środa, 19 grudnia 2012

Kapłan Kyuubiego cz. 2

Najwyższy Kapłan Świątyni Ognia, Uzumaki Naruto, wpatrywał się w czarnookiego najeźdźcę z nienawiścią, jakiej jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie żywił. Nienawidził go za to, co uczyniono miastu. Za to, co uczyniono Sakurze na jego oczach, nienawidził go za jego istnienie! Za wszystko!
Czarnooki i czarnowłosy mężczyzna, w zbroi, z płaszczem z wilczej skóry, narzuconym na ramiona, starł wolno ślinę z twarzy i wymierzył mu drugi, siarczysty policzek. Naruto poczuł ból, ale to było nic w porównaniu z tym, co odczuwał, gdy miał wizje. Spojrzał na generała, a krew z rozwalonej wargi spłynęła mu po brodzie. Bydlak znów złapał go za twarz.
- Posłuchaj mnie uważnie, kapłanie – rzekł Uchiha, mrożącym krew w żyłach głosem, jednak Naruto nie dał się zastraszyć. – Zdobyłem to miasto, rozumiesz? Należy ono do mnie. Mogę rozkazać powiesić wszystkich jego mieszkańców – Naruto zadrżał mimo woli – ale mogę też być dobrym panem. I będę dobrym panem, jeżeli… - Uchiha zawahał się teatralnie, a Naruto poczuł, że zaraz stanie się coś strasznego – jeżeli wyrzekniesz się swego boga i od tej pory to ja twym bogiem się stanę.
Naruto otworzył szerzej oczy, patrząc na twarz barbarzyńcy. Czarnooki był dla niego uosobieniem dzikości, w zachlapanej krwią zbroi i ze skrwawionym mieczem oraz dłońmi. Miał na sobie płaszcz ze skóry leśnych zwierząt, równie dzikich jak jego barbarzyńskie wojsko. Choć wcześniej zapewne walczył w hełmie, teraz nie miał go na sobie, czarne włosy kleiły mu się do twarzy, po której spływał pot. To on tak przerażał Naruto, jeszcze zanim kapłan ujrzał go naprawdę. To te czarne oczy widział w swych wizjach… lecz teraz już się nie bał. Czuł tylko pogardę.
- Nigdy, barbarzyńco – warknął, patrząc wprost w te czarne oczy. – Nie za to, co zrobiłeś, potworze! Ja służę memu panu…
- Więc gdzież jest ten twój „pan”? – zakpił czarnowłosy, prostując się i rozkładając ręce, jakby chciał ogarnąć nimi całą Kaplicę. – Gdzież on jest, czemu nie zszedł z nieba na ratunek, co?!
- Mój pan… - wycedził Naruto cichym głosem, choć z trudem panował nad wściekłością. – Był ze mną… przez cały cza…
- Cały czas, tak?! – przerwał mu Uchiha, przybliżając się do niego gwałtownie. Naruto odruchowo cofnął głowę, lecz resztę jego ciała przytrzymali żołnierze. – Cały, tak? Gdzież więc był, gdy moi żołnierze zabawiali się tą tu kapłanką?! – Ruchem ręki wskazał martwą Sakurę, leżącą na jednej z ław. Naruto zerknął tam tylko jednym okiem i zaraz odwrócił głowę. W uszach wciąż słyszał jej krzyki, gdy oni… - Gdzie był twój bóg, gdy zabijałem jego wyznawców? Czy twój bóg potrafi zwrócić im życia?
- A ty to potrafisz?! – warknął Naruto. – Potrafisz to, skoro stawiasz się z nim na równi?!
- Nie – odparł spokojnie czarnowłosy, z triumfalnym uśmiechem na twarzy. – Ale widać on również i to właśnie czyni nas równymi sobie.
Naruto wpatrywał się w czarnookiego, nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Ten mężczyzna… on uważał się za boga! Przełknął ślinę, gdy czarne oczy zwęziły się niebezpiecznie.
- A skoro tak – kontynuował mężczyzna  – to chyba czyni mnie to twoim panem.
- Już mówiłem, że przenigdy…!!!
Kolejny policzek, o wiele mocniejszy od poprzednich, uciszył go skutecznie. Mimo woli jęknął, słysząc, jak za jego plecami Neji próbuje krzyknąć coś przez knebel. Opadł w uścisku oprawców, patrząc, jak krew z jego ust kapie na białą podłogę.
- Mam w tej chwili sprawy ważniejsze, niż zabawianie się z kapłanami – przemówił czarnowłosy, ale Naruto nie spojrzał już na niego. – Suigetsu, zbierz dwa niewielkie oddziały i przeszukajcie cały gmach. Kapłanów zamknijcie razem w jakiejś komnacie, zabraniam jednak ucinania im dłoni i stóp, takie skóry mogą być sporo warte. Tego tu jednak… – Najwyższy Kapłan poczuł, że patrzą na niego wszystkie oczy, jednak nie poruszył się – zamknijcie oddzielnie i pilnujcie.
- Tak jest! – odkrzyknęła grupa żołnierzy.

Sasuke wyszedł z kaplicy, oglądając się na blondwłosego elfa, trzymanego przez żołnierzy. Mężczyzna nie poruszał się, głowę miał spuszczoną, energia już go opuściła. Za jego plecami dwóch żołnierzy podnosiło na nogi drugiego kapłana. Długowłosy mężczyzna zaczął się szarpać, wiec jeden z żołnierzy złapał go za włosy i polizał po policzku. Uchiha odwrócił wzrok, uśmiechając się do siebie.
- W istocie, piękni – powiedział do towarzyszącego mu Suigetsu. – Jak elfy.
- Mają inne uszy, widziałeś, panie? – powiedział jego zastępca, a Sasuke szerzej otworzył oczy i zerknął na Suigetsu. Potarł się po nieogolonym podbródku, czując ostry włos pod palcami. Będzie się musiał ogolić, by nie podrapać brzoskwiniowej skóry blondwłosego kapłana. Wydawała mu się ona droga niczym przetykany złotem jedwab.
- Doprawdy? Nie zwróciłem uwagi…
- Nie są spiczaste, ale też nie są do końca okrągłe. Wszyscy w mieście takie mają, nawet żołnierze… hehe, ich żołnierze przypominają bardziej niewiasty, co wprawia naszych w lekkie zakłopotanie. – Zaśmiał się głośno. – Nie wiadomo, co tak naprawdę z nimi robić.
Teraz to Sasuke się zaśmiał.
- Wcielić do naszej armii, jak w poprzednich miastach – rzekł poważnie, jednak żartobliwym tonem. Jeńców wojennych zawsze wcielał do armii, choć dawał im wybór. To, lub śmierć. Tylko nieliczni wybierali drugie rozwiązanie, zaś większość korzystała z pierwszego.
- Cóż, są mężnego serca, jednak obawiam się, że w naszej armii przydaliby się najwyżej donoszenia wody…
- To przebierzcie ich w damskie fatałaszki i zagońcie do gotowania – zażartował generał i teraz to Suigetsu się zaśmiał.
- To prędzej… wydaje mi się, że byliby z nich doskonali łucznicy i kawaleria, mój panie. Są lżejsi od naszych żołnierzy, więc rozsądniej byłoby posadzić ich na konie…
Sasuke zachichotał mimo woli, na co Suigetsu spojrzał zdziwiony. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co generał sobie pomyślał.
- Mój panie!
- Hmm. – Sasuke odchrząknął. – Bądźmy jednak poważni – przywrócił samego siebie do porządku, zatrzymał się i rozejrzał. – Słuchaj, Suigetsu. Zgromadź te dwa oddziały i przeszukajcie świątynię. Wybierz mi najładniejszą komnatę, jaką w niej znajdziesz, sprowadź trzy moje niewolnice i każ im przygotować dla mnie blondyna… pokażę mu co znaczy być niewolnikiem i raz na zawsze wybiję mu z głowy tego jego boga… Niewolnice oczywiście odpraw… A teraz… gdzie, do cholery, mam iść, by znaleźć budynek, w którym zamknęliśmy dowódcę konoszańskiego wojska?!
- Tamtędy, panie. – Suigetsu wskazał mu opustoszałą alejkę, noszącą ślady po bitwie. Na białym bruku leżało ciało konoszańskiego żołnierza, niemal rozpłatanego wpół. – Tędy, a potem w lewo i aż do pierwszej bramy…
- Od pierwszej bramy sobie poradzę – przerwał mu Sasuke. – Dostarcz mi plany miasta.
- Tak jest.
- Nie pozwól zniszczyć im niczego.
- Tak jest, panie!
Rozstali się. Sasuke skręcił w wąską, białą alejkę między domami. Konoha była pięknym miastem, wszystko tu było białe lub zielone. Każdy dom otaczały drzewa i krzewy, ulice były o wiele czystsze niż w miastach, które wcześniej podbił.
Gdy mijał trupa żołnierza na chwilę przystanął, patrząc na niego. Potem, upewniwszy się, że nikt nie widzi, pochylił się i ściągnął mu hełm z głowy.
Żołnierz miał półdługie, jasnobrązowe włosy i niebieskie oczy, których nikt mu nie zamknął. Sasuke opuścił jego powieki, by błękit nie przypominał mu oczu kapłana i przyjrzał się twarzy nieżyjącego. Była ona równie smukła, delikatna ale i drapieżna, jak u blondwłosego kapłana, jednak już nie tak urodziwa. Przekręcił jego głowę na boki odgarnął włosy, spoglądając na uszy. Doprawdy, nie były one okrągłe, ale niebyły również całkowicie spiczaste, coś pół na pół między jednym a drugim kształtem.
- Co za dziwna rasa – mruknął do siebie, a potem wstał. Miał wiele rzeczy do zrobienia, trzeba było wyznaczyć nowego zarządcę podbitego miasta, kogoś z jego ludzi, podzielić patrole, znaleźć miejsce dla pokonanych żołnierzy, zająć się miejscową ludnością i przede wszystkim, zobaczyć, co z byłym dowódcą pokonanej armii i byłym zarządcą Konohy. A potem czekała go już tylko noc z nowym zwierzątkiem.

- Nie wolno… wam… mnie wolno mnie dotykać! Nie wolno mnie... zostawcie!
- Przestań się szarpać! – ryknął żołnierz, chwytając Najwyższego Kapłana za twarz. Naruto poczuł ostrze sztyletu na gardle. – Uspokój się, albo poderżnę ci gardło!
- Nie można mnie dotykać! – wrzasnął Naruto, starając się wykręcić dłonie z kajdan, którymi go skuto. – Tylko poświęcone dłonie mogą…
- Zamknij się! – krzyknął żołnierz i zasłonił mu usta. – Kontynuujcie – rzekł do kobiet.
Naruto zacisnął powieki, przerażony. Po tym, jak czarnowłosy opuścił kaplicę, Naruto na wiele godzin został zamknięty w ciasnym zakamarku bez okien na parterze Świątyni. Siedział tam sam, związany i dopiero około godziny temu go uwolniono. Rozwiązano go, jednak zaraz skuto mu ręce złotymi kajdankami, połączonymi tylko trzema ogniwkami łańcucha, tak, że mógł odciągnąć od siebie nadgarstki zaledwie na kilka centymetrów. Zatargano go siłą na górę, do jego własnej komnaty, gdzie czekały trzy kobiety. Odarto go z szat, zaprowadzono do łaźni i zaczęto myć.
Protestował i wyrywał się przez cały czas, więc kobiety zawołały żołnierza, który teraz go przytrzymywał, by mogły skończyć szorowanie jego ciała. Uzumaki nie mógł tego znieść – jego ciało było czymś więcej niż tylko ciałem. Najwyższy Kapłan był łącznikiem między światem ludzi a światem bogów. Kyuubi zesłał na niego światłość, dzięki której mógł dostrzegać przyszłość. Mogły go dotykać tylko kapłańskie ręce, święte ręce, i to w wyjątkowych sytuacjach. Jak do tej pory na tyle blisko był tylko z Sakurą i Nejim, ta dwójka czasem kładła mu dłonie na ramionach i doglądała go, gdy podczas wizji trawiła go gorączka. Nie znał innego dotyku i teraz był śmiertelnie przerażony, jeszcze bardziej niż w obecności czarnookiego, choć przecież wtedy też go dotykano. W tamtej chwili myślał jednak o rzeczach zupełnie innych, a teraz, obnażony, dotykany przez kobiety, ledwo oddychał ze strachu.
Umyły go dokładnie, wytarły, a potem zaczęły nacierać jego własnymi wonnościami. Wyrywał się i szarpał, ale miał skute ręce i jeden ze strażników wciąż go trzymał, więc nie miał szans się uwolnić. Kiedy w końcu skończono te zabiegi, ledwo stał na nogach, tak wymęczony się czuł. Kobiety wyszły, a jego strażnik zaciągnął do jego własnej komnaty.
Tam Naruto został pchnięty na swoje własne, okrągłe łoże. Strażnik usiadł na nim okrakiem i wziął do ręki coś, co wyglądało jak złota obroża z łańcuchem. Kapłan próbował go powstrzymać, ale strażnik był silniejszy. Zapiął mu ją na szyi, a potem z niego zszedł i zaciągnąwszy zasłony od baldachimu, zostawił go samego.
Kapłan leżał przez chwilę, oddychając ciężko, cały rozdygotany, a potem usiadł i rozejrzał się. Złapał za łańcuch, który był przyczepiony do obroży i pociągnął, by wynurzyć go z fałd tkanin i licznych poduch, jakie znajdowały się na jego okrągłym posłaniu. Łańcuch napiął się, jego koniec znajdował się idealnie pośrodku łoża.
Naruto podpełzł do tego miejsca i znalazł tam wąską szparkę, wyciętą w materacu, prawdopodobnie mieczem. Szarpnął, jednak łańcuch nie ustąpił. Naruto wsunął rękę w szparkę i dotknął drewnianego spodu łóżka. Łańcuch został tam do niego przybity.
Spanikowany, opadł na pupę i rozejrzał się, a potem zaczął szarpać łańcuchem z całych sił, lecz ten nawet nie jęknął. Spróbował z obrożą, jednak tylko się skaleczył, więc przestał i postanowił się uspokoić.
Czuł się dziwnie, co prawda zawsze spał nagi, lecz nigdy we wszystkich Kajdanach i w dodatku jeszcze tych dodatkowych, niewolących go. Bał się. Jego ciało był świętością, jedynym dowodem na istnienie Kyuubiego. Gdyby został zbrukany… zadrżał, a w jego oczach pojawiły się łzy. Gdyby został zbrukany, już nigdy nie mógłby służyć swemu bogu. Przysięgał czystość do końca życia. Gdyby tak się nie stało… utraciłby swoje wizje… wszystko… wszystko by się skończyło…
Prawie zachłysnął się strachem, gdy usłyszał, jak drzwi do jego komnaty otwierają się z jękiem. Zamarł, patrząc poprzez jasne woale moskitiery na ciemny cień, który wszedł do sypialni. Przybyły nie podszedł jednak do łóżka, tylko zaczął gasić świece, pozapalane w komnacie, aż zostało ich o połowę mniej, czyniąc sypialnię zanurzoną w półmroku. Naruto przełknął ślinę, a potem zaczął przesuwać dłońmi po materacu, w poszukiwaniu ukrytego w nim sztyletu. Nawet jeśli przeszukali łóżko, tej skrytki nie byliby w stanie wykryć. Gdy ją odnalazł, zanurzył wewnątrz dłonie, wydobył sztylet i szybko okrył swą nagość prześcieradłem, skrywając broń pod poduszką na drugim końcu łoża. Ledwo to uczynił i wrócił na dawne miejsce, biała dłoń złapała za skraj materiału od baldachimu i uchyliła go lekko.
Naruto zamarł, patrząc na oprawcę. To był ten sam mężczyzna, a jednak… Zniknęła zbroja i płaszcz z wilczych skór, zastąpiły ją ciemne spodnie i czarna, luźna, sznurowana tunika, dzięki której można było poznać rzeczywiste wymiary czarnowłosego. Był on wysoki, miał szerokie barki i silne ramiona, nie był jednak tak ogromny, jakim go sobie Naruto wyobrażał. Jego twarz nie była już spocona, włosy miał świeże i wymyte, już nie posklejane krwią poległych. Teraz patrzył na niego młody książę o gładkiej twarzy, przenikliwych, inteligentnych, czarnych oczach, pachnący mydłem, a nie tamten barbarzyńca odziany w martwe zwierzęta i zbrukany krwią.
Uchiha przechylił głowę, unosząc jednocześnie podbródek.
- No, no… - wymruczał.
Naruto zarumienił się gwałtownie, zaciskając dłonie na prześcieradle. Pierwszy raz w życiu w swych Kapłańskich Kajdanach, które były przecież święte, czuł się jak dziwka, ustrojona dla mężczyzny.
- Nie… nie zbliżaj się do mnie! – krzyknął Naruto, jednak czarnowłosy tylko się zaśmiał i wspiął na łóżko. Kapłan odsunął się gwałtownie i znalazł pośrodku łoża. – Nie podchodź… nie dotykaj mnie!
- Jesteś mój – powiedział czarnooki niefrasobliwym tonem – więc czemu miałbym cię nie dotykać?
Spojrzał mu w oczy. Naruto przełknął ślinę. Powaga sytuacji zwaliła się na niego z całą mocą. Ten… on naprawdę… on…
- Moje ciało jest święte – powiedział Naruto, nie odwracając oczu od czarnych tęczówek. – Nie masz prawa dotykać go zbrukanymi krwią dłońmi! Nikt nie ma prawa…
Czarnooki przyglądał mu się chwilę.
- Mam rozumieć, iż Najwyższy Kapłan Światłości, Ogień Mądrości, Uzumaki Naruto… – Przekręcił każdy przydomek, jakby z niego kpił, choć może faktycznie ich nie pamiętał – jest nieśmiałym prawiczkiem?
- Moje ciało jest święte, barbarzyńco! – warknął Naruto. – Święte i należy tylko do boga…!
- Ja jestem teraz twym bogiem – odparł czarnooki, zbliżając się do niego. Naruto znów się odsunął i tym samym zbliżył do ukrytego w poduchach sztyletu. – Do mnie należysz.
- Nieprawda! – krzyknął Naruto. Chciał wydobyć sztylet, ale zanim to uczynił, oprawca złapał go za nogę i gwałtownie do siebie przyciągnął. Naruto zaczął się szarpać, lecz nie miał szans. Barbarzyńca przygniótł go do materaca, chwytając go za skute dłonie i umieszczając je nad jego głową. Naruto, przerażony, zaczął szybciej oddychać. Było źle… było bardzo, bardzo źle…
- Nie możesz…! – jęknął zdławiony.
- Nie mogę?
- Nie! – szarpnął się, ale nie dał rady się uwolnić. – Błagam cię, nie możesz! Nie dotykaj mnie! Nie wolno mnie dotykać!
- Nie wolno cię dotykać? – czarnooki zaakcentował pierwsze słowo, unosząc jedną brew. – Czyli co… ty naprawdę jesteś… niewinny?
Drżący Naruto spojrzał na niego, wykręcając nadgarstki.
- Myślisz, że dlaczego moja szata jest biała? Dlaczego me nadgarstki i biodra wiążą Święte Kajdany?! Zostaw mnie!
Czarnowłosy przyglądał mu się chwilę, nie zwalniając uścisku.
- Święte kajdany? To nie ubrano cię tak dla mnie?
- Złoto, które mam na sobie – wycedził wściekle Naruto – symbolizuje moją czystość i oddanie względem mego boga! Przysięgałem czystość! Uwolnij mnie, nakazuję ci to, ty… t…
Uchiha złapał go za twarz, tłumiąc jego protesty i przybliżył się do niego, teraz praktycznie przygniatał go całym ciałem, w dodatku wciąż trzymał go za nadgarstki.
- Teraz ja jestem twoim bogiem, już ci to mówiłem…
- A ja mówiłem, że nigdy! – krzyknął Naruto i ponowił próbę uwolnienia się. Gdyby tylko miał szansę dosięgnąć sztyletu… gdyby tylko…
- Nawet nie wiesz, jaką rozkosz mogę ci sprawić… - wyszeptał czarnowłosy niskim, męskim głosem. Naruto przełknął ślinę, na jego policzki wpełzł rumieniec. Nigdy nikt nawet nie śmiał kusić go czymś takim.
- To… zwierzęca chuć… je-jestem ponad to… - wyszeptał niepewnie, zerkając w górę na swoje unieruchomione dłonie. Sztylet był tak daleko… było mu niewygodnie… duszno… gorąco… czarnowłosy był ciężki…
- Doprawdy? – Oddech mężczyzny owionął mu ucho. – Mogę sprawić, że zapomnisz o swoim bogu…
- Nie chcę…
- I to ja się nim stanę…
- Ja nie chcę… - W oczach Naruto pojawiły się łzy. Szarpnął się jeszcze gwałtowniej i wyrwał swoje dłonie z uścisku. To była jego szansa.
Rzucił się całym ciałem w stronę sztyletu i wetknął skute dłonie między poduchy, dobywając jego rękojeści. Podczas tego ruchu przekręcił się na brzuch, lecz w momencie, gdy jego palce zacisnęły się na chłodnym metalu, oprawca złapał go za ramię i gwałtownie przekręcił.
Kapłan wyciągnął przed siebie sztylet, tnąc na oślep. W powietrzu zawirowały krople krwi, gdy ostrze przecięło skórę na policzku czarnowłosego. Obaj zamarli na sekundę, lecz zaraz oprzytomnieli. Naruto rzucił się do przodu, by dźgnąć Uchihę, lecz ten, jako wyszkolony wojownik, był szybszy. Sztylet z brzdękiem upadł na podłogę i potoczył się gdzieś w ciemność, kiedy czarnowłosy wytracił go z rąk kapłana. W następnej chwili Naruto leżał na plecach, trzymany za ramiona, patrząc z przerażeniem na twarz Uchihy. Wąskie pasmo czerwieni płynęło po policzku mężczyzny.
Czarnowłosy przyglądał mu się chwilę, a potem po prostu się nad nim pochylił.
- Nie – zdążył jęknąć Naruto, zanim ich usta się zetknęły.
Uchiha go całował, a raczej próbował, gdyż Naruto uparcie zaciskał usta. Czarnowłosy mruknął niezadowolony i złapał go za podbródek, próbując siłą rozchylić mu wargi. Naruto szarpnął głową w bok.
- Przestań!
- Będzie ci dobrze – wysapał mężczyzna, śliniąc mu ucho. Naruto wyprężył się, próbując odsunąć głowę, lecz ten mu na to nie pozwolił. – Poczujesz się cudownie…
- Przestań!
- Dam ci rozkosz, jakiej jeszcze nie zaznałeś…
- Przestań!
- Będę cię pieścił aż zapomnisz o reszcie świata…
- Nie chcę!
Dłoń mężczyzny zaczęła zjeżdżać niżej, przesunęła się po jego szyi, torsie, żebrach i biodrach, aż dotarła między nogi. Jednocześnie usta czarnowłosego przylgnęły do jego ust, więc nie mógł zaprotestować, jeśli nie chciał, by ten go całował. Zacisnął powieki, czując, jak smukłe palce dotykają go w tamtym miejscu. Łzy potoczyły się po jego policzkach i uderzyły o pościel. Gwałtownie pokręcił głową.
- Nie – jęknął, a potem znów zacisnął wargi, bo czarnowłosy chciał go pocałować. – Mmmm! – zaprotestował głośno, gdy Uchiha zaczął poruszać dłonią, próbując go podniecić. Jego policzki zaogniły się, a ciało przeszyła fala prądu. Zaczął się gwałtownie szarpać, lecz czarnowłosy natychmiast go unieruchomił, oplatając jego nogi swoimi tak, że już nie mógł nimi ruszać.
- No i proszę – mruknął brunet, gdy Naruto zaczął reagować pod wpływem intensywnego dotyku. – Czy to nie jest dobre?
Naruto nie był w stanie odpowiedzieć, nie mógł złapać oddechu. Kiedy czarnowłosy to zauważył, natychmiast skorzystał z okazji, całując go głęboko. Język Uchihy wdarł się do wnętrza jego ust, przesuwając się po jego języku i podniebieniu. Jednocześnie dłoń czarnowłosego poruszała się intensywnie i dość szybko na jego męskości, powodując, że całym jego ciałem wstrząsały dreszcze. To było naganne, a jednak nie mógł powstrzymać swojego reagującego na dotyk ciała. To było obrzydliwe i zwierzęce, a jednak kiedy ta dłoń…
Jęknął, wyprężając się, gdy Uchiha nieco przyspieszył. Patrzył na baldachim nad sobą, ale nic nie widział ,natomiast oprawca, coraz bardziej zadowolony, poczynał sobie coraz śmielej. Puścił jego ręce, pozwalając mu zasłonić nimi usta. Usiadł tak, by mógł na niego patrzeć i pieścił go, najpierw dłonią, a potem ustami.
Tego dotyku Naruto nie mógł już znieść. Kiedy ciepłe, mokre wnętrze ust czarnowłosego zamknęło się na nim, z jego gardła wydostał się kolejny jęk. Uchiha robił to bardzo intensywnie, z wprawą i nie minęło wiele czasu, a kapłan doszedł w jego usta, po czym opadł zdyszany na poduszki.
Nie zdążył jednak się uspokoić, bo zaraz twarz oblizującego wargi czarnowłosego pojawiła się przed jego oczyma, lekko rozmazana.
- To dopiero początek… blondynku – wyszeptał barbarzyńca.

Sasuke Uchiha z zafascynowaniem obserwował zmiany, jakie zachodziły w kapłanie pod wpływem jego dotyku. Sasuke doprowadził go do orgazmu już na początku, chcąc, by kapłan stracił kontakt z rzeczywistością i stał się uległy. A potem już nie dał mu szansy na zastanawianie się, co się dookoła niego dzieje.
W następnej kolejności pochylił się nad zdyszanym blondynem i pocałował go, przekazując mu jego własny smak. Blondyn nie odpowiedział na pocałunek, ale najwyraźniej też nie protestował; póki co chyba nie był w stanie.
Sasuke całował go długo, przerywając taniec języka tylko po to, by zaczerpnąć powietrza. Dłońmi przesuwał po ciele kochanka, badając fakturę jego dziewiczej skóry. Kochanek reagował tak, jak w wypadku jego niewinności wypadało – był wrażliwy wszędzie tam, gdzie zawędrowały dłonie Sasuke. Blondynek jęczał mu w usta, gdy Sasuke masował jego pośladki i uda, wyprężał się, gdy zawadzał dłońmi, niby to niechcący, o jego ponownie twardą męskość. Sasuke w końcu oderwał się od jego ust i przeniósł na szyję, a następnie na sutki. Uwolnił też nogi kochanka, by ten czuł się swobodniej, ale zamiast tego przytrzymał jego ręce, by Naruto nie tłumił dźwięków, jakie wydobywały się z jego ust.
- Uh!... Ngh!... Ach!... Ach! A-ach!
Nie spieszył się, chciał pokazać blondynkowi, jak wiele tracił, żyjąc w celibacie. Sasuke aż nie mógł uwierzyć, by z takim ciałem można było wytrzymać tak długo, Naruto był piękny, w każdym calu. Miał opaloną, brzoskwiniową cerę, miękką jak aksamit. Był żywy, gorący i spragniony pieszczot, co Sasuke dostrzegł już po niedługim czasie. Cóż, wcale go to nie dziwiło, skoro wbito mu do głowy, iż nie można go dotykać.
Pozbył się swojej koszulki, ocierając się swoim ciałem o jego ciało. Ostrożnie badał językiem jego tors, na zmianę ssąc i pocierając palcami sutki. Prawie się zaśmiał, triumfalnie oczywiście, gdy w pewnym momencie blondyn jęknął i wypchnął do góry biodra, niemo błagając o zainteresowanie tamtą częścią ciała. Chyba nie był świadomy swoich poczynań, co wcale Uchihę nie dziwiło. Twarz blondyna była cała czerwona, oczy miał błędne, zapłakane, ale nie płakał ze złości czy upokorzenia, już nie…
Zadowolony ze swoich poczynań i z reakcji blondynka, złapał go za przyrodzenie. Ledwo poruszył dłonią, blondyn jęknął przeciągle i wyginając się doszedł po raz drugi, brudząc spodnie Sasuke.
Zdziwiony Uchiha spojrzał na twarz kapłana, który dyszał tak, jakby Sasuke kazał mu wbiec sprintem na sam szczyt kilkunastopiętrowej świątyni po okrągłych schodach, jakie tu mieli. Błękitne oczy wpatrywały się w niego z dziwnym wyrazem, na wpół przerażone, na wpół rozognione. Bez zastanowienie pochylił się i zaczął całować blondyna, który tym razem nie pozostał mu dłużny. Sasuke uśmiechnął się i zaczął rozsznurowywać swoje spodnie. Od dłuższego już czasu miał tam bardzo ciasno, ale chciał najpierw podręczyć blondyna, zanim sam się zadowoli.
Kiedy pozbył się odzienia, ostrożnie podniósł nogę blondyna, a potem zaczął delikatnie masować jego wejście. Blondyn spiął się lekko, ale tylko na chwilę. Sasuke dołożył starań, by go przygotować ,cały czas pieszcząc górne partie jego ciała, by na pocałunkach w usta i pieszczonych sutkach blondyn mógł się skupić bardziej, niż na jego palcach w nim. W końcu jednak i Uchiha osiągnął swój limit wytrzymałości, a było to wtedy, gdy palcem trafił w czuły punkt blondyna. Naruto wygiął się tak, jak jeszcze nigdy wcześniej i jęknął głośno; przez chwilę Sasuke myślał, że znów dojdzie, jednak tak się nie stało.
Starał się wejść w niego jak najdelikatniej, a potem jeszcze chwilę w nim został, by blondyn mógł się przyzwyczaić. Ten chyba jednak nie miał kontaktu z rzeczywistością do tego stopnia, że Sasuke mógł sobie to darować. Jednak Uchiha zdał sobie z tego sprawę już po fakcie.
Zaczął się poruszać, tym razem dostarczając przyjemności samemu sobie. Naruto wił się pod nim i jęczał w rytm jego ruchów. Oczy miał rozchylone, ale zasnute mgłą podniecenia. Jego twarz nadal była czerwona.
