środa, 19 grudnia 2012

5. Opiekun

Zasnął. Sasuke przyglądał się zmianom na jego twarzy i mięśniom, które powoli się rozluźniały. Chłopak zapadł w sen, wtulając głowę w poduszkę. Skulił się na tym swoim materacu, zasłonił głowę kocem i znieruchomiał. Brunet przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, a potem wrócił do kuchni. Kiedy woda się zagotowała, zalał tylko jeden kubek i usiadł przy małym, kwadratowym stole. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
            Kiedy był tu wcześniej, stali tylko w korytarzu. No i nie miał czasu na oglądanie mieszkanka Naruto. Tak szczerze, to Sasuke nie miał co oglądać. Kawalerka blondyna składała się z maciupeńkiej kuchni, w której ledwo mieściły się wszystkie meble, nieco większego pokoju, w którym chłopak spał, korytarzyka i łazienki, której Uchiha nie miał jeszcze zaszczytu obejrzeć i jakoś nie bardzo go ciągnęło. Westchnął, stawiając kubek na małym stoliku i podciągnął nogi na siedzenie, opierając brodę na kolanach. Wbił spojrzenie w małą, oklejona naklejkami lodówkę, stojącą naprzeciw niego. Potem powiódł wzrokiem po drewnianych szafkach z klamkami nie do kompletu, aż na koniec zawiesił wzrok na parapecie, zawalonym jakimiś papierami. Czysto, ale ubogo. Ciasno, ale przytulnie. Skromnie, ale z sercem. Tak było urządzone to mieszkanko.
            Wstał i wrócił do Naruto. Chłopak spał, nadal zwinięty w kłębek, na swoim materacu. W tym pomieszczeniu było o wiele mniej mebli. W kącie stała komoda, na podłodze leżał materac, na którym spał Naruto, a pod oknem ustawiony był niewielki fotel. Reszta rzeczy schowana była w stojących pod ścianą kartonach, na których stało niewielkie radio, podłączone do kontaktu. I to wszystko.
            Uchiha podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Robiło się już widno. Jakaś staruszka grzebała w koszu obok zdemolowanego przystanku autobusowego. Trzech kolesi dziwnie patrzyło się na jego samochód. Przez chwilę Sasuke miał wrażenie, że chcą się włamać i zwinąć radio, ale odeszli, oglądając się za siebie. Opadł na fotel i zwinął się na nim, tak jak Naruto na swoim materacu. On też był zmęczony, miał za sobą ciężki dzień. Zamknął oczy. Zasnął.
-Hej, ty… obudź się, już jest dość późno… hej, mówię do ciebie… draniu, nawet kawę ci zrobiłem…!
-Co…? – wymamrotał Sasuke, nie bardzo rozumiejąc.
-Kawę, interesowny draniu!
            Sasuke uchylił powieki i zerknął na jasną plamę, drgającą mu przed oczyma. Ziewnął, przecierając oczy i jeszcze raz spojrzał. Naruto kucał przed fotelem, na którym spał Sasuke i przypatrywał mu się wielkimi,niebieskimi oczyma.
-Dlaczego interesowny? – zapytał, jeszcze nie do końca rozbudzony.
-No bo na kawę to zareagowałeś,a na grzeczne prośby, to już nie – odparł blondyn, a Sasuke zmarszczył nos. Że co?
            Przeciągnął się i rozejrzał. W pokoju było jakoś tak…niby jasno, ale nie do końca. Zerknął na okno. Wyglądało, jakby było już popołudniu, ale przecież… o cholera!
-Która godzina?! – wydarł się, zrywając na równe nogi. Blondyn odskoczył i wylądował na tyłku. Jęknął.
-Mogłeś ostrzec… - mruknął niezadowolony, podnosząc się na nogi. Pomasował pośladki.
-Która godzina? – naskoczył na niego Sasuke. Blondyn wzniósł oczy do nieba.
-Coś po szesnastej… apsik! – pociągnął nosem, pocierając go ręką. – A co się… apsik!... stało?
-Cholera! – zaklął Sasuke, zamiast udzielić odpowiedzi, po czym wyciągnął komórkę. Zerknął na wyświetlacz i od razu się przekonał, czemu nikt nie obudził go telefonem. Aparat się wyłączył, prawdopodobnie dlatego, że Uchiha zapomniał go naładować. – Jasna cholera, nie pojechałem na zajęcia!
            Firmą się nie przejmował, wiedział, że Kakashi nad wszystkim czuwa i przez jeden dzień żadna katastrofa się nie wydarzy. Bardziej przejmował się zajęciami, które będzie musiał odrabiać na konsultacjach. Nie miał na to czasu, jego harmonogram był dość… napięty.
-Kurwa mać! – fuknął.
-Ej, nie przeklinaj! Jak nie chcesz tej kawy…
-Chcę tej kawy, byle mocnej… masz tu telefon? – zapytał, spoglądając w niebieskie oczy, które wpatrywały się niego gniewnie.
-Mam – blondyn wyłuskał z kieszeni komórkę i podał mu. Sasuke wziął ją do ręki i odwrócił się w stronę okna. – Zaraz się z tobą napiję, tylko zadzwonię do Kakashiego – rzekł.
-Jak sobie mości książę życzy – usłyszał, ale nie odwrócił się, by zripostować. Wystukał numer Kakshiego, który znał na pamięć.
            Z Hatake rozmówił się szybko, dowiedział się, co działo się w firmie, kto go szukał, komu był potrzebny, co przegapił oraz ile stracił i doszedł do wniosku, że musi częściej robić sobie wolne, bo nic złego się nie stało. Rozłączył się i odwrócił. Z kuchni dochodził cudowny zapach świeżo parzonej kawy.
-Mmmmm – zamruczał, wchodząc do maciupeńkiego pomieszczenia. Zastał Naruto siedzącego na parapecie okna, z wyszczerbionym kubkiem w dłoni. Drugi, o wiele ładniejszy, stał na stole razem z talerzem kanapek i cukiernicą.
-Wow, to dla mnie? – zapytał zdziwiony Sasuke, siadając przy stoliku. Nie spodziewał się śniadania, albo raczej obiadu, zafundowanego przez blondyna. Ten odchrząknął.
-Ja… dzięki za… uratowanie – wymamrotał, wpatrując się w swój kubek. Sasuke uśmiechnął się.
-A więc nie jestem już skończonym skurwysynem, można mnie nakarmić? – spytał z rozbawieniem, a potem upił łyk kawy. Mmm, była naprawdę dobra. Tego mu było trzeba po tak długim śnie. Naruto zaśmiał się.
-Jesteś trochę wredny, nie powiem, ale skurwysynem już przestałeś być – powiedział, na co Sasuke uśmiechnął się do siebie, sięgając po kanapkę.
-Ty za to – rzekł i wgryzł się w chleb z masłem i pomidorem. Przegryzł i przełknął. – Jesteś uroczy.
            Nie wiedział, czemu to powiedział. Po prostu. W następnej chwili przyglądał się, jak chłopak się krztusi, bo pił właśnie swoją herbatę. Wkońcu opanował się i spojrzał na Sasuke załzawionymi oczyma.
-No weź przestań! – wykrzyknął. Sasuke zaśmiał się. Drażnienie tego dzieciaka straszliwie mu się podobało. Był cudowny. Uchiha nigdy wcześniej nie spotkał kogoś takiego. – To wcale… apsik! – kichnął nagle. Sasuke przyjrzał mu się uważniej.
-Przeziębiłeś się? – zapytał, a blondyn wzruszył ramionami.
-To nic, przecież wczoraj się cały spociłem… i leżałem na chodniku… mam słabą odporność na… apsik!...zarazki…
            Pociągnął nosem, a potem skulił się na tym swoim parapecie i pociągnął małego łyka ze swojego kubka. Zapachniało malinami.
-Brałeś jakąś tabletkę lub coś?– zapytał Sasuke, a niebieskie tęczówki spojrzały na niego ze zdziwieniem.
-Oczywiście, że wziąłem! – zawołał. – Pij kawę i wracaj do siebie, poradzę sobie!
            Uchiha nieco się zmieszał. W końcu zdrowie tego dzieciaka nie powinno go w ogóle obchodzić, a czuł zupełnie co innego. Bardzo obchodził go fakt, czy blondyn jest zdrowy, czy nie. Czy ma się dobrze, czy jest zadowolony, czy się wyspał… nigdy w życiu tyle nie myślał o drugiej osobie. Kiedy wracając wczoraj od załamanego Kakashiego jechał pod kamienicę blondyna, by po prostu popatrzeć na jego okno, prawie dostał zawału, widząc, jak ten klęczy na chodniku i dusi się. Czym prędzej wyskoczył wtedy z auta i udzielił mu pomocy. Do tej pory czuł wargi Naruto na swoich ustach, a przecież to nawet nie był pocałunek!
            Prychnął.
-Mam w to uwierzyć? – zapytał. – Nie rozśmieszaj mnie – nonszalanckim ruchem podniósł swój kubek do ust. – Założę się, że nawet butów nie potrafisz sam zawiązać.
            Napił się, z zadowoleniem patrząc, jak Naruto się zżyma.Podobały mu się reakcje chłopaka, blondyn nigdy niczego nie ukrywał, był taki bezpośredni. Zupełnie inny od wszystkich ludzi, których znał Sasuke. Był niesamowity,tak zmienny, żywy, ale delikatny i potrzebujący opieki.
-Co powiedziałeś, draniu?! –krzyknął Naruto, zrywając się z miejsca, co poskutkowało tym, że zaczął kaszleć. Sasuke rzucił się ku niemu i ostrożnie poklepał go po plecach. Zdał sobie wtedy sprawę, że chłopak cały dygotał. Położył mu rękę na czole.
-Jezu, masz straszną gorączkę!– zawołał. – Masz tu gdzieś termometr?
-Nie potrzebuję… termometru…Uchiha… - wysapał Naruto. – Mój inhalator… był…
-W torbie – zaskoczył Uchiha i pobiegł po inhalator. Wiedział, gdzie znajduje się wspomniana torba, sam zostawił ją dziś rano w korytarzyku przy drzwiach. Zabrał z niej lekarstwo dla blondyna i szybko wrócił. Naruto zażył lek, a Sasuke, podtrzymując go, zaprowadził go do jego sypialni i siłą wepchnął na materac.
-Co ty… - zaczął Naruto, kiedy Sasuke złapał za leżący obok koc i zaczął nim owijać blondyna. – Czekaj… czekaj, draniu, mówię! Tak nie będę mógł… się ruszać!
-To się nie ruszaj – odparł Sasuke, zastanawiając się, czy nie zawiązać rogów kocyka na kokardkę. Spojrzał na blondyna, który wiercił się, ściśnięty materiałem i rzucał mu gniewne spojrzenia.
-Nie jestem jakimś baleronem, Uchiha! Puść ten kocyk i a…! A…! Apsik! – kichnął mu prosto w twarz, opluwając go przy tym, a Sasuke warknął na niego wściekle.
-Co robisz, kretynie?!
-Co ja… a… apsik! – Naruto kichnął znowu, tym razem przekręcając głowę. – Co ja robię? Uwolnij mnie!
            Sasuke, wciąż ściskając rogi kocyka, przyjrzał się blondynowi.
-Jutro idziesz do lekarza,matołku.
-Nie będziesz mi rozkazywał, co ty sobie w ogóle myślisz?!
-Że jutro pójdziesz do lekarza – powtórzył cierpliwie Uchiha, uśmiechając się lekko. – Powinieneś też zadzwonić do kogoś z bliskich, jak jesteś chory, bo sam nie dasz sobie rady – powiedział. Blondyn, który do tej pory szarpał się, próbując uwolnić, nagle zamarł. Jego oczy jakby przygasły.
-Zawsze sam sobie dawałem radę, to i teraz dam – powiedział i bez problemu wyplątał się z kocyka. Sasuke popatrzył na niego zdziwiony. – Nie potrzebuję ani twojej pomocy, ani niczyjej innej! Wynoś się!
            Uchiha spojrzał na niego jeszcze bardziej zdumiony. Takiej reakcji się nie spodziewał, w końcu on sam dobrze się bawił. Czuł się naprawdę dobrze, sam na sam z blondynem. Naruto był zabawny, impulsywny, szczery i… i atrakcyjny. Sasuke zastanawiał się, jak by to było, gdyby zrobił skok w bok od własnej orientacji seksualnej? W końcu przecież z żadną kobietą mu nie wyszło…
-Nie chcę wychodzić – powiedział, a Naruto warknął na niego wściekle.
-Mówię, żebyś sobie poszedł! Nie lubię cię i nie chcę, żebyś…! – urwał, kaszląc i osunął się na materac. Sasuke pogłaskał go po głowie.
-Potrzebny ci lekarz. Połóż się, a ja zadzwonię…
-Ale…
-O nic się nie martw, po prostu się połóż.
            Naruto westchnął, ale położył się i ciepło okrył. Sasuke wrócił do kuchni i korzystając z telefonu Naruto, zadzwoni po lekarza. Gdy ten przyjechał i zbadał blondyna okazało się, iż chłopak nabawił się zapalenia płuc. Lekarz przepisał mu antybiotyk oraz parę innych lekarstw i kazał leżeć w cieple, zaś Sasuke opiekować się przyjacielem. Tego jednak Sasuke nie mógł wypełnić dostatecznie dobrze, przecież miał swoje życie, uczelnię i pracę.Ukląkł przy Naruto, który leżał pod kocem, pokasłując.
-Po kogo mam zadzwonić, by się tobą zajął, co? Twoja mama może do ciebie przyjechać?
-Nie – odparł Naruto, zasłaniając głowę kołdrą. Sasuke westchnął.
-No to ktokolwiek, jakiś kumpel…
-Idź sobie! – wykrzyknął Naruto. Sasuke westchnął, kładąc rękę na jego głowie. Gdyby sam miał podać osobę, która zajęłaby się nim w takiej chwili, osobiście wynająłby gosposię, bo nawet Kakashi nie miałby czasu, zajmowałby się firmą…
-Nie mogę tu zostać, ale gdybyś chciał się przenieść…
-Gdzie?! – warknął Uzumaki, spoglądając na niego gniewnie i odtrącając jego rękę.
-Do mnie, wziąłbym urlop w firmie, a między zajęciami siedział w domu. Mógłbyś wyleżeć chorobą i jeść ciepłe obiady…
-Nie potrzebuję twojej łaski –warknął Naruto przez zęby. – Dam sobie radę…
-To nie łaska, po prostu chcę ci pomóc – powiedział cierpliwie Sasuke. – Zrobiłem ci coś okropnego…
-Już spłaciłeś ten dług – powiedział Naruto. – Więc czego ty jeszcze…?
-To przeze mnie chodzisz zdenerwowany i masz ataki… Prościej dla mnie byłoby, gdybym miał cię pod ręką…
-A dla mnie?! – zapytał wściekle Naruto. Sasuke wywrócił oczami.
-Dla ciebie jeszcze lepiej, mój pokój gościnny jest wielkości całego twojego mieszkania, a w wannie zmieścimy się we dwóch.
-Bardzo śmieszne – prychnął blondyn i zakasłał.
-Po drodze skręcimy do apteki i wykupię receptę. Będę gotował… - kusił, aż Uzumaki zachichotał.
-Czego ty właściwie chcesz?
            Sasuke miał najszczerszą ochotę odpowiedzieć „ciebie”, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Tak naprawdę, to sam nie wiedział, czego właściwie chce od Naruto. Nie rozumiał tego, co czuł. To nie było tak, że współczuł Naruto, że to koniecznie jemu chciał pomóc. Miał wrażenie, że cały czas, to wszystko co robi, robi tylko dla siebie i dlatego czuł się nieustannie winny. Czy Naruto miał rację, kiedy wykrzyczał mu w twarz, że nawet przeprasza dla siebie, a nie dla skrzywdzonej osoby? Czy zawsze chodziło o niego? Czy naprawdę nie potrafił być bezinteresowny?
            Naruto prychnął.
-Se bogaty książę wymyślił… osobistą krucjatę – zakpił. Zabolało.
-Nic o mnie nie wiesz! – wrzasnął Sasuke, zrywając się na nogi. – Więc nie masz prawa nieustannie mnie pouczać, ty śmieciu!
-A jakie ty masz prawo?! –krzyknął Uzumaki, wartując się w niego ze złością. – Jakie masz prawo wpieprzać mi się w życie i zmuszać mnie do czeg…
            Zatkało go i po chwili zaczął się dusić. Sasuke zareagował odruchowo i już po chwili klęczał przy nim, klepiąc go po plecach i podtykając pod nos inhalator.
-Potrzebujesz pomocy…
-Nie chcę… jej… od ciebie – wysapał Naruto, ścierając łzy z twarzy, które spłynęły mu po policzku, gdy nie mógł złapać oddechu. – Boję się… ciebie… zostaw mnie!
            Sasuke westchnął. Nie mógł się dziwić blondwłosemu chłopakowi, w końcu Uchiha nie popisał się delikatnością, kiedy się poznali,wręcz przeciwnie. Naruto musiał być przerażony, kiedy Sasuke przyciskał go do podłogi, mówiąc mu te wszystkie rzeczy.
-Przecież nic ci nie zrobię…
-Nie będę mieszkał z gejem, który chciał mnie zgwałcić! – krzyknął Naruto, odpychając go od siebie. Odsunął się na drugi koniec materaca i skulił tam, zasłaniając twarz skrajem kocyka. Ku zdumieniu Sasuke, Naruto był zawstydzony! Całe policzki miał czerwone i nie patrzył na Sasuke, tylko gdzieś w kąt pomieszczenia.
-Nie jestem gejem – powiedział cicho Sasuke. – Byłem pijany i zapędziłem się w dowcipie. Niedawno zerwałem z moją ostatnią dziewczyną… od tamtej pory trochę hulamy z Kakashim, ale tylko on jest gejem.
            Naruto opuścił kocyk i spojrzał na niego uważnie.
-Nie kłamiesz? – spytał cicho, badając spojrzeniem jego oczy.
-Nie.
-To nie jest kolejna zachcianka bogatego chłoptasia?
-Tak właśnie myślisz? – zapytał ostro Sasuke. – Wydaje ci się, że co? Zaciągnę cię do domu i będę chciał bzyknąć? Mógłbym to zrobić tu i teraz!
            Naruto odsunął się troszeczkę dalej, a rumieńce z jego twarzy spełzły, zastąpione przez bladość. Sasuke przysunął się do niego.
-Mój adwokat by mnie wybronił…zresztą, nie stać cię na proces ze mną…
            Blondyn przytulił się do ściany, wpatrując się w niego jeszcze większymi oczami. Sasuke znów się do niego przysunął.
-Myślisz, że traciłbym czas na podryw? Zawsze mam to, czego chcę…
            Naruto jęknął cicho, patrząc na niego ze strachem w oczach.
-A czego… – wyszeptał cicho, jękliwie. – Czego ty chcesz?
-Ja… - wyszeptał Sasuke i oparł się o ścianę obok Naruto. – Ja chcę kogoś, kogo nie zraniłem. Sam nie wiem, czego tak naprawdę szukam. A tylko ty jeden wykrzyczałeś mi w twarz, jak bardzo jestem zapatrzony w siebie. Cały czas o tym myślę… W końcu do mnie dotarło, jak wielkim jestem…
-Skurwysynem – dokończył za niego Naruto, wciąż z lekką obawą w głosie. Sasuke parsknął śmiechem.
-Tak, jestem taki. Czy… czy pomożesz mi to zmienić? Mogę cie spakować?
-Będę bezpieczny? – upewnił się Naruto.
-Przysięgam – odparł Uchiha, na co Naruto westchnął i skinął głową. Uchiha klasną w dłonie i zacierając je, podniósł się na nogi.
-No… to co mam zabrać?

3 komentarze:

  1. Osobista krucjata Uchihy xD Lubię takiego Naruto xD Strasznie lubisz jeździć po Uchisze, wiesz? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. nie dziwię się że Naruś się boi. Też bym się bała.
    Genialne ukazanie ich emocji. Ciekawe jak bedzie Naruciakowi w domu u Saska. :)

    OdpowiedzUsuń