środa, 19 grudnia 2012

3. Prawda

-Cześć, skarbie – mruknął, pochylając się nade mną i musnął wargami mój policzek, a potem usta. Oddałem ten słodki pocałunek, nieco unosząc się w fotelu.
-Japoński to popieprzony język!– jęknąłem, odkładając na stolik czytaną przeze mnie książkę. Sasuke zaśmiał się.
-Sam chciałeś się go uczyć, to cierp. Ale mam dobrą wiadomość – ruszył w stronę biurka, a ja poderwałem się i stanąłem na fotelu, skacząc po nim.
-Odwołałeś mojego korepetytora, prawda?! – wykrzyknąłem. Zaśmiał się.
-Skąd, przyjedzie jutro popołudniu – odparł, a ja oklapłem na kolana. Od trzech miesięcy uczyłem się dla Sasuke języka japońskiego od nauczyciela, którego dla mnie znalazł. Facet był tyranem! I jak do tej pory wciąż prawie nic nie umiałem!
-To co to za wiadomość? –spytałem.
-Znalazłem nową agencję, która zajmie się ochroną – powiedział, a ja poczułem, że robi mi się słabo. Nie powiedziałem Sasuke, że miałem go zabić. Nie miał pojęcia, że byłem łowcą wampirów, a ja bałem się mu o tym powiedzieć. Byliśmy razem już pół roku i jakiś czas temu zaczęła nękać go Organizacja. Prawdopodobnie założyli, że mnie zabił, lub, że nie jestem w stanie wykonać misji i znów postanowili się do niego dobrać, tym razem bardziej otwarcie. Członkowie Organizacji nie mieli pojęcia, jaki był naprawdę. Że był dobry, szlachetny, honorowy i kochał. Ja zdążyłem się o tym przekonać i nie chciałem go już zostawiać. – Jej przedstawiciel odwiedzi nas za dwie godziny.
            Zerknąłem na zegarek. Była dwudziesta. Uśmiechnąłem się.
-A co będziesz robił przez te dwie godziny? – spytałem słodko. Siedział w fotelu i przeglądał jakieś papiery, lecz nagle zamarł. Odchrząknął.
-Pracował – wymamrotał lekko zachrypniętym głosem.
-O, naprawdę? – zdziwiłem się. – To musi być strasznie ciekawa praca. Na czym będzie ona polegała?
-Za tydzień mamy zebranie zarządu i dlatego muszę…
-Hmmm, to bardzo interesujące –przerwałem mu, zsuwając się z fotela. W ogóle nie obchodziła mnie ta cała jego firma, za dużo czasu jej poświęcał, pracuś jeden. Zacząłem wolno zbliżać się do jego biurka. Ubrany byłem w jego koszulę, poza nią miałem na sobie tylko swoją własną bieliznę. I tak, nocą, nikogo tu nie było prócz ochrony, która była prawie niewidzialna, tak więc nikogo nie obchodziło, w jakim stroju paraduję po korytarzach. Poza tym, cała służba mnie lubiła. – Naprawdę, bardzo wciągające.
-Nawet nie masz pojęcia, o czym mówiłem – mruknął, patrząc na mnie zmrużonymi oczyma. Były czarne, znów nosił kontakty. Wzruszyłem ramionami.
-Ciekawi mnie wszystko, co ciebie dotyczy – powiedziałem, bawiąc się skrawkiem jego koszuli i odsłaniając przy tym uda. – Kaaaażdy szczegół.
            Uniósł jedną brew.
-Każdy? – zapytał.
-Uhum, ale mam taki jeden… ulubiony…
-A mogę wiedzieć, co to –chrząknął – za szczegół?
-A taki jeden… mały…
-Mały?! – oburzył się, nieco wyższym niż zwykle głosem. Przysiadłem na jego biurku.
-No, może nie tak całkiem… mały. Właściwie, to są to dwa szczegóły.
-Dwa?! – zdziwił się zdezorientowany.
-Dwa – przytaknąłem. – Trochę okrągłe… - gdyby mógł się zarumienić, to pewnie by się tak stało. Patrzył na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
-O-okrągłe?