Sasuke przyspieszał z każdą chwilą, szukając u blondyna tamtego miejsca. Gdy ponownie w nie trafił, Naruto znów jęknął w ten wspaniały sposób, wyprężając się. Po chwili z jego ust wyrywała się już kakofonia dźwięków, gdyż czarnowłosy, odkrywszy to miejsce, chciał doprowadzić blondyna do granic rozkoszy. Sam odczuwał niesamowitą przyjemność, blondyn był ciasny, gorący i wilgotny, generałowi niewiele brakowało do spełnienia. Ujął w dłoń członek kochanka i zaczął go pieścić, a gdy ponownie trafił w punkt blondyna, ten doszedł w jego dłoń. Sasuke niewiele myśląc przyspieszył i po chwili sam doszedł, z krótkim okrzykiem na ustach. Przez chwilę nie poruszał się, po czym ostrożnie wyszedł z kochanka i opadł na poduchy obok niego.
Blondyn dochodził do siebie o wiele dłużej, niż czarnowłosy. Sasuke obserwował, jak kapłan uspokaja oddech, opanowuje drżące ciało, szuka własnego głosu. Kiedy już doszedł do siebie, chwilę patrzył w baldachim, a potem zerknął na Sasuke. Ten uśmiechnął się do niego, a wtedy dolna warga Uzumakiego zadrgała, po czym blondyn odwrócił się gwałtownie… i rozpłakał.
Sasuke na chwilę zaniemówił. Był pewien, że blondynowi podobało się jego działanie, w połowie zaczął robić się chętny, aż w końcu stał się całkowicie uległy. Siedział przez chwilę, wpatrując się w jego sylwetkę, a potem złapał go za ramię i przekręcił blondyna ku sobie.
Gdy ten spojrzał mu w twarz, wybuchł tak spazmatycznym szlochem, że niemal zaczął się krztusić swoimi łzami. Sasuke natychmiast porwał go w ramiona, próbując uspokoić. Mówił do niego, głaskał go po głowie i całował w czoło, ale to nie skutkowało – Naruto płakał, zanosząc się i kołysząc, i za nic nie chciał się uspokoić, aż w końcu całkowicie opadł z sił.
Sasuke trzymał go w ramionach, póki ten nie zasnął, wyczerpany do granic. Wtedy ułożył go na puchowych poduszkach i sam również zasnął.
Kiedy się obudził następnego dnia, komnata zalana była porannym słońcem. Usiadł, przyjemnie rozciągnięty, a potem rozejrzał się.
Kapłan Uzumaki Naruto siedział skulony na drugim końcu łoża, obejmując kolana ramionami. Nie patrzył na nic, dygotał lekko, nagi, urany w kilka łańcuszków. Jego ciało w kilku miejscach było podrapane, zwłaszcza na biodrach. Przez chwilę Sasuke nie miał pojęcia, skąd te zadrapania i dopiero po chwili zorientował się, że to właśnie przez owe łańcuszki. Spojrzał na swoje ciało. Sam też był podrapany tu i tam, wczoraj zupełnie nie zwrócił na to uwagi, nawet nie czuł bólu.
Wyciągnął rękę w stronę blondyna, lecz ten odtrącił ją nadzwyczaj agresywnie.
- Nie dotykaj mnie! – warknął nabrzmiałym od łez głosem.
- Nie rycz, chyba aż tak źle ci nie było?
Blondyn rzucił się na niego, zbijając go z nóg. Sasuke padł na plecy, zdumiony siłą i agresją kapłana. Naruto przyparł go do materaca, patrząc na niego…  jego oczy robiły się coraz bardziej płynne, aż na twarz Sasuke spadło kilka słonych kropel. Naruto zwolnił uścisk, oparł czoło na jego torsie i znów się rozszlochał, zaciskając dłonie w pięści.
Sasuke patrzył na jego drżące ramiona, głaszcząc go po włosach. Nie bardzo rozumiał dziwnego kapłana, jednak cieszył się, że mężczyzna nie zadusił go podczas snu poduszką.
- Już ci lepiej? – zapytał, gdy szlochanie trochę ustało.
- Ni-nigdy n-nie będzie m-mi lepiej – wychrypiał blondyn. – Ja… co ja zrobiłem!
Sasuke westchnął.
- To, co każdy mężczyzna powinien – powiedział spokojnie. – Nie wiem czym…
- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknął blondyn. – Ty… nic nie wiesz… ty… zbrukałeś mnie! – wyrzucił z siebie gwałtownie, a po jego twarzy spłynęły nowe łzy. – Ja… ja już nigdy nie będę mógł… założyć białych szat! Ja… co ja zrobiłem…?! – załkał.
- Zbrukałem cię? – Sasuke uniósł brwi.
- Mówiłem ci, że przysięgałem czystość! – krzyknął blondyn, uderzając go w tors skutymi dłońmi, zaciśniętymi w pięści. – Mówiłem! Ja… byłem Najwyższym Kapłanem…!
- Ale już nie jesteś – Sasuke wypowiedział to spokojnie, a blondyn natychmiast poderwał głowę i spojrzał na niego przerażony. – Teraz jesteś mój. Konoha została podbita, ja jestem twoim pan…
Urwał, gdy blondyn przyłożył mu w twarz grzbietem dłoni.
- NIE NALEŻĘ DO CIEBIE! Ja…
I znów się rozryczał. Sasuke potarł się po policzku, zdumiony siłą ciosu.

Naruto płakał. Po prostu nie mógł się uspokoić, ponieważ całe jego dotychczasowe życie w jednej chwili pękło jak bańka mydlana. Prysło, tak po prostu, jakby go nigdy nie było. Został zbrukany, a to oznaczało koniec jego kapłaństwa, koniec łaski Kyuubiego, koniec wizji, koniec…
Nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić, jednak odpowiedź sama się znalazła. Przybrała ona postać warg czarnowłosego generała wrogich wojsk, który, pozwoliwszy mu się wypłakać, przyparł go do poduch i zaczął całować. Naruto przez chwilę był tak oszołomiony, że nie był wstanie zaprotestować. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę, co się dzieje i zaczął się szarpać, aż w końcu wyrwał się z uścisku czarnowłosego.
- Nie!... Zostaw mnie… Nie…! Ty diab…
Dostał w twarz, z taką siłą, że ciemno zrobiło mu się przed oczami. Jęknął i zakrył twarz skutymi rękami, które jednak zaraz zostały odciągnięte na bok przez Uchihę.
- Jestem twoim panem – wysyczał czarnowłosy – i będziesz mi posłuszny i uległy zawsze, kiedy będę miał na ciebie ochotę. Nigdy też nie podniesiesz na mnie ręki, bo każę cię wychłostać, rozumiesz?
- Nie – warknął Naruto i po raz kolejny dostał z otwartej dłoni. Skulił się, ponieważ nie miał jak się zasłonić, Uchiha wciąż trzymał jego skute dłonie i przyciskał je do materaca.
- Nie rozumiesz? Wam wbić ci to do głowy?
- Rozumiem – wyszeptał Naruto. – Ale ty nie jesteś moim panem i nigdy nim nie będziesz – powiedział, patrząc mu prosto w oczy. – Myślisz, że siłą zmusisz mnie, bym był twoją dziwką? Nie będę rozkładał przed tobą nóg kiedy ci się podob…
Kolejny policzek zabolał dwa razy bardziej. Załkał, czując krew w ustach i przekręcił się na bok, chowając głowę w poduszkę. Twarz paliła go strasznie, obito mu ja wczoraj, a dziś poprawiono. Cały czuł się obolały, paliło go między nogami, bolały go biodra.
Sasuke złapał go za włosy i pociągnął mocno, tak, by mógł patrzeć mu w twarz. Naruto przymknął jedno oko, próbując jakoś sięgnąć do palców oprawcy, które ten zaciskał na jego włosach.
- Konoha i wszyscy jej mieszkańcy, a więc i ty, są moją własnością…
- Nigdy…
Pociągnął go mocniej za włosy i Naruto krzyknął z bólu. Szarpnął się i spróbował kopnąć czarnowłosego w klatkę piersiową, jednak ten złapał go za kostkę zanim jego stopa trafiła do celu. Mocowali się ze sobą przez dłuższą chwilę, póki dużo silniejszy od kapłana wojownik nie zdenerwował się i po raz kolejny nie dał mu w twarz. Zamroczony Uzumaki padł na poduszki, świat wokół niego rozbłysnął miliardem gwiazd. Jeżeli miał limit wytrzymałości, to chyba właśnie znalazł się pod jego kreską.
Uchiha przekręcił go na brzuch, a Naruto, omdlały, po prostu zamknął oczy, zaciskając zęby. Uchiha nie był ani brutalny, ani szczególnie delikatny, po prostu się zadowolił, przyciskając go za głowę do miękkiego materaca. Sapał, gdy go brał, czasami klepiąc go w pośladki aż piekło, jakby chciał go dodatkowo upokorzyć. Naruto zaciskał zęby z całych sił, byleby tylko nie wymknął się z nich żaden dźwięk, dłonie zaciskając na pościeli. Gdy czarnowłosy skończył, dochodząc w nim, po prostu odepchnął go od siebie jak zużytą zabawkę i sam opadł na poduszki, oddychając szybko. Naruto patrzył na niego z nienawiścią, czując, jak sperma oprawcy spływa mu po udach. Paliło go tam tak bardzo, że gdyby nie samokontrola i duma, rozpłakałby się z bólu. Nigdy, nigdy w całym swoim życiu nie czuł się tak upokorzony, Uchiha traktował go jak zwykły przedmiot. Ale nie miał zamiaru się poddać! Nigdy, nigdy nie będzie w pełni należał do tego mężczyzny. Nigdy nie odda mu się z własnej woli, choćby był katowany co dnia!
Po dłuższej chwili czarnowłosy odwzajemnił jego spojrzenie.
- I co, nie jesteś dziwką? – zapytał.
- Nie – warknął zmęczony Naruto. – Jestem Najwyższym Kapłanem Ognia, Świątynią Mądrości, Tym, Który Widzi Więcej… Nie jestem twoim niewolnikiem, dziwką, którą możesz tłuc jak ci się podoba!
Uchiha przekręcił się na bok i oparł na łokciu, patrząc na niego z rozbawieniem, jakby śmieszył go upór kapłana.
- Nie mogę?
- Nie!
- A co właśnie robię? Przestań ze mną wojować, bo inaczej rozkażę moim żołnierzom, by się z tobą zabawili i wtedy pożałujesz. Jesteś słodkim blondynkiem, który mi się podoba. Jeżeli będziesz spełniał moje rozkazy… - Wyciągnął rękę i dotknął policzka wściekłego Naruto – to będę dla ciebie dobry.
Dolna warga Naruto zadrgała, ale nie odezwał się już.


1 komentarz: