środa, 19 grudnia 2012

4. Jedyne wyjście

Obudziłem się kiedy zadzwonił budzik, czyli o czternastej. Przeciągnąłem się, czując szczypanie w szyi. Było to nieprzyjemne uczucie, więc stęknąłem cicho, dotykając palcami szorstkiego bandaża. Sasuke owinął nim moją szyję, wcześniej odkażając ranę, choć zupełnie nie wiedziałem, po co. Przecież była czysta. Uśmiechnąłem się do siebie, wstając z łóżka. Nie kochaliśmy się ubiegłej nocy, Sasuke powiedział, że straciłem sporo krwi i powinienem zamiast się męczyć, coś zjeść i wypić kawę. Tak więc poszliśmy do kuchni, gdzie zamiast kawy, wyżebrałem gorącą czekoladę i dwie maślane bułeczki z kruszonką, a potem jeszcze tabliczkę czekolady z nadzieniem truskawkowym i kawałek sernika. Potem mnie trochę zemdliło, ale tylko troszeczkę, więc wypiłem jeszcze gorzką herbatę.
            Podszedłem do stolika, na którym już czekała na mnie filiżanka i dzbanek z kawą, oraz bułeczki maślane pod kloszem. Mniam. Zasiadłem do śniadania, zastanawiając się, co będzie z tym całym Shikamaru? Ustaliliśmy z Sasuke, że zajmiemy się nim następnej nocy, a ten jeden dzień zostawimy na przemyślenie wszystkiego. Problem polegał jednak na tym, że firma Shikamaru rozpoczynała ochronę zamku dziś. Dziś!
            Wiedziałem jednak, że Organizacja nie zrobi Sasuke krzywdy już pierwszego dnia. Że będą bawić się w podchody, uśpią jego czujność. Wiedziałem też, że za dnia się do niego nie dobiorą i dzięki temu czułem się pewniej. Sasuke spał w piwnicach tego zamku, w pomieszczeniu o specjalnie zabezpieczonych ścianach i drzwiach jak do sejfu. Dostać się do niego za dnia było niemożliwe. I dobrze. Przynajmniej potrafił zadbać o swoje bezpieczeństwo. Nawet mnie nie wpuścił za tytanowe drzwi swojego bunkra.
            Zjadłem śniadanie i poszedłem pod prysznic. Następnie udałem się do kuchni, by zrobić sobie herbatę i znaleźć coś słodkiego. Tam uciąłem sobie pogawędkę z kucharką Sasuke, która żywiła wszystkich w tym domu, prócz jego właściciela, oczywiście. Co prawda służba nie miała pojęcia, kim jest Sasuke, nie wiedzieli o istnieniu jego tajemnej sypialni, sądzili, że całe dnie spędza w pracy. Podejrzewałem, że większość z nich czegoś się domyśla, w końcu nie byli głupi, jednak woleli oszukiwać samych siebie, iż stracić tak dobrze płatną pracę. Sasuke nie skąpił swoim pracownikom, więc oni odwdzięczali mu się wiernością.
            Niedługo później przyjechał Jiraiya, mój nauczyciel japońskiego. Nawet lubiłem tego człowieka, póki nie zaczął zadawać mi tony pracy domowej, czytanek do nauczenia i póki nie zaczął mnie odpytywać. Wtedy okazało się, że jest tyranem. W dodatku ja nie należałem do wyjątkowo pojętnych osób, wręcz przeciwnie.
            Po zajęciach odprowadziłem Jiraiyę do drzwi wyjściowych, jeszcze chwilę sobie z nim pogadałem i zawróciłem, by udać się do swojej sypialni. Chciałem przespać się jeszcze przed pobudką Sasuke. Szedłem właśnie korytarzem na trzecim piętrze, gdy nagle jedne z drzwi zawsze zamkniętego pokoju uchyliły się, gdy je mijałem i czyjeś ręce pochwyciły mnie, zatykając mi usta. Zacząłem się szarpać,ale napastnik był silniejszy. Wciągnął mnie do pomieszczenia i przyparł do drzwi, które za mną zatrzasnął. Spojrzałem w oczy napastnika i zamarłem.
            Shikamaru opuścił rękę.
-Nie będziesz krzyczał? – zapytał, a ja zmarszczyłem brwi.
-Czemu miałbym krzyczeć? Co ty odwalasz,powaliło cię, Shikamaru?
-A ciebie?! – warknął Shika, naskakując na mnie. – Co ty tu do cholery robisz od pół roku?!
            Już chciałem mu odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili odpuściłem i zagryzłem dolną wargę, spuszczając oczy. Co tu robiłem? Byłem. Byłem z pierwszym i jedynym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek pokochałem. I nigdy w życiu nie naraziłbym go na niebezpieczeństwo.
-Organizacja się pomyliła – szepnąłem z naciskiem. – Pomyliliście się, Sasuke nie jest taki!
-Nie jest taki? – spytał Shikamaru, unosząc jedną brew, po czym znacząco dotknął bandaża, opinającego moją szyję.Spłonąłem rumieńcem.
-To pierwszy raz… - wymamrotałem, a Shikamaru prychnął z niedowierzaniem. – Mówię prawdę! Nie pozwolę wam tknąć Sasuke…!
            Shikamaru popchnął mnie, a ja uderzyłem plecami w drzwi. Skrzywiłem się.
-Omamił cię – syknął przyjaciel.
-Wcale nie! – zaprotestowałem. – Nie znacie go, on nie jest niebezpieczny…
-Wiemy już więcej – przerwał mi Shikamaru takim tonem, jakby nawet mnie nie słuchał. Jakby nie obchodziło go, co mam dopowiedzenia. Jakby mi nie wierzył. – Wiemy, co potrafi Uchiha. Tylko ci się wydaje, że go znasz…
-Nie rozumiem – szepnąłem, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w twarz Shikamaru. Coś ścisnęło mnie w żołądku. – Co masz na myśli…?