-No… - kręciłem, doskonale się bawiąc. – Może faktycznie nie do końca… I takie czerwone…
-Czerwone?!
-W tej chwili to czarne – pochyliłem się w jego stronę. – Nie lubię, kiedy nosisz kontakty, draniu. Uwielbiam twoje oczy.
            Zaperzył się.
-Naruto! – niemal krzyknął, zwrzoszony. – Ty podły manipulatorze! Ja myślałem…
-Co myślałeś, Sasuke? – zapytałem z ciekawością, trzepocząc rzęsami. Zaczął nerwowo przekładać papiery.Odchrząknął jeszcze raz.
-Tylko mi przeszkadzasz, zmykaj na górę ubrać się przyzwoicie, będziemy mieć gościa…
-Dopiero za dwie godziny! – naburmuszyłem się.
-To bardzo krótko – odparł.
-Może dla ciebie, bo jesteś jak mumia. Dla mnie to bardzo długo, wystarczająco, żeby…
            Zerwał się zza biurka i złapał mnie za ramiona. Zaczął popychać mnie w stronę drzwi, nie zwracając uwagi na moje protesty.
-Ja jestem zajęty pracą, Naruto! Zajęty!
-Ale ja ci… nie przeszkadzam…ja tylko… kurde, no! – próbowałem zaprzeć się nogami, ale nie miałem szans, był zbyt silny. Dopchał mnie do samych drzwi i chciał za nie wypchnąć. Złapałem się futryny. – Sasukeee, pieprzony pracoholiku jeden, nie wyganiaj mnie!
            Zaczął odrywać moje palce od futryny.
-Naruto, posłuchaj mnie uważnie – odgiął mi mały palec lewej ręki, odrywając go od futryny. – Muszę przeczytać kilka sprawozdań – odgiął palec serdeczny – odpowiedzieć na pewnie z setkę maili – odgiął palec środkowy – i wykonać kilka telefonów. – Odgiął pozostałe dwa i lewa ręka puściła. Popchnął mnie, ale dzielnie trzymałem się prawą. – Jestem zajęty! – zabrał się za prawą ręką i zaczął pozbywać się kolejnych palców, aż został mi ostatni.
-Chcę się z tobą kochać! – zawyłem. Był to argument, który zawsze działał. Spojrzał na mnie, zapomniawszy o ostatnim palcu.
            W następnej sekundzie całował mnie, przypierając do framugi, której się trzymałem. Objął mnie w pasie, podniósł, zrobił krok do przodu i wciąż całując, postawił mnie na podłodze. Spojrzałem na niego zdziwiony, a on cmoknął mnie w czoło, uśmiechnął się i czmychnął, zatrzaskując drzwi. Szczęknął zamek.
-Uchiha! – wrzasnąłem na całe gardło, kiedy tylko ochłonąłem. – Ty draniu!
-Idź się przyzwoicie ubrać! – dobiegło zza drzwi. Aż poczerwieniałem ze złości.
-Ja jestem przyzwoicie ubrany!
-Nie jesteś. Do przyzwoitego stroju zaliczają się jeszcze spodnie! Paradujesz niemal z gołym tyłkiem, na Boga, tu są kamery!
            Prychnąłem. Tu wszędzie były kamery, ochroniarze mieli już powyżej uszu pornoli w naszym wykonaniu, mój tyłek nie powinien im przeszkadzać.
-Sasuke…
-Nie – głos dobiegł z daleka, siedział już przy biurku, drań.
-Ale Sasuke…
-Nie!
-No ale kurde, obrażę się!
-Proszę bardzo…
-Ale ja się czuję samotny –próbowałem innej linii obrony.
-Jeżeli się przyzwoicie ubierzesz, to nie będziesz samotny, bo przedstawię cię naszemu gościowi! – zawołał. Nadąłem policzki.
-Jesteś draniem!
-I całe szczęście, nikt o lepszym charakterze nie zniósłby twojego zachowania.
            Fuknąłem i obróciłem się.
-Palant – mruknąłem, wiedząc, że mnie słyszy swoim super słuchem i obrażony, poszedłem do siebie. Wykąpałem się i „przyzwoicie” ubrałem, w spodnie koloru khaki i jasną bluzkę z rękawem na trzy czwarte, z takiego fajnego, lejącego materiału, którego nazwy nie znałem. Chwilę zastanawiałem się, czy nie pogniewać się na niego jeszcze trochę, ale w końcu sobie odpuściłem. Każda minuta bez niego była minutą straconą.
            Kiedy wróciłem na dół, Sasuke rozmawiał przez telefon. Mrugnął do mnie i odwrócił się, a ja, zwabiony jakimś cudownym zapachem, podkradłem się do szklanego stolika. Ustawiono tam coś, co było z całą pewnością jakimś przykrytym żarełkiem. Już chciałem podnieść klosz, kiedy usłyszałem chrząknięcie.
-Co znowu, jeść też mi niewolno?! – obruszyłem się, prostując.
-Czekamy na gościa – odparłSasuke, chowając swój telefon do kieszeni. – Będzie trochę wcześniej, właściwie, to już go Nathaniel prowadzi – rzekł, wskazując mi ręką, bym usiadł na kanapie przy stoliku i grzecznie czekał. Oklapłem niezadowolony na kanapę.
-Czy twoim podwładnym nie przeszkadza, że mogą się z tobą widywać tylko nocą? – zapytałem, bawiąc się widelcem. Westchnął, podszedł, zabrał mi go i odłożył na stolik.
-Rozumieją, że jestem ekscentryczny – powiedział.
-Albo raczej martwy – wymamrotałem, a on po raz kolejny westchnął głośno i pogłaskał mnie lodowatą dłonią po policzku.
-Ty mnie ożywiasz, i odmładzasz przy okazji – powiedział.
-Naprawdę? – zapytałem, wlepiając w niego oczy. Uśmiechnął się.
-Oczywiście, im dłużej z tobą przebywam, tym bardziej cofam się w rozwoju.
            Mina mi zrzedła, a on zaśmiał się.
-Drań – syknąłem i w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Obaj odwróciliśmy głowy w tamtą stronę.
            Wszedł Nathaniel, a za nim wysoki mężczyzna ubrany w garnitur, o długich włosach spiętych w kitkę. Szczęka mi opadła.
-Pan Nara Shikamaru –przedstawił go lokaj, pochylając lekko głowę przed Sasuke.
-Dziękuję ci, Nathanielu, możesz odejść – rzekł Sasuke, a lokaj skłonił się po raz drugi i wyszedł,zamykając za sobą drzwi. – Bardzo mi miło, panie Nara – Sasuke podszedł do Shikamaru z wyciągniętą ręką, a ten uścisnął jego dłoń. Przez jego twarz przebiegł ledwo dostrzegalny skurcz. – Uchiha Sasuke – przedstawił się mój ukochany. – Zapraszam do stołu, mam nadzieję, że nie jadł pan kolacji.
-Tak się składa, że nie –odparł Shikamaru. Obaj obrócili się w moim kierunku i wtedy Shika mnie dostrzegł, wciśniętego w kanapę. Na jego twarzy pojawił się wyraz zdumienia.
-To Naruto Uzumaki – przedstawił mnie dziarsko Sasuke, nie mając pojęcia, że atmosfera uległa gwałtownej zmianie. – Też zje z nami.
-Miło poznać – powiedział Shikamaru, wyciągając w moją stronę szeroką dłoń.
-Mnie również – odparłem cicho.
            Sasuke usiadł obok mnie i jak na gospodarza przystało,zabrał się za nakładanie porcji. Shikamaru usiadł naprzeciw, wpatrując się we mnie. Ja natomiast nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić i gdzie podziać oczy.W życiu nie przypuszczałem, że nowy szef ochrony będzie podstawionym łowcą wampirów!Zerknąłem na Sasuke. Boże, przecież to wszystko po to, by go zabić! Shikamaru jest tu po to, by skończyć moją misję za mnie! Sasuke natomiast zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy!
            Zaczęli rozmawiać, jedząc. Wiedziałem, że Sasuke robi to tylko dla zmyłki, bo jedzenie nic mu nie dawało. Shikamaru też to wiedział, a i tak patrzył na niego jakoś dziwnie. Ja natomiast straciłem cały apetyt. Słuchałem ich jednym uchem, w duchu modląc się, by nie doszło do żadnej walki. Nie miałbym pojęcia, po której stronie stanąć? Czy bronić Sasuke przed Shikamaru, czy Shikamaru przed Sasuke? Nie chciałbym, by któremuś z nich stała się krzywda. Miałem wiec nadzieje, że Shikamaru nie będzie na tyle głupi, by wdać się w walkę tu i teraz. Przegrałby z całą pewnością.
            Sasuke nieco zaniepokoiło moje zachowanie. Zawsze byłem pierwszy do jedzenia. Dwa razy posłał mi pytające spojrzenie, ale tylko kręciłem głową i przysłuchiwałem się, jak omawiali interesy. Shikamaru był doskonałym aktorem, sprawiał wrażenie profesjonalisty. Rozmawiał z Sasuke tak swobodnie, jakby naprawdę był szefem firmy zajmującej się ochroną.
            Siedział tak u nas jakieś dwie godziny. Sasuke omówił z nim warunki zatrudnienia i przyszedł czas, by Nara się zebrał. Pożegnał mnie oficjalnie i wyszedł wraz z Uchihą, który poszedł go odprowadzić, a ja zostałem sam. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, zerwałem się z kanapy i zacząłem nerwowo krążyć po pokoju. Nie miałem pojęcia, co robić? Jak ostrzec Sasuke przed Organizacją, przed Shikamaru, nie mówiąc mu, skąd wiem, że to pułapka?Jak mu to powiedzieć, nie zdradzając, że jestem łowcą? Co robić? Co robić?
            Trzasnęły drzwi, więc zatrzymałem się i obejrzałem. Do pokoju wrócił Sasuke i spojrzał na mnie z niepokojem.
-Coś się stało? Źle się czujesz?
            Podszedł do mnie, położył mi dłoń na czole i zajrzał w oczy.
-Nie masz gorączki. Boli cię żołądek? Coś się stało?
            Patrzyłem na niego żałośnie, nie mając pojęcia, co mu powiedzieć.
-Nie podoba mi się ten koleś –mruknąłem w końcu, a on zmarszczył brwi.
-Nie podoba? – zabawnie przekręcił głowę w bok, ale mi nie było do śmiechu.
-Jest taki… dziwny! I za miły. I widziałeś, jak próbował ci się przypodobać? To pewnie jakiś krętacz i oszust!– zacząłem wymyślać, byleby tylko się do czegoś przyczepić i zniechęcić do niego Sasuke. Znów zacząłem krążyć po pokoju. Czarnowłosy przyglądał mi się z przechyloną głową. – Z miejsca mi się nie spodobał! Ja bym go nie przyjmował!Wywaliłbym go jak najszybciej…
-Naruto – przerwał mi w pół zdania. Zatrzymałem się. Zrobił krok w moją stronę, a ja cofnąłem się odruchowo. Nie zauważyłem, że mam za sobą jego biurko. Oparłem się o nie. W mojej głowie pojawiła się absurdalna myśl, zwłaszcza, że Sasuke patrzył na mnie jakoś tak… groźnie. Czyżby mnie przejrzał?
-N-no?
-Czy ty – zaczął, a potem, ku mojej uldze, uśmiechnął się. – Czy ty… jesteś zazdrosny?
            Wytrzeszczyłem na niego oczy. Tak to odebrał?
-Nie! – wykrzyknąłem, może zbyt szybko. Wyszczerzył kły i podszedł już całkiem blisko. Nachylił się nade mną.
-A ja sądzę, że tak – wyszeptał. Odchyliłem się do tyłu, prawie kładąc się na blacie biurka.
-Nie jestem zazdrosny! –krzyknąłem. Zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-Naprawdę? To co ci się nie podoba w panu Nara Shikamaru?
            Zagryzłem dolną wargę.
-Jest dziwny!
-Wcale nie, jest normalnym człowiekiem.
-Był zbyt miły!
-To wynika z kultury osobistej, to uprzejmy, inteligentny człowiek – bronił go. Nie miałem zupełnie pojęcia,jak go przekonać. Shikamaru zagrał dziś świetnie.
-To na pewno krętacz! – próbowałem dalej. Sasuke spojrzał na mnie z politowaniem.
-Jesteś zazdrosny, przyznaj się – nalegał. Pokręciłem głową.
-Nie jestem.
-Jesteś, przyznaj się – nalegał,mrużąc oczy. Jego twarz była coraz bliżej mojej.
-Nie o to chodzi, Sasuke. Błagam cię, pozbądź się tego kolesia, proszę. Przyjmij kogoś innego, kogo chcesz, ale tego wywal – jęknąłem. Przestał się przybliżać i zbadał moje oczy. Ponownie zmarszczył brwi.
-Naruto, kochanie, nie musisz się martwić – rzekł. Na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. – Liczysz się tylko ty.
            Jęknąłem. Nadal uważał, że to przez zazdrość!
-Nie o to chodzi, Sasuke –spojrzałem na niego intensywnie. – Nie podpisuj umowy z tą firmą. Nie składaj swojego bezpieczeństwa w jego ręce.
            Wywrócił oczyma.
-Kochanie, firma pana Nary to najlepsza firma ochroniarska w tym kraju. Skarbie, to sami profesjonaliści…
            Był nieugięty. W ogóle nie mnie rozumiał, nawet się nie domyślał. Zaśmiał się, kiedy w oczach stanęły mi łzy i zaczął je ścierać.
-Wiem, że to pierwszy człowiek z jakim cię zapoznałem, ale to nie dlatego, że coś mnie z nim łączy –powiedział, głaszcząc mnie po twarzy. – Widziałem go raptem drugi raz w życiu.Kochanie, nie masz co się przejmować. Kocham tylko ciebie.
            Pochylił się i zaczął mnie całować. Po policzku spłynęła mi łza. Nic nie rozumiał. Chciał powierzyć swoje bezpieczeństwo łowcy wampirów.Chyba przyszedł czas, bym go uświadomił, cokolwiek się stanie. Jego życie było przecież najważniejsze.  Przerwałem pocałunek.
-Sasu – zacząłem jękliwie, z obawą. Uniósł lekko głowę.
-Tak? – spytał cicho. Przyglądał się moim oczom, zaniepokojony moim zachowaniem. Jego tęczówki promieniowały troską i obawą, były takie ciepłe i przepełnione miłością, że aż ścisnęło mnie w dołku. Nie miałem pojęcia, jak zacząć tę rozmowę, jednak musiałem coś zrobić. Nie mogłem go stracić!
-Pamiętasz dzień, kiedy zabrałeś mnie do opery? – wyszeptałem przez ściśnięte gardło. Uśmiechnął się.
-Oczywiście, że tak. Chcesz to zrobić tak, jak wtedy? – wymruczał. Przebiegł mnie dreszcz, a Sasuke uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ja też pamiętałem tamten dzień, kiedy zaraz po zachodzie słońca Sasuke zjawił się w moim pokoju i wołając, że ma dla mnie niespodziankę,wyciągnął mnie z zamku i wpakował do limuzyny. Pamiętałem, jak mnie wtedy rozebrał, zgwałcił swoimi boskimi ustami, a następnie wcisnął w garnitur. Kiedy limuzyna się zatrzymała, oznajmił, że niespodzianką jest wypad do opery. A ja myślałem, że jeden z najlepszych orgazmów, jaki przeżyłem.
            Jego dłonie zaczęły sunąć po moim ciele, zbliżając się niebezpiecznie do rozporka. Złapałem go za nadgarstki.
-Nie, nie, czekaj. Nie chodzi mi o seks!
            Cofnął głowę w tył.
-Chcesz jechać do opery? – zdumiał się. – Teraz jest trochę późno, skarbie, ale możemy jutro…
-Nie, nie… chodzi o to… - zerknąłem na niego z obawą, po czym usiadłem na blacie biurka. Sasuke wyprostował się, czekając cierpliwie, aż skończę. – Posłuchaj… wtedy, od tamtego wypadu… zaczęły się twoje problemy z łowcami wampirów…
-Och, i tak by się do mnie przyczepili. Choć właściwie nie mam pojęcia, czego mogą chcieć właśnie ode mnie, jest cała masa groźnych i złych…
-Ja wiem, czego chcą – szepnąłem, zezując w bok. Nie mogłem na niego patrzeć. To wtedy po raz pierwszy opuściłem zamek, a że Sasuke był nieustannie śledzony, Organizacja musiała mnie z nim zobaczyć i w ten sposób odkryć, że ja już swojej misji nie wykonam. –O-oni… chyba chcą mnie…
            Chwilę mi się przypatrywał.
-Nie martw się, słońce – dotknął mojego policzka. – Nie pozwolę cię zabrać, nie musisz się bać. Nikt mi ciebie nie odbierze. Właśnie dlatego, byśmy mogli być bezpieczni, podpisuję umowę z kolejną firmą…
-Sasuke – przerwałem mu i dopiero teraz spojrzałem w jego czarne oczy. Naprawdę wolałem go bez kontaktów.– Oni chcą cie dorwać, bo prawdopodobnie zobaczyli cię wtedy ze mną – zebrałem się na odwagę, by mu wszystko wyjaśnić. Nie miałem pojęcia, jak zareaguje. –Shikamaru Nara wcale nie jest szefem tej firmy. To podstawiony łowca wampirów, który ma cię zabić.
            Cofnął się o krok, zdumiony.
-Skąd taki pomysł? – zapytał.Jego oczy rozszerzyły się, kiedy przełknąłem ślinę. – Tyyy…
            Skinąłem głową.
-Też jestem łowcą. Miałem cię zabić – szepnąłem.
            Syknął, odsłaniając kły i już w następnej sekundzie stał po drugiej stronie pomieszczenia, ze sztyletem w dłoni. Nawet nie wiedziałem, skąd go wytrzasnął, bo przecież nie nosił przy sobie broni.
-Sasuke… - zacząłem, schodząc z biurka. Syknął jeszcze raz, znów błysnął kłami.
-Za co?! – wrzasnął. – Ufałem ci!
-I nadal możesz mi ufać! – zeskoczyłem z biurka, a on podniósł broń. Zamarłem wpół kroku. – Gdybym naprawdę chciał cię zabić, już dawno bym to zrobił! – wykrzyknąłem. – Nie czekałbym pół roku, jak głupi, by potem ci wszystko wyznać! I co, może teraz mam jakieś szanse, kiedy wiesz? Zastanów się!
            Patrzył na mnie, a mi aż wszystko tam w środku się skręcało. Sasuke cierpiał, przeze mnie, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Zawiodłem go. Patrzył teraz na mnie tak, jakbyśmy się nie znali, albo gorzej…jakbym był jego wrogiem.
-Sasuke… - podjąłem na nowo, robiąc krok w jego stronę. Syknął i najeżył się, jak jakieś zwierze.
-Nie zbliżaj się! – zawołał. Podniosłem dłonie, chcąc pokazać, że nie mam złych zamiarów. Nie mogłem uwierzyć, że tak się zachowujemy po tym wszystkim, co się między nami stało.
-Sasuke, najzwyczajniej pomyśl…Gdybym chciał cię zabić… przecież wystarczyłaby wykałaczka, mógłbym cię dziabnąć kiedy my…
            Warknął gardłowo, naprawdę zły. Czerwień jego oczu widoczna była nawet przez kontakty. Mówiąc szczerze, bałem się takiego Sasuke. Płonące oczy, napięte mięśnie, odsłonięte zęby. Zawsze był czuły, spokojny,opanowany. Teraz to wszystko się zburzyło, i to przeze mnie. Bo powiedziałem mu coś, co powinienem zachować dla siebie na zawsze, albo wyznać mu już pierwszego dnia…
-Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?! – wykrzyknął oskarżycielsko. – Po pół roku! Dlaczego?!
-A kiedy miałem ci powiedzieć? – krzyknąłem zdesperowany. – Przecież na początku byś się mnie najzwyczajniej pozbył! Gryzło mnie sumienie, chciałem ci to wyznać, ale ile razy patrzyłem ci w oczy… opuszczała mnie cała odwaga… przekładałem wyznanie prawdy z dnia nadzień, zagłuszając wyrzuty sumienia… bo bałem się twojej reakcji! Teraz jednak ważniejsze jest, że Organizacja znów chce cie dorwać! Shikamaru to szpieg!
-Jak mam ci ufać, skoro mówisz mi coś takiego po całym tym czasie, Naruto?! – jego głos wracał do normalności,przypominał teraz ten głos, którego używał, wygłaszając mi kolejną swoją mądrość. – Takie rzeczy mówi się na początku związku!
-I jak by to brzmiało?! –zdenerwowałem się. – Kocham cię, a tak przy okazji, kochanie, jestem łowcą wampirów, ale nie martw się, ciebie zabić nie mam zamiaru… Sasuke… - zacząłem na nowo, już poważnym tonem. – Jesteś jedyną osoba na całym świecie, która przejęła się moim losem. Którą zainteresowałem. Którą zacząłem obchodzić. To, kim jestem… tak samo jak i to, kim ty jesteś… nie ma znaczenia.
            Patrzył na mnie przez chwilę, a potem opuścił broń.Zbliżyłem się, wyjąłem sztylet z jego dłoni i cisnąłem go na podłogę, jak najdalej od nas. Ująłem jego twarz w dłonie.
-Nigdy, przenigdy bym cię nie skrzywdził, Sasuke – szepnąłem. – Już od pierwszych dni czułem się przy tobie niesamowicie, a potem było tylko coraz lepiej. Przecież wiesz, co czuję.
-Więc czemu…
-Przez to, co zrobił mi Orochimaru – wyszeptałem. – Szukałem zemsty, na was wszystkich… i zlecono mi zabicie ciebie. Myślałem, że będziesz taki, jak Orochimaru. Ale… - poczułem, że moje policzki płoną szkarłatem. Sasuke wpatrywał się we mnie cierpliwie. – Ale ty nie byłeś… i nie jesteś jak Orochimaru. Ja… zakochałem się – wyznałem,patrząc mu w oczy. Przyglądał mi się kilkanaście długich, koszmarnych dla mnie sekund, a potem pochylił się, przygarnął mnie do siebie i zaczął całować. Jęknąłem w jego usta, bo był to najbardziej zaborczy pocałunek, jakiego doświadczyłem. Sasuke nie zwrócił jednak uwagi na moje jęki. Nie wiem jakim cudem, ale po chwili znaleźliśmy się przy jego biurku. Popchnął mnie na nie, nadal całując. Chciałem zwrócić mu uwagę, że lubię to, w co jestem ubrany, ale w tym, samym momencie, w którym o tym pomyślałem, do moich uszu dotarł dźwięk rwanego materiału. Drań.
-Sasu – wysapałem, gdy oderwał się od moich ust i zajął szyją. Jemu, w przeciwieństwie do mnie, powietrze nie było niezbędne do życia, dlatego po pocałunkach z nim ledwo mogłem cokolwiek powiedzieć przez pierwsze kilkanaście sekund. – Sasu…
-Tak? – spytał, przesuwając dłońmi po moich żebrach. Uwielbiałem, gdy to robił, ten dotyk był taki przyjemny. Ale było coś ważniejszego…
-Zrób to – jęknąłem, łapiąc go za ramiona.
-Oczywiście, jak chcesz? – spytał, wciąż wodząc wargami po mojej szyi. Zadrżałem.
-Nie to – szepnąłem podniecony,a on zerknął mi w oczy. – Chcę być twój. Ugryź mnie. Chcę to poczuć.
            Źrenice Sasuke rozszerzyły się, a usta lekko rozchyliły.Poruszyłem się niespokojnie, czekając. Sasu wiedział, jak bardzo nienawidziłem być gryziony. Jak źle mi się to kojarzyło. Ale to była zupełnie inna sytuacja. Ja…chciałem tego.
-Na-Naruto…
-Proszę – jęknąłem, wiercąc się. – Proszę.
            Odchyliłem głowę, eksponując szyję. Sasuke spojrzał na nią wygłodniałym wzrokiem, przełykając ślinę.
-Ja nie… nie mogę…
-Proszę…
-Ale ja nie dam rady, ja…
-Sasuke – podniosłem się na łokciach i wpiłem w jego usta. Oddał pocałunek, lecz zaraz się od niego oderwałem i odchyliłem głowę w tył. Poczułem tam jego wargi, takie zimne, cudowne. – Sasukee – jęknąłem słabo. Zahaczył zębami o moją skórę.
-Przepraszam, ale ja… -wyszeptał – nie mogę…
            A potem jego zęby przebiły moją skórę. To było doświadczenie zupełnie innego wymiaru.
            Słyszałem, że ugryzienia różnią się od siebie. Że kiedy istnieje więź między wampirem a człowiekiem, samo ugryzienie może być jak dobry seks. I okazało się to prawdą.
            Staliśmy się z Sasuke jednością, i to w taki sposób, jak nigdy. Czułem go… w sobie, w moje głowie, wypełnił mnie od środka, wszystkie jego emocje, smak mojej krwi, miłość, jaką mnie darzył, strach przed przyszłością, w której mógłby mnie stracić, a także cała jego przeszłość…wszystko to zawrzało we mnie, migając mi przed oczyma tysiącami obrazów. Jęknąłem, ale nie z bólu. Sam nie wiedziałem, co to za uczucie. Moje serce napęczniało, w moim żołądku stada motyli urządziły sobie nagle dzikie harce, jednocześnie ścisnęło mnie w dołku na rzecz kolan, w których straciłem wszelkie czucie.
-Sasuke… Sasuke… Sasuke… – nie byłem w stanie myśleć o niczym innym ani o nikim innym. To było takie…
            Porażające, Naruto.
            Jego głos odbił się echem od ścian mojej głowy. Kocham cię, kocham cię, Boże, jak ja cię kocham!
            Ja ciebie również…
            I wtedy oderwał się od mojej szyi. Dopiero po wszystkim poczułem ból. Jęknąłem, łapiąc się za zranione miejsce. Sasuke natychmiast wyjął z kieszeni chusteczkę i przyłożył ją do mojej rany.
-I właśnie dlatego był to beznadziejny pomysł – szepnął, przytrzymując chusteczkę przy mojej szyi. Na wargach miał moją krew, której cienka strużka spływała mu po brodzie, kapiąc na kołnierzyk białej koszuli od garnituru. Jego oczy były jakby ciemniejsze, a policzki lekko się zaogniły, prawie jak u człowieka. Przez to był jeszcze bardziej atrakcyjny, więc trzymając się za szyję gapiłem się na niego, porażony jego pięknem. – Nienawidzę sprawiać ci bólu.
-Jakiego bólu, to było cudowne!– zawołałem, jednak skrzywiłem się, gdy mocniej przycisnął chusteczkę.
-Właśnie takiego – warknął. –Zwariuję z tobą, jak Boga kocham.
-Sasuke, czy tak jak ja byłem w twojej głowie, to i ty byłeś w mojej? – spytałem, patrząc mu w oczy.Przytaknął, a minę miał przy tym taką, jakby zbierało mu się na wymioty, choć przecież nie mógł zwymiotować. Poczułem, że czerwienieję. Skoro był w mojej głowie w taki sam sposób, jak ja w jego, to widział wszystko to, co Orochimaru robił z moim ciałem. Spuściłem wzrok, a on objął mnie i mocno przytulił.
-Tak mi przykro, Naruto – szepnął. – Tak mi przykro…

2 komentarze:

  1. Po prostu kocham fragment, kiedy Naruto jest w gabinecie Sasuke i... Wszystko... xD
    Ta boska rozmowa, "kłótnia" i to zdezorientowanie (i złość) Naruto po zamknięciu drzwi... xD
    Kocham. <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział i ta scenka w gabinecie, taka groźna ^^

    OdpowiedzUsuń