środa, 19 grudnia 2012

5. No ładnie

Rankiem obudziłem się w zaskakująco dobrej formie. A właściwie, zostałem obudzony. Uniosłem się na łokciach i spojrzałem na siedzącego na mnie Narutka, który szczerzył w szerokim uśmiechu spiczaste kły, w obu rączkach trzymając po jednym, puszystym ogonie.
-Sasuke, spójrz! – zawołał, widząc, że się obudziłem. Wytrzeszczyłem na niego oczy.
-Na-Narutek? – spytałem, przyglądając mu się. Mógłbym przysiąc, że wczoraj wyglądał odrobinę inaczej. Miałem wrażenie, jakby był trochę… większy.
-Sasuke, spójrz! – powtórzył. – Są dwa!
            Lekko zdezorientowany, podniosłem rękę i wymacałem ranę na szyi. A raczej nie wymacałem, bo żadnej rany tam nie było.
-Śniło mi się? – wymknęło mi się głośno. Narutek zmarszczył nos.
-Sasuke! No zobacz, że są dwa! – zawołał zły. Wywróciłem oczami.
-No widzę, że są dw… czekaj! Dlaczego rozmawiamy?! – zapytałem, nagle orientując się, że się rozumiemy. Narutek przekręcił głowę.
-Nie rozumiem – powiedział, uśmiechając się do mnie słodko. Wciąż ściskał swoje dwa puszyste ogonki.
-Dlaczego cię rozumiem?! – zapytałem, siadając wygodniej. – Ty ugryzłeś mnie wczoraj! – zawołałem zły. Narutek zrobił przepraszającą minkę.
-Sasuke się gniewa? – zapytał, patrząc na mnie wielkimi oczami. – Narutek nie gryzł swojego Sasuke. Narutek Sasuke naznaczył! – zawołał demon radośnie, wyciągając rączki. Objął mnie za szyję i przytulił się, pocierając swoim policzkiem o mój policzek. – Sasuke jest teraz mój! – powiadomił mnie. Nie miałem pojęcia, co mu na to odpowiedzieć, więc  ostrożnie pogłaskałem go po głowie, analizując jego słowa. Nie wiedziałem, co znaczyło to naznaczenie. W każdym razie przez jego wczorajsze ugryzienie mogliśmy teraz rozmawiać, co oczywiście było plusem. Minusem były jego ostre jak brzytwa zęby, które odrosły w jedną noc, choć miało to trwać kilka miesięcy. Czyżby handlarz mnie oszukał? Nie, szczerze w to wątpiłem. Nie byłem osobą, którą można okłamać i wyjść z tego cało. Handlarz nie wiedział, że zęby Narutka mogą odrosnąć. No i mały miał teraz dwa ogony, wydawał mi się też trochę większy.
-Narutku, co znaczy, że jestem twój? – zapytałem, a demonek odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy, uśmiechając się.
-Sasuke jest mój! – powtórzył. – Sasuke do mnie należy!
-A nie jest przypadkiem odwrotnie? – zapytałem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. – Nie jest tak, że to ty jesteś mój?
-Tak! – ucieszył się demonek i rzucił na mnie, aż zabrakło mi tchu. Mały oplótł mnie nogami w pasie, rękami za szyję i przylgnął do mnie całym ciałem. – Sasuke jest Narutka, a Narutek jest Sasuke! – zawyrokował. Westchnąłem. To zaczynało robić się absurdalne.
-Narutku, zejdź ze mnie – wysapałem, próbując poluzować jego uścisk.
-Nie! – odparł demon z całą zawziętością małego dziecka.
-Narusiu, proszę. Dusisz mnie!
            Poluzował nieco uścisk, ale się nie oderwał. Skapitulowałem.
            Podnieść się z nim na rękach było ciężko. Miałem rację, był odrobinę większy i troszeczkę cięższy, niż zapamiętałem. Podniosłem się chwiejnie i podtrzymując go za zgrabną pupcię, ruszyłem w stronę wciąż zastawionego stołu, by napić się trochę wina. Tak się złożyło, że po drodze mijałem lustro, więc odruchowo w nie spojrzałem. I potem już do dzbanka z winem nie dotarłem.
