środa, 19 grudnia 2012

12. Minione

Cisza pali, cisza dekoncentruje, cisza rozprasza. Nie mogę skupić się na żadnej czynności, zresztą,odkąd wstałem z łóżka dziś rano tylko chodzę w kółko, nie mogąc się za nic zabrać. Co chwila zerkam na zegarek. Miał być o piętnastej, czyli pół godziny temu. Czy on zawsze musi się spóźniać?!
Dzwonek do drzwi podrywa mnie z miejsca, jednak zaraz doprowadzam się do porządku. Jak by to wyglądało, gdybym rzucił się do drzwi jak wierny kundel, który cały dzień czekał na powrót pana? Jeszcze mam swoją godność.
-Uchiha, do cholery, rusz dupsko!!! – słyszę wrzask dobywający się zza drzwi. Idę wolno,nie przyspieszam. Gdyby każdy miał tyle samokontroli co ja, ludzie nigdy wżyciu nie zaznaliby ani szczęścia, ani przyjemności. Wyciągam rękę i dotykam klamki. Jest tuż za drzwiami. Otwieram je.
-No w końcu! – pada okrzyk i w moich dłoniach ląduje wielka donica z jakimś ledwo żywym kwiatem. Żółte liście wiszą mu smętnie.
-Ato co? – pytam w szczerym zdumieniu, spoglądając w końcu w tę otchłań nieba.Jego oczy.
-Jak to co, kwiat! – odpowiada, wpychając mi się do domu wraz z bandą klonów. Jest ich razem czterech. Osiem razy to cudowne niebo. Ciekawe jak to by było bzykać się nie z jednym, a, dajmy na to, z trzema Naruto? Potrząsam głową, by się opamiętać. O czym ja myślę? On by mnie zabił.
Uśmiecham się do siebie, żałując, że mój pierwszy dowcip padł w myślach. To prawda,trzech Naruto w łóżku wykończyłoby mnie. Po raz drugi potrząsam głową. Dobrze,że tego nie widzi, bo pomyślałby, że coś jest ze mną nie tak.
-Czemu przynosisz mi tu jakieś zielsko? – pytam, idąc za nimi. Jeden z nich, klon, odwraca się ku mnie, trzymając w dłoniach wielkie pudło. Każdy z nich niesie podobne.
-Nie zostawię Normana samego w mieszkaniu! – woła jak obrażone dziecko.
-Normana?– unoszę wysoko brwi.
-Tak,przez te wszystkie moje misje biedak niedługo umrze. A ja lubię tę paprotkę!
-A więc to paprotka! – mój głos ocieka kpiną, gdy chwytając w dwa palce żółty liść, unoszę go lekko do góry.
-Nie kpij! – woła klon i nagle cały pochód staje. Idący na czele Uzumaki ogląda sięna mnie, wspinając na palce, żeby dobrze mnie widzieć. Znajdujemy się w wąskim korytarzu mojego domu. Po obu stronach znajdują się drzwi.
-Który pokój jest mój, Uchiha?! – woła. Jak on mnie wkurza, kiedy zwraca się do mnie po nazwisku, jakbym nie był dla niego nikim bliskim!
-Ten ostatni, Uzumaki! – specjalnie akcentuję jego nazwisko, ale jego to nie rusza.Idzie dalej, a klony i ja za nim. Docieramy do jego pokoju, klony rzucając pudła na podłogę i znikają w kłębach dymu. Nie puszczam paprotki.
-Tu nie będzie jej dobrze – mówię do prawdziwego Naruto, rozglądającego się po pomieszczeniu.
-Hę?– pyta inteligentnie. Cały on. Wcale się nie dziwię, że paprotka zdechła.
-Temu czemuś, co nazywasz paprotką, nie będzie dobrze w tym pokoju. Najlepiej ustawić ją w salonie, będzie tam miała więcej światła – tłumaczę cierpliwie, spoglądając znacząco na niewielkie okno w ścianie. W tym pokoju też jest jasno, to jeden z jaśniejszych pokoi w tym przeklętym domu, ale w salonie jest jeszcze widniej,bo okna wychodzą na południe. Tam wszystkie kwiaty ładnie rosną. A skoro ta paprotka jest dla niego ważna…
-Tak?No dobra, ale odpowiesz mi za niego, jeśli coś mu się stanie! – zaciera ręce –Całkiem tu ładnie!
Wszystko rozmywa się w ciemności, i czuję, jaki jestem senny. Słyszę skrzypnięcie drzwi. Ktoś idzie. Sięgam po kunai, który mam pod poduszką, lecz kiedy ciche stopy zaczynają wchodzić po schodach, rozpoznaję te ostrożne kroki. Gdyby się postarał, w ogóle bym go nie słyszał. Pewnie wie, że nie śpię.
-Sasuke?– słyszę. Opadam wygodniej na poduszkę. Śnię. On mi się śni, albo to jakaś okrutna mara! – Sasuke, śpisz?
-Nie śpię, młotku. Czego chcesz? – pytam szeptem, wbijając spojrzenie w ciemność. Widzę tylko zarys jego postaci, która zamarła prawie u szczytu schodków prowadzących na antresolę, na której stoi moje łóżko.
-Bo widzisz, ja… - odzywa się z wahaniem. – Ja nie mogę spać…
-I postanowiłeś i mi nie dać? – pytam. Nie mogę się powstrzymać. Odejdź, senna maro! Nie kuś mnie tak okrutnie! Nie zasłużyłem na takie tortury, już ukarano mnie jego przyjaźnią!
-Nie…- znów się dziwnie waha. – Bo ja… w tym domu cały czas coś skrzypi…
Unoszę się lekko. Czyżby Naruto się bał? On? Niby czego?
-Naruto,nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ty się boisz ciemności? – pytam, siłą tłumiąc śmiech. Słyszę jego jęk.
-Tu nie chodzi o ciemność, ten dom… tu jest jakaś zła atmosfera – odpowiada jękliwie, błagalnie. Wzdycham.
-To czego ty ode mnie chcesz? – pytam. Co, mam mu zejść i pozapalać światła, czy jak?
-Sasu, tylko się nie złość, ale… czy ja mogę spać u ciebie? – jego pytanie jest absurdalne. Jeśli myśli, że teraz wstanę i umoszczę mu kanapę na dole, bo nagle mu się tak podoba, to niech spada.
-Naruto, nie wstanę z łóżka by ci pościelić kanapę – odpowiadam. – Jest chyba druga w nocy!
-A…- jego głos jest coraz bardziej zdesperowany i jękliwy. Robi krok do przodu. – A nie mogę spać dziś z tobą?
Na chwilę zamieram. Ja z nim. W jednym łóżku. Nocą.
-No dobra, rozumiem – odpowiada na moje milczenie, oczywiście mylnie je interpretując i odwraca się. – Zapomnij!
-Nie,czekaj – odzywam się niemal natarczywym szeptem. Zatrzymuje się. Oby nie usłyszał desperacji w moim głosie. Jeśli to nie sen, to dziękuję ci siło, która go tu do mnie przypchnęłaś! – Skoro tak, to możesz – odzywam się łaskawie,wyniosłym tonem. Robię wszystko, byleby tylko głos mi nie zadrżał. Naprawdę,gdyby cały świat był taki jak ja, wszyscy żylibyśmy w jednym wielkim kłamstwie.– Myślałem, że chcesz, bym ci ścielił kanapę. Ale skoro tak, to znaj łaskę gospodarza tego domu…
-Pheh! – prycha, ale w ułamku sekundy jest już koło mnie. Przesuwam się na bok wolno,od niechcenia, jakbym to ja robił mu przysługę, a nie odwrotnie. Naru gramoli mi się pod kołdrę. Jest taki żywy, ruchliwy, gorący. Kręci się przez chwilę, nie mogąc znaleźć sobie dogodnego miejsca. Nie ruszam się, tylko patrzę na niego w ciemności. W końcu układa się na boku, tyłem do mnie. Wtula głowę w poduszkę. Na chwilę cały świat zamiera. To się nie może dziać, zrobiłem zbyt wiele złych rzeczy, by zostać tak nagrodzonym.
-To czego się boisz? – pytam nagle, bo nie mogę znieść myśli, że teraz zaśnie i tak to się skończy. Podrywa głowę.
-Ja niczego się nie boję! – krzyczy natychmiast, ale w końcu znam go nie od dziś.Patrzę na niego z politowaniem.
-Akurat– prycham. – Lepiej się przyznaj, bo inaczej zaraz wywalę cię z łóżka!
Okręca się szybko w moją stronę.
-Nie zrobisz tego!
-Chcesz się przekonać?! – łapię go za ramiona i zaczynam wypychać z łóżka. Z jego ust wyrywa się najprawdziwszy pisk, który sprawia, że w momencie robi mi się gorąco. Naru chwyta się pościeli.
-Nie, nie! Dobra, powiem!
Puszczam go i cofam się wbrew własnej woli, a on unosi nieco głowę i spogląda na mnie z lekkim przestrachem.
-Bo…bo mi się wydaje, że ten dom… nie jest normalny… - szepcze tak cicho, jakby się bał, że ściany nas podsłuchują. Marszczę brwi.
-Jaśniej,bo nie rozumiem – mówię, stukając go w czoło. Jego ciepła dłoń, która odtrąca moją.
-Co jaśniej?! Tu straszy i tyle! – woła. Chwilę patrzę na niego zdumiony, a potem wybucham gromkim śmiechem…
Śmieję się dalej, zasłaniając usta ręką, by nie obudzić śpiących Kakashiego i Sakury. Naru spogląda na mnie lekko naburmuszony.
-To wcale nie jest śmieszne, Uchiha – syczy. – Dostaliśmy wszyscy takiej wysypki,że musiałem trzy dni nie wychodzić z domu, nie zakładać majtek, tylko smarować krosty na tyłach taką paskudną maścią…!
Przerywa mu mój kolejny,niekontrolowany wybuch śmiechu, który staram się stłumić, zasłaniając usta własną dłonią. Obaj jesteśmy lekko pijani, ja chyba nawet odrobinę bardziej od niego. Trudno mi się kontrolować, ciężko mi logicznie myśleć i kłamać. Patrzę wte jego oczy znajdujące się tak blisko moich. Nasze śpiwory prawie się stykają.Trochę brakuje mi jego bliskości. W rezydencji, kiedy zaśnie, przytulam się do jego pleców, głaszcząc go po głowie. Zawsze mruczy przez sen, kiedy delikatnie drapię go za uszami. Chyba to lubi. Nie wiem, kiedyś jednak to sprawdzę, niech mi tylko będzie dane. Poznałem już wszystkie te najgorsze uczucia, ale to, co owładnęło mną teraz, wyniszcza mnie, jednocześnie niosąc zbawienie od ciemności. Kocham mojego przyjaciela. Naprawdę kocham mojego najlepszego przyjaciela. Nie jestem w stanie nic na to poradzić.
-Przepraszam– udaje mi się jakimś cudem wymamrotać. Ocieram usta, bo trochę się oplułem. –To nie z ciebie… po prostu, czy żaden z was nie pomyślał, żeby się tam nie pchać po sam pas?
-Wiesz, Shino coś wspomniał, ale Kiba… i jego siła perswazji…
-Na pewno! – prycham i teraz to on chichocze. – A gdzie autorytet przyszłego Hokage, co?
-Po alkoholu to ciężko bywa – obaj wybuchamy śmiechem, nawzajem zasłaniając sobie usta. Jego twarz jest taka piękna. Jego policzki są takie miłe w dotyku. A jego wargi…
Cofam rękę. Musze się opanować,zawsze nam odbija kiedy pijemy …
-Odbiło ci?! – krzyczy, wyrywając mi Normana z rąk. – Co ty chcesz mu zrobić?! –przytula doniczkę do siebie. Zły, rzucam się ku niemu, ale ucieka do tyłu,potyka się i tyłkiem ląduje na podłodze. Wyciąga w moim kierunku bosą stopę,jakby była ona tarczą nie do przebicia. – Zostaw go! Zostaw!
-Naruto, oddaj tę donicę! Czy ty nie widzisz, że to coś zdechło?! Zdechło! ZDECHŁOOOOO! –drę się na całe gardło, bo kretyn zatkał sobie uszy, zasłaniając doniczkę własnym ciałem. – Nie odżyje, choćbyś nie wiem jak tego chciał! Nie masz ręki do kwiatów! A ja tu sprzątam i chcę to wypierniczyć na śmietnik, gdzie tego miejsce,do jasnej cholery!
-Nie!Nie pozwalam, ty pedancie z manią na punkcie sprzątana! Norman wychodził z gorszych sytuacji, jest nieśmiertelny!
-MASZ-MI-ZARAZ-ODDAĆ-TEGO-ŚMIECIA!– cedzę przez zęby. Mam już serdecznie dość tego bałaganiarza. Nie robi nic!Wszystko jest na mojej głowie! I do tego jeszcze brudzi! Wszędzie, gdzie się nie pojawi, zostawia za sobą chlew. Plamy po tłuszczu. Tony kubków po ramen.Sterty brudnych ubrań.
-Nie!– zrywa się i rzuca do ponownej ucieczki. Gonię go, próbuję złapać. W końcu powalam go na podłogę w połowie korytarza. Upada na Normana, a ja na jego plecy. Donica pęka pod naszym ciężarem. Naru krzyczy i klnie, zrywając się. Zaczyna skakać na jednej nodze, trzymając się za łydkę. Spływa po niej krew.
-Ała! Ała! Ała!
Obserwując go nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Wstaję z podłogi, ignorując bałagan, choć aż mnie pali, by opieprzyć go za tę ziemię na moich czystych panelach.
-Coś zrobił? – pytam, łapiąc go za ramiona, by się zatrzymał. Spogląda na mnie wściekle.
-Skaleczyłem się, Uchiha! – wydziera się na mnie. Wywracam oczyma i łapię go za ucho. Ignorując jego krzyki, przekleństwa i jęki, ciągnę go za nie do kuchni i popycham na krzesło. Wyjmuję apteczkę i klękam przed nim. Naburmuszony, nie patrzy na mnie, gdy wacikiem nasączonym spirytusem obmywam rankę. Ma zgrabne,wysportowane łydki. Sięgam do apteczki po plaster. Mam dwa komplety.
-Cały niebieski czy w dinozaury? – pytam. Nie odpowiada. Wzdycham głośno. – Niebieski czy w dinozaury, do cholery?! – denerwuję się.
-Dinozaury– odpowiada zagniewany. – Do cholery.
Pochylam się, by przykleić plaster w dinozaury do jego ranki…
Naruto wychyla się w moją stronę i ostrożnie napełnia moją czarkę sake aż po same brzegi, po czym odstawia butelkę. Jest już naprawdę porządnie wstawiony, ale zmysł równowagi wciąż mu dobrze działa, w dodatku nie przelał naczynka nawet o kroplę. Bar jest już zupełnie pusty. Wróciliśmy do Konohy trzy godziny temu, gdzieś koło pierwszej wnocy. Budynki administracyjne były już pozamykane. Wracaliśmy do domu,mijaliśmy bar. Naru zaproponował sake. Zgodziłem się. Nigdy mu niczego nie odmawiam. Zresztą, sam miałem ochotę.
-Zostawiłeś mnie – mówi, a ja skupiam na nim wzrok. Lekko wiruje i rozmazuje się mi przed oczyma. Unosi swoją czarkę i ja robię to samo. Pijemy. On odstawia swoją z hukiem. – Po prostu wybrałeś Orochimaru, jakbym nie był dla ciebie… - odbija mu się lekko – ważny! – kończy z wyrzutem. Kręcę głową.
-Tonie tak. To ja tu wszystko przegrałem. Brata. Samego siebie. Nawet ciebie –mówię to cicho, bardziej do siebie, niż do niego. To nie jest nasza pierwsza rozmowa o mojej zdradzie ani nie ostatnia. Wiem, że jeszcze wiele razy do tego wróci, że jeszcze wiele pytań mi zada i jeszcze wiele pretensji będzie miał do mnie. Gdybym tylko mógł wyrwać go z jego głowy i przelać w siebie, by mógł poznać moją skruchę i ból, do których nigdy się nie przyznam. Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, świat byłby jeszcze bardziej okrutnym miejscem.
-To jestem dla ciebie ważny, czy nie jestem dla ciebie ważny? – pyta. Jego oczy są mętne. Dużo wypiliśmy. Dla niego zbyt dużo. Zauważyłem już, że nie ma słabej głowy, ale słabszą ode mnie. W takim stanie bardzo mnie kusi, to nie ze mną powinien pić. Powinien trzymać się ode mnie z daleka.
-Jesteś– odpowiadam szczerze. Tak szczerze, jak nigdy. Wstaję i wyciągam ku niemu rękę. – Idziemy. Jesteś już całkowicie pijany.
Ja też jestem, ale nie widać tego pomnie. Za to Naruto zmienia się z chwili na chwilę. Czerwienieje na twarzy.Wstaje gwałtownie i ku mojemu zdumieniu, rzuca mi się na szyję. Zamieram w bezruchu, słysząc jego szloch. Osmarka mi bluzę, kretyn. Dotykam jego włosów.
-No już… - mówię cicho. Pachnie truskawkami, jak ten jego czerwony szampon. Nie miałem pojęcia, że zabrał go na misję. To taki niemęski zapach. Chyba sam mu coś wybiorę.
-Ty…ty też jesteś dla mnie ważny, Uchiha – chlipie cicho. – Nie zostawiaj mnie już nigdy… tyle lat bez ciebie… to był… był koszmar!
-Przepraszam.Już nigdy nie odejdę, znalazłem coś, co trzyma mnie na miejscu – mówię mu do ucha. Podnosi lekko głowę.
-Tak?– oczy ma zaczerwienione. Jeśli ma zamiar zostać Hokage, musi się nauczyć panować nad sobą. Wygląda jak przedszkolak, który dostał piłką i teraz się mazgai. Pewnie zaraz potrze oczka.
Ledwo to pomyślałem, Naru podnosi rękę do oka. Uśmiecham się. Mój mały.
-Tak,coś bardzo ważnego – odpowiadam. – Coś, czego nigdy nie zostawię.
-Co to jest? – jego oczy otwierają się troszeczkę szerzej.
-I tak nie będziesz tego pamiętał – mówię, patrząc mu prosto w oczy. – To ty.
Uśmiecha się do mnie i w następnej chwili muszę go łapać. Był już naprawdę pijany…
-Co wtedy czułeś? – pyta cicho, z lekkim wahaniem. Noc otula nas szczelnie,odcinając od pozostałych członków drużyny. Kakashi śpi, tak samo i Sakura.Patrzę na niego, bawiąc się palcami jego dłoni. Nie mogę uwierzyć, że mi na to pozwala. Jego dłoń jest taka ciepła, choć mogłaby być nieco bardziej delikatna.Jednak jego dłonie są szorstkie, poobijane.
-To był dla mnie szok – szepczę. Od dawna nie rozmawialiśmy tak szczerze. Chyba od tamtej rozmowy w barze, a to było tyle tygodni temu. W dodatku Naru już u mnie nie mieszka. Został tylko Norman, który odżył po przesadzeniu i nie myśli już zdychać. – Nigdy bym się tego nie domyślił. Nigdy bym nie przypuszczał… ale nawet nie wiesz, jaką mam do siebie pretensję, że się nie domyśliłem… - wplatam swoje palce w jego. Moja dłoń jest odrobinę węższa, mam chudsze, smuklejsze,ale za to dłuższe palce. Naruto ma piękne dłonie. To nic, że nie są delikatne.To nawet lepiej. Chciałbym poczuć je na swojej skórze. – Nawet nie wiesz, jak ogromne wyrzuty sumienia mną targają. Był moim ukochanym bratem. Znałem go najlepiej… czy nie powinienem wiedzieć? Byłem tak bardzo pewny… tak pewny, że nie ma innej prawdy ponad tą, którą sam mi powiedział! A jednak… tak bardzo chciałbym wrócić mu życie, choćby po to, by go przeprosić…
-Itachi zginął tak, jak chciał. Wybrał sobie śmierć. Musiał być szczęśliwy, widząc cię na sam koniec – mówi Naruto, ściskając lekko moje palce. Chciałbym czuć ten dotyk już zawsze.
-Zrobiłem tyle złych rzeczy… Nie masz… Jak patrzysz na mnie… Nie, nie ważne – wycofuję się nagle. Nie mam pojęcia, jak ubrać w słowa mój problem.
-Ale mów, ja słucham – ściska mi palce jeszcze mocniej. Patrzy wyczekująco. Te jego oczy. Byłoby łatwiej, gdyby na mnie nie patrzył.
-Naruto, czy ty, kiedy na mnie patrzysz, nie przypominasz sobie tego wszystkiego? Moich słów, kiedy tak wiele razy cię raniłem? I moich czynów, których teraz tak bardzo się wstydzę?
Przygląda mi się przez dłuższy czas,po prostu patrzy i nic nie mówi. Wytrzymuję to spojrzenie, nie mam zamiaru się odwracać. Uwielbiam patrzeć w niebo jego oczu.
-Wiesz, Sasuke, czasem o tym myślę – odpowiada. – Ale wiesz… jesteś moim przyjacielem – jego przyjacielem boli jak jasna cholera, ale milczę, słuchając – i ja ci to wszystko wybaczyłem, bo wiem, co tobą kierowało. Jaki byłeś rozbity i zniszczony przez to wszystko, przez ten twój klan i jego historię, przez nienawiść, z jaką musiałeś się uporać i przez brzemię, które złożono ci na barki. Na samotne barki. Sasuke, ja bym ci pomógł, gdybyś tylko chciał, gdybyś tylko mi wszystko powiedział, gdybyś nie odszedł. Ja bym ci naprawdę we wszystkim pom…
-Spokojnie, Naru – przerywam mu. – Ja wiem. Ja to już wszystko wiem. Ja wtedy… byłem taki głupi… i ślepy… - wracam do zabawy jego palcami. – Myślałem, że muszę wszystko zrobić sam. Moja głowa była rozsadzana przez te myśli. Było tylko jedno:zemsta. Myślałem, że przyjaźń… i miłość… tylko mnie osłabią i spowolnią. Kiedy dowiedziałem się prawdy o Itachim… to wszystko się na mnie zwaliło, nie mogłem sobie z tym poradzić. To, co straciłem. Moje szczęście, jego szczęście… cały mój klan… to wszystko zostało poświęcone dla Konohy. Nie mogłem tego tak po prostu wybaczyć. Nadal nie wiem, czy do końca przebaczyłem.
-A jednak zostałeś…
-Zostałem…- potwierdzam, ponownie splatając nasze palce…
-Czegoś ci trzeba? – pytam, siadając na podłodze przy jego łóżku. Wygląda słabo, mizernie. Przez to wydaje mi się taki bezbronny. Mój mały.
-Trzech striptizerek, co by umiliły mi czas – no tak, on myśli o kobietach. Cały czas mówi o Sakurze, a ja z chwili na chwilę coraz bardziej wariuję. A przecież mógłbym dać mu tyle samo szczęścia! Staram się jednak go nie płoszyć, nie stracić tej chwili. Uśmiecham się.
-Masz striptizera na pół etatu – wskazuję na siebie, on jednak prycha i zamyka oczy. Nie mogę się powstrzymać i dotykam jego włosów. Przeczesuję je delikatnie palcami. Szkoda, że nie mruczy tak, jak zawsze przez sen. Uśmiecham się na tę myśl. Chcę, by otworzył oczy i na mnie patrzył. Naruto, dostrzeż mnie! Naruto, zauważ! Naruto, błagam!
-Naruto– wymyka mi się głośno.
-Sasuke…- chce coś powiedzieć. Skupiam na nim wzrok.
-Um?– pytam, delikatnie obrysowując palcem jego ucho.
-Powiedz, o co ci chodzi – jak zwykle niedomyślny. A przecież to nie jest normalne, by przyjaciel dotykał tak swojego przyjaciela, nawet najlepszego. Brat brata nigdy by tak nie dotknął. Ale skąd on ma to wiedzieć, przecież zawsze był sam.
-O co mi chodzi? – czy bezpieczniej jest udawać? Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, istniałoby tylko zakłamanie.
-Znowu mnie obmacujesz… - te jego stwierdzenia. Nigdy nie umiał ubrać w słowa swoich myśli. Ja też tego nie umiem. Nie chcę odpowiadać. Nie ma żadnych nas ale ja itak nie chcę tych „nas” niszczyć. Czy mój śmiech rozbrzmiewający w nocnej ciszy jest histeryczny?Sasuke…
-Twoja główka… - zaczynam, ale widzę, że mu się to nie podoba.
-Przestań gadać o mojej główce! Odczep się! – przerywa mi. Okręca się tyłem. Ale ja nie chcę odejść. Nie mogę odejść. Naruto, gdybym tylko miał pewność, że mam szansę…Czy to tak mam zostać ukarany? Będąc tak blisko ciebie, wciąż mam być daleko?Czy moje ramiona, obejmujące cię, mają zawsze być tylko po to, bym czuł jak to jest, ale wciąż nic nie wiedział? Czy mój oddech na twoim karku ma być tylko po to, bym mógł sobie wyobrazić i nic więcej? Czy dlatego się w tobie zakochałem?Czy to piekło? Już tu? Myślałem, że mnie to czeka dopiero, gdy umrę.
-Sasu, na za wiele sobie pozwalasz! – odrzucenie boli. Odsuwa się.
-Raptem zaczęło ci przeszkadzać? Już się nie boisz duchów? – nie umiem powstrzymać złości. To nie ogień pali. To puste ramiona.
-Nie jesteśmy w twojej rezydencji… - wymówka.
-W mojej rezydencji nic nie straszy! – znów ta złość. Powinienem z nią walczyć,ale tak jest zwyczajnie łatwiej. Oddycham głęboko, przez nos. To nie jego wina,że nie czuje tego, co ja. Jedyną jego winą jest to, że jest taki wspaniały. Mój mały. W pewnym sensie jest to nawet urocze. Gdyby tylko był bardziej domyślny.Gdyby tylko już wiedział, to ja… nie czułbym… codziennie… tego pieprzonego ognia…
-Wszystko trzeszczy, a po domu snują się cienie przeszłości. Twój dom jest przerażający i pusty, a ty sprzątasz i mieszkasz tylko na parterze. Tam wyżej sam kurz i pajęczyny. Cała dzielnica pełna koszmarów! Dziwię się, że nie zmiotło jej podczas ataku Paina! – właściwie, to nawet go nie słucham. Obejmuję go tak, jak zawsze, a twarz wtulam w jego szyję. Moje wargi na jego skórze. Jego jęk.Wierci się, więc powstrzymuję go przed tym, cokolwiek chce zrobić. Moje dłonie trzymające jego nadgarstki. Jego oddech, trochę szybszy. To prawie jak spełnienie snów. Prawie.
-Sasuke, no weź! – nie teraz, Naru. Daj się kochać. Tylko dziś, tylko tu, tylko teraz. Przecież nie chcę źle.
-Już nie mogę… - mówię cicho, nie chcę go wystraszyć i stracić. – Jeden raz…
-Sasu, ale ja… - przekręcam ku sobie jego twarz. Ma zdezorientowane oczy. A mi serce bije jak szalone. Miałem dwanaście lat, gdy po raz pierwszy go całowałem. Nie pamiętam tego… W ogóle tego nie pamiętam…– Sasu, czy ty…?
-Jeden raz, Naruto. Chcę sobie przypomnieć… - jego jeszcze szybszy oddech. Po prostu na mnie patrzy i nie rusza się. – Proszę…
-Ja…- zawahałbym się, gdyby zaprotestował. Więc mu nie pozwalam. Ta chwila jest cudowna. Ma takie słodkie wargi, właśnie tak je sobie wyobrażałem. Oddaje pocałunek. Czy jest tego świadom? Obejmuje moją szyję. Czy o tym wie? Płonę,ale po raz pierwszy od tego pieprzonego roku nieodwzajemnionej miłości jest to dobry ogień. Tak płonąć chciałbym co dnia…
-Coja?! No co ja?! – odrzucenie boli. Znajdujemy się naprzeciw siebie i patrzymy sobie w oczy. Naru jest zły. O jeden pocałunek. Aja chciałem…
-Pozwalałeś mi… nie denerwowałeś się… u mnie w domu ty sam przyszedłeś do mnie w nocy… -plączę się w zeznaniach, ale co mam robić? Jak ratować nas, których nie ma?
-Tonie prawda! – rzadko krzyczy tak głośno, że mam ochotę zasłonić uszy. Lepiej by było, gdyby dał mi w twarz. – Cały czas mówiłem ci o Sakurze! Doskonale wiesz,że ja wolę dziewczyny!
Wstaję.
-A jednak ci się podobało! Nie wmówisz mi, że zapierałeś się rękami i nogami, że do czegokolwiek cię zmusiłem, bo ty sam odpowiedziałeś na mój pocałunek! Nie wmówisz mi, że nie miałeś siły mnie odepchnąć! Gdybyś tylko chciał, mógłbyś bez trudu mnie powstrzymać! Podobało ci się! – wmawiam to sobie, ale przynajmniej walczę. Naru, błagam, zauważ, że się staram. Po raz pierwszy w życiu mi na czymś zależy. Odpycha mnie od siebie. Odrzucenie boli. Po raz kolejny.
-JANIE JESTEM GEJEM!
-Ale przecież ja też nie – to chyba jest oczywiste.
-Nie?!No to się pytam w takim razie, co to było to w nocy, co?! Mam cycki? Wyglądam ci na kobietę?!
Robię krok w tył, jakby mnie znów odepchnął lub uderzył.
-Ale to nie tak – bo czy wszystko musi być białe lub czarne?
-A jak?! No wytłumacz mi, Uchiha! Skoro nie jesteś gejem, to dlaczego mnie całowałeś?!
Czy to nie jest oczywiste? Bo go kocham. Te jego oczy, zwłaszcza, kiedy się śmieją. Choć zagniewane też mają w sobie to coś, nawet ich błękit jest głębszy. Te jego usta, choć przeważnie gada bez sensu, ale lubię już sam ton jego głosu. Złote kosmyki jego włosów i jak odbija się w nich słońce. To, jak wsuwa ramen, ochlapując sobie brodę. Jego zapach, ale tylko, kiedy nie używa truskawkowego szamponu. Ale przede wszystkim lubię go za niego – za każdy aspekt jego osobowości. Za jego spontaniczność i radość. Za dar zaglądania w ludzkie dusze. Za bezinteresowność. Za siłę charakteru. Za wszystko. Mój mały.
-Bo to… ty – odpowiedź jest prosta. – Bo to ty – tylko wyraz jego oczu mi się nie podoba. – Tak myślę. Ja… mężczyźni mnie nie kręcą. Kobiety też nie… tu chodzi… o ciebie. Nikt inny nie jest tobą, Naruto. Nie ma drugiego ciebie.
Zdobywszy się na te słowa wiem, że już nie ma odwrotu. Podchodzę do niego, jego gładka twarz w moich dłoniach.
-Kocham cię. Po prostu cię kocham. Zakochałem się, po raz pierwszy w życiu – i moje pierwsze wyznanie.
-Muszę pomyśleć…
-Sasuke! – krzyczy, waląc w drzwi.
-Odejdź– już sam jego głos boli, a co dopiero wspomnienie tego widoku. On, całujący ją. Od początku wiedziałem, że to kara. Że ja nie mogę kochać szczęśliwie.
-Sasukeee, nie zachowuj się jak dziecko – mówi już ciszej. Chyba opadł na kolana.
-Odejdź.
-Sasuke, chcę z tobą porozmawiać. Widzisz, to nie to, co myślisz.
-Nie to, co myślę?! – czy ma mnie za głupca?! Już się osłuchałem, jak bardzo ją kocha. Moja pięść sama uderza w drzwi. Dlaczego ją?! Co ona ma?! Do cholery! –Jak mogłeś po tym, co ci powiedziałem?! Po tym, co się stało?! Po twojej obietnicy, że się zastanowisz?!
-No i się zastanawiałem. I przyszła Sakura i…
-Postanowiłeś się zabawić?! Zakpić ze mnie?! – nie chcę tego słuchać, po prostu nie chcę!Zaraz to powie, zaraz powie, że on ją…
-Wiesz że kochałem ją od zawsze…- i powiedział to, po raz kolejny ONA. – Wiesz że zawsze chciałem z nią być. Tyle razy ci o tym mówiłem…
-Rozumiem,ale to tak… - nawet nie wiem, co powiedzieć. Chcę czuć ból. Ponownie z całych sił uderzam w te pieprzone drzwi,które nas dzielą, abyśmy znów byli dalej niż bliżej. – Cholera!
-Zawsze chciałem ją pocałować… myślałem, że to będzie coś… Ale Sasu…– co chcesz mi powiedzieć, Naruto? Cokolwiek to jest, błagam, nie mów już nic o niej. Nie zniosę więcej jej imienia w twoich ustach. – To było nic – szepcze, a moje serce przyspiesza swój rytm i czuję je niemalże w gardle. – W ogóle nie było tak, jak z tobą. Myślałem, że jak ją pocałuję, przekonam się, kogo kocham. I przekonałem się, bo nie poczułem nic. Zwykły pocałunek, jak z tymi wszystkimi przed nią. A kiedy ty mnie całowałeś, czułem ogień… - ja też, Naru. I teraz też go czuję. Czy i ty…?– Byłem zaskoczony i przez to taki zdezorientowany… ale Sasuke… już wiem. Proszę, otwórz mi drzwi. Sasuke… proszę…
Wstaję i naciskam klamkę. Klęczy na moich schodach, wygląda jak zbity pies. Boże, Naru, nawet nie potrafię powiedzieć, co czuję. Kocham cię. Kocham cię tak bardzo, że do końca życia byłbym gotów znosić nawet i ciebie z NIĄ, bylebyś ty był szczęśliwy. Gdyby cały świat był taki jak ja, to może jednak wcale nie byłoby tak źle?
-Musiałeś wybrać sobie taki pojebany sposób?

Zerwałem się, kiedy jego oczy spojrzały na mnie z lekkim zakłopotaniem. Przetarłem twarz z potu i spojrzałem na okno, przez które wpadały pierwsze promienie słońca. Śnił mi się Naruto, jak zawsze. Westchnąłem,a potem jak co rano skuliłem się, starając się nie szlochać. To już pół roku.Od pół roku Naruto uważany jest za martwego. Nie ma go. Nie żyje.

10 komentarzy:

  1. O kur . . . czę. Fuck. Shit. Coś ty zrobiła xD zły człowiek ! muszę doczytać opowiadanie, ale jak mogłaś?

    OdpowiedzUsuń
  2. COOOOOOO?!?!?!?!?! o.O

    OdpowiedzUsuń
  3. NIE!!!!!!!!!!! ;( ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. WTF??! :\
    Dobrze, że czekają mnie następne rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mnie takie dreszcze przeszły takie mocne i zimno mi się zrobiło a leże w ciepłym pokoju pod dwoma kocami i kołdrą.. Jak to kurwa "nie żyje"?! Ale zaraz zaraz.. Jest tu napisane że "uważany jest za martwego"! HA! Uważany to wieeelkie słowo i wierze w jego istnienie ^^ a może On nie żyje? Nie! Nie mogę zwątpić ^^ myśl jak optymista, myśl jak optymista *mówi do siebie*

    OdpowiedzUsuń
  6. zabiłaś go o.O JAK MOGŁAŚ?! Chyba nigdy ci tego nie wybaczę... Pociesza mnie tylko fakt że to jeszcze nie Koniec opowiadania... Jak mogłaś tak skrzywdzić mojego Sasuke?! Opowiadanie jest fenomenalne i tylko dlatego je skończę czytać... Z natury nie czytam historii w których Sasu cierpi ale zrobię wyjątek tylko dlatego że to twoje opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdyby nie świadomość tego, że to jescze nie ostatni rozdział to bym teraz siedziała i gapiła się bezmyślbie w ostatnie zdania. Dobra. I tak to robię x.x

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuffa. Mocne xD To zakonczenie rozdziału zbiło mnie z nóg.

    OdpowiedzUsuń
  9. Heeeeee? What ? Cos ty zrobila autorko ? Ja zaraz zwariuje ...
    Jesli to sie skonczy Sad endem to nw co mi sie stanie z psychika * placze *
    To zakonczenie zbilo mnie z nog ... Ide czytac dalej chce wiedziec co z kochanym sasuke i naruto..
    Podrawiam~Shizuo Heiwajima

    OdpowiedzUsuń