-Omamił cię, to jego moc. Ponoć ten, kto spojrzy mu w oczy, może zostać przez niego zaczarowanym.
-To głupota! – zawołałem, omal nie wybuchając śmiechem. – Niby co, hipnotyzuje spojrzeniem?!
            Zaśmiałem się głośno, patrząc na poważną minę Shikamaru. Co prawda, było coś w tym stwierdzeniu, Sasuke miał w końcu tak piękne, głębokie oczy, uwielbiałem je. To spojrzenie wywoływało u mnie dreszcze, ale to nie powód by myśleć, że on mnie hipnotyzuje.
-Omamił cię – powtórzył uparcie Shikamaru. – Znaleźliśmy świadka, to informacje pewne na sto procent, Uchihapotrafi kontrolować ludzkie umysły za pomocą samego spojrzenia. Zrobił cipranie mózgu, Naruto. Zacząłeś wierzyć w coś niemożliwego, rozumiesz?
-Nie wierzę – szepnąłem, kręcąc głową. –Czegoś takiego nie da się oszukać.
-Ugryzł cię – warknął Shikamaru.
-Sam tego chciałem, to pierwszy raz! –odparłem gwałtownie, dotykając swojej szyi.
-Może pierwszy raz, a może nie pamiętasz poprzednich – syknął Nara, wpatrując się we mnie intensywnie. – Masz jakieś dziury w pamięci? Jakieś sytuacje wydają ci się nieprawdopodobne?
-Nieprawdopodobne to wydaje mi się to, że mi nie wierzysz! – zawołałem wściekle. – Jestem tu od pół roku, znam Sasuke i wiem, że on nie jest taki, jak myśleliśmy! Nikogo nie krzywdzi, dba o ludzi…
-Jego służba jest pod jego wpływem –powiedział Shika, znów wchodzą mi w słowo. Wkurzało mnie, jak mówił o Sasuke, miałem ochotę mu przyłożyć. – Żadne nie chce puścić pary z ust. Zrobił wam tu niezłe pranie mózgu, wam wszystkim!
-Mylisz się – wysyczałem. – Gdyby tak było faktycznie, to wczorajszego wieczoru ciebie również by zmanipulował. A jesteś sobą – dźgnąłem go w pierś.
-Bo wiem, jak się zabezpieczyć prze jego wpływem, nie jestem tu bez przeszkolenia! – odrzekł. Nasza szeptanina robiła się coraz bardziej gorączkowa, tylko siłą powstrzymywałem się, by mu nie przyłożyć. Jak śmiał oskarżać Sasuke o coś takiego? – Naruto! – Shika złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną lekko. – To nie jesteś ty, słyszysz?! Ty byś tak nie postąpił po tym, co przeszedłeś u Orochimaru! Ocknij się!
-Nie mam z czego – odrzekłem, znów się śmiejąc. – Shikamaru, on naprawdę nie jest tak, jak Organizacja myśli. Sasuke to wspaniały człowiek, dobry, łagodny i cierpliwy – uśmiechnąłem się delikatnie. – Shikamaru…
-Czy ty się słyszysz, Naruto? Ty… ty bronisz wampira…
-Nikogo nie bronię, mówię ci, jak jest!
-To ja ci mówię, jak jest. Omamił cię, zrozum to! On ma taką moc, patrzy ludziom w oczy i owija ich sobie wokół palca, nie rozumiesz? – Shikamaru cofnął się i przetarł dłońmi twarz, oddychając głęboko. – Kurwa mać – zaklął. Spojrzał na mnie jakoś dziwnie, po czym potarł się po skroniach.
-Naruto… ja mogę ci ufać, prawda? –zapytał, a ja poczułem, że blednę.
-Tak, możesz – szepnąłem, wpatrując się w kąt pomieszczenia. Shikamaru zbliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Nie wierzysz Organizacji, więc go sprawdź. Nie ważne, jak cię zmanipulował, można to przełamać. Jeśli zdasz sobie sprawę, że kłamie, czar pryśnie.
-On nie kłamie!
-Sprawdź to. Ufam ci, ufam, że nas nie pozabijasz. Sprawdź go i ocknij się – odrzekł Shikamaru, poklepał mnie po ramieniu, po czym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego.
            Piętnaście minut później wróciłem do siebie, usiadłem na fotelu i wpatrując się w przestrzeń, zacząłem zastanawiać się nad tym, co powiedział Shikamaru. Czy to była prawda? Czy Sasuke naprawdę omamił mnie za pomocą swojej paranormalnej zdolności? Czy wmówił mi miłość do siebie po to, bym nie robił mu problemów? Bym był jego niewolnikiem? Czu Shikamaru mógł mieć rację? Czy mogłoby być tak, że Sasuke gryzł mnie już wielokrotnie, wymazując moje wspomnienia o tych ugryzieniach? Jeśli manipulował moim umysłem, to mógłby wmówić mi wszystko, co tylko by chciał. Mogłem być jego niewolnikiem do łóżka i źródłem pokarmu, mogłem nawet nie być jedynym jego niewolnikiem, wszystko mogłoby być kłamstwem…
            Ale tylko „mogłoby być”, podsunęła druga część mojego umysłu. Mogłoby, ale nie musiało. Sasuke mógł kłamać, ale przecież nie kłamał. Tyle mi obiecywał, taki dobry dla mnie był, taki cudowny, delikatny, pełen cierpliwości. Kochał mnie i ja jego również kochałem. Byłem tego pewien.
            Nie poszedłem spać, tylko czekałem na niego. Gdy się zjawił, spojrzałem na niego ponuro. Zbliżył się, zaniepokojony moją miną i spojrzał w mój twarz.
-Czy coś się stało? – spytał, przysiadając obok mnie na oparciu fotela. – Wyglądasz jakoś tak blado.
-Co postanowiłeś odnośnie Shikamaru? – zapytałem dość chłodno, a on odetchnął głęboko.
-Nie wiem – szepnął, masując mnie po plecach. – Liczyłem, że ty coś wymyślisz.
-A ja, że ty coś wymyślisz. – Sasuke zaśmiał się cicho, a potem pochylił się i ucałował moją szyję tuż ponad bandażem. – Boli? – spytał.
-Nie – odparłem, dotykając szyi. – Sasuke, mogę o coś zapytać?
-Jasne – odparł lekko, śmiejąc się. –Zawsze i o wszystko.
-Zastanawiałem się, czy możliwa jest manipulacja wspomnieniami… - mruknąłem, nie patrząc na niego. Sasuke dalej głaskał mnie tu i tam, nawet się nie spiął, co wziąłem za dobry znak. – Czy… czy jak mnie gryzłeś, mógłbym coś przed tobą ukryć?
-Hmm… - zastanowił się Sasuke, odgarniając za ucho kosmyk moich włosów. – Dobre pytanie, nie wiem. Nie wiem, czy ty byś to potrafił, jesteś w końcu człowiekiem. Ja to umiem.
            Szok szarpnął moimi wnętrznościami, ale nie dałem niczego po sobie poznać. Odetchnąłem głęboko, przymykając oczy, gdy pochylił się i ucałował moje ramię.
-A… a zrobiłeś to… w-wczoraj?
-To cię trapi?
-Tak – odszepnąłem i spojrzałem na niego. Minę miał łagodną, zszedł z oparcia fotela i przyklęknął naprzeciw mnie. Ujął mnie za dłonie.
-Tak, zrobiłem – szepnął, a ja poczułem ból w piersi.
-J-jak to?! – zapytałem wstrząśnięty. Sasuke wyciągnął rękę i dotknął mojego policzka. Oddychałem szybko, ledwo łapałem powietrze, nic nie rozumiejąc.
-Spokojnie, kochanie. Po prostu oszczędziłem ci wielu drastycznych scen z mojego życia…
-Jakich?! – zapytałem ostrym tonem. Sasuke zaczął wygładzać moje policzki, jakby chciał w ten sposób usunąć z mojej twarz grymas, jaki na niej zagościł.
-Kiedy… kiedy zabijałem – szepnął bardzo cicho. – Wspomnienia mnie, kiedy jestem straszny… kiedy jestem potworem – powiedział bardzo poważnie. Patrzyłem w jego czerwone oczy czując, jak serce wali mi jak młot. Nie mogłem sobie wyobrazić Sasuke, który tak jak inne wampiry, polowałby na ludzi, bezwzględnie zabijał dla ludzkiej krwi. Skrzywiłem się, a czarnowłosy jęknął. – Proszę cię, nie rób takiej miny, proszę – zaczął mocniej wygładzać moje policzki, więc złapałem go za ręce i odsunąłem jego dłonie.
-Miażdżysz mi twarz – szepnąłem.
            Natychmiast cofnął dłonie.
-Nie wiedziałem, że to cię zdenerwuje, że w ogóle domyślisz się, że to nie wszystkie moje wspomnienia – powiedział, patrząc na mnie błagająco. – Nie chciałem, byś mnie takiego widział, byś wiedział, że ja tak wiele razy…
-Wiele?
            Zagryzł dolną wargę, odetchnął głęboko, a potem przysunął się i położył mi głowę na kolanach.
-Na początku tak trudno jest się kontrolować, stłumić bestię w sobie, opamiętać się, a głód jest tak ogromny – zaczął szeptać. – On zniewala, odbiera wolną wolę, słyszysz wokół siebie bicie każdego z serc, to hipnotyzuje i przyciąga, myślisz tylko o tym i póki nie wbijesz zębów w pulsującą żyłę, głód nie daje spokoju. Zanim zdołałem nad tym zapanować, zabiłem wielu ludzi. Dopiero z czasem nauczyłem się kontrolować to pragnienie. Nie chciałem, byś znał mnie takim. Wstydziłem się tego.
-A… a czy ty… czy ty masz jakieś specjalne zdolności w tym kierunku? – spytałem cicho. Sasuke zerknął na mnie, marszcząc lekko brwi.
-Skąd taki pomysł…? – zapytał.
-Ponieważ p-pomyślałem… że mógłbyś mieć, skoro…
-Naruto, kłamiesz – oświadczył Sasuke,wpatrując się dość chłodno w moją twarz. – Powiedz mi prawdę.
-Będziesz zły – jęknąłem, trochę przestraszony. Ku mojej uldze, jego twarz rozjaśnił delikatny uśmiech.
-Nigdy nie jestem na ciebie zły, kochanie – powiedział cicho, uniósł się i cmoknął mnie w usta. – Zawsze możesz mówić mi wszystko.
-Bo… bo ja rozmawiałem z Shikamaru – powiedziałem, obserwując go uważnie, ale tylko skinął głową. – I… on mówił, że… że Organizacja już wie o… o twojej specjalnej mocy…
-Rozumiem – odparł i wstał. – Co chcesz wiedzieć?
-Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! – zapytałem natychmiast, niechcący podnosząc głos. Nie mogłem opanować złości, skoro już wiedziałem, że coś przede mną ukrywał. Jak się okazało, nie tylko ja miałem tajemnice. Zerknął na mnie przez ramię, bo zaczął krążyć po pokoju nieco szybciej, niż zwykły człowiek. Śledziłem go wzrokiem.
-Bałem się – odparł.
-Czego?
-Że to będzie jeszcze jedna bariera między nami. Że… że jak powiem ci za dużo, jak bardzo inny jestem, jak bardzo dziwny, że jak opowiem ci wszystko zbyt wcześnie… że będziesz się mnie bał. Myślał, że ja mógłbym cię kontrolować, gdybyś mi się sprzeciwiał. Że pomyślisz, że przy mnie nie będziesz mógł mieć własnego zdania.
-A zawsze miałem „swoje zdanie” przy tobie? – spytałem cicho, a on odwrócił się ku mnie gwałtownie.
-Oczywiście! – zawołał. – Twoje zdanie jest dla mnie niezwykle cenne, nigdy nie odebrałbym ci wolnej woli!
            Wstałem z fotela i zbliżyłem się do niego. Spojrzałem mu w oczy.
-Przysięgasz?
-Tak.
            Wtuliłem się w niego, a on objął mnie mocno i przytulił.
-Dziękuję ci, że mi to wszystko powiedziałeś. Możesz mówić mi każdą jedną rzecz i nie bać się – ucałował moje czoło, a potem delikatnie odsunął mnie od siebie. – Wciąż jednak pozostaje kwestia pana Shikamaru Nary.
            Ponownie oklapłem na fotel, trąc oczy.
-Nie wiem, przecież on tu jest, by cię zabić – jęknąłem.
-Mówiłeś mu, że ja to wiem?
            Pokręciłem głową.
-Może należy mu powiedzieć? – zaproponował, a ja ponownie pokręciłem głową.
-To bez sensu – mruknąłem. – Oni nie odpuszczą, wręcz przeciwnie. Zaatakowaliby od razu. Trzeba coś wymyślić…
-Mogę zerwać z nimi umowę – odparł. – Przewiduje ona odszkodowanie, ale szczerze mówiąc, nawet siedem takich nie nadszarpnęłoby mojego budżetu, więc…
            Zaśmiałem się.
-Chcesz dofinansować Organizację?
-Cóż, zawzięci są na wszystkie istoty nadnaturalne i czasem się mylą, jednak na ogół pozbywają się niezłych szumowin, jak twój Orochimaru.
-Ty nie jesteś taką szumowiną!
-Ale oni tego nie wiedzą – oświecił mnie, ściągnął z fotela i właściwie to nie wiedziałem, jak przebyłem drogę na łóżko, w każdym razie popchnął mnie na miękki materac i zaraz się nade mną pochylił. Zaśmiałem się w głos, bo uwielbiałem go takiego. Mój śmiech urwał się, gdy pocałował mnie namiętnie.
            Całowaliśmy się długo, czułem dłonie Sasuke na swoim ciele i sam przesuwałem swoimi po nim, muskając palcami jego najwrażliwsze miejsca. Uwielbiał, gdy masowałem jego biodra i gdy pieściłem go ustami.
            Spełniłem niewypowiedziane przez niego pragnienie, popychając go lekko. Opadł na materac z rozłożonymi dłońmi, patrząc na mnie z uśmiechem, a ja usadowiłem się na jego udach, odpinając mu pasek od spodni.
-Powinienem jechać do pracy – powiedział, gdy zacząłem ściągać z niego dżinsy dość gwałtownymi ruchami. – Albo przynajmniej zadzwonić i powiedzieć że… ach!
            Właściwie,to nie obchodziło mnie, co tam mamrotał. Nie bronił się, więc zacząłem z tak zwanej „grubej rury”. Sasuke natomiast rozchylił szeroko nogi, odchylił głowę i zagryzł dolną wargę, jak zawsze. Nie dotykał mnie w takim momencie, dłonie zacisnął na pościeli. Po prostu czasami, kiedy pieściłem go w ten sposób, ponosiły go nerwy i raz, zupełnie niechcący, gdy chciał objąć moją dłoń, złamał mi dwa palce. Od tamtej pory czasem traktował mnie jak jajko.
            Przesuwałem głową w górę i w dół, raz po raz zasysając się mocno. Sasuke czasem podrygiwał biodrami, ale prócz tego żaden jego gest czy dźwięk nie świadczył o tym, że cokolwiek odczuwa albo że coś mu się podoba. Mimo to jednak wiedziałem, że tak nie jest.
            Cofnąłem głowę jeszcze zanim osiągnął spełnienie i dokończyłem ręką, patrząc na niego. Gdy dochodził, wygiął się w łuk, by potem opaść na poduszki, dysząc lekko.Zaśmiałem się i oblizałem palce.
            Sekundę później leżałem już pod nim, czując, jak całuje mnie po szyi, w usta, po klatce piersiowej i brzuchu. Chichotałem, gdy mnie łaskotał i głośno prosiłem o więcej, gdy był zbyt delikatny.
            Kochaliśmy się namiętnie, długo, Sasuke co chwila zmieniał tempo, doprowadzając mnie do szaleństwa, a potem zwalniając i tak znów. Kiedy opadłem na poduszki po kolejnym orgazmie, byłem nieludzko zmęczony. Śmiejący się cicho Sasuke przygarnął mnie do siebie i ucałował w czoło.
-Chcę spać – jęknąłem, a on znów się zaśmiał, głaszcząc mnie po włosach.
-Wciąż nie wymyśliliśmy sposobu na pana Narę – przypomniał mi, całując po ramieniu.
-Jesteś niezmordowany, odwal się – mruknąłem, odpychając go niezdarnie. Dłonie mi drżały, więc złapał je i ucałował moje palce. – Sam coś wymyśl, to ty jesteś taki super mądry, że hej…
-Jestem? – zdziwił się, macając mnie tu i tam. Wtuliłem głowę w poduszkę.
-Jasne – machnąłem ręką w lekceważącym geście. Zaśmiał się.
            Przekręciłem się na plecy i spojrzałem na niego. Opierał się nonszalancko o poduszkę, patrząc na mnie z uśmiechem na twarzy. W takiej chwili wydawało mi się, że nie mamy żadnych problemów, nic mu nie grozi, jesteśmy najnormalniejszą, najzwyklejszą parą na świecie. Szkoda tylko, że tak naprawdę tuż za murami zamku na mojego ukochanego czyhała cała Organizacja Łowców Wampirów, my byliśmy parą gejów, w dodatku jeden z nas był wampirem, na którego polowano.
-Mógłbym zmanipulować pana Narę – odezwał się Sasuke, a ja spojrzałem na niego ostro – ale na dłuższą metę i tak by to nic nie dało, bo oczywiście hipnozę można przełamać, wystarczyłoby, że ktoś wytknąłby mu prosto w oczy wszystko to, co się nie zgadza.
-To próbował zrobić ze mną Shikamaru, odpuścił, gdy nie dałem się przekonać – powiedziałem, a Sasuke skinął głową.
-Ponieważ nie stosuję na tobie swojej magicznej mocy. Ja sam cię uwiodłem – odparł, a ja parsknąłem śmiechem.
-Jasne – prychnąłem. – Wybacz, Sasuke, ale muszę zburzyć twoje mniemanie o sobie. Jesteś moją zabawka do łóżka.
            Zaśmiał się w głos, ujął moją twarz i pochylając się, ucałował moje usta.
-Z przyjemnością będę dla ciebie wszystkim, czym tylko chcesz – szepnął.
-Woow, aż mnie zemdliło. Wiesz, że nie znoszę, gdy jesteś taki mdło-romantyczny.
-Tak, tak. Wracając do meritum sprawy: pan Nara.
-Jeeeny, nie wiem! Spakujmy się i wyjedźmy do Honolulu! Nie wiem…
-Cóż, to jest jakiś pomysł, kochanie, ale obawiam się, że jestem potrzebny tu na miejscu.
-Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy ty naprawdę każesz mi podjąć decyzję samemu? – zapytałem, bo miałem już dość takiej gadki. Jak do tej pory zawsze miał pomysł na wszystko, a teraz zachowywał się tak, jakby na czas tej rozmowy wyłączył swój super mądry umysł.
            Sasuke zaśmiał się po raz kolejny.
-Widzisz, skarbie, nie chciałbym podjąć decyzji, która mogłaby ci się nie spodobać – powiedział, przytulając się do mnie. Objąłem go, głaszcząc po włosach. – W końcu mówimy o twoich przyjaciołach.
            N otak. Organizacja była bandą moich przyjaciół, która za cel postawiła sobie uśmiercenie mojego ukochanego! Też mi przyjaciele, kurcze blade.
            Odetchnąłem głęboko, patrząc w sufit. Mój umysł pracował na zdwojonych obrotach; nie lubiłem tego. Zastanawiałem się, co moglibyśmy zrobić i jak rozwiązać tę sytuację. Sasuke przesunął ręką po moim boku.
-No przestań! – fuknąłem na niego. – Jak mam się zastanowić, kiedy ty… cały czas mnie obmacujesz, Sasuke! Idę pod prysznic!
            Zebrałem się chwiejnie z łóżka, przeciągając się.
-Mogę iść z tobą? – zapytał czarnowłosy,a ja spojrzałem na niego groźnie.
-Nie! Siedź i czekaj! Ja już wiem, jak się skończy wspólny prysznic!
            Odwróciłem się do niego plecami i poszedłem do łazienki. Stojąc pod strumieniem letniej wody zastanawiałem się, jak pozbyć się organizacji? Po pierwsze, trzeba było udowodnić im, że Sasuke wcale nie jest groźny. W drugiej kolejności to ja powinienem się zupełnie od nich odciąć, ale tego robić nie chciałem. Musiałem mieć sposób, jak to wszystko połączyć. Na ten drugi pomysł miałem rozwiązanie, choć podejrzewałem, że mój ukochany będzie ostro oponował. Tylko, co zrobić z moim pierwszym pomysłem? Jak przekonać Organizację, że Sasuke jest nieszkodliwy?
            Wyszedłem spod prysznica, wytarłem się, a potem narzuciłem na siebie szlafrok. Gdy wróciłem do pokoju, Sasuke wciąż czekał na mnie w łóżku, wsparty na łokciu. Zawsze, gdy patrzyłem na jego białe jak mleko, ideale ciało ogarniała mnie zazdrość. Sasuke był… idealny, w każdym względzie, nawet charakter miał ekstra, skubaniec. A ja… ja byłem jego idealnym przeciwieństwem, tak więc uzupełnialiśmy się nawzajem. Byłem przekonany, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Innego rozwiązania nie mogło być.
-Wymyśliłeś coś, moje słońce? – zapytał Uchiha, a ja skinąłem głową i wpełzłem na łóżko, siadając obok niego.
-Zróbmy coś szalonego – szepnąłem, a potem lekko ucałowałem jego usta.

            Motocykl mknął przez noc, a ja śmiałem się co chwila, nie mogąc się opanować. Siedzący przede mną Sasuke, ubrany w czarny, seksowny strój prowadził pewnie. Miałem ogromną ochotę zjechać swoją dłonią z brzucha Uchihy na nieco niższe partie, jednak wiedziałem, że nie powinienem go teraz rozpraszać. Z wypadku Sasuke wyszedłby cało, niestety sam. Póki co, nie byłem jeszcze nieśmiertelny. JESZCZE.
            Motocykl skręcił gwałtownie, a ja zaśmiałem się w głos, mono obejmując Uchihę. Jechaliśmy tak już z godzinę i wiedziałem, że niebawem dotrzemy na miejsce.
            Niedługo potem Uchiha zahamował i piskiem i zatrzymał się pośrodku asfaltowej, pustej drogi w samym centrum totalnej głuszy. Nie otaczało nas nic, prócz gołej ziemi, skał i nielicznych, suchych krzaków. Niebo nad nami miało barwę atramentu, a upstrzone było miliardami gwiazd i ozdobione sierpem księżyca. Wiedziałem, że nigdzie na całym świecie nie widać ich większej ilości, nawet niedaleko stąd znajdowało się obserwatorium.
-To tu? – zapytał Sasuke, opierając się jedną stopą o asfalt pod nimi.
-Tak – odparłem i zsiadłem z jego czarnego, wybajerowanego motocykla, a potem spojrzałem na mojego chłopaka, ubranego w czarne skóry i siedzącego okrakiem na swoim czarnym motocyklu. Wyglądał tak cholernie seksownie, że miałem ochotę natychmiast się do niego dobrać. Odwróciłem się, płonąc rumieńcem i spojrzałem na skały po prawej stronie drogi
-To tam – wskazałem palcem.
-Naruto, jesteś pewien, że to dobry pomysł? – zapytał Sasuke, a ja pokiwałem głową.
-No jasne, że tak, nie martw się –powiedziałem, patrząc, jak z siada z motocykla. Boże, w tych spodniach jego tyłek wyglądał tak seksownie.
-Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał nagle Sasuke, pchając motocykl ku poboczu.
-Bez powodu – odparłem szybko. Sasuke parsknął śmiechem i zepchnął pojazd całkowicie na bok, po czym schował za jakąś skałą przy poboczu. – Chodźmy.
            Ruszyliśmy, ja przodem, Sasuke dwa kroki za mną, z bronią w ręku. Nasz plan nie był do końca sprecyzowany, mieliśmy po prostu wedrzeć się do siedziby głównej Organizacji Łowców i jakoś załagodzić sprawę Sasuke. To, że miałem zatknięty zapasek pistolet i Sasuke również posiadał broń, nie miało znaczenia… raczej…
            Szliśmy poprzez kamienistą pustynię, nie odzywając się do siebie. Prowadziłem Sasuke w stronę doskonale znanego mi wejścia do siedziby, w duchu zastanawiając się, czy mój plan wypali, wszystko zależało od Sasuke, który… hm… nie był do końca wtajemniczony.
            W końcu dotarliśmy na miejsce, do dużej skały, wyglądającej jak całkowicie normalna, niegroźna skała. Cóż, nie byliśmy biedni więc i cała siedziba była „wypasiona”.
            Odnalazłem zakamuflowaną klapkę, która ukrywała klawiaturę i czytnik linii papilarnych, po czym wstukałem odpowiedni kod i przyłożyłem dłoń do czytnika, czując, jak Sasuke dotyka spluwą tyłu mojej głowy. Zaświeciła się zielona lampka, a ukryte w skalnej ścianie drzwi rozsunęły się, ukazując jasno oświetlony, niebieski korytarz.
-Fajne – szepnął Sasuke, wpychając mnie do środka nieco zbyt brutalnie jak na kamuflaż. No cóż, miało wyglądać autentycznie.
-Tak. Zaraz też będzie fajnie, jak zwalą się nam na łeb ochroniarze – mruknąłem, udając nienawistne spojrzenie.
-Przecież o to chodzi – odrzekł Uchiha. Razem wkroczyliśmy do „paszczy lwa”, pozwalając, by ukryte drzwi zasunęły się za nami. Sasuke objął mnie ramieniem za szyję, przykładając mi broń do skroni i wspólnie czekaliśmy na bieg wydarzeń.
            Kilka sekund później usłyszeliśmy liczne, szybkie kroki i na korytarz wpadło kilkunastu uzbrojonych po zęby Łowców, celujących w nas z broni. Sasuke potrząsnął mną brutalnie.
-Żadnych sztuczek, bo go zastrzelę! –zagroził takim fajnym, złym głosem, który sprawił, że kolana mi zmiękły.Dlaczego musiał być taki seksowny, będąc złym? – Chcę się widzieć z waszym dowódcą! – oznajmił donośnym głosem. Zapanowało lekkie zmieszanie wśród Łowców,w końcu ktoś wyjął krótkofalówkę i zawiadomił Centralę. Czekaliśmy niespełna minutę, aż w końcu po przeciwległej stronie korytarza rozsunęła się winda i wysiadła z niej blond włosa Tsunade, dyrektor Organizacji Łowców.
            Ubrana na czarno, z bronią przytroczoną do paska, brązowooka Tsunade spojrzała na Sasuke z nienawiścią jakiej nie sposób wyrazić słowami. Podobno w życiu kochała tylko dwoje ludzi, jej narzeczonego, Dana, oraz jej młodszego brata. Oni obaj zginęli z rąk wampirów, jej brat zamęczony w taki sposób, w jaki traktowany byłem u Orochimaru. To wtedy dowiedziała się o istnieniu wampirów i przyłączyła do Organizacji, by wkrótce potem stanąć na jej czele. To, co chciałem jej zrobić, było okrutne, jednak nie maiłem wyjścia. Wiedziałem, na jakiej nucie zagrać, by owinąć ją sobie wokół palca.
-Ty jesteś Tsunade?! – zapytał Sasuke, ponownie lekko mną potrząsając, by pokazać, że jestem w „jego posiadaniu”. Nie miałem nic przeciwko, choć wolałbym jego inną „broń” w innym miejscu. Ach, odejdźcie zboczone myśli, tu się dzieją poważne rzeczy!
-Owszem, to ja – odparła Tsunade, prostując się godnie.
-Rozkaż swoim ludziom rzucić broń i stanąć pod ścianą! – Sasuke ruchem głowy wskazał ścianę, o którą mu chodzi,czyli tę po naszej prawej stronie. – W przeciwnym wypadku odstrzelę mu głowę!
            Tsunade wydała stosowny rozkaz, obserwując uważnie mojego ukochanego. Gdy jej i moje oczy się spotkały, w jej brązowych tęczówkach dostrzegłem współczucie i wiadomość, że zrobi wszystko, by mnie uwolnić. Ta kobieta kochała mnie jak wcześniej swojego brata, w końcu uwolniła mnie tak, jak marzyła, by uwolnić braciszka.
-Doskonale! A teraz sama wyrzuć broń i wejdź do windy. Zaczekaj tam na mnie, również po prawej stronie!
            Tsunade wyrzuciła pistolet i stanęła tam, gdzie Sasuke jej kazał, a mój kochany ustawił się plecami do ściany po lewo i obaj zaczęliśmy się wolno przesuwać wzdłuż niej. W końcu wsiedliśmy do windy.
-Zabierz nas w miejsce z kamerami, miejsce, gdzie nikogo nie będzie i nikt nam nie przeszkodzi – nakazał jej Sasuke, a ona skinęła głową i nacisnęła odpowiedni guzik. Drzwi windy zasunęły się. – Stań przed drzwiami, by nas zasłonić, w razie gdyby przyszło im do głowy strzelać do nas.
            Tsunade przesunęła się, jak Sasuke jej kazał, nadal go obserwując. Było mi trochę niewygodnie i zimno w objęciach ukochanego, starałem się jednak sprawiać wrażenie przerażonego.
-Co ty sobie myślisz, wchodzić tu sam i uzbrojony zaledwie w pistolet? – zapytała Tsunade. – Nie wyjdziesz już stąd, wampirze, to centralna siedziba Łowców!
-Właśnie dlatego tu jesteśmy – odrzekł Sasuke. – Bardzo zależało nam na audiencji u ciebie.
            Tsunade zmarszczyła nos i w tym momencie drzwi windy rozsunęły się, ukazując nam korytarz pełen na czarno ubranych ludzi z bronią.
-Tak jak wcześniej – nakazał Sasuke i Tsunade poleciła swym ludziom rzucić broń i usunąć się z drogi. – Prowadź!
            Kobieta ruszyła przodem, a my za nią, posuwając się przy ścianie. W końcu dotarliśmy do drzwi, które przed nami otworzyła i weszliśmy do sporej Sali konferencyjnej z owalnym stołem pośrodku. Tsunade zamknęła za nami drzwi, wbijając jakiś kod.
-Nikt nam teraz nie przeszkodzi – powiedziała. – Jesteśmy sami i są tu kamery. Czego chcesz?! – zapytała wrogo, a Sasuke odetchnął.
-Tsunade, tylko się nie wkurzaj – odezwałem się, a ona skupiła na mnie swoje spojrzenie. Uniosłem ręce, ująłem w dłonie broń, którą trzymał Sasuke i wyjąłem mu ją z rąk. Wycelowałem spluwę w pierś Tsunade, patrząc, jak jej oczy otwierając się szeroko. Sasuke ujął mnie za biodra. – Tsunade, nie złość się – powiedziałem dobitnie, gdy zbladła jak śmierć.
-Ty zdrajco! – syknęła w końcu, a ja skrzywiłem się.
-Spokojnie – powiedziałem. – Wysłuchaj mnie po prostu, nie mówmy i nie róbmy niczego pochopnie. Nie mamy złych zamiarów!
-Celowanie we mnie z broni ma nie być złym zamiarem, Uzumaki?! – wydarła się na mnie. – Po każdym mogłabym się spodziewać zdrady, ale nie po tobie!
-Tsunade, ja wcale nie zdradziłem Organizacji! – zawołałem. – Tylko… Organizacja się myli co do niektórych spraw…
-Niby jakich? – zapytała napastliwie, robiąc krok w stronę drzwi. Uniosłem wyżej broń.
-Nie ruszaj się – ostrzegłem ją.
-Jakich? – ponowiła pytanie. Odetchnąłem.
-Myli się co do niektórych nieśmiertelnych – powiedziałem. – Na przykład co do Sasuke.
-Omamił cię! = wydarła się, a ja pokręciłem głową.
-Właśnie nie, Tsunade. Shikamaru musiał zdać ci raport, prawda? – zmrużyła oczy, a ja skinąłem głową. – W tym raporcie było, że zachowałem trzeźwość umysłu, prawda, Tsunade? Nikt mnie nie omamił, nikt nie robił mi niczego wbrew mej woli. Sasuke nie jest taki, jaki był Orochimaru. Nie mamy racji we wszystkim. To, że wampir jest zły, to jego wybór, jak u człowieka. Każdy może zejść na złą drogę. Sasuke nie ma nic przeciwko działaniom Organizacji, wręcz przeciwnie. Chce ją wesprzeć. Chce się przyłączyć do naszej sprawy.
            Tak szeroko otwartych oczu Tsunade nie miała jeszcze nigdy.
-Co to za brednie? – zapytała, a ja potrząsnąłem głową.
-To nie brednie. Sasuke może nas wesprzeć finansowo, potrzebujemy pieniędzy. Dzięki temu będziemy mogli poszerzyć dział infiltracji, zacząć dowiadywać się czegoś więcej o obiektach do eliminacji…
-Bredzisz, Naruto! Zastanów się, co ty mówisz?!
-Tsunade, nie bredzę! – odparłem. – Właśnie nie bredzę!
            Postąpiłem kilka kroków do przodu, a ona przesunęła się w bok, dalej od drzwi i dalej ode mnie, bo wciąż celowałem do niej z broni. Sasuke stał tam gdzie stał i przyglądał się całej scenie, nic nie mówiąc. Tak jak mówił, to ja musiałem to załatwić z moimi przyjaciółmi.

-Nie rozumiesz? Można wybrać, jakim chce się być. Sasuke nikogo nie krzywdzi, nie trzyma niewolników, nie zabija. Nie zasłużył na śmierć tylko dlatego, że wiele lat temu ktoś zamienił go w wampira.To samo mogło spotkać ciebie, czy mnie. Gdybym był wampirem, na pewno nie krzywdziłbym niewinnych ludzi.
-Naruto…
-Posłuchaj mnie. Sasuke chce nam zaproponować współpracę, nie tylko pieniądze, ale również swoje zdolności. Dzięki temu moglibyśmy dowiedzieć się więcej o wampirach, o których nie mamy danych. Mielibyśmy kogoś w ich szeregach, kogoś, kogo by nie wykryli. Jednego z nich. Jest na pewno wielu, którzy zgodziliby się wejść z nami na ścieżkę pokoju. Otworzyłoby to przed organizacją wiele nowych możliwości.
-To bestie! – wydarła się Tsunade.
-Na początku tak – odezwał się w końcu mój ukochany, patrząc na blondynkę. Tsunade spojrzała na niego. – Ja również nią byłem. Przez pierwsze lata jesteśmy niebezpieczni, to prawda. Głód jest tak ogromny, że ubezwłasnowolnia nas i nie mamy wyboru, musimy atakować. Lecz nie są nam obce wyrzuty sumienia, zawsze miałem świadomość, że odbieram życie. Nie zgadzało się to z moimi zasadami. Samodoskonaliłem swój charakter, zabijałem w sobie złe popędy, tłamsiłem głód, aż udało mi się zyskać panowanie nad sobą. Zajmuje to wiele lat, ale jest wykonalne. Młode wampiry, pod odpowiednią opieką, byłyby w stanie zapanować nad sobą, nauczyć się samokontroli. Mam środki, by to zrobić. Mam pieniądze, potrzebny byłby personel, naukowcy, broń… Gdybyśmy zaczęli współpracę, mogłoby się to udać. Wielu z nas potrzebuje tylko nadziei, możliwości i wiary. Jesteśmy słabi, podobnie jak ludzie. Ulegamy pokusom.
            Tsunade potrząsnęła głową, zrywając kontakt wzrokowy z moim ukochanym.
-Mami mnie, prawda?! – zapytała, patrząc w podłogę. – Omamia mój umysł?
-Wiesz, że nie – powiedziałem. – Nie chcemy walczyć. Kocham go i nie godzę się na świat bez niego – wyznałem, a ona spojrzała mi w oczy. – Tsunade, on chce nam pomóc, by nie było już dzieci takich jak ja, czy twój brat – szepnąłem. – Zaufaj mi, proszę.
-Po tym, co przeszedłeś, mówisz mi takie rzeczy…
-Tsunade, właśnie dlatego, że to wszystko przeszedłem jestem w stanie zrozumieć i prawidłowo ocenić prawdę… Wierz mi…
            Kobieta osunęła się na jedno z krzeseł przy owalnym stole, wypuszczając powietrze z ust.
-Ale… to się w głowie nie mieści...
-Mieści. Je będę gwarancją, będę czuwał nad Sasuke i nad naszą umową. Jestem Łowcą, składałem przysięgę. I będę wampirem – to mówiąc, obróciłem broń i przyłożyłem sobie lufę do brzucha. Tsunade zerwała się z krzesła, Sasuke wyciągnął ku mnie ręce.
-Naruto! – wykrzyknęli oboje.
-Nie zbliżajcie się! – wykrzyknąłem. Zamarli oboje.
-Naruto, co ty wyprawiasz? – zapytał zdezorientowany Sasuke. – Tego nie było w planie!
-To mój własny plan – wyjaśniłem mu, zerkając na Tsunade. – Tak czy siak składałem przysięgę. To się nie zmieni jak zostanę wampirem. We dwóch będziemy współpracować z Organizacją.
-Kochanie, to bez sensu! – zawołał Sasuke. – Natychmiast odłóż ten pistolet! Zastanów się, przemyśl to sobie!
-Przemyślałem! – zawołałem. – I to jedyne wyjście. Po tym, jak zginął Isaac, nie zamieniłbyś mnie w wampira! A jak ty sobie wyobrażasz naszą przyszłość? Za kilkadziesiąt lat będę starcem, a ty będziesz wiecznie młody! Jeśli cię zmuszę, byś mnie przemienił, wszystko będzie dobrze!
-Nie będzie! – wydarł się Sasuke. – Isaac zginął, nie umiem tego zrobić, błagam cię, odłóż tę broń, odłóż ją! Kobieto, powiedz mu coś! – zwrócił się do Tsunade głosem szaleńca. – Rozkaż mu!
-Naruto, nie bądź szaleńcem! – zawołała Tsunade. – Posłuchaj się… Sasuke…
-Nie przekonacie mnie. Chcę być z Sasuke przez wieczność!
-Ale nie tak! Nie w ten sposób, Naruto, zrobimy to, obiecuję, kochanie, ale nie tak! Odłóż pistolet!
            Potrząsnąłem głową.
-Obaj wiemy, że tego nie zrobisz, Sasuke. Jeśli odłożę teraz broń, już nigdy nie pozwolisz mi, bym się do jakiejś dotknął. A potem zestarzeję się, a ty mnie nie zamienisz.
-Błagam cię, błagam! Odłóż pistolet… Tsunade, zrób coś… błagam… Naruto, błagam…
-Przemień mnie, Sasuke. Kocham cię i nie jestem jak Isaac. Ja do ciebie wrócę.
            To powiedziawszy, nacisnąłem spust.
            Ból ugodził mój brzuch w tej samej sekundzie, w której Sasuke wrzasnął przeraźliwie. Nim moja głowa uderzyła w podłogę, Sasuke złapał mnie.
-Ty głupcze! – wydarł się, ale ja nie byłem w stanie się odezwać. Czułem, jak moje usta wypełnia krew, a ból obezwładnia moje ciało. – Ty głupcze… Ty…
            Jak przez mgłę widziałem, jak rozgryza sobie nadgarstek, a potem poczułem ciepłą, słodką ciecz, zupełnie inną w smaku od ludzkiej krwi, która zalała mi usta. Ostatkiem sił przełknąłem ją, słysząc szloch Sasuke, a potem pochłonął mnie lodowaty mrok.

4 komentarze:

  1. O boże... To jest cudowne. ! Naprawdę. *-* ~Lunatyczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za wstydliwa akcja xD oj głupiutki Naru ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. to było piękne ale te myśli narutia są dość no nie wiem jak to opisać ale są dość
    ale opowiadanko jest spoko

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed każdym takim blogiem powinno być ostrzeżenie, aby nie czytać przy jedzeniu XD Najpierw bardzo ciekawa akcja w sypialni, podczas której omal nie udusiłam się kawałkiem kanapki, a później wizyta w siedzibie organizacji, rzez którą z napięcia nie mogłam nic przełknąć.
    Piszesz po prostu genialnie! :D

    OdpowiedzUsuń