            Moją uwagę przykuła moja szyja, a właściwie czarny znak na niej. Zbliżyłem się do lustra, wytrzeszczonymi oczami patrząc na rząd czarnych symboli, oplatający moją szyję niczym obroża. Wyglądało to jak tatuaż, podobny do tych, które mieli na skórze dziwni, ciemnoskórzy handlarze, odwiedzający czasem moją krainę. Na mojej jasnej cerze był aż nadto widoczny.
-Na… Narutku – zacząłem, opuszkami palców dotykając dziwnego symbolu. – Mały, spójrz na mnie.
            Narutek wyprostował się i obejrzał, spoglądając w lustro.
-Tak, Sasuke? – spytał, uśmiechając się.
-Co to jest? – zapytałem, wskazując swoją szyję.
-Naznaczenie! – odparł zadowolony z siebie blondynek. – Ładnie mi wyszło, prawda?!
            Poczułem uderzenie złości.
-To ty to zrobiłeś?! – wykrzyknąłem, a blondyn momentalnie ze mnie zeskoczył i cofnął się. Spojrzał na mnie przestraszony.
-Nie podoba ci się?! – zapytał, wlepiając we mnie niebieskie, zaszklone przez łzy oczy. – Starałem się!
            Nie miałem serca na niego krzyczeć, po prostu nie mogłem. Gdy ujrzałem jego łzy, cała moja złość natychmiast odpłynęła, zastąpiona przez troskę. Każda jego łza była nagle cenniejsza od złota, a każda niezadowolona mina stawała się automatycznie moją osobistą katastrofą.
-Nie… nie, nie płacz, Narusiu… Chodź do mnie – demon momentalnie do mnie przylgnął, a ja go przytuliłem, głaszcząc po złotej główce. – Nie płacz, jest piękne, naprawdę pięknie ci wyszło – zapewniłem go gorączkowo.
-Starałem się! – wychlipał w mój tors, obejmując mnie w pasie. Był wyższy o jakieś pięć centymetrów, jego dwa ogonki przecinały powietrze, poruszając się nerwowo.
-Wiem, Narusiu, wiem. Tylko nie płacz.
-Chciałem, by Sasuke wiedział, że jest mój – kontynuował demon. – Zobacz, Narutek ma dwa ogonki dla Sasuke. – Podniósł głowę i wlepił we mnie oczy. – Podobają się Sasuke?
            Uśmiechnąłem się do niego.
-Bardzo mi się podobają – zapewniłem go. Blondyn odwzajemnił uśmiech, wspiął się na palce i polizał mnie po policzku.
-Sasuke już zawsze będzie mój – powiedział, ponownie się przytulając. Nie wiem dlaczego, ale przez chwilę miałem wrażenie, że to ja zostałem wzięty w niewolę, a nie odwrotnie. Zdałem sobie sprawę, że ten skurczybyk był strasznie zaborczy!
            Wziąłem go za rękę i poprowadziłem do stołu. Usiadł na krześle, podciągając pod siebie nogi, a ja podałem mu wazon kwiatów, stojący na szafce. Uśmiechnął się szeroko i zaczął skubać płatki.
-Nie jesz tego, co ludzie? – zapytałem, i w końcu nalewając sobie kielich wina, napiłem się.
-A co jedzą ludzie? – zapytał Narutek.
-To, co widzisz na stole – wskazałem mu potrawy z wczorajszej kolacji. Skrzywił się.
-Nie! – powiedział. – Mamusia i tatuś mówili Narutkowi, że będzie jadł mięsko, jak będzie miał sto lat! – zawołał. – Ale teraz ząbki Narutka są mięciutkie. I bolą, jak Narutek gryzie twarde. A oni Narutkowi je… pi-pi-piłooowali je Narutkooowi! – zawył nagle, zasłonił twarz rączkami i zaczął płakać. W momencie do niego doskoczyłem i przytuliłem go. W całym swoim życiu tak silnie nie odczuwałem paniki, myślałem że umrę, gdy zobaczyłem, ja płacze. W dodatku gdy pomyślałem o tym, co go spotkało w obozie handlarzy, miałem ochotę iść tam i osobiście rozerwać na strzępy każdego z nich! Zabić, i to w jakiś wyjątkowo bolesny sposób!
