środa, 19 grudnia 2012

Kapłan Kyuubiego cz. 5

            Generał Sasuke Uchiha przyglądał się ponad jasną czupryną kapłana, jak ten je swoje mięso, myśląc zapewne o jego wcześniejszych słowach. Sasuke, mówiąc to wszystko kapłanowi, wcale nie kłamał. Naruto naprawdę go podniecał, jak żadna wcześniejsza niewolnica czy niewolnik. Nie pragnął mieć żony, ktoś taki nie był mu potrzebny.
            Dokończyli posiłek, Sasuke zwrócił miski zajmującemu się kolacją strażnikowi i wstał, nakazując Naruto również podnieść się na nogi. Sasuke poprowadził blondyna do największego z namiotów, który rozstawiony został w centrum obozu. Wnętrze namiotu wyścielono skórami,wiec po zasznurowaniu klapy przy wejściu Sasuke rozsiadł się wygodnie pośród miękkiego futra, klepiąc miejsce obok siebie.
-Usiądź –powiedział do Naruto, który stał przy wejściu, patrząc na niego.
            Uzumaki zbliżył się do niego dumnie i opadł na kolana tuż przy nim, patrząc w kąt niewielkiego namiotu. Sasuke wyciągnął dłoń i objął jego policzek, a potem przybliżył swoją twarz do jego twarzy.
-Wyglądasz coraz lepiej – szepnął, prawie muskając słodkie wargo blondyna swoimi ustami. – Z dnia na dzień sińce giną i już niebawem znów będziesz nieskazitelnie piękny.
            Naruto nic mu na to nie odrzekł,wciąż uparcie patrząc w bok. Sasuke westchnął i złożył na jego wargach lekki pocałunek, a blondyn uchylił je, pozwalając mu na więcej.
            Sasuke zanurzył się w wargach niebieskookiego mężczyzny, wsuwając mu język głęboko do ust. Naruto miał słodki, kuszący smak, od którego Uchiha niemal się uzależnił. Całował blondyna z pasją, przytrzymując jedną ręką jego głowę, by ten nie mógł się odsunąć. Przerywał pocałunki na krótkie oddechy ich obu i znów łączył ich usta, z chwili na chwilę stając się coraz bardziej namiętnym. Przygryzał lekko wargi blondyna i jego język, zachęcał do odpowiedzi na pocałunek, drażnił się z nim i kusił, a blondyn, nauczony, że nie powinien protestować, odpowiadał na jego zaczepki, choć nie angażował się tak, jak Sasuke by tego pragnął.
            Po pewnym czasie odsunął się od Naruto i chwilę przyglądał, jak ten próbuje opanować oddech. Następnie sięgnął do kieszeni i wyjął coś, co przygotował już wcześniej.
            Nie uszło jego uwadze, że Naruto spiął się cały, gdy Sasuke ponownie się do niego przysunął, trzymając w dłoni podłużną szmatkę.
-Co ty robisz?! – wykrzyknął, gdy Uchiha podniósł ręce i zawiązał mu ją wokół oczu. – Nie chcę!
            Naruto podniósł skute ręce i chciał zerwać opaskę z oczu, ale Sasuke go powstrzymał. Szarpali się przez chwilę, ale Uchiha nie dał za wygraną. Przycisnął Uzumakiego do skór leżących na ziemi, wyjął klucze i przekuł jego dłonie za plecy, a następnie cofnął się.
            Uzumaki natychmiast zerwał się na kolana, szarpiąc się w bezsilnej złości.
-Zdejmij to z mojej twarzy! – zawołał z nieukrywanym przerażeniem, nie mogąc zlokalizować Sasuke, który nie wydawał z siebie żadnego dźwięku, tylko patrząc. – Gdzie jesteś?! Co ty chcesz zrobić?! Chcę widzieć, zdejmij to!!!
            Sasuke usiadł wygodniej i przyglądał się, jak blondyn bezskutecznie próbuje pozbyć się opaski. Ze skutymi za plecami dłońmi oczywiście nie mógł tego zrobić, wiec niebawem dał sobie spokój i zamarł w bezruchu, nasłuchując.
-Sasukee –jęknął, poruszając głową to w prawo, to w lewo, jakby sie rozglądał. – Gdzie jesteś? Wyszedłeś? Proszę, zdejmij to… Proszę.
            Sasuke wstał i zbliżył się do niego,a Naruto spiął się cały, przekręcając ku niemu głowę.
-S-Sasuke? –zapytał niepewnie blondyn.
            Uchiha usiadł przy nim i dotknął dłonią jego ciepłego policzka, przesuwając po mim palcami. Uzumaki spiął się lekko.
-Sa-Sasuke, co ty…?
            Uchiha jednak nie miał zamiaru się odezwać, za to przesunął rękę na tył głowy blondyna i zacisnął palce na jego włosach. Uzumaki syknął lekko.
            Drugą ręką generał sięgnął do swojego rozporka i uwolnił swą męskość, przyglądając się drżącemu z niepewności blondynowi. Podobało mu się to wyjątkowo i chciał w ten sposób trochę podręczyć kapłana.
-Pochyl się –szepnął, a Naruto drgnął na dźwięk jego głosu.
-C-co? –zająknął się.
-Pochyl głowę –powtórzył Uchiha, dociskając jego kark i tym samym zmuszając blondyna do pochylenia się nad jego kroczem.
-C-co, ja nie… - jego policzek otarł się o męskość Sasuke i blondyn natychmiast zaczął się szarpać. – Nie! Nie tak! Nie chcę tego robić!
-Ale zrobisz –powiedział Sasuke, nieznoszącym sprzeciwu głosem. – Już.
-Nie… nie, nie…proszę…
-Już! –zdenerwował się generał, mocniej ściskając kark niewolnika. Ten załkał, gdy zabolało i z trudem rozchylił drżące wargi.
            Sasuke przymknął oczy i westchnął,czując usta blondyna, zamykające się na główce jego męskości. Podobało mu się,jak blondyn ssał lekko sam czubek, a potem lizał jego męskość po całej długości, miejscami ją podgryzając. Blondyn wykonywał te czynności, których Sasuke nauczył go ubiegłej nocy, ale Sasuke nigdy w życiu nie powiedziałby, że coś takiego mogłoby mu się znudzić. Blondyn nie umiał jeszcze nawet połowy sztuczek, które chciał mu pokazać Sasuke. Generał miał nadzieję, że kapłan okaże się w tych spawach pojętnym uczniem, bo nie zapowiadało się, by Naruto miał mu się szybko znudzić. Sasuke planował wyszkolić go tak, jak kilka ulubionych niewolnic, które znały się na łóżkowych igraszkach jak nikt inny.Uchiha momentalnie zrobił się trzy razy gorętszy, wyobrażając sobie Naruto w jednej z bardziej wymyślnych pozycji, przyjmującego go z chęcią… Naruto proszącego o więcej, wyuzdanego i bezwstydnego Naruto…
            Te wyobrażenia, połączone ze zwinnym języczkiem przesuwającym się po jego członku sprawiły, że jęknął, zaciskając dłonie na włosach Uzumakiego i doszedł w jego usteczka, a następnie nie pozwolił mu cofnąć głowy. Naruto, nie chcąc się udławić, zmuszony był połknąć znaczną część nasienia. Dopiero wtedy Sasuke puścił go, a Uzumaki odskoczył do tyłu, krztusząc się.
            Sasuke przyglądał się, oddychając nieco szybciej, jak Uzumaki szlocha cicho, starając się odsunąć jak najdalej.Westchnął, przysunął się do blondyna i ujmując dłonią jego twarz, starł mu kciukiem spermę z brody.
-Ciii – szepnął uspokajająco, gdy blondyn zadrżał, czując delikatny dotyk. – Było wspaniale,lepiej, niż wczoraj – szepnął. – Jestem bardzo zadowolony i myślę, że to na dziś wystarczy.
-Wy-wystarczy?Już nic nie będziesz…?
-Nie – odparł delikatnie Sasuke i ściągnął mu opaskę z oczu. Naruto spojrzał na niego wilgotnymi od łez oczami i pociągnął nosem. Sasuke, w dziwnym odruchu, pochylił się nad nim i ucałował jego czoło. – Doskonale się spisałeś.
            Blondyn przytaknął.
-R-rozkujesz mnie? – spytał. Sasuke sięgnął po klucz i w kilka chwil odpiął kajdany więżące kapłana. Blondyn rozprostował ręce i odsunął się nieco, rozcierając nadgarstki.
            Sasuke przyglądał się kapłanowi, który lekko drżącymi dłońmi, wycierał sobie usta i brodę. Generał patrzył na to, ale długo nie wytrzymał, tak obserwując jego usteczka, więc już po chwili złapał go za kark, przyciągnął do siebie i pocałował, popychając na miękkie skóry.
-M-miał być koniec! – zaprotestował Naruto, gdy Sasuke przeniósł się na jego szyję.
-I jest koniec – odparł Uchiha. – Ale kilka buziaków chyba mogę dostać, prawda? Nie martw się, wyśpimy się dziś obaj.
            Naruto zajrzał mu w oczy, a potem opuścił swoje powieki. Sasuke uznał to za przyzwolenie, wiec pochylając się nad kapłanem powrócił do badania wargami i językiem jego smukłej szyi.
            Całował go długo, pieszcząc każdy odsłonięty fragment ciała blondyna. Uzumaki wzdychał cicho, gdy Sasuke zasysał mu się skórze, zostawiając czerwone ślady. Kilka razy go ugryzł, lekko, ale wywołało to u blondyna podniecający Sasuke jęk.
            Po dłuższym czasie Sasuke przerwał te pieszczoty, ponieważ bał się, iż nie dotrzyma złożonej kapłanowi obietnicy.Jego ciało kusiło go, jednak nie chciał wyjść na całkowicie bezdusznego. Jego słodki blondynek i tak miał już wystarczająco mocno nadszarpnięte nerwy, wciąż się go bał i nie był skory do igraszek. A nie tego generał Uchiha pragnął.
            Sasuke przekręcił się na plecy, legł obok blondyna i przyciągnął go do siebie.
-Tak możemy spać – powiedział, całując jego czoło już po raz drugi tego dnia. Blondyn przytaknął, ułożył głowę na jego ramieniu i w niespełna pięć minut zasnął.
            Sasuke przyglądał się jego odprężonej twarzy. Przegarniał włosy z jego czoła, obrysowywał różowe usteczka,gładził szyję. Uzumaki spał twardo, w końcu niewiele miał takich nocy, w których mógł przespać pełną ilość godzin. Po dłuższym czasie przyglądania mu się, generał również zasnął.
            Sasuke bardzo podobała się ta podróż. Przez cały czas jej trwania nie rozstawał się z Naruto, zarówno w ciągu dnia, jak i nocami. Nauczył blondyna przygotowywać potrawkę z królika, którego upolował. Pokazał mu, jak strzela się z łuku, choć ten był dość niechętny,twierdząc, że nigdy nie będzie w stanie do kogoś strzelić. Razem z nim kąpał się nago w jeziorze, a później podziwiał gwiazdy. Coraz bardziej też ośmielał blondyna w kwestii nocnych igraszek. Sprzyjała mu postawa blondyna, który nie chciał narażać się na jego gniew i spełniał wszystkie rozkazy. Nocą nie był pyskaty jak za dnia, wręcz przeciwnie, był uległy i potulny, przez co trzy razy słodszy.
            Jedenaście dni później dotarli do Suny. Naruto wyglądał na wyjątkowo zainteresowanego nowym miejscem.
-Nigdy nie byłem na pustyni – oświadczył, gdy ujrzał piaskowe wydmy oraz przecudne niebo,górujące nad nimi. Później już się tylko zachwycał, zafascynowany ubogą roślinnością,zwierzętami, które potrafiły przetrwać w takich warunkach, wielbłądami, na które się przesiedli oraz strojami, które musieli przywdziać, chroniąc się przed wiatrem i słońcem. Wśród pisków spędzili jedną noc z ich jedenastodniowej podróży, w niewielkiej oazie z małą studnią, z której pochodziła najlepsza w smaku woda.
            Następnego dnia wyruszyli i już w południe byli u bram miasta. Sasuke z zadowoleniem obserwował zdumioną minę kapłana, gdy ujrzał odmienną architekturę pustynnej ludności. Gdy przekroczyli bramę, którą dla nich rozwarto, zasypał Sasuke masą pytań na temat tutejszego budownictwa, nigdy bowiem nie widział glinianych lepianek oraz domów wykutych bezpośrednio w skale.
-Widać, że nigdy nie opuszczałeś swej świątyni, kapłanie – powiedział w końcu Sasuke, gdy znudziło mu się tłumaczenie blondynowi czegoś, na czym sam zbyt dobrze się nie znał. – Jeśli masz więcej pytań, to zachowaj je na później, znajdę kogoś, kogo mógłbyś nimi zasypać.
-Myślałem, że znasz się na wszystkim – powiedział kpiąco Uzumaki, a Sasuke skrzywił się nieznacznie. Miał z kapłanem niewypowiedzianą umowę, polegającą na tym, że póki ten robi w łóżku to, czego generał sobie życzy, Sasuke nie podnosi na niego ręki. Blondyn ostatnią nocą spisał się wyjątkowo dobrze, gdy kochali się w niewielkim oczku wodnym w oazie, w której spali, tak więc dziś Sasuke nie tyle nie mógł, co honor i złożone obietnice nie pozwalały mu dać kapłanowi nauczkę za niewyparzony język.
            Jechali ulicą główną, raczej nie zwracając na siebie większej uwagi. Odkąd Sasuke podbił Sunę, dość często ją odwiedzał. Lubił to miasto, tętniące życiem, pełne bazarów, na których sprzedawano dosłownie wszystko, od egzotycznych, aromatycznych przypraw,poprzez różnorakie herbaty, tkaniny, klejnoty, magiczne artefakty, aż do wszelkiego rodzaju ksiąg i wynalazków.
-Kupię ci tu coś ładnego – szepnął na ucho swojemu kochankowi, gdy minęli ulicę pełną stoisk i przekrzykujących się handlarzy. Naruto prychnął przez nos.
-Co, nową obrożę? – zapytał sarkastycznie, a Sasuke zaśmiał się.
-Jest to pewna myśl – poparł go, a chłopak ostentacyjnie wykręcił głowę w bok. Sasuke zaśmiał się jeszcze raz i przygarnął go do siebie.
            Wkrótce biedniejsze ulice zamieniły się w szerokie alejki między willami, posiadającymi ogrody, co na pustyni było już oznaką wielkiego bogactwa. Zafascynowany Naruto przerzucił się na pytania o roślinność, nigdy bowiem nie widział palm, rodzących owoce oraz tak ogromnej ilości różnorodnych, kwitnących kaktusów.
-Są piękne – wyszeptał do Sasuke, gdy mijali ogród pełen kaktusów, rodzących ogromna, różowe kwiaty.
-Gdy zgubisz się na pustyni, wewnątrz nich znajduje się woda – odszepnął mu Uchiha, gładząc dłonią odkryty brzuch kapłana. Ubrał go dziś na modłę tubylców, jednak nieco bardziej frywolnie. Naruto miał na sobie błękitny, poprzeszywany złotymi nićmi, wiązany na przedzie gorset, z rękawami ze zwiewnej tkaniny, ściąganymi przy nadgarstkach. W jego pępku tkwił złoty kolczyk, połączony z kolczykiem w sutku za pomocą łańcuszka wysadzanego klejnotami. Drugą część jego stroju stanowiły szerokie, zwiewne spodnie, rozcięte tak, by widać było zewnętrzną stronę jego rozkosznych ud. Przepasany był złotą szarfą z doszytymi dzwoniącymi monetami z czystego złota. Siłą trzeba było założyć na niego ten strój, gdy Sasuke pokazał mu go dzisiejszego ranka, kapłan bowiem gotów był gryźć i drapać, byleby tylko nie pozwolić strażnikom założyć na siebie „tych gorszących szmat”, jak twierdził.
-Tak? – spytał zdziwiony kapłan, a Uchiha przytaknął.
-Jeśli kaktusy ci się podobają, to później oprowadzę cię po ogrodzie za pałacem w Sunie –odrzekł. – Mają tam wszystkie typy kaktusów, jakie można ujrzeć na tej pustyni.
-Te kwitnące również? – spytał Naruto, wskazując dłonią piękne, ogromne kwiaty w jednym z ogrodów.
-Wszystkie –Sasuke uśmiechnął się do spoglądającego na niego kapłana i odgarnął mu za ucho kosmyk włosów. – Może zjemy na świeżym powietrzu?
-Możemy zjeść – odparł kapłan. – Jestem trochę głodny.
-Więc ustalone – szepnął Sasuke i ucałował jego kark. Blondyn nawet się nie poruszył.
            Niebawem dotarli do bramy wspaniałego pałacu, mieszczącego się w centrum Suny. Sasuke z zadowoleniem odnotował, że widok zapierającej dech w piersiach budowli wywarł na Naruto odpowiednie wrażenie. Kapłan rozchylił usta i jak urzeczony wpatrywał się w pękate budynki z kolorowymi dachami, złocone drzwi i ramy okien, wysokie mury i strzeliste wieże.
-Jak tu pięknie– wyszeptał, rozglądając się dookoła.
-W istocie,jednak i tak to Miasto Cudów zapiera dech w piersiach. Suna jest po prostu kolorowa.
            Naruto pokręcił głową, rozglądając się dookoła. Gdy dotarli pod pałac, rodzina królewska już tam na nich czekała,wraz z co ważniejszymi dworzanami. Sasuke zatrzymał konia i zsiadł z niego, a potem pomógł zeskoczyć Naruto. Obaj obrócili się w stronę tarasu, na którym stała rodzina Sabaku.
-Panie – odezwał się obecny król, zasiadający na tronie Suny, wasal Sasuke, Kankuro. – Witaj w swoim mieście.
            Rodzina królewska pokłoniła się przed nim, a reszta dworu przyklękła. Sasuke ujął dłoń Naruto i pociągnął go w stronę tarasu.
-Możecie wstać – przemówił, a rodzina królewska i dwór wyprostowali się. – Naruto, poznaj władców Suny, króla Kankurou, jego młodszą siostrę, księżniczkę Temari oraz brata, księcia Gaarę. – Sasuke wypchnął Naruto do przodu – A oto Najwyższy Kapłan Świątyni Ognia, Powiernik Woli Kyuubiego, zwany Świątynią Mądrości, Światłem Oczyszczenia, Tym, Który Widzi Więcej, Uzumaki Naruto.

            Naruto zgiął się w ukłonie, rzucając Sasuke spojrzenie pełne niedowierzania, a generał uśmiechnął się do niego, co od razu uświadomiło kapłanowi, że była to zaledwie niewielka przysługa. Jednak dla blondyna znaczyło to ogromnie wiele, ponieważ nigdy, nigdy, przenigdy nie wybaczyłby nikomu, kto w obecności władców Suny odarłby go z należnych mu godności. Nie był w końcu jakimś wieśniakiem, zabranym z ulicy. Był Najwyższym Kapłanem Ognia, nawet jeśli zmuszano go, by służył generałowi Oto niczym zwykła nałożnica. Uchiha podbił jego miasto, nie jego serce.
-Witaj w Sunie, Najwyższy Kapłanie – rzekł do niego król Kankuro, młody, brązowowłosy mężczyzna, odziany w tej chwili w białe, zwiewne szaty. Naruto uścisnął jego dłoń, a następnie wymienił pocałunki w policzki z księżniczką Temari, piękną blondynką ubraną podobnie jak Naruto, lecz o wiele, wiele mniej wyzywająco, a na koniec uścisnął dłoń Gaary, rudowłosego, przystojnego księcia pustyni, ubranego niemal identycznie jak brat, o oczach pomalowanych na czarno i wygolonych brwiach. Wygląd rudowłosego zachwycił kapłana, nie miał on jednak zamiaru zdradzać się ze swoją fascynacją. Mieszkańcy Suny wydawali mu się niezwykli, egzotyczni, zahartowani przez trudy mieszkania w takim miejscu, jak pustynia, a rudowłosy książę Suny był idealnym przykładem takiego człowieka. Naruto podobało się, jak jego ogniste włosy i zielone oczy kontrastowały z białą szatą, która poruszała się na lekkim wietrze.
            Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, Sasuke złapał go za biodra i przyciągnął do siebie. Kapłan sapnął, zdziwiony, a potem, gdy Sasuke położył mu brodę na ramieniu, zamarł bez ruchu. Poczuł, że lekko czerwienieje.
-Życzymy sobie ładny, duży pokój z oknami wychodzącymi na wschód, szaty do przebrania, kąpiel oraz kolację w ogrodzie – rzekł generał, a król Kankuro skinął głową.
-Tak jest, panie – odrzekł, kłaniając się. Naruto zauważył, że cała rodzina królewska jest nienaturalnie spięta. Za nimi, przy drzwiach do pałacu, stało czterech strażników z halabardami, w hełmach i z przytroczonymi do pasa mieczami. Na ich piersi widniał jastrząb, taki sam, jak na proporcach Oto. Władcy podbitej Suny byli zakładnikami we własnym mieście. – Zaraz wydam stosowne rozkazy.
-Świetnie. Niech ktoś zajmie się też naszymi końmi, rozmieście w ładnych miejscach moich ludzi. To chyba wszystko.
            Król skinął głową i podnosząc rękę, strzelił palcami. Chwilę później pojawiła się ciemnoskóra służąca w białym ubraniu.
-Zaprowadź generała Uchihę oraz Kapłana z Konohy do największej komnaty, której okna wychodzą na wschód – rozkazał. Służąca skłoniła się, a Sasuke ujął pewniej dłoń Naruto i pociągnął go w głąb zachwycającego pałacu. Naruto obejrzał się za siebie, gdy przechodzili przez złocone drzwi, a za nimi ruszyło dwóch strażników. Chyba miał przywidzenia, ale zdawało mu się, że jeden z ludzi Sasuke, Shikamaru, wita się z księżniczką Suny całując ją, jednak nie zdążył się przyjrzeć, gdyż skręcili i stracił ich z oczu.
            Służąca prowadziła ich długimi korytarzami. Zbroje idących za nimi strażników chrzęściły i zgrzytały i kapłan zaczął im współczuć, w końcu nawet wewnątrz pałacu był niemiłosierny skwar.
            Po niedługim czasie dotarli do wschodniego skrzydła i służąca otworzyła przed nimi drzwi jednej z komnat. Naruto wkroczył do środka, z wrażenia rozchylając usta. Komnata była ogromna, miała nieregularne kształty, jakby była połączeniem kilku otwartych na siebie pokoi. Po prawo znajdowało się wielkie łoże, po lewo stolik, a wokół niego ogromne, białe poduchy do siadania. W wielu miejscach stały kwiaty, aloesy i kaktusy w donicach, na które pozakładano kosze z plecionki. Wszystkie okna wychodziły na wschód, były podłużne, okrągło sklepione, a przesłaniały je pasy białej tkaniny, łagodnie falującej na wietrze. Wszedł dalej, zgłębiając tajemnice pokoju i odkrył coś w rodzaju łaźni, znajdującej się za wysokim murkiem, na którym stał talerz z owocami i świece. W łaźni tej znajdowała się wanna, wpuszczona w podłogę, wokół której stały kolorowe, smukłe lub pękate, małe albo duże, po prostu najróżniejsze flakony, pełne pachnideł do kąpieli. Było tu jeszcze więcej świec, stojących w świecznikach lub na szklanych podstawkach, bezpośrednio na podłodze, lub w niewielkich, kwadratowych niszach, umieszczonych w ścianie i w murku zasłaniającym wannę.
            Naprzeciw tej ukrytej łaźni znajdowały się drewniane, dwuskrzydłowe drzwi, przepięknie zdobione i pozłacane. Naruto pchnął je i wyjrzał na taras, gdzie stał stolik z wikliny, a wokół niego wiklinowe fotele. Nad stolikiem rozwinięto biały pawilon, którego jasna tkanina wzdymała się pod wpływem wiatru. Nieopodal stała donica z rosnącą w niej palmą. A dalej, poza tarasem, rozciągał się ogromny, kaktusowy ogród.
            Sasuke stanął za nim i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jak mogłeś mówić, że Miasto Cudów jest piękniejsze? – zapytał wstrząśnięty Naruto. Sasuke zaśmiał się.
-Konoha jest nie tylko ślicznym, kolorowym pałacykiem, ale również i wspaniała fortecą. Dlatego bardziej mi się podobała – wyjaśnił Sasuke. Nagle wyciągnął rękę i wskazał coś w ogrodzie. Naruto zmrużył oczy i spojrzał we wskazanym kierunku. Dostrzegł kilku służących, biegających w tę i z powrotem. – Tam zjemy, właśnie przygotowują nam stół. Ale najpierw weźmiemy kąpiel.
            Sasuke obrócił go ku wannie i dopiero teraz kapłan spostrzegł, iż nie są sami. Podczas gdy on zachwycał sie wnętrzem, Sasuke musiał wpuścić do środka kilku służących. Wszyscy oni mieli ciemną skórę, jednak nie czarną. Wyglądali na bardzo, bardzo opalonych. Byli to wysocy, smukli mężczyźni, przepasani białym materiałem lub kobiety w białych,prostych sukniach. Wszyscy mieli ciemne włosy.
            Służba uwijała się szybko, rozkładając szaty, które dla nich przygotowano, na małej kozetce blisko wanny, układając puchate ręczniki na stoliku, zapalając pachnące świece i, czego Naruto wcześniej nie dostrzegł, porozmieszczane wokół kadzidełka. Ku zdumieniu Naruto, woda do wanny napływała sama, nie trzeba jej było nosić dzbanami, jak w Konosze. Tu jedna ze służących przekręciła dwa kurki, zamieszczone przy złotej, zagiętej do dołu rurce i parująca woda popłynęła sama.
            Później Sasuke odprawił służbę, jednej z dziewczyn kazał przekazać królowi, iż swoją obecnością zaszczyci go jutro na śniadaniu, coś tam jej jeszcze przekazał, po czym zamknął drzwi. Zostali sami.
-Skąd się bierze ciepła woda!? – zapytał natychmiast Naruto, wskazując palcem dziwne urządzenie. Sasuke zaśmiał się.
-Czary! – odparł lekko, a Naruto wytrzeszczył oczy.
-Cz-czary? –wykrztusił, a Sasuke, ku jego zdumieniu, ryknął śmiechem tak głośno, że aż kapłan podskoczył. Po chwili zrozumiał. – Nabierasz mnie!
            Wydął usta, gdy Sasuke zbliżył się do niego i ucałował jego czoło.
-Owszem – przyznał, uśmiechając się. – Po prostu w Sunie, pod ziemią, rozmieszczone są naturalne, gorące źródła. Miasto to ma znakomitych inżynierów, którzy skonstruowali sieć rur, rozmieszczonych w całym pałacu, którymi przepływa woda. W mieście tym zbiega się kilka ważnych szlaków handlowych – mówił Sasuke. Puścił go, zbliżył się do pełnej wanny i zakręcił kurki. Wsunął rękę w wodę, uśmiechnął się, po czym do niego wrócił. Zaczął go rozbierać. – Dzięki temu do miasta przybywają rozmaici ludzie, niosąc ze sobą przeróżne towary i informacje. Uczeni z Suny gromadzą je i wykorzystują, dlatego w tym mieście powstało wiele wynalazków, na przykład urządzenie, które dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu szkieł, może przybliżyć ci gwiazdy.
-Przybliżyć gwiazdy? – Naruto wlepił w niego oczy. Dłonie Sasuke przesuwały się po jego nagim ciele, jednak on nie zwracał na to uwagi.
-Tak. Spoglądając na nie z ziemi możesz je widzieć tak, jakbyś był gdzie tam w górze – odparł Sasuke, gestem wskazując sufit.
-Pokażesz mi je?! – poprosił Naruto, a generał ponownie ucałował jego czoło.
-Jeśli tylko zechcesz – odparł, ściągając z siebie tunikę, a następnie odpinając pas. Odrzucił odzienie na bok i pozwolił, by Naruto zajął się jego spodniami. Po chwili obaj byli nadzy.
            Sasuke ujął jego dłoń i pociągnął go do wody. Zeszli do wanny i usiedli na jej dnie, zanurzając się po szyje, w wodzie nie gorącej, lecz letniej. Naruto odetchnął zapachem kadzideł i świec. Był to ostry, jednak w dziwny sposób przyjemny zapach idealnie połączonych ze sobą ziół, przypraw i kwiatów. Niestety Naruto nie znał ich nazw.
-No, co wlewamy do wody? – spytał generał, a Uzumaki rozejrzał się wśród kilku setek flakoników, stojących teraz na wysokości jego oczu.
-A możemy je powąchać, zanim wlejemy? – zapytał.
-Możemy co tylko chcemy – odrzekł Sasuke, chichocząc. Naruto wyciągnął rękę i wziął pierwszy-lepszy flakonik, pomarańczowy, pękaty, z dużą nakrętką  w kształcie jakiegoś kwiatu. Uniósł ją, powąchał, a potem skrzywił się.
-Okropny – mruknął, podając flakonik Sasuke.
            Zabawiali się tak jakiś czas, wąchając różne flakoniki. Podobał im się fioletowy, pachnący lawendą, lecz później ten zapach przebił zielony flakonik, z olejkiem o zapachu lasu iglastego. Odrzucili przezroczysty, pachniał jak przyprawa do kurczaka i czarny, ponieważ zapach był gorzki, a do tego tak intensywny, że poczuli go w ustach. W końcu wybrali dwa – zielony las iglasty i żółty, cytrusowy. Musieli użyć wyliczanki i w końcu stanęło na cytrusowym. Naruto wlał do wody połowę zawartości małej buteleczki.
            Wykąpali się w letniej, pachnącej cytrusami wodzie, upajając się kadzidłami. Przez te zapachy Naruto miał rozluźnioną, lekko otumanioną głowę i gdy spoglądał na Sasuke domyślał się, że on czuje się podobnie.
-Coś musi być w tych kadzidłach – mruknął po pewnym czasie generał, gładząc Naruto po biodrze. Ten siedział z głową na jego ramieniu i obserwował płomień jednej ze świec.
-Co? – spytał sennie.
-Nie ważne – odparł Sasuke, uniósł jego podbródek i pocałował go. Naruto nie bronił się – było mu to obojętne. Poza tym wszystkie jego sińce wyleczyły się i nie chciał, by znów szpeciły jego ciało. Uchiha znał każdy milimetr jego skóry, mógł robić to, na co miał ochotę.
            Jednak Uchiha tym razem nie zrobił nic więcej ponad pocałunek. Gdy się cofnął, wyszeptał, że kolacja na nich czeka i pomógł mu wyjść z wanny.
            Wytarli się nawzajem, a potem ubrali, w zwiewne, białe szaty. Póki co Naruto był cichy i potulny jak baranek, wolał się nie narażać, zyskać trochę sił, otrząsnąć się. Nie, nie poddał się inie miał takiego zamiaru, wręcz przeciwnie. Cały czas zastanawiał się, jak mógłby się oswobodzić?
            Później, gdy schodzili z tarasu do ogrodu, Naruto potknął się, a generał Uchiha złapał go w ostatniej chwili, zanim uderzył twarzą o ziemię. Naruto zasłonił dłońmi oczy.
-Szumi mi w głowie – jęknął.
-Nawąchałeś się kadzideł – odparł. – Mają działanie narkotyczne…
-Co takiego? – spytał kapłan, nie rozumiejąc. Generał uśmiechnął się i ujął go pod ramię.
-Nie martw się, zaraz ci przejdzie, gdy odetchniesz świeżym powietrzem… Chodź zjeść…
            Naruto wcale nie czuł się tak, jakby miało mu przejść, wręcz przeciwnie. Kręciło mu się w głowie coraz bardziej i cały świat odbierał jakoś tak zupełnie inaczej. Nawet jego zmysły szalały, a dotyk generała wręcz go parzył.
            Szedł, podtrzymywany przez Sasuke, słaniając się na nogach. Gdy generał posadził go przy stoliku, pod wielkim parasolem, wciąż nie czuł się zbyt dobrze. Sasuke usiadł naprzeciw niego,uśmiechając się szeroko.
-Napij się wody– rzekł, podsuwając kapłanowi kielich, który zaraz napełnił chłodną wodą z dzbana. Kapłan uniósł kielich do ust i napił się odrobinę, a potem powiódł wzrokiem po otaczającym ich, zachwycającym ogrodzie kaktusowym.
-Jak tu pięknie– westchnął.
-Owszem – odparł generał, po czym odchrząknął i wskazał zastawiony potrawami stół. – Jedzmy.
            Zaczęli się posilać, nic nie mówiąc. Naruto nie odczuwał potrzeby konwersacji z generałem, jego mózg był trochę otumaniony przez kadzidła, Naruto myślał wolniej, nawet nieco wolniej się poruszał.
            Po posiłku generał zaprosił go na spacer po ogrodzie, a Naruto, który czuł się już nieco lepiej, zgodził się. Póki co nie widział powodu, by w czymkolwiek odmawiać generałowi i narażać się na kolejne bicie. Uchiha i tak stanowczo zbyt wiele razy sponiewierał jego ciało, nie zważając na protesty. Kapłan na razie nie miał żadnego planu, nie widział dla siebie możliwości ucieczki. Uchiha cały czas trzymał go przy sobie, razem jedli, razem spacerowali, razem sypiali. Cały czas też towarzyszyły i mstraże. Ponadto będąc z nim sam na sam, nie miał szans, Sasuke był wyszkolonym, silnym wojownikiem, zaprawionym w boju i bezwzględnym. Kapłan nie potrafił walczyć, nie byłby w stanie zranić czarnowłosego, zabrakłoby mu odwagi. Generał miał rację, Naruto nie potrafiłby zabijać. W starciu z Uchihą skończyłby pobity i zgwałcony, jak wcześniej. Znów byłby zbyt słaby i obolały, by choćby marzyć o ucieczce, a nie mógł sobie pozwolić na obrażenia. Musiał zebrać się w sobie i coś wymyślić, nie był niewolnikiem, był przywódcą wiernych Kyuubiego, jaki był z niego przykład, kiedy pozwalał, by co noc odzierano go z godności?
-Jesteś dziś cichy i zamyślony – szepnął nagle generał, ujmując dłoń Naruto, po czym pocałował jego palce. – Tak chciałeś ujrzeć ten ogród, a teraz zupełnie cię on nie interesuje.
            Szli już w stronę pałacu, po przejściu kilku wyłożonych kamieniami alejek, otoczonych najpiękniejszym wyborem kwitnących kaktusów. Naruto przyglądał im się, ale wcale ich nie widział. Zapomniał się i uległ mężczyźnie, którego nienawidził i któremu życzył śmierci. Ale chwila słabości już minęła. Całym sercem pragnął się zemścić, tylko jeszcze nie wiedział jak.
-Jestem zmęczony– szepnął, zerkając obojętnie na generała.
-Wobec tego wracajmy do pałacu – powiedział ciemnowłosy, wkładając sobie rękę Naruto pod ramię,jakby kapłan był damą.
            Generał poprowadził go do ich komnaty, gdzie nakazał mu ubrać się do snu. Naruto założył swoją koszulę, po czym spojrzał na czarnowłosego. Ten zbliżył się do niego, bez słowa wziął kapłana w objęcia i całując go, ułoży na posłaniu.
            Naruto przymknął powieki, pozwalając mu całować się tu i tam. Nagle sapnął, zdumiony i krzyknął cicho, gdy w jednej sekundzie został przekręcony na brzuch. Jęknął, gdy generał Uchiha wykręcił mu ręce do tyłu.
-Co ty robisz?!– zawołał przerażony, gdy poczuł, jak Sasuke pęta mu nadgarstki sznurem.
-To, na co mam ochotę – odparł generał. Naruto szarpnął się.
-Ja nie chcę! – zawołał. – Przecież jestem grzeczny, nie wiąż mnie, to boli!
-Wiem, że się spisujesz – szepnął mu generał do ucha, po czym zawiązał mu jakąś opaskę na oczach. Naruto jęknął głośno, gdy pogrążył się w zupełnej ciemności. – Ale wciąż nie sprawia ci to ani przyjemności, ani radości…
-Nigdy tak się nie stanie! – zawołał kapłan w ciemność opaski, przyciśnięty do łóżka przez ciężkiego generała. – Nienawidzę tego, co mi robisz! Nie chcę tego robić!Przenigdy nie zdobędziesz mego serca!
            Generał Uchiha prychnął głośno.
-A kogo obchodzi twe serce, kapłanie? – spytał prześmiewczo. – Wcale nie pragnę twego serca,wystarczy mi jedynie ciało, bym był zadowolony… A chciałbym dostawać twoje ciało od ciebie, za każdym moim skinieniem…
            Naruto warknął, a potem zaczął obrzucać czarnowłosego wyzwiskami, więc generał złapał go za włosy i przycisnął do poduszki. Blondyn zaczął się dusić, szarpiąc się i przez myśl mu przemknęło, że Uchiha chce go zabić, lecz po przerażająco długiej chwili mężczyzna puścił go. Naruto poderwał głowę i głośno zaczerpnął powietrza, a potem zaczął kaszleć. Cały dygotał i drżał.
-Będziemy mieć gościa – wyszeptał mu generał do ucha. Naruto zamarł.
-G-gościa…? –wyjąkał. – K-kogo?
            Coś skrzypnęło od strony drzwi,jakby ktoś wszedł. Naruto zamarł, obracając głowę w tamtym kierunku.
-Panie – szepnął ktoś do Uchihy.
-Podejdź tu –odparł generał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz