejdź na kolację. Poza tym, uważam, że ta zabawa może się źle skończyć.
-Oj tam, nie ważne, co będzie! Bylebym tylko wszedł do drużyny i mógł zagrać! – zawołał Naruto. Ojciec tylko postukał się w czoło i wyszedł. Naruto czym prędzej pozbył się reszty babskich ciuchów i w końcu ubrał się „po ludzku”, czyli w granatowe rybaczki i pomarańczową koszulkę. Poszedł do łazienki i dokładnie umył twarz. Gdy z niej wyszedł, zadzwonił jego telefon. Odebrał.
-I jak? – odezwał się Kiba, gdy tylko Uzumaki powiedział „słucham”.
-Zostawiłeś mnie! – wykrzyknął wściekła Naruto.
-Te, nowy, nie pozwalaj sobie, bo za nic nie trafisz do drużyny! Pytam, jak było? Widziałem Uchihę na schodach pizzerii, jak gapił się na ciebie. Zagadał?
            Naruto stłumił przekleństwo.
-Tak – warknął.
-To dobrze. Jutro wpadną do ciebie dziewczyny i przywiozą ci jakieś ciuchy. O której mają wpaść?
-Koło dziesiątej rano – odparł Uzumaki przez zęby. Zaczynał nienawidzić Kiby z całego serca.
-I postaraj się, nowy. Jak się postarasz…
-Ja mam imię! – przerwał mu Naruto, a Kiba zacmokał dość wrednie.
-Na imię to ty zasłużysz, jak wywiążesz się z zadania. I nie pyskuj, bo ja mogę odwołać swoje zdanie.
            Zanim Naruto się odezwał, Kiba rozłączył się. Uzumaki zaklął i cisnął telefon na łóżko. Wściekły, powlókł się na dół, gdzie ojciec, gwiżdżąc sobie pod nosem, przygotowywał kolację.
            Kiedy Naruto wrócił na górę po skończonym posiłku zauważył, że dostał sms-a. Pewien, że to Uchiha, wziął komórkę do reki i usiadł przy biurku. Otworzył wiadomość.

Gdyby to ode mnie zależało, porwałbym cię już teraz, ale skoro muszę czekać aż do jutra, będę również i na tyle łaskawy, by pozwolić ci wybrać godzinę porwania.

            Odczytawszy wiadomość, Naruto wzniósł oczy do nieba.
-Jezu, co za palant – mruknął do siebie i kliknął na „odpowiedź”.

Naprawdę, cóż za łaskawość. Powiedzmy, że uznam, iż w istocie mnie porwiesz, jednak oboje tak naprawdę będziemy wiedzieć, że to tylko i wyłącznie moja dobra wola sprawiła, iż zdecydowałam się zaszczycić Cię moją obecnością jutro o pierwszej w umówionym miejscu.

            Czekając na kolejną, zapewne „łaskawą” odpowiedź tego drania, Uzumaki odpalił kompa, przeciągając się. Był wykończony po torturach, jakie zafundowały mu dziewczyny i po tej całej akcji z Uchihą. Cieszył się, że jutro sobota i będzie mógł pospać do dziewiątej… nie, pośpi sobie do dziewiątej trzydzieści. Potem wpadną dziewczyny i znów go uszykują na wypad z Uchihą… prawie jęknął, uświadamiając sobie, w co się władował. Będzie musiał spędzić z tym kolesiem co najmniej z godzinę, jak nie dłużej. Choć dziś całkiem dobrze im się rozmawiało, to Naruto nie miał pojęcia, jak będzie jutro? Co Sasuke wymyśli? Dokąd go zabierze? Uzumaki czuł się bardzo niepewnie. Żałował, że dał się na to namówić, a z drugiej strony… tak mu zależało, by trafić do drużyny! Po pierwsze, że na następny mecz Taki i Anbu miał przyjść selekcjoner szukający talentów, a po drugie, tęsknił za prawdziwą grą! Co tam wuefy, on chciał znów chodzić na treningi, zostawać po lekcjach na dodatkowych zajęciach ,jeździć na zawody i przede wszystkim – grać. Tak za tym tęsknił i za to nienawidził nowych znajomych. Za to, że nawet nie dali mu szansy pokazać, co potrafi, tylko z miejsca spisali go na straty!
            Z zamyślenia wyrwał go kolejny sms.

Cóż, nie powiem, czuję się zaszczycony Twoją łaskawością i byłbym jeszcze bardziej rad, gdyby raczyła pani przywdziać na jutro strój nieco bardziej sportowy, ponieważ już zaplanowałem jutrzejsze atrakcje.

-Dupek – mruknął do siebie Naruto. – A tak liczyłem na te cholerne szpilki! – zawołał, a potem parsknął śmiechem, zastanawiając się, co odpisać temu czubkowi.

Przywdzieję. Pragnęłabym jednak poznać pańskie zamiary, gdyż już powoli zaczyna ogarniać mnie ciekawość. Jakież to atrakcje pan już wymyślił?

            Odłożył telefon i spojrzał na monitor. W końcu, po krótkim namyśle, postanowił obejrzeć przed snem jakiś film. Zaczął przeglądać, co ma na dysku i wtedy znów dostał sms-a.

Proszęsię nie bać i nie posądzać mnie o złe zamiary. Może i nie szykuje się bal, jednak już ja się postaram, by wykorzystana została w pełni każda minuta.

            Uzumaki zmarszczył nos, niezadowolony. A więc drań nie chciał napisać, co też wymyślił. Podły!

Trzymam pana za słowo.

5 komentarzy:

  1. dokładnie fajnie się zapowiada dziś mam zamiar skończyć całe ^^ w sumie zastanawia mnie jedna rzecz ^w^ Dlaczego Nie zaproponowali Haku ^w^ jego nawet nie Trzeba by było zmieniać ^w^ - YoOomi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego, że Haku jest Sasuke zbyt dobrze znany, od razu by się zorientował. a Naruto jest nowy xD

      Usuń
    2. wjęęęę po prostu ciocia Wiktoria jak sie do czegos nie przyczepi to jest swieto ;D

      Usuń
  2. Nieźle się zapowiada,lecę czytać dalej. ;3

    OdpowiedzUsuń