-No już, już, nie płacz! – zawołałem, autentycznie przerażony.
-O-oni bi-bili Narutka! Oni bili mnie i piłowali ząbki i pazurki… i oni… Sasuke, oni…
-Ciiii – szepnąłem, tuląc go do siebie. – Już jest dobrze…
-Sasuke, oni… oni byli źli! Oni robili takie złe rzeczy! – wyrzucił z siebie gwałtownie, a potem zaniósł się szlochem. Ściągnąłem go z krzesła na podłogę i otuliłem sobą, kołysząc się z nim. Cóż, mogłem przewidzieć, że mały kiedyś pęknie, że po tym, jak był przetrzymywany w niewoli i bity, prędzej czy później się załamie i zacznie płakać. Jednak niestety, nie przewidziałem.
            Trzymałem go w ramionach póki się nie uspokoił, a potem jeszcze długo głaskałem go po rozczochranej główce. Chciałem, by zapomniał o tym wszystkim, co go spotkało.
-Już dobrze, malutki. Teraz jesteś ze mną. Chodź, pokażę ci cały zamek i ogrody z mnóstwem kwiatów!
            Malutki podniósł głowę i spojrzał na mnie niebieskimi oczkami.
-Kwiatów? Sasuke ma tu kwiatuszki?
-Mam tu całe mnóstwo kwiatuszków, jakie tylko chcesz.
-I będę mógł je zjeść? – zapytał malec, a ja zaśmiałem się.
-Oczywiście, jeśli tylko chcesz.
            Zabrałem go na wycieczkę po zamku, a potem po ogrodzie, który wyjątkowo mu się spodobał. Narutek obejrzał wszystkie rośliny, niektórych próbując i namawiając mnie, bym sam spróbował, na co oczywiście się nie zgodziłem. Wydawało się, że na chwilę zapomniał o tym, co się z nim wcześniej działo, bo znów zaczął się uśmiechać.
            Później wróciliśmy do zamku i udaliśmy się do mojej komnaty. Narutek cały czas trzymał mnie za rękę, dopytując się o różne rzeczy. Wszystko go ciekawiło i wszystko chciał wiedzieć, a pytania zdawały się mu nie kończyć.
            Gdy wróciliśmy do mojej komnaty, Narutek ułożył się na moim łóżku, zwinął się w kłębek i poszedł spać, a ja usiadłem przy książce, wcześniej rozkazując służbie przygotować nieco więcej ubrań dla blondynka. Nie mogłem jednak skupić się na czytaniu, więc wkrótce i ja, rozebrawszy się wcześniej, poszedłem do łóżka i położyłem obok Narutka. Demonek przylgnął do mnie, mrucząc gardłowo, gdy zacząłem drapać go za uszami. Jego cichy pomruk działał na mnie usypiająco i wkrótce ja również zasnąłem. Nie pragnąłem niczego więcej, tylko czuć jego bliskość i ciepło.
            Trzeciego dnia pobytu Narutka w moim zamku obudziliśmy się bardzo późno, a właściwie, to zostaliśmy obudzeni przez jedną ze służących.
-Pan Itachi przybył – oznajmiła kobieta, gdy tylko pozwoliłem jej wejść do mojej komnaty. Zmarszczyłem nos, zerkając na śpiącego, zwiniętego na łóżku Narutka. Itachi mieszkał w sąsiednim hrabstwie i co jakiś czas odwiedzał mój zamek, będąc w trakcie tej czy innej podróży. Mój starszy brat nie mógł wytrzymać zbyt długo w jednym miejscu, żądny przygód i wrażeń. Jego poddani musieli mieć z nim nie lada kłopot, ja przynajmniej miałem czas dla wszelkich interesantów, choć mój czas zajmowali tylko najważniejsi goście, a wszystkie pomniejsza sprawy rozwiązywali moi lordowie.
-Dobrze, zaproś go tu – powiedziałem, a kobieta skłoniła się i wyszła. Zbliżyłem się do demonka, dotknąłem jego ramienia i potrząsnąłem nim delikatnie.
-Narutku, wstań proszę – szepnąłem, pochylają się nad nim.
            Rączki demona uniosły się i objęły moją szyję. Narutek polizał mnie po policzku, a potem przytulił się do mnie.
-Dzień dobry, Sasuke – szepnął, a ja zaśmiałem się i otuliłem go ramionami.
-Dzień dobry – odparłem, po czym odsunąłem go delikatnie od siebie i ucałowałem jego czoło. – Będziemy mieli gościa– powiedziałem, a jego błękitne oczy spojrzały na mnie.
-Kogo? – spytał, lecz w tym samym momencie ktoś zapukał do mojej komnaty.
-Proszę! – zawołałem, domyślając się, kto to taki. Itachi znał mój zamek tak dobrze, jak swój własny i nigdy nie przejmował się etykietą. Zresztą, setki razy widzieliśmy siebie nawzajem w nocnych strojach, będąc dziećmi przez pewien czas dzieliliśmy komnatę. Kochałem mojego brata jak nikogo innego i bez niego czułem się samotny. No, bynajmniej póki nie poznałem Narutka.
            Drzwi otworzyły się i do środka wszedł mój starszy brat, Itachi, ubrany w podróżny strój, z czapką z piórkiem pod pachą. Długie włosy jak zwykle upięte miał z tyłu, do pasa przytroczony miecz, na dłoniach skórzane rękawiczki. Wyglądał bardziej jak wybierający się w podróż trefniś, niż hrabia i rodzice niegdyś zawsze dogryzali mu z powodu jego zwyczajów. Miast ubierać się jak na jego pozycję przystało, wolał ozdabiane, kolorowe szaty.
-Sasuke! – wykrzyknął Itachi, szeroko rozkładając ręce. Nim jednak zdążyłem zareagować, Narutek gwałtownie zeskoczył z łóżka i zasłaniając mnie własnym ciałem syknął, jeżąc się cały jak jakieś dzikie zwierze. Itachi zamarł w bezruchu, patrząc na demonka, który wyglądał,jakby miał się na niego rzucić. Jego ogonki najeżyły się i drgały gwałtownie, a wszystkie mięśnie były spięte jak do skoku.
-Em, Sasuke… - odezwał się mój brat ostrożnie.
-Sasuke jest mój! – warknął blondynek. Itachi uniósł ręce w obronnym geście, a ja zaśmiałem się. Dawno nie widziałem takiej miny u mojego „dużego braciszka”. Itachi się bał!
-Spokojnie, Narutku, to mój starszy brat– powiedziałem, a blondyn obejrzał się na mnie, wciąż mnie osłaniając, jakbym to ja potrzebował ochrony, a nie odwrotnie.
-Sasuke nie mówił, że ma brata –powiedział z wyrzutem.
-Bo i nie było ku temu okazji –wyjaśniłem mu łagodnie. Narutek spojrzał na Itachiego, po czym wyprostował się dumnie, wysoko unosząc podbródek. Wciąż był lekko spięty i uważny. Nigdy go takim nie widziałem, więc fascynowała mnie jego reakcja.
-Pozwalam ci porozmawiać z moim Sasuke – rzekł, a ja parsknąłem śmiechem. Itachi uniósł brew. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, Itachi zadawał mi nieme pytanie „skąd mam demona?” Pokręciłem lekko głową.
-Bracie, przedstawiam ci… - zacząłem.
-Jestem Naruto Uzumaki-Namikaze trzeci, książę – wpadł mi w słowo demon i dygnął, obserwując każdy ruch mojego brata. Na chwilę mnie przytkało.
-Narutku… Naruto… jesteś… Ale… - demonek spojrzał na mnie i uśmiechnął się jak dawniej, a na jego buzi pojawiły się rumieńce.
-Sasuke powiedział do Narutka Naruto! –zawołał. – Jak ładnie!
-Tak masz na imię? – spytałem, a on przytaknął.
-Tak! Ale mamusia mówi do Narutka Narutek, bo Narutek jest śliczny! – zawołał. – Ale Sasuke może mówić jak chce!
-Ekhm, ekhm! – odchrząknął Itachi. –Przepraszam, że przerywam, ale ja wciąż tu jestem.
-Widzimy cię, Itachi – odparłem,spoglądając na brata z uśmiechem, a Naruto z przyganą. Widać nie spodobało mu się, że mój brat przerywa nam rozmowę. – Czy wybaczysz nam chwilę? Przygotujemy się do śniadania. Zjemy w ogrodzie – poinformowałem Naruto. Blondynek klasnął w dłonie i wtulił twarzyczką w moją pierś. Czy mi się zdawało, czy znów był te kilka centymetrów wyższy? Położyłem mu rękę na głowie, drapiąc lekko i spojrzałem na Itachiego.
-Bracie, czy zechcesz zaczekać na nas w swoim pokoju? Zapewne jest już przygotowany.
-Jak chcesz – odparł Itachi, przyglądając mi się uważnie, a potem skinął głową i wyszedł, przez ramię zerkając na Naruto. Przywołałem służbę, nakazałem im przygotować śniadanie w ogrodzie, po czym zabrałem się za zmianę stroju.
-Czemu brat Sasuke przyjechał? – zapytał Naruto, a ja wzruszyłem ramionami.
-Ponieważ rodzina się odwiedza? –spytałem retorycznie, a blondyn zmarszczył brwi.
-Sasuke jest mój – poinformował mnie ostrzegawczo, robiąc groźną minkę. Nie chciałem być nikogo więcej, więc jego zazdrość ani trochę mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, to było… słodkie… Różnica w jego zachowaniu była dość drastyczna, a ja cały czas miałem wrażenie, że z nas dwóch to nie on został wzięty w niewolę. Jeszcze wczorajszego dnia był tylko słodki, a dziś do jego charakteru mogłem dopisać również zaborczość i zazdrość. Schlebiało mi to, więc nie miałem nic przeciwko. W całym moim życiu nikt nigdy nie było o mnie zazdrosny.
-Wiem – odparłem. – Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteś demonim księciem? – spytałem, podając mu szatę, w którą chciałem, aby się ubrał.
-Nie przyszło to Narutkowi do głowy –odrzekł. – To nie jest ważne, Narutek już zawsze będzie z Sasuke. – Odebrał ode mnie swoje szaty, po czym przytulił się. – Prawda? – Wlepił we mnie ogromne,niebieskie oczy.
-Oczywiście, ja również pragnę być z tobą na zawsze. – Pochyliłem się i ucałowałem jego czoło. Zachichotał.
-Swędzi Narutka, gdy Sasuke tak robi –powiedział demonek, wzdrygając się. Zaśmiałem się i pogłaskałem go po głowie.
-Mój brat na nas czeka – rzekłem, a demonek westchnął.
-Czemu Narutek i Sasuke muszą zadawać się z człowiekiem? – zapytał, nadymając policzki. – To uwłacza Narutkowi.
-Itachi jest moją rodziną. Poza tym ja również jestem człowiekiem – zauważyłem, a demonek prychnął.
-Sasuke jest mój i Sasuke ma naznaczenie.To różnica. A Itachi jest człowiekiem i Narutek go nie lubi – powiedział blondyn, splatając ręce na piersi. Zaśmiałem się i podrapałem go za lisim uchem, a on westchnął z rezygnacją, pozwolił ująć się za  rękę i poprowadzić do ogrodu.
            Ku mojemu zdumieniu, Itachi już tam był, siedział przy stole i jadł. Narutek prychnął i spojrzał na mnie, a ja wzruszyłem ramionami. Zbliżyliśmy się do niego.
-Siadajcie, siadajcie! – zawołał na nasz widok. – Wybaczcie, ale od dwóch dni nie miałem nic w ustach! – zaśmiał się. –Okradli mnie na trakcie!
-Bo kto to widział, by jeździć samotnie –powiedziałem, siadając przy stoliku i biorąc Naruto na kolana. Demon przylgnął do mnie, a ja zacząłem go głaskać po głowie. – Powinieneś zabierać straż i służbę, Itachi. Jeszcze cię kto zasztyletuje w jakiejś głuszy.
            Mój brat prychnął.
-A kto będzie wiedział, że jestem wart zabicia? – zapytał retorycznie, ogryzając jakąś kość. – Mają mnie za włóczęgę.
-A więc słusznie – odparł Narutek, a Itachi zerknął na niego i zaśmiał się. wyciągnął rękę, by pogłaskać go tak jak ja, a demon syknął, jeżąc się i odsłaniając spiczaste kły. Brat cofnął rękę. –Ha, ha… cięty jęzor ma to twoje zwierzątko – powiedział, a Narutek prychnął.
-Nie jestem jego zwierzątkiem, tylko narzeczonym! – warknął z groźbą w głosie. Spojrzałem na Naruto, ale nie skomentowałem jego słów. Jak dla mnie, moglibyśmy być nawet małżeństwem. – Idę się posilić, jeśli dotkniesz mojego Sasuke, poodgryzam ci palce! – zawołał, zsuwając się z moich kolan.
-A ja nie mam w tej sprawie nic dopowiedzenia? – zapytałem go, poprawiając mu błękitne szaty, które lekko zawinęły się przy kołnierzu. Naruto prychnął.
-Sasuke może robić, co chce, ale Sasuke musi wiedzieć, że jest Narutka! – powiedział i teraz tez wyczułem groźbę w jego głosie. Zaśmiałem się.
-Dobrze – przytaknąłem mu, a on skinął głową i nonszalanckim krokiem odszedł w stronę grządek z kwiatami. Uśmiechnięty od ucha do ucha sięgnąłem po chleb i zacząłem go sobie smarować twarogiem. Itachi przyglądał mi się uważnie.
-Lepiej uważaj, Sasuke – odezwał się w końcu. – To demon. One są śmiertelnie niebezpieczne – szepnął, patrząc na Naruto, który właśnie rwał co ładniejsze kwiaty i wtykał je sobie do ust.
-Nie Naruto – odparłem, gryząc swoją kanapkę. Nalałem sobie wina do kielicha.
-Ja widziałem demony, Sasuke – szepnął natarczywie mój brat. – Żaden demon nie zbrata się z człowiekiem, wręcz przeciwnie. Zagryzie cię pewnej nocy, nawet nie będziesz wiedział, kiedy.
-Nie Naruto – powtórzyłem, a Itachi syknął cicho.
-Co się z tobą dzieje? Zachowujesz się zupełnie inaczej, Sasuke! – zarzucił mi, a ja wzruszyłem ramionami. – Czemu nazwał cie narzeczonym?!
-Nie mam pojęcia – powiedziałem, ponownie wzruszając ramionami. – Mam go dopiero trzy dni. Kupiłem go na targu niewolników z niebotyczną sumę – powiedziałem, uśmiechając się do Itachiego.
-Co ty masz na szyi?
-Naznaczenie.
-Co to jest?
-Nie mam pojęcia – upiłem łyk wina. – Ugryzł mnie i to wyskoczyło.
            Itachi wytrzeszczył na mnie oczy.
-Jak to… ugryzł cię? – wyjąkał mój brat.Po raz trzeci wzruszyłem ramionami.
-No chyba zębami? – zapytałem kpiąco, a Itachi uderzył pięścią w stół. Narutek wyprostował się i obrócił ku nam swoją piękną główkę.
-Czy z Sasuke wszystko w porządku?! –zawołał. Uśmiechnąłem się do rozzłoszczonego brata.
-W jak najlepszym, słoneczko! Jedz sobie!– zawołałem opierając się jedną ręką o stół. Narutek patrzył na nas chwilę, apotem znów przykucnął, wybierając sobie kwiatki. Itachi patrzył na mnie, jakby mnie pierwszy raz w życiu widział.
-Sasuke, ty nie widzisz, co się z tobą stało? – spytał, a ja zastanowiłem się chwilę. Właściwie, to czułem się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Miałem tylko jakby trochę większą ochotę na rybę.
-Cóż – odparłem, kręcąc swoim kielichem, pełnym wina. – Właściwie, to czuję się bardzo dobrze, a nawet lepiej –powiedziałem. Itachi potarł się po podbródku.
-Ten demon… rzucił na ciebie czar – szepnął. Było mi to obojętne.
-Nawet jeśli, to cóż z tego – mruknąłem.– Zakochałem się w nim – wyznałem, kładąc się na stoliku i obdarzając brata kolejnym, promiennym uśmiechem.
-No ładnie – mruknął Itachi, wzdychając. Posłałem mu buziaka.

3 komentarze: