Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona to on. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona to on. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2012

Prolog

Obiecałam Wam jakiś czas temu opowiadanko, więc proszę. są wakacje, teoretycznie ma się więcej czasu, a opowiadanko wakacyjne, przyjemne, trochę naiwne, o sporcie i miłości, przeplatane beznadziejnym dowcipem ayanami... xD (nawiasem, ja się zupełnie na sporcie nie znam, więc jakby coś, przymknijcie oko) co do komentarzy, gdybyście mogli zostawiać je tylko pod EPILOGIEM byłabym dozgonnie wdzięczna. nawet jak ktoś chciałby skomentować któryś z rozdziałów wcześniejszych, jeszcze nim przeczyta całość.
gdyby jakiś link nie działał, dajcie znać pod spisem treści. a teraz zapraszam na opowiadanie!

-To było dno – odezwał się kapitan drużyny piłkarskiej Anbu, osuwając się na kanapę w salonie państwa Yamanaka. Jego dziewczyna, Ino, zaproponowała, by korzystając z okazji, iż jej rodzice byli na weselu przyjaciółki jej mamy, urządzić po wygranym meczu imprezę właśnie w jej domu. Jednak Anbu przegrało ten mecz.
-Gorzej! – wykrzyknął Rock Lee, jeden z napastników. – To była rozwałka, co się stało z naszą siłą młodości?!
            Wszyscy zawodnicy, jak jeden mąż, osunęli się na co tylko mogli. Jedynymi stojącymi osobami była trójka „cywilów” w postaci Ino, Sakury i tego nowego leszcza, Naruto.
-Frajerzy z was i tyle –prychnęła Ino, unosząc wysoko głowę. – Taka was zmiażdżyli.
            Jedenastu zawodników jęknęło głośno. Naruto odchrząknął.
-Bo macie debilne ustawienie iw ogóle nie dogadujecie się na boisku, ja bym to zrobił tak, że ciebie, Kiba…
-Te, nowy! – zawołał rozdrażniony Inuzuka, patrząc gniewnie na Uzumakiego. Ten zamilkł. –Powiedziałem ci już, jak chcesz być w drużynie, to przymknij jadaczkę. Kapisz?
-Jasne – odparł lekko zmieszany Naruto i potarł się po karku, śmiejąc się głupkowato. Inuzuka wywrócił oczami i spojrzał na swoją drużynę. Wszyscy mieli te same, zrezygnowane miny. Zerknął na swoją dziewczynę i westchnął.
-Głównym problemem jest Sasuke Uchiha – stwierdził w końcu, a cała drużyna przytaknęła jednocześnie.
-Podły drań! – zawołał Lee, napastnik.
-Bogaty gnojek – westchnął Inari, jeden z obrońców.
-Doskonały taktyk – wyszeptał Shino, pomocnik.
-Problem będzie dopiero wtedy, kiedy na następnym meczu z Taką zjawi się selekcjoner z FC Konoha – rzekł Shikamaru, a cała drużyna westchnęła i pokiwała głowami.
-Te, nowy, skocz po piwo dla wszystkich – zarządził Kiba. Wszyscy poparli to zgodnym pomrukiem zadowolenia.
-Ale… - zaczął Naruto, jednak Kiba zacmokał głośno.
-Chcesz być w drużynie, i zagrać w meczu, na który przyjdzie tamten ważniak, to się słuchaj mądrzejszych od siebie, nowy. Leć po piwo, leć. Do sklepu masz blisko.
-Ale…
-Chcesz być w drużynie, to musisz ponieść pewne koszta. Co, na kilka piw cię nie stać? – zapytał, unosząc jedną brew i patrząc w niebieskie oczy. Uzumaki westchnął i szepcząc „zaraz wracam” wyszedł z pomieszczenia. Chwilę potem trzasnęły frontowe drzwi.
-Ten nowy mnie wkurwia –powiedział Kiba, klepiąc się po kolanie. Ino zbliżyła się do niego i usiadła muna nim. – Plącze się pod nogami… Pieprzony laluś…
-Wróćmy do tematu – zaproponował Gaara, kolejny z pomocników.
-No ta… więc, tematem jest Sasuke Uchiha – powiedział głośno Kiba, a cała drużyna przytaknęła. Sakura usiadła na fotelu obok Gaary, który objął ją w pasie. – Póki jest kapitanem Taki, nie mamy szans na wygraną. A jak nie wygramy, możemy już zapomnieć, że ktoś z nas kiedykolwiek trafi do FC Konoha. Chyba, że coś wymyślimy…
-Tylko co? – zapytał Neji, ostatni z pomocy. Wszyscy zaczęli gorączkowo myśleć nad tym, co można by wymyślić, by pozbyć się kapitana drużyny ich największych rywali.
-Nic nie przychodzi mi do głowy – powiedział w końcu Kiba.
-Mi też – odezwała się niemal jednocześnie reszta drużyny.
-Jakie to upierdliwe –westchnął Shikamaru Nara. Wszyscy spojrzeli na niego.
-Te, Shika, ty masz w końcu średnią sześć zero. Wymyśl coś! – nakazał mu Inuzuka. Leżący na jednej z kanap Shikamaru otworzył jedno oko i spojrzał na niego z jedną uniesioną w górę brwią.
-Mam coś wymyślić? – zapytał.
-Tak – potwierdził Kiba. Shikamaru westchnął, usiadł po turecku i jęcząc o tym, jakie to upierdliwe, złożył dłonie w bardzo charakterystycznym geście, łącząc wszystkie palce i tworząc z nich odwróconą piramidę. Siedział tak chwilę w absolutnej ciszy, bo wszyscy przyglądali mu się, wstrzymując oddech. W końcu otworzył oczy.
-Wiem – powiedział. Każdy nachylił się ku niemu.
-I co? – zapytał Kiba, z trudem maskując ekscytację.
-Zamiast zająć się Uchihą, należy po prostu rozpracować jego taktykę przed następnym meczem. Musimy mieć szpiega w ich szeregach! – oświadczył.
-To jest myśl! – wykrzyknął Kiba, prostując się gwałtownie i uderzając pięścią w otwartą dłoń. – To jest myśl! – powtórzył.
-Tak, tylko jak to zrobić? – zapytał Kankurou. Kapitan drużyny powiódł wzrokiem po swoich zawodnikach, a potem oklapł na oparcie kanapy, na której siedział.
-No właśnie, Shika, jak to zrobić? – zapytał, a Shikamaru zastanowił się chwilę.
-To proste – odezwała się nagle Sakura, a wszyscy na nią spojrzeli. Zarumieniła się lekko. – Bo wiecie, kiedy ja chodziłam z Sasuke, to on zawsze zabierał mnie wszędzie ze sobą, na treningi też. Lubił, kiedy go oglądałam i wszystko mi tłumaczył i wiecie… - zarumieniła się jeszcze bardziej – on teraz nie ma dziewczyny…
-Super! – wykrzyknął podekscytowany Kiba. – Zacznij z nim znowu chodzić!
-Po moim trupie! – zaprotestował natychmiast Gaara, mrożącym krew żyłach głosem. Kiba przyjrzał mu się, a potem zrobił nieszczęśliwą minę. W końcu klasnął w dłonie i wyjął komórkę. – Dobra, dzwonimy do wszystkich najfajniejszych lasek w szkole, może któraś będzie chciała…
-Ale pewnie nie za darmo – odezwał się bramkarz Chouji, opluwając dywan chipsami, które cały czas jadł. – Nikt nie zrobi tego za darmo.
-Kto jest przy kasie? – zapytał z nadzieją Kiba, ale wszyscy pokręcili głowami. Inuzuka westchnął. – Trzeba spróbować. Dzwonimy, kto ma jakąś pannę na myśli, niech dzwoni.
            Każdy wyciągnął komórkę i wybrał jakiś numer. Po kilkunastu minutach drużyna znów siedziała posępnie w milczeniu.
-Jak mogła powiedzieć, że nigdy nie będzie szpiegować Uchihy! – zawołał Haku.
-Ten dupek wcale nie jest przystojny! – dorzucił Lee.
-Zdradzają nas, a nie jego! Jak mogła powiedzieć, że to zdradzanie Sasuke! – wykrzyknął zrozpaczony Neji.
-To takie upierdliwe –powiedział Shikamaru, przewracając się na drugi bok. Kiba westchnął ponownie. Byli w kropce i znów zapanowało między nimi milczenie. W końcu Kiba chrząknął głośno.
-Panowie… - zaczął, lecz przerwało mu chrząknięcie Ino – i panie – dodał. – Nadchodzi czas drastycznych rozwiązań – stwierdził. Wszyscy wyprostowali się i spojrzeli na kapitana. Nawet Shikamaru usiadł i otworzył oczy, a Chouji przestał opychać się chipsami. –Trzeba się poświęcić w imię drużyny!
-Co masz na myśli? – zapytał Kankurou.
-Jeden z nas, panowie, musi się przebrać za kobietę! – oświadczył. Zapadła chwila grozy, kiedy wszyscy się w niego wpatrywali, a on wpatrywał się w nich.
-Tylko który? – wyszeptał w końcu Neji…
-Chouji odpada z… oczywistych względów – powiedział Kiba, mając nadzieję, że ten nie wyłapie aluzji odnośnie jego tuszy – słabo kłamie – dodał, kiedy ten spojrzał na niego groźnie. –Shikamaru…
-Nie – powiedział natychmiast Nara i z powrotem położył się na kanapie.
-Neji, ty masz długie włosy…
-To bez sensu – powiedział automatycznie Neji. – Uchiha każdego z nas zna. Mnie rozpoznałby po oczach, poza tym jestem za wysoki – stwierdził. – To głupi plan!
-Nie, wręcz przeciwnie –zawołał Kiba w nagłym olśnieniu i wskazał na okno. Wszyscy obejrzeli się na nie i każdy z nich mógł dostrzec dźwigającego dwa sześciopaki piwa, blondwłosego Uzumakiego, niskiego, ślicznego chłopaka, którego nie chcieli w drużynie, bo był w ich mniemaniu… metroseksualny. Sekundę potem trzasnęły frontowe drzwi i w salonie pojawił się Naruto.
-Hej, mam te wasze piwa, huh,ale to ciężkie – jęknął, stawiając je na szafce i spojrzał na nich.Zaczerwienił się. – Czemu się wszyscy tak we mnie wpatrujecie? – zapytał niepewnie.

1. Powitajcie Naruko!

-Nieeee, ja nieeee chcę! –dochodziło z góry już od ponad godziny. Cała drużyna zgromadziła się u stóp schodów, patrząc niepewnie w górę, na drzwi do pokoju Ino. Wnieśli tam szarpiącego się Naruto, przywiązali go do krzesła i zostawili z dwiema dziewczynami, które miały zrobić go „na bóstwo”. Od tamtej pory nie przestawał krzyczeć. – AŁA!!! Nie… na pomoc… nie, błagam!!! AAAAA!!!
-Gardło nie do zdarcia – szepnął blady jak ściana Neji, nachylając się do Shikamaru. We dwóch siedzieli na podłodze, opierając się o ścianę.
-Współczuję dziewczynom, nawet mnie uszy bolą – powiedział w miarę głośno Lee, który stał oparty o balustradę schodów.
-Nieee! Sa-Sakura-chan, co ty… NIE!!! Proszę! Proszę!
-Ciekawe, co one mu tam robią?– zapytał głośno Konohamaru, a Sai wzruszył ramionami.
-Brzmi to strasznie – powiedział cicho.
-Jak tortury – dodał Chouji, odkładając paczkę chipsów na jakiś stolik. – Słabo mi…
-Nie zniosę tego! Boli! BOLI! Mdleję… ja mdleję!!! – darł się Uzumaki. Jedenastu członków drużyny przełknęło zgodnie ślinę. Zaległa cisza.
-Zemdlał? – zapytał po dłuższej chwili przejęty Shino.
-Na wojnie pewne ofiary są konieczne! – powiedział dobitnie Kiba, udając, że jako jedyny nie stracił zimnej krwi, ale kolana mu dygotały. Członkowie drużyny przyjrzeli mu się, a potem każdy pokiwał głową i ponownie wlepił wzrok w drzwi sali tortur, czyli pokoju Ino. Mijały minuty, a tam panowała cisza. Zaczęli już myśleć, że nowy właśnie tam zginął, kiedy drzwi otworzyły się nagle.
            Cała drużyna poderwała się na nogi i stanęła w rzędzie u stóp schodów. Podnieśli głowy, a wszystkie jedenaście szczęk opadło jednocześnie.
            Na szczycie schodów stała istna piękność. Miała na sobie niebieskie szpilki z małą kokardką w białe groszki, jej zgrabne, długie nogi opinały czarne legginsy, które potem znikały za niebieską spódniczką z trzema nakładającymi się na siebie falbankami. Kawałek opalonego brzuszka był odsłonięty, zaś resztę, a zwłaszcza całkiem spore piersi, ukrywał biały top na krótki rękawek oraz rozpięty, niebieski sweterek. Jej twarz była gładka, zdobiły ją ogromne, niebieskie oczy, podkreślone granatową kredką i okolone rzęsami jak wachlarze oraz pełne, pociągnięte różową pomadką usta. Całość dopełniały długie, spływające na jej ramiona, złote włosy spięte nad uszami w dwie kitki.
-Zakochałem się – wyszeptał Leei zaraz oberwał po głowie od swojego przyjaciela, Nejiego.
-To wcale nie jest śmieszne! – wykrzyknął Uzumaki piskliwym głosem. – Tylko debil by się na to nabrał, przecież ja wcale nie wyglądam jak dziewczyna!
            Ale jedenastu członków drużyny miało co do tego inne zdanie. Wpatrywali się w Uzumakiego jak urzeczeni i każdy z nich był pewien, że tak samo zrobi Uchiha, gdy tylko go zobaczy.
-Uzumaki, jesteś lepszą dziewczyną niż facetem, uwierz mi – powiedział głośno Kiba, a Naruto nadął policzki.
-Wcale nie! – wymamrotał, schodząc na dół. Wszyscy wędrowali za nim wzrokiem, a Sakura i Ino, niezwykle z siebie zadowolone, zeszły za nim. Wszyscy razem udali się do salonu i każdy usiadł tam, gdzie wcześniej. Jedynie Uzumaki przechadzał się nerwowo po pokoju, śledzony wzrokiem przez każdego z chłopców.
-Może mi wreszcie wyjaśnicie, o co wam chodzi? – zapytał zły Naruto, a Kiba odchrząknął.
-Otóż, będziesz szpiegiem. Poderwiesz kapitana Taki, Uchiha Sasuke i jako jego dziewczyna podejrzysz ich treningi, a potem nam wszystko opowiesz – oświadczył, a Uzumakiemu szczęka opadła.
-Przecież Uchiha w życiu się na to nie nabierze! – zawołał, czerwieniejąc ze złości. Rumieniec na jego twarzy sprawił, że większość chłopców zaczęła kręcić się, chrząkać i poprawiać kołnierzyki. Sakura i Ino wymieniły zadowolone spojrzenia.
-Trochę wiary w siebie, Naruto! – zawołał Neji, a większość poparła go zgodnym pomrukiem.
-Ale ja się czuję głupio w tych ciuchach! I w dodatku mam poderwać Uchihę?! On jest straszny!
-Nowy, posłuchaj… - zaczął Kiba, a Naruto spojrzał na niego. Inuzuka zaczerwienił się lekko, ale odchrząknął i kontynuował. – Umówmy się tak, jeśli to zrobisz i Uchiha zabierze cię na… trzy treningi o których nam potem opowiesz, a najlepiej, to w ogóle żebyś je nagrał, to przyjmę cię do drużyny. I będziesz grał w meczu, na którym zjawi się selekcjoner z Konohy.
-Naprawdę?! – wykrzyknął Naruto i rzucił się ku niemu, wlepiając swoje ślepka w zmieszanego i nadal zarumienionego Kibę. – Naprawdę?! Naprawdę?!
-Tak – powiedział Kiba. – Ale najpierw to ty musisz się wywiązać z umowy i zacząć się z nim spotykać.
            Naruto spojrzał na niego, zagryzając dolną wargę.
-To mi się mniej podoba –powiedział jękliwie. – W ogóle mi się to nie podoba! Co będzie, jak on odkryje prawdę?
-Jak się postarasz, to nie odkryje – odparł Kiba. – Chcesz być w drużynie, czy nie? – zapytał. Naruto jęknął jeszcze raz.
-No chcę!
-To uznaj to za test zaangażowania w sprawy drużyny! Jeśli go zdasz, to cię przyjmiemy, kapujesz, nowy?!
-Tak, ale…
-Bez dyskusji!
-Ale…
-Powiedziałem, bez dyskusji! A teraz idziesz ze mną…
-Gdzie? – przestraszył się Uzumaki, widząc jakiś niezdrowy błysk w oczach kapitana drużyny. Ten wstał z kanapy.
-Jak to gdzie? Żebyś poznał Uchihę!
-Co?! – wykrzyknął przerażony Naruto,szeroko otwierając ponętne usteczka. – Tak szybko?! Nie!
-Tak, Uzumaki, tak – orzekł kapitan, szukając po kieszeniach kluczyków od samochodu. – Im szybciej go poznasz, tym lepiej. Taka świętuje zwycięstwo zawsze w tej samej pizzerii. Po drodze wymyślimy, jak go zapoznać. Za mną!
            Naruto obrzucił nieszczęśliwym spojrzeniem śliniących się na jego widok członków drużyny, po czym ruszył za Kibą w stronę wyjścia. Kiba ubrał się w swoją kurtkę, a Naruto w pożyczony od Ino płaszczyk, bo dzień byłdość chłodny. Czuł się dziwnie, było mu niewygodnie i ciasno w tych ciuchach, z ledwością trzymał się na nogach, bo szpilki lekko go uciskały i w dodatku chwiał się, bo nie miał pojęcia, jak chodzić w czymś takim. Starał się jednak trzymać prosto, by nie wyglądać jeszcze żałośniej niż wyglądał. Dotarł do auta Kiby i wsiadł do środka, zerkając na kapitana drużyny. Odkąd przeniósł się do nowej szkoły, starał się o pozycję napastnika w szkolnej drużynie piłkarskiej, jednak oni nie chcieli go przyjąć. Podczas sprawdzianu jeden z członków drużyny paskudnie Naruto sfaulował i Uzumaki stracił szansę pokazania, co potrafi.Potem uznano go za niezdarę, skoro dał się sfaulować i stanowczo odmówiono mu przyjęcia do drużyny, a przecież musiał zagrać przed facetem z Konohy! To była taka szansa!
Naruto w ogóle miał problemy z wkręceniem się w jakiekolwiek towarzystwo. To była ostatnia klasa, połowa ostatniego semestru. Wszyscy się znali, mieli swoje paczki, znali swoje miejsce w szkole. I nagle pojawił się on, Naruto. Już wcześniej, w poprzedniej szkole, miał problemy z dogadaniem się z ludźmi, ale nie spodziewał się, że tutaj nie znajdzie nikogo, kto by go polubił, w dodatku nawet w drużynie go nie chcieli. A przecież zawsze dobrze grał, ba, był jednym z lepszych zawodników poprzedniej drużyny! Piłka to było to, co kochał. Marzył,że w przyszłości będzie zawodowym piłkarzem. On po prostu musiał… musiał dostać się do drużyny i był gotów zrobić wszystko, byleby go przyjęli. Nawet jeśli, aby tak się stało, musiałby udawać dziewczynę przed jednym z najdziwniejszych,najmroczniejszych i najbardziej nieprzyjemnych chłopaków, jacy istnieją na świecie. Bał się.
            Kiba bębnił palcami w kierownicę, prowadząc niepewnie. Naruto siedział skulony, skubiąc skraj falbaniastej spódniczki.
-Wiem – odezwał się nagle Kiba, kiedy zatrzymali się na światłach. Naruto wlepił w niego spojrzenie wielkich, niebieskich oczu. Kiba chrząknął, bo z trudem przychodziło mu bycie dla Uzumakiego takim, jak wcześniej, kiedy ten miał na sobie babskie fatałaszki. –Wiem, jak poznasz Sasuke. Albo raczej, jak się mu pokażesz. Wejdziesz do tej pizzerii, podejdziesz do baru i powiesz, że zgubiłeś kolczyk…
-Nie mam przekłutych uszu – mruknął Uzumaki.
-No to bransoletkę, wisiorek… cokolwiek. I zapytasz, czy znaleźli. Powiedzą, że nie – Kiba wrzucił bieg i ponownie ruszył – to ty zapytasz, czy można poszukać i powiesz, że siedziałeś tam, gdzie będą siedzieć ci z Taka. I będziesz się dużo uśmiechał do Sasuke, jasne? A potem będziemy go śledzić i niby przypadkowo będziesz na niego wpadał wszędzie, gdzie tylko się da.
-To się nie uda – jęknął Naruto. – To się nie uda, nic a nic. On się od razu połapie, wyśmieje mnie…
-Więc musisz się postarać, by się nie połapał. Nie jęcz, nowy, bo nigdy nie dostaniesz się do drużyny! –warknął na niego Kiba, a on skulił się. Zajechali pod pizzerię i Inuzuka zaparkował. – No już, nowy. Do dzieła!
            Naruto obrzucił go nienawistnym spojrzeniem i wysiadł z auta.
-Jesteś… jesteś… ugh! – zawołał jeszcze i z całej siły zatrzasnął drzwiczki. Poprawił ubrania i perukę, która akurat bardzo dobrze się trzymała i ruszył w stronę wejścia do pizzerii.
            Wewnątrz panował tłok. Gdy wszedł do środka, połowa głosów umilkła. Ruszył nieco niepewnie w stronę baru, udając, że nie widzi śledzących go spojrzeń. To było takie dziwne, czuł się, jakby był nagi. Był pewien, że wszyscy widzą, iż jest facetem i zaraz cała pizzeria wybuchnie śmiechem. Dotarł do baru i zerknął na barmana.
-Witam – zagadnął go nawet przystojny koleś, wyglądający na studenta. Na pierwszy rzut oka wyglądał niczym starszy brat Gaary, jednak po bliższym przyjrzeniu się Uzumaki stwierdził, że jednak wiele ich różni. Barman miał brązowe oczy, zupełnie inny kształt twarzy i inaczej wykrojone wargi. Tylko fryzura i kolor włosów były po prostu podobne.
-Eee, dzień dobry – mruknął Naruto, starając się nieco zmienić głos.
-W czymś pomóc? – zapytał barman.
-Cóż – Naruto zatrzepotał rzęsami i wlepił w chłopaka swoje spojrzenie, a ten zarumienił się lekko. Uzumakiemu to pasowało. Fakt, że rozmówca jest zakłopotany, dodawał mu odwagi.– Ja… byłam tu wczoraj z koleżankami i zgubiłam bransoletkę – powiedział,pokazując nadgarstek bez ozdoby, której nigdy na nim nie było. Miał nadzieję,że jego zdolności aktorskie są powyżej przeciętnej, bo inaczej klapa. – I chciałam zapytać, czy… czy może ktoś jej nie znalazł? – zapytał niby z nadzieją. Barman potarł się po karku, uśmiechając się do niego szeroko. Uzumaki spłonął rumieńcem. To było prawie nie do zniesienia i uwłaczało jego męskiej dumie. Jak mógł się na to zgodzić? Chyba zgłupiał!
-Cóż, nic nie wiem o bransoletce – odrzekł barman. – A gdzie pani siedziała?
            Naruto obejrzał się i niemal natychmiast zlokalizował członków Taki.
-O tam – wskazał ręką. Barman wyszedł zza lady i objął go ramieniem.
-No to chodźmy poszukać – rzekł z jeszcze szerszym uśmiechem. Naruto skinął głową, rumieniąc się jeszcze bardziej. Boże, co za upokorzenie!
            Ruszyli w tamtym kierunku i stanęli przed stolikiem, przy którym siedziała grupa prawie dwudziestu osób. Członkowie drużyny bawili się wraz ze swoimi dziewczynami. Naruto tylko raz obrzucił ich spojrzeniem i natychmiast zorientował się, że Uchihy tu nie ma. Wszędzie rozpoznałby kapitana nienawistnej drużyny, choć tylko raz go widział. Nikt jednak nie miał tak groźnych, czarnych oczu i tak wyniosłej, kpiącej miny.
-Ta pani zgubiła tu wczoraj bransoletkę – wytłumaczył barman, kiedy członkowie drużyny spojrzeli na niego pytająco. – Można jej poszukać? Może utknęła gdzieś między siedzeniami?
            Dziesięciu członków Taki przytaknęło i zaczęło się szukanie, jednak, oczywiście, zakończone niepowodzeniem. Naruto przeprosił za kłopot i drużynę i barmana, po czym jak najszybciej opuścił pizzerię. Był wściekły, zły i upokorzony. Wyszedł czym prędzej z pizzerii i ruszył w stronę auta Kiby. Ten opuścił szybę po stronie pasażera.
-Co się stało?! – wykrzyknął, zanim jeszcze Naruto dotarł do auta.
-Nic! – odkrzyknął Uzumaki, zły jak cholera. – Chcę do domu!
-No to cześć! – zawołał Kiba, po czym machając mu, zapalił samochód i ruszył.
-Hej! – wrzasnął Uzumaki, ale Inuzuka nawet się nie obejrzał, choć nadal miał opuszczoną szybę i na pewno go słyszał. – Hej! A ja?! No co za… co za palant! – wrzasnął i obrócił się, by ruszyć w stronę pobliskiego przystanku. I wtedy zderzył się kimś i byłby upadł,gdyby nie silne dłonie, które złapały go za ramiona.
-Zgadzam się, prawdziwy palant,skoro zostawił tak piękną kobietę – usłyszał tuż nad swoją głową. Podniósł oczy.
            Sasuke Uchiha stał tuż przed nim, wciąż trzymając go za ramiona i patrząc na niego z uśmiechem, obejmującym nawet jego zimne, czarne oczy. Naruto poczuł, że się czerwieni. Boże, to ten koleś! Ten zimny, podły drań, który wymiata na boisku! Kolana zaczęły mu drżeć…
-Ja… - mruknął, cofając się, a Uchiha go puścił. – Ja… przepraszam bardzo, nie zauważył... am. Nie zauważyłam pana…
-Nic się nie stało – odparł natychmiast Uchiha i po raz kolejny obdarzył go uśmiechem. – To ja do pani podszedłem, widząc, że jest pani w kłopocie – powiedział, głową wskazując kierunek, w którym odjechał Kiba. – Rozmawiałem przez telefon z bratem i właśnie wchodziłem do pizzerii. Ale pizza mi nie ucieknie. Czy wobec tego mogę zaproponować pani podwózkę? – zaoferował się, pokazując mu kluczyki. Narutoudał, że się waha.
-Spokojnie – mruknął Uchiha niskim głosem, wyciągając rękę. – Mam na imię Sasuke. Uchiha Sasuke.
-Naru… Naruko Uzumaki –zająknął się, jednak w ostatniej chwili wymyślił imię. – Ale znajomi mówią mi Naru – uścisnął ostrożnie dłoń Uchihy.
-Naru… bardzo mi miło. To jak, dasz się podrzucić? – zapytał, a on skinął głową. Sasuke zaoferował mu swoje ramię, a Naruto przyjął je niepewnie. Uchiha poprowadził go do czarnego mitsubishi,stojącego przy krawężniku, a Naruto gwizdnął odruchowo, co spowodowało, że Sasuke obrzucił go spojrzeniem.
-Fajna zabawka – mruknął. Naruto nie miał samochodu, ponieważ wolał motocykle. Kiedy potrzebował samochodu, pożyczał od matki lub ojca, ale głównie poruszał się po mieście swoją śliczniutką, żółto-czarną, dwukołową yamahą, którą kochał i nie zamieniłby jej na żaden samochód.
            Sasuke uśmiechnął się, po czym otworzył przed nim drzwi po stronie pasażera. Naruto wsiadł do samochodu i spojrzał lekko zmieszany na Uchihę, który obszedł auto i wsunął się za kierownicę. Obaj zapięli pasy.
-Gdzie mieszkasz? – zapytał Uchiha, a Naruto nieśmiało rzucił nazwę ulicy. Cały czas się bał, że zostanie zdemaskowany, że lada moment czarnowłosy wybuchnie śmiechem, zedrze mu perukę z głowy i wykpi. Sasuke uruchomił pojazd i wyjechał z parkingu, zerkając na niego kątem oka. – Nie mogę uwierzyć, że ktoś był na tyle głupi, by cię wystawić, Naruko – powiedział, a Naruto spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
-Widać nie mam szczęścia –odrzekł.
-Albo wręcz przeciwnie –zauważył Uchiha, a Naruto parsknął śmiechem. Nie mógł się powstrzymać.
-Ktoś tu bardzo wysoko się ceni, panie Uchiha – postanowił nieco podrażnić się z zarozumiałym chłopakiem.Ten zaśmiał się, co nieco zdziwiło Uzumakiego.
-No cóż, kto mnie lepiej zareklamuje, niż ja sam? – spytał retorycznie. Uzumaki zaśmiał się ponownie.
-No faktycznie – powiedział, a Uchiha zatrzymał się na czerwonym świetle.
-Czy ten palant, który cię zostawił, to nie był przypadkiem Inuzuka, kapitan Anbu? – zapytał nagle Sasuke, a Naruto spojrzał na niego zdziwiony. Nie miał pojęcia, że Uchiha przyuważył Kibę.
-Tak, chodzimy razem do szkoły – przyjrzał niechętnie Naruto. – Podrzucił mnie do tej pizzerii, żebym poszukał… ła… bransoletki, którą tam zgubiłam ubiegłego dnia – zmyślał naprędce, starając się brzmieć w miarę przekonująco. – Nie miałam pojęcia, że mnie tak załatwi!
-Niczego innego nie było można się spodziewać po kimś takim, jak on – powiedział Sasuke, a Naruto uśmiechnął się pod nosem, słysząc, że ktoś ma o Kibie podobne zdanie, jak on sam. Gdyby nie to, że chciał dostać się do drużyny, w ogóle by z nim nie rozmawiał. Ale tak bardzo zależało mu na grze w piłkę! O niczym innym tak nie marzył, jak o dostaniu się jakimś sposobem na boisko. Wiedział, że jest na tyle dobry, że Anbu tylko traci, nie włączając go do składu. Był na tyle zdesperowany, że rozmawiając teraz z Uchihą, czuł, że mógłby udawać jego dziewczynę, byleby tylko móc zagrać w następnym meczu. – Ale myślałem, że Anbu będzie lizać rany po tym, jak im dziś wrąbaliśmy, a ich kapitan będzie płakał najrzewniej, a nie miał tyle szczęścia, by wozić takie śliczne dziewczyny jak ty po pizzeriach –to dziwne, ale rozmawiało się z nim całkiem normalnie. 
-Wrąbaliśmy? – Naruto udał niezorientowanego. – Ty jesteś z tej drugiej drużyny?
-Taka, tak się nazywamy –wyjaśnił Sasuke i zerknął na niego. – Gdzieś ty się uchowała, że nie wiesz?
-Wiesz – mruknął, niby lekko zawstydzony – jestem tu nowa, tak więc… jeszcze nie zdążyłam się nawet przyzwyczaić do nowej szkoły i zapamiętać wszystkich znajomych, nie mówiąc już o drużynach piłkarskich. Ale Kiba mówił mi coś o przegranym meczu. To z wami przegrał? – Naruto zatrzepotał rzęsami w stronę Uchihy, który natychmiast uśmiechnął się szerzej. Naruto ze zdziwieniem stwierdził, że rozmowa z nim wcale nie jest trudna, wręcz przeciwnie. Miał go za zimnego, oschłego drania, bo takim przedstawili mu go członkowie Konohy. Widział go na boisku i wydawało mu się, że mieli rację. Sasuke był taki pewny siebie, a przy tym taki chłodny w obyciu. Uchiha nawet go trochę przerażał, Naruto myślał, że będzie on dla niego taki, jak dla innych, czyli wredny i nieprzyjemny. Musiał przyznać, że czuł się mile zaskoczony manierami chłopaka.
-Rozumiem. To jak długo mieszkasz w tym mieście? – zapytał Sasuke, kiedy światła zmieniły się na zielone.
-Niecałe dwa tygodnie – odparł Naruto, zgodnie z prawdą. – Nie lubię tego miejsca – wyznał, przytulając policzek do ramienia. W istocie, źle się czuł w nowej szkole i wśród nowych znajomych. Nikt go nie lubił.
-Nie podoba ci się tu? –zdziwił się Sasuke. Naruto pokręcił głową.
-Nie o to chodzi, miasto jest w porządku. Nie lubię nowej szkoły, ponieważ jestem now… a… nikogo tu nie znam… - miał nadzieję, że Sasuke nie zwróci uwagi na jego małe potknięcia przy końcówkach. Postanowił się pilnować, by nie palnąć głupstwa. - I zostawiłam przyjaciół w dawnej szkole… - pierwszy raz mógł powiedzieć to na głos i wyrzucić z siebie. Trochę dziwnie się czuł, mówiąc to do zupełnie obcego kolesia, ale zaraz zrobiło mu się lepiej. Od dwóch tygodni sam ze sobą męczył się i nie miał komu wygadać.
-Tęsknisz za nimi? – zapytał Sasuke bardzo łagodnie. Ta łagodność spowodowała, że Naruto poczuł nagłą potrzebę wygadania się.
-Nie tyle tęsknię, co po prostu brak mi znajomych rzeczy – wypalił, panując jednak nad głosem. Pamiętał, że ma udawać dziewczynę. – Starej szkoły z zakamarkami, które lubiłam i ulubionej kawiarni i starego domu… bardziej brak mi miejsc, niż ludzi. Chyba nie mam szczęścia do ludzi – wyznał, patrząc przez okno na sklepy, które mijali i przechadzających się chodnikiem mieszkańców miasta. Było piątkowe popołudnie, nikt się nigdzie nie spieszył.
-W tym mieście też jest wiele ciekawych miejsc. Jeśli potrzebujesz przewodnika, mógłbym pokazać ci co tylko chcesz – zaoferował się Sasuke. Naruto spojrzał na niego.
-A chciałbyś? – zapytał z nadzieją. Sasuke zaśmiał się.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Naruko. Jeśli nie masz żadnych planów na jutro, to mogę ci poświęcić tyle czasu, ile tylko będziesz chciała i oprowadzić cię po miejscach wartych uwagi – odparł, zatrzymując się nagle. Naruto rozejrzał się i spostrzegł, że stanęli przy krawężniku na ulicy, przy której mieszkał. Wokół nich pełno było domków jednorodzinnych, wśród których znajdował się i jego nowy dom.
-Byłoby miło – powiedział, obdarzając Uchihę promiennym uśmiechem. Ten wyjął telefon.
-To jak, dasz mi swój numer? – zapytał, a Naruto podyktował mu odpowiednie cyfry. Uchiha zapisał sobie w telefonie kontakt do niego i spojrzał mu w oczy. – Potem napiszę do ciebie i dogadamy się, o której mam po ciebie wpaść. Mam jutro stanąć w tym miejscu, czy pokażesz mi, gdzie mieszkasz? – rozejrzał się dookoła.
-Może być tu – odparł Naruto, chwytając za klamkę. – To do zobaczenia, dzięki, że byłeś taki miły!
            Otworzył drzwi, pomachał chłopakowi, po czym zatrzasnął je za sobą. Uchiha odmachał i odjechał, a Naruto stał i przyglądał się, jak czarne mitsubishi znika za zakrętem. W końcu odetchnął.
-Ja pierdolę, w co ja się władowałem! – zawołał, uświadomiwszy sobie w pełni, że właśnie umówił się na randkę z innym facetem!
            Ruszył w stronę domu, idąc nieco wolniej, bo nie potrafił chodzić na obcasach. W końcu dotarł do całkiem sporego, białego domu z czerwonym dachem. Otworzył furtkę, zerkając na samochód ojca, stojący na podjeździe. No pięknie, jeszcze tata był w domu do tego wszystkiego!
            Podszedł do drzwi, zastanawiając się, czy nie włamać się przez jakieś okno, aż w końcu westchnął, mruknął do siebie „olać to!” i otworzył drzwi, a potem zamknął je za sobą.
-Naruto, jesteś! – usłyszał głos ojca, dobiegający z kuchni. Po chwili ubrany w fartuszek kucharski Minato wyskoczył na korytarzyk, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Jednak ten uśmiech zamarł na jego twarzy, gdy zobaczył swojego syna, ściągającego z głowy perukę.– Boże, co ty masz na sobie? – zapytał zdumiony.
-Nawet nie pytaj, nienawidzę tego miasta! – warknął Naruto i ruszył w stronę schodów, a ojciec podążył zanim.
-Dlaczego jesteś ubrany w babskie ciuchy? – dopytywał się wyższy blondyn, oglądając syna z każdej strony,gdy ten wchodził po schodach na górę. – Ojcu możesz powiedzieć, kochanie. Zaakceptujemy każdą twoją decyzję, a mama… mama zawsze chciała mieć córkę!
-To nie jest śmieszne! – fuknął Naruto, wiedząc, że ojciec się z niego nabija.
Razem weszli do pokoju Naruto.
-Mam szpiegować drużynę, z którą dziś Anbu przegrało mecz – wyjaśnił Naruto, wzdychając. Zaczął się rozbierać. – Jeśli uda mi się dostać na ich trening jako fanka kapitana – wolał nie wyjawiać ojcu, że w prawdziwym planie ma postarać się poderwać Uchihę – i potem zdać chłopakom z niego relację, to przyjmą mnie do drużyny i zagram w meczu, na który ma przyjść skaut z FC Konoha.
            Cisnął na swoje łóżko niebieski sweterek i biały top, po czym zaczął mocować się z wypchanym watą stanikiem, który za nic nie chciał się rozpiąć. Ojciec przyglądał mu się zdumiony.
-I uważasz, że to – machnął ręką w stronę syna – jest tego warte? – zapytał, przekrzywiając lekko głowę.
-Ja MUSZĘ zagrać w tamtym meczu,do cholery! – warknął Naruto, nadal mocując się z tym zapięciem. – Boże, jak one to rozpinają?! – jęknął. Ojciec westchnął i wstał, po czym zbliżył się do niego.
-Widać, że nigdy nie miałeś dziewczyny – powiedział, a Naruto warknął. Ojciec uwolnił go od przeklętego stanika, a Naruto cisnął go na podłogę.
-Nie nabijałbyś się ze mnie, gdybyś wiedział, ile wycierpiałem! – wykrzyknął. – Zobacz!
            Podciągnął nieco nogawkę swoich legginsów i podetknął ojcu jedną łydkę pod nos. Minato zrobił zeza.
-Na co mam patrzeć? – zapytał.
-Dotknij, jak nie widzisz! –zawołał Naruto. Minato smyrnął palcami jego nogę.
-Wybalsamowane? – zdziwił się, a Naruto poczerwieniał ze złości.
-Wydepilowane! – krzyknął. – DEPILATOREM! Czy ty masz pojęcie, jak to boli?! Torturowano mnie! I nie mam już włosów na nogach! – zawołał płaczliwym głosem. Usiadł na fotelu w kącie i złapał się za łydkę. – Mówiły, że odrosną – powiedział załamany. – A jak kłamały?
-Nie bądź śmieszny! – prychnął ojciec, wstając. – Przebierz się i zejdź na kolację. Poza tym, uważam, że ta zabawa może się źle skończyć.
-Oj tam, nie ważne, co będzie! Bylebym tylko wszedł do drużyny i mógł zagrać! – zawołał Naruto. Ojciec tylko postukał się w czoło i wyszedł. Naruto czym prędzej pozbył się reszty babskich ciuchów i w końcu ubrał się „po ludzku”, czyli w granatowe rybaczki i pomarańczową koszulkę. Poszedł do łazienki i dokładnie umył twarz. Gdy z niej wyszedł, zadzwonił jego telefon. Odebrał.
-I jak? – odezwał się Kiba, gdy tylko Uzumaki powiedział „słucham”.
-Zostawiłeś mnie! – wykrzyknął wściekła Naruto.
-Te, nowy, nie pozwalaj sobie, bo za nic nie trafisz do drużyny! Pytam, jak było? Widziałem Uchihę na schodach pizzerii, jak gapił się na ciebie. Zagadał?
            Naruto stłumił przekleństwo.
-Tak – warknął.
-To dobrze. Jutro wpadną do ciebie dziewczyny i przywiozą ci jakieś ciuchy. O której mają wpaść?
-Koło dziesiątej rano – odparł Uzumaki przez zęby. Zaczynał nienawidzić Kiby z całego serca.
-I postaraj się, nowy. Jak się postarasz…
-Ja mam imię! – przerwał mu Naruto, a Kiba zacmokał dość wrednie.
-Na imię to ty zasłużysz, jak wywiążesz się z zadania. I nie pyskuj, bo ja mogę odwołać swoje zdanie.
            Zanim Naruto się odezwał, Kiba rozłączył się. Uzumaki zaklął i cisnął telefon na łóżko. Wściekły, powlókł się na dół, gdzie ojciec, gwiżdżąc sobie pod nosem, przygotowywał kolację.
            Kiedy Naruto wrócił na górę po skończonym posiłku zauważył, że dostał sms-a. Pewien, że to Uchiha, wziął komórkę do reki i usiadł przy biurku. Otworzył wiadomość.

Gdyby to ode mnie zależało, porwałbym cię już teraz, ale skoro muszę czekać aż do jutra, będę również i na tyle łaskawy, by pozwolić ci wybrać godzinę porwania.

            Odczytawszy wiadomość, Naruto wzniósł oczy do nieba.
-Jezu, co za palant – mruknął do siebie i kliknął na „odpowiedź”.

Naprawdę, cóż za łaskawość. Powiedzmy, że uznam, iż w istocie mnie porwiesz, jednak oboje tak naprawdę będziemy wiedzieć, że to tylko i wyłącznie moja dobra wola sprawiła, iż zdecydowałam się zaszczycić Cię moją obecnością jutro o pierwszej w umówionym miejscu.

            Czekając na kolejną, zapewne „łaskawą” odpowiedź tego drania, Uzumaki odpalił kompa, przeciągając się. Był wykończony po torturach, jakie zafundowały mu dziewczyny i po tej całej akcji z Uchihą. Cieszył się, że jutro sobota i będzie mógł pospać do dziewiątej… nie, pośpi sobie do dziewiątej trzydzieści. Potem wpadną dziewczyny i znów go uszykują na wypad z Uchihą… prawie jęknął, uświadamiając sobie, w co się władował. Będzie musiał spędzić z tym kolesiem co najmniej z godzinę, jak nie dłużej. Choć dziś całkiem dobrze im się rozmawiało, to Naruto nie miał pojęcia, jak będzie jutro? Co Sasuke wymyśli? Dokąd go zabierze? Uzumaki czuł się bardzo niepewnie. Żałował, że dał się na to namówić, a z drugiej strony… tak mu zależało, by trafić do drużyny! Po pierwsze, że na następny mecz Taki i Anbu miał przyjść selekcjoner szukający talentów, a po drugie, tęsknił za prawdziwą grą! Co tam wuefy, on chciał znów chodzić na treningi, zostawać po lekcjach na dodatkowych zajęciach ,jeździć na zawody i przede wszystkim – grać. Tak za tym tęsknił i za to nienawidził nowych znajomych. Za to, że nawet nie dali mu szansy pokazać, co potrafi, tylko z miejsca spisali go na straty!
            Z zamyślenia wyrwał go kolejny sms.

Cóż, nie powiem, czuję się zaszczycony Twoją łaskawością i byłbym jeszcze bardziej rad, gdyby raczyła pani przywdziać na jutro strój nieco bardziej sportowy, ponieważ już zaplanowałem jutrzejsze atrakcje.

-Dupek – mruknął do siebie Naruto. – A tak liczyłem na te cholerne szpilki! – zawołał, a potem parsknął śmiechem, zastanawiając się, co odpisać temu czubkowi.

Przywdzieję. Pragnęłabym jednak poznać pańskie zamiary, gdyż już powoli zaczyna ogarniać mnie ciekawość. Jakież to atrakcje pan już wymyślił?

            Odłożył telefon i spojrzał na monitor. W końcu, po krótkim namyśle, postanowił obejrzeć przed snem jakiś film. Zaczął przeglądać, co ma na dysku i wtedy znów dostał sms-a.

Proszęsię nie bać i nie posądzać mnie o złe zamiary. Może i nie szykuje się bal, jednak już ja się postaram, by wykorzystana została w pełni każda minuta.

            Uzumaki zmarszczył nos, niezadowolony. A więc drań nie chciał napisać, co też wymyślił. Podły!

Trzymam pana za słowo.

2. Randka z... facetem!

-Są z silikonu – wyjaśniła Ino, podając Naruto coś, co wyglądało jak sztuczny, kobiecy cycek. Blondyn, skrajnie przerażony, wziął to do reki i obejrzał. Trzęsło się jak galareta i raczej nie zachęcało. – Mam wuja, który pracuje w teatrze i załatwił mi kilka fajnych gadżetów.
-Super – jęknął słabo Naruto, odkładając silikonową pierś na nocny stolik. On, Ino i Sakura siedzieli w jego pokoju. Dziewczyny przyszły do jego domu z samego rana, wyciągnęły go łóżka i dosłownie wszędzie zaczęły rozkładać jakieś babskie szpargały. Przytachały ze sobą dwie czubate torby ubrań, kosmetyczkę pełną jakichś toksyn, które nazywały kosmetykami, nową perukę, oraz kilkanaście dziwnych przedmiotów zarąbanych, jak wyjaśniła Ino, z teatru.
            Potem zaczęło się najgorsze, kiedy stwierdziły, że musi przejść kurs „szykowania się”, jak to ładnie określiły, posadziły go przed lustrem w łazience i zaczęły mu tłumaczyć, co na co i jak się nakłada, zakłada, szpachelkuje i tym podobne, straszne rzeczy. Patrzył i słuchał przerażony, słysząc chichoty ojca, który co i raz, niby to przypadkiem, przechodził za drzwiami.
            Naruto ogólnie lubił o siebie dbać, z całą pewnością miał więcej kosmetyków niż cała piłkarska drużyna razem wzięta. Używał odżywek i kremów, ale bez przesady! Nie był kobietą, nawet nie wiedział, do czego służy połowa tego… tego wszystkiego!
            Kiedy wychodził z łazienki, czuł się żałośnie. Ubrały go w stanik, w który włożyły to galaretowate coś, co przyniosła Ino, naciągnęły na niego jasny top z nadrukowaną z przodu uśmiechniętą wisienką oraz czarne, wygodne spodnie i trampki – w końcu miał być ubrany na sportowo. Jak dla siebie, to ubrałby się w dresy do biegania, ale dziewczyny mu tego zabroniły. Na całe szczęście nie pozwolił im nałożyć mu na twarz wszystkich tych świństw, które chciały mu nałożyć.
            Ledwo dotarł do swojego pokoju, usłyszał, że dzwoni telefon. Odebrał go czym prędzej.
-Tak?
-Gotowa? – zabrzmiał z drugiej strony głos Sasuke.
-Tak – odparł.
-No to za dziesięć minut w umówionym miejscu – odrzekł chłopak i rozłączył się. Naruto poczuł, jak kolana zaczynają mu drżeć.
-To był Sasuke? – zapytała Sakura, wchodząc do jego pokoju.
-Nie dam rady – szepnął Naruto, zerkając na nią. – Nie dam rady. On się połapie! Zabije mnie!
-Nikt się nie połapie i nikt cię nie zabije! – oświadczyła Ino, podchodząc do niego z peruką, spiętą w wysoki kucyk. Włosy miał już pod czapeczką, więc usiadł na łóżku, zrezygnowany, pozwalając dziewczynie umieścić na swojej głowie długie blond włosy. – Śmiej się z jego żartów, zachichocz ze cztery razy i trzepocz rzęsami, a zobaczysz, nie zorientuje się. No, wynocha, bo się spóźnisz!
            Naruto pozwolił im wypchnąć się na korytarz, zmusić do zejścia po schodach, a potem już prawie siłą wyrzucić z domu. Gdy drzwi frontowe się za nim zamknęły, jęknął przeciągle, czując tak straszny uścisk w żołądku, jakby ktoś zawiązał mu wnętrzności w wyjątkowo paskudny supeł. Ze strachu serce biło mu szybko, a dłonie pociły się, w dodatku było mu gorąco pod peruką, ogółem – było mu źle.
            Ruszył w stronę ulicy, powłócząc nogami i równie smętnie dotarł na wyznaczone miejsce. Ledwo się zatrzymał i rozejrzał, zza pobliskiego zakrętu wyjechał czarny samochód Sasuke. Naruto odetchnął – uciekłby, gdyby musiał na niego czekać dłużej niż pięć sekund.
            Uchiha stanął przy krawężniku i zaraz wyskoczył z auta.
-Cześć! Mam nadzieję, że długo nie czekasz?! – zapytał, podchodząc do niego. Naruto pokręcił głową.
-N-nie, dopiero coooo… - nie skończył, bo Uchiha nachylił się nad nim i pocałował go w policzek. Naruto poczuł,jak robi się czerwony. Miał ochotę zdzielić go w zęby, ale przecież nie mógł.
-Wszystko dobrze? – spytał Sasuke z delikatnym uśmiechem, przyglądając mu się uważnie. Naruto spuścił oczy, by nie rzucić mu morderczego spojrzenia. Czuł się okropnie, serce waliło mu ze strachu, a kolana dygotały. Nie mógł uwierzyć, że zgodził się na coś takiego! Miał cholerną ochotę uciec, ale nie mógł tego zrobić, w końcu chciał dostać się do drużyny.
-Tak – szepnął zachrypniętym głosem. – Tak. G-gdzie jedziemy?
-Niespodzianka – odparł Uchihaz szerokim uśmiechem, otwierając mu drzwi. Naruto, wciąż czerwony na twarzy,zerknął na niego, a potem wsiadł i zapiął pas, patrząc, jak Sasuke obchodzi samochód.
            Gdy Uchiha usiadł za kierownicą, Naruto zajęty był oglądaniem swoich butów. Miejsce, którego dotknęły wargi czarnowłosego piekło i szczypało i Naruto miał cholerną ochotę wyskoczyć z auta i dać dyla.
-Czemu nic nie mówisz? – spytał Uchiha, ruszając. Naruto przełknął ślinę i zerknął na niego.
-Nie wiem, co powiedzieć… - mruknął, uśmiechając się lekko. Sasuke zaśmiał się głośno, poniósł rękę i odgarnął sobie włosy z czoła.
-Możesz mówić wszystko, na co tylko masz ochotę – powiedział, a Naruto zawahał się.
-Nawet coś w stylu: moja szkołą jest głupia, moi znajomi to debile, nienawidzę tego miasta, chcę wrócić do domu? – zapytał, a Uchiha zachichotał.
-Tak, nawet to – powiedział. –Czy ja również zaliczam się do tego opisu?
-Moich znajomych? – Naruto uśmiechnął się, gdy Uchiha przytaknął. – Musiałbyś się bardzo postarać.
-Ach, czyli ja nie jestem taki zły? Cieszy mnie to, chciałbym być jednym z dobrych wspomnień – rzekł, uśmiechając się do niego. Naruto zaczerwienił się lekko i obrócił głowę. Ten Uchiha miał coś w sobie, Naruto wcale nie dziwiło, że wszystkie laski się zanim uganiały. Dla innych facetów był dupkiem, Naruto widział go w akcji, na boisku, widział go kłócącego się z Kibą przed meczem, widział jego zachowanie wśród kolegów i myślał, że ten jest taki przez cały czas. Zgryźliwy, nieprzyjemny, zarozumiały i zwyczajnie wredny. Nigdy w życiu nie przypuszczałby, że w obecności (ładnej) dziewczyny chłopak tak się zmieniał! Pytanie brzmiało, czy to był tylko zwykły bajer, czy faktycznie był dżentelmenem?
            Uchiha zaczął mu opowiadać jakieś śmieszne historyjki ze szkoły i z boiska, a Naruto coraz bardziej odprężał się w jego obecności. Przestał się panicznie bać, że ten odkryje jego tajemnicę, zaczął z nim rozmawiać i śmiać się. Sasuke chyba podobała się ta zmiana, bo dosłownie na uszach stawał, by go rozśmieszyć.
            W końcu wyjechali poza Konohę i Sasuke zatrzymał samochód na parkingu u stóp góry, która znajdowała się za miastem. Było to często odwiedzane miejsce, z tego co słyszał Naruto, góra ta była jakimś tam występem skalnym, powstałym tysiące lat temu, najprawdopodobniej podczas trzęsienia z ziemi. Z miast widać ją było doskonale, przypominała pionową ścianę w szersze i węższe paski koloru żółtego i brązowego. Jednak Naruto w życiu by nie przypuszczał, że jest tak ogromna!
-Czemu tu przyjechaliśmy? –spytał, wyglądając przez okno.
-Ponieważ każdy powinien tu być przynajmniej raz, jeśli mieszka w Konosze – wyjaśnił Sasuke z uśmiechem. – Spokojnie, będziemy wchodzić powoli – rzekł, wysiadając z auta. Chwilę później otworzył przed Naruto drzwi.
            Uzumaki dziękował w duchu, że Uchiha uprzedził go o tym sportowym stroju i teraz miał trampki na nogach. Spojrzał na pionową ścianę.
-J-jak my tam będziemy wchodzić? – zapytał, starając się ukryć własną niepewność. Uchiha ryknął śmiechem.
-Spokojnie – rzekł, chichocząc.– Ta strona jest dla zawodowców. My pójdziemy szlakiem z drugiej strony,biegnie on lekko pod górę – Uchiha otworzył bagażnik, wyjmując z niego plecak,który zarzucił sobie na ramiona. – Trzymaj! – zawołał, rzucając Naruto czerwoną czapkę z daszkiem. Ten złapał ją i umieścił na głowie, patrząc, jak Uchiha zakłada identyczną, tyle że zieloną.
-A więc się przygotowałeś – powiedział.
-Jasne. Musimy mieć wodę i coś do przegryzienia, ostrzegam, że spacer nie będzie trwał krótko.
-Może być – odparł Naruto. Tak szczerze, taki sposób spędzenia czasu podobał mu się bardziej, niż obiad w jakiejś knajpie czy kino. Wtedy czułby się jak na prawdziwej randce, a tak, w plenerze, było jak na jakiejś wycieczce. Poza tym lubił wysiłek fizyczny, był kilka razy w górach, z rodzicami i z wycieczką szkolną, a przez dwa lata chodził na skałki, ponieważ miał kumpla, który go w to wkręcił. – Tak naprawdę, to potrafię się wspinać. Może nie na coś tak płaskiego, ale już się kilka razy wspinałam po różnych skałkach…
-Tak? – zainteresował się Uchiha, a on skinął głową.
-Nom. A… a ja nic nie niosę? –zapytał, palcem wskazując jego plecak. Uchiha uśmiechnął się.
-A chcesz?
-No jasne, chyba nie myślisz, że będę tak sobie szła i kręciła tyłkiem, a ty będziesz wszystko dźwigał! Mamy równouprawnienie!
            Sasuke zaśmiał się.
-Skoro tak – wyciągnął z bagażnika pusty, nieco mniejszy od tego który sam niósł, plecak. – Widzisz, wciąż jestem przygotowany.
            Przepakował część swoich rzeczy do mniejszego plecaka i podał mu go. Naruto zważył go w dłoni i uśmiechnął się. To coś w ogóle nie było ciężkie, Uchiha przełożył mu najlżejsze rzeczy.
-To co, ruszamy? – zapytał Sasuke, zatrzaskując bagażnik. Naruto skinął głową i ruszyli, Sasuke przodem, a on zaraz za nim. Obeszli występ, odnaleźli początek szlaku i ruszyli pod górę, normalnym tempem. Wokół nich znajdowały się skały, sucha trawa i nieliczne drzewa. Nie było upalnie, trochę wiało, za co Naruto dziękował Bogu, bo i tak było mu bardzo ciepło, zwłaszcza w głowę, bo miał na niej i perukę i czapkę. Głupio by jednak wyglądało, gdyby zdjął podarek Uchihy.
            Cały czas rozmawiali, Sasuke opowiadał mu o swoim bracie, z którym tu przyjeżdżał. O tym, że w tej okolicy miejscowa młodzież często robi ogniska i że może się na takie wybiorą, jeśli Naruko jest chętna. Że lubi to miejsce i że nawet nie potrafi powiedzieć, ile już razy szedł tym szlakiem. Że widok z góry jest oszałamiający, a zwłaszcza nocą, gdy całe miasto migocze od świateł. Uchiha dużo mówił, ale pozwalał też, by i on się wypowiedział. Naruto jednak wolał słuchać, żeby przypadkiem nie palnąć jakiejś gafy.
            Co jakiś czas popijali wodę, zjedli też po jabłku. Gdzieś po półtorej godziny, Sasuke spojrzał na Naruto.
-Nie chcesz postoju? – spytał,a Naruto pokręcił głową. – Jesteś pewna? Teraz został już kawałek, ale będzie coraz bardziej pod górę – wyjaśnił.
-Nie, odpoczniemy na szczycie. Idziemy równym tempem, nie jestem zmęczona.
-Ale jak coś, to mów –powiedział Sasuke. Skinął głową i podjęli wędrówkę.
            Teren coraz bardziej się podnosił, ale Naruto to nie przeszkadzało. Miał dobrą kondycję, codziennie biegał i ćwiczył. Czasem Sasuke wyciągał ku niemu rękę, by mu pomóc przez coś przejść, jednak Naruto tylko dwa razy z tego skorzystał, i to po to, by Uchihy nie urazić. Szlak którym szli był po prostu zwykłą, krętą dróżką między kamieniami i nieliczną roślinnością, podnoszącą się do góry. Nie był wymagający.
            W końcu dotarli na szczyt i Naruto odetchnął. Wrażenie było niesamowite, czuł się jak pod samym niebem. Jego błękit był uderzający, a dookoła nich nie było zupełnie nic innego, jakby stali na dachu świata. Wydawało się, jakby wystarczyło tylko wyciągnąć rękę, by dotknąć opalizującego błękitu nad nimi. Przy skraju skały ciągnęła się wysoka siatka, z jednej strony był szlak, którym przyszli, zaś z drugiej…
-Można tu wjechać samochodem?! – zawołał Naruto, widząc asfalt, kończący się niedaleko urwiska. Sasuke zaśmiał się.
-Jasne. Z jednej strony jest szlak dla piechurów, a z drugiej asfalt dla leniwych – powiedział. Naruto zachichotał i zbliżył się do siatki, która nie pozwalała stanąć nad samym urwiskiem i prawdopodobnie powstrzymała wiele wypadków. Spojrzał z góry na Konohę, przyczajoną u stóp ogromnej skały i uśmiechnął się. Widok naprawdę był piękny, miasto przypominało szarobrązową, nieregularną plamę, poprzecinaną serpentynami dróg, który wybiegały z miasta. Gdzieniegdzie były plamy zieleni.Rozpoznawał też większe budynki, a nawet zlokalizował swoją szkołę.
-Pięknie – powiedział, gdy Sasuke stanął obok niego.
-Nie? Wiedziałem, że ci się spodoba.
-Skąd ta pewność? A gdyby mi się nie spodobało? Gdybym przez całą drogę jęczała, narzekała, a na koniec tylko fuknęła i kazała się znieść na plecach?
            Sasuke zaśmiał się.
-Wiele byś straciła – powiedział. – Zapraszam panią na obiad.
-A łooo – mruknął Naruto. Sasuke odszedł na bok i ściągnął swój plecak. Usiedli na suchej trawie, Uchiha wyjął kanapki, termos oraz plastykowe kubeczki i zaczęli jeść. Naruto spodziewał się po nim wszystkiego, ale nie takiej wyprawy, kanapek z masłem, sałatą i pomidorem oraz kawy zbożowej. W duchu chichotał jak głupi.
-Wiele dziewczyn tu zabrałeś? – zapytał w połowie tego wyszukanego obiadu. Sasuke przytaknął.
-Tak, ale w większości je tu przywożę – wskazał kciukiem asfalt za jego plecami.
-To dlaczego ja przyszłam na własnych nogach? – zapytał Naruto. Uchiha uśmiechnął się pod nosem.
-Dlatego, że nie zaczęłaś jęczeć, że to wysoko i czy przypadkiem nie ma windy albo czegoś w tym stylu, iże masz nie te buty lub coś tam… - powiedział.
-A gdybym zaczęła?
-To powiedziałbym, że wspinaczka to żart i że jest tu droga – odrzekł szczerze.
-Wspinaczka jest fajniejsza – powiedział Naruto, a Sasuke przytaknął.
-Tak, ja też wolę wejść niż wjechać – potwierdził. Skończyli kanapki, dopili kawę i powstawali. Naruto przeciągnął się.
-Och, czeka nas jeszcze zejście– powiedział do Sasuke, który patrzył na niego z uśmiechem.
-Jesteś zmęczona? – zapytał.
-Trochę mi gorąco, ale odpoczęłam. Jak weszliśmy, musimy zejść, nie? – uśmiechnął się. – Poza tym lubię łazić, wiele razy byłam w górach. To mi przypomina, jak fajnie tam było.
-Będziemy śmiesznie opaleni –powiedział Uchiha, wskazując swoje przedramiona. Oboje byli w długich spodniach, jednak na krótki rękaw. Skóra Sasuke zaczerwieniła się lekko. Naruto zaśmiał się.
-Co z tego? – zapytał. –Idziemy?
            Zaczęli schodzić tym samym szlakiem, znów rozmawiając. Sasuke cały czas go rozśmieszał, kilka razy łapiąc go za rękę niby by pomóc, ale Naruto wiedział, że to tylko pretekst. W końcu ścisnął jego palce i nie pozwolił się puścić, uznawszy, że i tak przecież musi go poderwać, więc lepiej będzie, jak coś ku temu zrobi. Uchiha przyjął to z zadowoleniem i gdzieś od połowy trasy szli za rękę, nadal gadając.
            Gdy dotarli do auta, było dość późno. Naruto nie przypuszczał, że spędzi z nim tyle czasu i że będzie tak fajnie. Na początku cały czas myślał, że Sasuke lada moment zorientuje się, że nie jest dziewczyną. Jednak im dłużej z nim przebywał, tym swobodniej się czuł i w niektórych momentach niemalże zapominał, że udaje. Raz czy dwa zaciął się na końcówce słowa, jednak zawsze się poprawił, a Uchiha nie zwrócił na to większej uwagi, myśląc pewnie, że coś go rozproszyło przy wymawianiu słowa. Naruto starał się w większości mówić bezrodzajowo, żeby się nie zaplątać.
            Gdy powrotem znaleźli się w aucie, szybko pootwierali okna, bo wewnątrz było strasznie gorąco.
-Obiad, co? Tym razem taki prawdziwy? – zapytał Uchiha, gdy Naruto wachlował się czapką. Ten zerknął na wyświetlacz telefonu. Była sobota, kilka minut po siedemnastej. Miał jeszcze dużo czasu do godziny dwudziestej drugiej trzydzieści, którą rodzice uznawali za czas, gdy powinien się zameldować i powiedzieć, czy wraca, czy nie. A przynajmniej dać znać, że przypadkiem go gdzieś nie zamordowano. Pokiwał głową.
-Okej.
-Zabiorę cię w magiczne miejsce – powiedział Uchiha, po czym wyjechał z parkingu. Nie ruszył jednak w stronę miasta.
            Zaledwie kilka minut później mknęli samotną drogą w stronę majaczącego w oddali miasteczka. Gdy się zbliżyli, Naruto dostrzegł jakieś budynki, zgrupowane wokół większego, na dachu którego znajdował się kolorowy napis MOTEL. Poczuł uderzenie niepokoju. Co, do jasnej cholery?
-Sasuke… - zaczął, gdy wjechali na parking przed motelem. Znajdowała się tam również stacja benzynowa, a po drugiej stronie ulicy jakieś domy. Było to raczej… szemrane miejsce.
Uchiha zerknął na niego, a potem ryknął śmiechem, zatrzymując się. Nic nie powiedział, tylko chichocząc, wyszedł za auta, obszedł je i otworzył przed nim drzwi. Naruto wysiadł niepewnie i spojrzał na czarnowłosego.
-Co my tu robimy? – zapytał, tonem głosu sugerując, że żąda odpowiedzi. Sasuke przygarnął go do siebie ramieniem i wskazał mu wejście do motelu.
-Idziemy tam – powiedział, a Naruto odetchnął. Nad wejściem widniał napis: PIZZERIA SCARAFAGGIO.
-Dlaczego w takim miejscu? –zapytał, wciąż będąc trochę nieufnym. W Konosze było w końcu pełno pizzerii. Sasuke zaśmiał się ponownie.
-Bo mam pewien sentyment do tego miejsca. Kiedyś wracaliśmy z rodzicami z wycieczki i tankowaliśmy na tej stacji – wskazał palcem stację benzynową, którą mieli po lewej ręce. – Ja i mój brat byliśmy jeszcze dziećmi, zobaczyliśmy pizzerię i uparliśmy się, że chcemy coś zjeść. Rodzice nie chcieli nas tam zabrać, no bo zobacz – ogarnął ręką cały, dość nieprzyjaźnie wyglądający motel. – Od razu widać, że to miejsce powstało dla jednego celu – Naruto zaczerwienił się lekko, ale słuchał dalej. –Jednak my chcieliśmy i już. Okazało się wtedy, że w tym oto miejscu podają najlepszą pizzę świata.
-Kłamiesz! – zawołał Naruto ze śmiechem. Sasuke pokręcił głową.
-Nigdy w życiu! Uwielbiam pizzę, a to miejsce to moje ulubione. Przebija nawet tę pizzerię, przed którą się poznaliśmy. Chodź, sama się przekonasz.
            Weszli do środka i Naruto doznał kolejnego szoku, ponieważ wnętrze, choć małe, sprawiało przyjazne wrażenie. Naprzeciw drzwi ciągnął się bar, wokół stały białe, kwadratowe stoliki, przy każdym cztery krzesła z wikliny. Ściany miały niemodną tapetę, ale w śmieszny wzorek, w kolorach jasnego różu, fioletu, bieli i niebieskiego. Podłoga była czysta, w rogach stały donice z kwiatami, pod ścianą automat do gry. Wszystko tu zdawało się do siebie nie pasować, ale jednocześnie było w jakiś sposób urocze. Ot, jakiś tam bar przy stacji benzynowej.
-I co? – zapytał Uchiha, szeptem wprost do jego ucha.
-Mogę nie komentować? – spytał Naruto, a Uchiha pokiwał głową z uśmiechem.
-Jasne.
            Poprowadził go do stolika, a sam odszedł w stronę baru. Z zaplecza wyłonił się jakiś średniego wzrostu mężczyzna po czterdziestce. W tej chwili Sasuke i Naruto byli jedynymi klientami.
-Sasuke! – ucieszył się mężczyzna, wołając głośno z mocnym, włoskim akcentem. Wyciągnął rękę i ci dwaj uścisnęli sobie dłonie. – Miło cię widzieć!
-Dzień dobry! – odparł Uchiha, biorąc z baru dwie karty menu. – Dziś jestem na randce.
            Niebieskie oczy właściciela pizzerii spojrzały na Naruto. Facet zagwizdał.
-No, no – powiedział, uśmiechając się do blondyna i podkręcając wąsa.
-Wiem – odparł Sasuke teatralnie i obrócił się ku Naruto. Puścił mu oczko.
            Naruto zaśmiał się i odebrał od Uchihy kartę, gdy ten podszedł do stolika. Sasu usiadł obok niego.
-Widzę, że często tu bywasz – powiedział, otwierając składające się z dwóch stron menu. Sasuke skinął głową.
-Jasne, w końcu to tak blisko.Nikt z moich znajomych nie docenił tego miejsca, a ja je uwielbiam.
-Wolę nie wiedzieć, co jeszcze lubisz – wymamrotał Uzumaki, spoglądając na menu. Ze zdziwieniem stwierdził, że wybór jest całkiem spory.
-Zamawiaj, na co tylko masz ochotę – powiedział Uchiha. Naruto nie musiał długo decydować.
-Chcę średniej wielkości hawajską i dużą colę z lodem, bo mi gorąco. A ty, co bierzesz? – zapytał,odkładając menu. Sasuke zamrugał dwa razy.
-Eee… zjesz średniej wielkości pizzę sama? Tutaj średnia jest całkiem… spora  – powiedział, zbity z pantałyku.
-No zjem, a ty nie? – zapytał Uzumaki, a Sasuke zrobił dziwną minę.
-No ja tak, ale… ja jestem facetem…
            Naruto już chciał odpowiedzieć, że przecież też jest, ale w porę ugryzł się w język. Wzruszył ramionami.
-Wieczorem pobiegam i spalę. Jestem głodna – powiedział. Sasuke uśmiechnął się, a gdy jego kumpel podszedł do ich stolika, złożył zamówienie na dwie średnie pizze, hawajską dla Naruto oraz z bekonem i pieczarkami dla niego, a do tego dwie duże cole z lodem.
            Czekali, rozmawiając o ulubionym jedzeniu, póki niedostali pizzy. Naruto aż ślinka naciekła do ust, gdy zobaczył, że średnia tutaj jest naprawdę… duża. Uśmiechnął się do siebie, napił coli, by najpierw ugasić pragnienie, a potem polał pizzę ketchupem i ignorując talerzyk i sztućce, wziął w palce pierwszy kawałek. Sasuke zrobił tak samo.
-Mmmm! – zawołał po pierwszym kęsie. – Pycha!
-Mówiłem – odparł Sasuke i parsknął śmiechem, gdy na niego spojrzał. – Masz sos na brodzie.
            Wyciągnął rękę i starł go kciukiem, nim Naruto wykonał jakikolwiek ruch. Blondyn odwrócił głowę, lekko speszony.
            Jedli, rozmawiali, opowiadali sobie śmieszne historie i świetnie się ze sobą bawili. Naruto jeszcze nigdy w życiu nie spotkał człowieka, z którym tak dobrze się rozumiał i mógł tak fajnie spędzić z nim czas. Po jakimś czasie zaczął się zastanawiać, czy gdyby spotkał Sasuke tak normalnie, jako facet, to czy zostaliby kumplami?
-Jestem pełna! – zawołał Naruto po ostatnim kęsie, rozwalając się na krześle. Zegar wiszący na ścianie pizzerii wskazywał osiemnastą czterdzieści, każdy z nich zjadł po pizzy i wypił dwie cole. Obaj byli zadowoleni, przez co jeszcze lepiej im się rozmawiało. Naruto planował spędzić z Sasuke godzinę, może dwie, a wyszło z tego pół dnia!
-Nie mogę uwierzyć, że zjadłaś ją całą – powiedział wstrząśnięty czarnowłosy. – Gdzie ci się to w ogóle zmieściło? Jesteś taka chuda!
-I kto to mówi, ty patyczaku jeden! – fuknął Naruto. – Spójrz na siebie i dopiero zacznij się inny chczepiać!
-Ze mną jest wszystko jak najbardziej w porządku, nad głową mamy motel, możemy tam iść, byś się przekonała – zażartował Sasuke, a Naruto parsknął śmiechem.
-Chciałbyś – powiedział, szczerząc zęby.
-To byłby świetny sposób nas palenie kalorii – ciągnął dowcip Uchiha, kładąc na stoliku pieniądze za ich obiad. Obaj podnieśli się, pomachali właścicielowi i wyszli.
-O ile wtoczyłbyś się na górę po takiej ilości jedzenia – odparł Naruto, wypinając język.
-Ty mała, wredna wszo! – zaśmiał się czarnowłosy, obejmując go ramieniem. – Chodź, odstawię cię do domu, bo twoi rodzice pomyślą, że cię porwałem.
            Wsiedli do samochodu i nadal sobie docinając w podobny sposób, ruszyli w stronę Konohy. Minęło sporo czasu, zanim udało im się dojechać w miejsce, gdzie mieszkał Naruto. Uchiha zaparkował tam gdzie zawsze i wyłączył silnik. Spojrzał na Naruto z uśmiechem.
-Podobało ci się? – zapytał, a Naruto przytaknął.
-Jasne – odparł, odwzajemniając uśmiech. I w jednej chwili zrobiło się jakoś tak… magicznie…
            Umysł Naruto przyspieszył swoją pracę dwukrotnie, gdy Sasuke ujął w dłoń jego policzek i nachylił się. Jego serce zabiło, a dłonie momentalnie pokrył pot. Uchiha chciał się całować! On chciał się całować! Boże, co robić?!
            Podniósł szybko obie ręce i ujął w nie dłoń Uchihy, odciągając ją od swojego policzka. Musiał zrobić wszystko, by nie dopuścić do buziaka – no w końcu Uchiha był facetem, do jasnej cholery! – a jednocześnie nie zrazić czarnowłosego do siebie i nie odrzucić go.
            Sasuke spojrzał zdziwiony, przestając się przybliżać.
-Ja… - wydukał Naruto. – Ja… -Myśl, kretynie, myśl, Uzumaki! – Ja się nigdy nie całowałam – palnął i momentalnie pokrył się rumieńcem. Toś wymyślił, w duchu zakpił sam z siebie.
            Gdy spojrzał w oczy Sasuke, jego mina okazała się bezcenna.
-Nie… nigdy?! – wykrztusił Sasuke i zmierzył go od stóp do głów. Idąc w zaparte, Naruto pokręcił głową.
-Nigdy z nikim nie byłam… ja… ja cię bardzo lubię – zapewnił go, spoglądając w oczy. – Czy moglibyśmy spotykać się przez jakiś czas… i dopiero później…?
            Sasuke zamrugał ze trzy razy, przetrawił to, co usłyszał, przemyślał sobie i uśmiechnął się. Pogłaskał go po policzku.
-Oczywiście – powiedział, patrząc mu w oczy. – Cieszę się, że cię poznałem.
            Czując, że potem sam siebie będzie za to klął, wychylił się i pocałował Uchihę w policzek, całkiem blisko warg. Potem szybko się cofnął.
-Pa! – zawołał i czym prędzej wysiadł z auta, by najzwyczajniej w świecie uciec. Gdy się obejrzał, Sasuke siedział nieruchomo i dotykał dłonią policzka. Naruto pobiegł do domu.
            Gdy wpadł do środka i zatrzasnął za sobą drzwi, w końcu mógł odetchnąć z ulgą. Jego ulga nie trwała jednak długo, bo niemalże w tym samym momencie usłyszał głos ojca:
-No, a tak właśnie wygląda teraz nasz syn, kochanie.
            Naruto poderwał głowę i spostrzegł… stojącą po drugiej stronie korytarza, wściekłą mamę.