środa, 19 grudnia 2012

16. Między nami nic nie było

   Siedzieliśmy i piliśmy herbatę w milczeniu. Nie odrywałem oczu od Naruto, śledząc każdy jego gest, każdą minę. W końcu Uzumaki, zmieszany i zakłopotany, wstał z krzesła i uciekł, tłumacząc, że pójdzie porozmawiać z Mai. Westchnąłem, patrząc, jak przede mną ucieka.
-Chyba się mnie boi – powiedziałem cicho, a stary lekarz zaśmiał się.
-Również bym się bał, gdyby ktoś pożerał mnie wzrokiem – odrzekł, a ja podniosłem głowę, zdumiony.
-Pożeram go wzrokiem? – zapytałem, a mężczyzna przytaknął.
-Bez przerwy. – Lekarz patrzył na mnie uważnie. Przełknąłem ślinę.
-Nie wiem, jak mu wyjaśnić, kim dla siebie jesteśmy – szepnąłem. – Czy on… i pana wnuczka… czy oni…?
              Mężczyzna zaśmiał się cicho.
-Naruto jest dla Mai bratem i tylko bratem – rzekł, a ja poczułem, jak kamień spada mi z serca.A więc nie byli parą. Mój mały nie znalazł sobie nikogo, był tylko mój.Pozwoliłem sobie na lekki uśmiech.
-Ach – szepnąłem cicho. Pan Botano wstał od stołu.
-Proszę za mną, pokażę panu łazienkę i pokój.
-Dobrze – wstałem i ruszyłem za nim.
              Wspięliśmy się na piętro, gdzie mężczyzna wskazał mi łazienkę i pokój gościnny. Gdy zostawił mnie samego, odetchnąłem głęboko kilka razy, a potem osunąłem się na podłogę, śmiejąc się do siebie.
-Znalazłem go – sapnąłem, patrząc w ciemną przestrzeń przed sobą. – Znalazłem…
              Zakryłem twarz dłońmi, w myślach odtwarzając sobie jego twarz, jego opaloną skórę, niebieskie oczy, jasne włosy… Mój mały nic się nie zmienił, był tylko trochę mniej pewny siebie, ale to był on, prawdziwy, żywy, cały i zdrowy Naruto. Tylko to się liczyło.
              Trochę trwało, zanim udało mi się zebrać z podłogi i pozbierać w sobie. Dłonie mi drżały, kolana miałem z waty i serce galopowało mi jak szalone. Myślałem, że mam do czynienia z jakimś cudem, bo to chyba był cud. Myślałem, ja, cała Konoha myślała, że Naruto nie żyje. Sakura… płakała tyle czasu, Tsunade… ona również. Konohamaru obwiniał Hokage oraz mnie, a to wszystko niepotrzebnie. Mój kochany nie zginął. Nic mu się nie stało!
               Później, gdy już się otrząsnąłem z szoku, poszedłem pod prysznic, a potem krążyłem po pokoju, zastanawiając się, co począć? Co mu powiedzieć, co z nim zrobić, jak mu wytłumaczyć naszą miłość tak, aby się mnie nie przestraszył? Byłem pewien, że skoro wcześniej kochał Sakurę,to teraz wolał kobiety. Udało mi się go zdobyć przez przypadek… właściwie, nie miałem pojęcia, jak go zdobyłem. Wtedy to w nim zaszła zmiana, to on musiał mnie zaakceptować, pokochać, przełamać się, by miedzy nami mogło do czegokolwiek dojść. A przecież mieliśmy za sobą tyle przeżyć, wspólnych wspomnień, mieliśmy za sobą naszą nienawiść, nasze walki i oczywiście, naszą przyjaźń. Teraz tego nie było, teraz był mi obcy i prawdopodobnie wolał kobiety. Jak miałem go do siebie przekonać, co miałem robić?
              Moje okropne przemyślenia przerwało mi pukanie do drzwi. Obróciłem się zdumiony, wołając „proszę”. Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł Naruto, ubrany w spodnie od piżamy i ciemną bokserkę. Włosy miał wilgotne po prysznicu, ciemność dodawała mu uroku i tajemniczości. Był piękny jak nigdy dotąd, zwłaszcza po tak długiej rozłące.Zamarłem, wytrzeszczając na niego oczy. Przyszedł do mnie, przyszedł…
-M-mogę? –zapytał Naruto, a ja skinąłem głową.
-Naturalnie –odparłem. – Zawsze.
              Zerknął mi w oczy, a potem wsunął się głębiej do pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Gdy na mnie spojrzał, stałem już tuż przy nim i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przygarnąłem go do siebie i przytuliłem.
-Boże –szepnąłem mu do ucha – jak ja się cieszę, że cię znalazłem, Naruto. Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem…
              Zdrętwiał w moich objęciach, za toja rozkoszowałem się jego bliskością. Pachniał zupełnie inaczej, niż wcześniej,już nie tym swoim dziwnym, truskawkowym szamponem, lecz mocno, jak prawdziwy mężczyzna. Pragnąłem czegoś więcej, lecz musiałem panować nad sobą i to było najgorsze. Gdybym wcześniej wyobrażał sobie, że żyje, że go odnajduję, nigdy nie pomyślałbym, że nie będę mógł go pocałować, nawet powiedzieć, że wciąż go kocham.
-Am… eee… cieszę się, ale możesz mnie już puścić? – zapytał niepewnie, a ja, lekko zmieszany, puściłem go i zrobiłem krok do tyłu. Blondyn zerknął na mnie niepewnie,przestępując z nogi na nogę. Zagryzł dolną wargę.
-My… my naprawdę jesteśmy przyjaciółmi…? – zapytał, a ja skinąłem na niego i poprowadziłem go do łóżka. Usiadł na nim, a ja przycupnąłem obok. Nie miałem pojęcia, co mu mówić, jak tłumaczyć. Cały dygotałem.
-Jesteśmy sobie… bardzo bliscy – powiedziałem ostrożnie, patrząc na niego, obserwując każdą jego reakcję. Miałem nadzieję, że coś mu się przypomni, że może odzyska pamięć. – Znamy się od zawsze, lepiej, niż możesz przypuszczać.
              Starałem się starannie dobierać słowa, by nie powiedzieć za dużo, ale również nie za mało. Miałem zamiar być tak delikatny, jak tylko mogę. Nie mogłem sobie pozwolić na błędy, na przestraszenie go, nie mogłem go stracić po raz drugi, nie zniósłbym tego. Musiałem go odzyskać.
-A… dlaczego mnie uderzyłeś? – zapytał, a ja zakląłem w duchu. Gdybym tylko wiedział.
-Zawsze miałeś głupie pomysły – szepnąłem. – Gdy cię zobaczyłem po tak długim czasie, całego i zdrowego, poniosło mnie. Myślałem, że zostawiłeś mnie dla jakiegoś głupiego, szlachetnego celu, podczas gdy ja cię szukałem i tęskniłem. Nie miałem pojęcia,że mnie nie pamiętasz i że się mnie przestraszysz. Przepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczysz.
-Trochę się przestraszyłem – zaśmiał się cicho. – Ja… nie pamiętam, bym wiedział kiedyś jakiegoś ninja. A potem się zjawiłeś i… uderzyłeś mnie i wycelowałeś we mnie kataną… ja… Dziadek opowiadał mi, że gdy mnie znalazł, byłem związany… Naprawdę pomyślałem, że byłem jakimś przestępcą. Albo że jesteś jakimś moim wrogiem…
-Ja, twoim wrogiem? Co za… głupi pomysł – szepnąłem, dotykając jego policzka. Nie mogłem się powstrzymać, palce mnie świerzbiły. Był tu, przede mną, żywy, prawdziwy. Po mojej męczarni, po półrocznym piekle, jakie przechodziłem, nareszcie nadeszło ukojenie. Cały dygotałem z radości, z emocji… - Naruto – szepnąłem, przełykając ślinę. Złapał moją dłoń i odsunął ją od swojej twarzy.
-To wszystko, co powiedziałeś, jest prawdą, tak? – zapytał, jakby chał się upewnić. Skinąłem głową.
-Najprawdziwszą– potwierdziłem. – Nic się nie zmieniłeś.
-Ja… ciszę się, że jestem taki sam, ale chciałbym z tobą poważnie porozmawiać. Proszę, nie nabijaj się ze mnie.
-Nie nabijam – odparłem. – Ty… z wcześniej… wiedziałbyś, jak poważny jestem…
-Coś w sensie,że nie masz za grosz poczucia humoru? – zapytał zdezorientowany, a ja zaśmiałem się.
-Tak, dokładnie tak, skarbie… - odparłem, śmiejąc się, a Naruto natychmiast wytrzeszczył na mnie oczy. Dopiero po sekundzie zdałem sobie sprawę, co powiedziałem. Zasłoniłem sobie usta dłonią, patrząc na niego.
-Co ty… co ty powiedziałeś? – zapytał, a ja skrzywiłem się. Miałem być ostrożny, delikatny, bo w końcu nie wiedziałem, jak może zareagować, a palnąłem takie głupstwo, niczym idiota!
-Ja… Naruto… ja…
-Czemu mnie tak nazwałeś? – zapytał ostro, a ja zakląłem w duchu. Wziąłem głęboki wdech.
-Nie denerwuj się, dobrze? Ja… wymknęło mi się, ale…
-Ale co?! Dlaczego ci się wymknęło, co ty…?! – jego oczy rozwarły się szerzej, gdy mi się przyglądał. – Jakim prawem nazwałeś mnie „skarbem”?
-Naruto…
-Niemożliwe,żebyśmy my… - urwał, gapiąc się na mnie z głupkowatym uśmiechem. – To niemożliwe, ja nie jestem gejem.
              Pokręciłem głową, nie mając pojęcia, co powiedzieć.
-Nie chciałem ci tego mówić – szepnąłem. – Nie byłem pewny, jak zareagujesz…
-Jestem gejem?! – zapytał nieco piskliwym głosem.
-To nie tak – powiedziałem. – To nieco skomplikowane w naszym przypadku. Nie byłem przygotowany na to, że stracisz pamięć. Nie wiem, co mam ci powiedzieć.
-Prawdę! – zażądał.
-Prawda jest taka, że byliśmy ze sobą – szepnąłem, a jego oczy rozwarły się szerzej. Pokręcił głową.
-Nie wierzę! – prawie wykrzyknął, lecz zaraz się opanował. – Nie, głupoty opowiadasz! Kręcą mnie dziewczyny, gdybym był gejem… nie, ty jesteś jakiś chory!
              Chciał wstać, ale złapałem go za nadgarstek i powrotem posadziłem na łóżku. Spojrzał na mnie przestraszony, a ja zaraz puściłem jego rękę.
-Przysięgam, że mówię prawdę, Naruto! – powiedziałem z naciskiem. – Niby jaki miałbym cel w okłamywaniu cię, nic nie pamiętasz!
-Może ty jesteś jakimś napalonym gejem, nie wiem, ale na pewno nie ja! Nie mam pojęcia, jaki możesz mieć w tym cel, ale to nieprawda!
-Jak zwykle jesteś mądrzejszy od całego świata! – prychnąłem. – Niby czemu uważasz, że to niemożliwe?
-Bo do tej pory nie podobał mi się żaden mężczyzna! – Mówił tak, jakby chciał mnie przekonać do tego, iż nigdy nie byliśmy razem. – Nie wierzę ci. Nie wierzę.
              Wstałem gwałtownie i zacząłem krążyć po pokoju, czując jego wzrok na sobie.
-Wiedziałem, że tak to się skończy! – zawołałem zły, a potem machnąłem ręką. – Idź się wyspać, jutro rano ruszamy!
-Ale ja nie chcę wychodzić! Chcę się dowiedzieć o sobie wielu rzeczy! – zawołał Naruto, a ja spojrzałem na niego chmurnie.
-Chcesz, a najważniejszej rzeczy nawet do siebie nie dopuszczasz! Do cholery, Naruto, jak mogłeś zapomnieć?!
-No wybacz, że straciłem pamięć, wredny draniu! – wydarł się, a ja zamarłem.
-Jak? Jak mnie nazwałeś? – zapytałem, a on pobladł lekko.
-Ja…  nie chciałem, nie denerwuj się! – powiedział szybko, podnosząc ręce. Machnąłem ręką.
-Nie o to mi chodzi! Naruto, nazwałeś mnie draniem!
-I co z tego?
-Zawsze mnie tak nazywasz, od dzieciaka! – rzuciłem się ku niemu i złapałem go za dłonie. Zaczerwienił się lekko, gdy spojrzałem mu w oczy. – Przypomina ci się coś? Coś ci świta? Może mój widok coś ci przypomniał?!
              Blondyn patrzył na mnie przez chwilę.
-Wybacz, ale nic mi się nie przypomina – powiedział powoli, wyswobadzając swoje ręce z mojego uścisku. – Możesz mnie przestać obłapiać?
-Wcale cię nie obłapiam, rany, pół roku cię nie widziałem! Kurwa mać, myślałem, że nie żyjesz! – zawołałem zły. – A teraz nawet dotknąć się nie pozwalasz! Nie jesteś prawiczkiem, jeśli chcesz to wiedzieć!
              Cofnąłem się gwałtownie i klnąc, znów zacząłem krążyć po pokoju, nie zwracając uwagi na jego krwistoczerwone rumieńce. Gdy uspokoiłem się trochę, lekko zrezygnowany usiadłem na krześle przy stoliku. Naruto potarł się po karku, jak to zwykle robił. Przynajmniej gesty były w nim takie same.
-My… my… sypialiśmy ze sobą? – spytał bardzo cicho, a ja wybuchnąłem śmiechem.
-A jak myślisz?! – zapytałem wściekle, a on wytrzeszczył na mnie oczy.
-Nie… - mruknął, a ja palnąłem się w czoło. Naruto kręcił głową, czerwony na twarzy, z malującym się na niej niedowierzaniem. Patrzyłem na niego przez dłuższy czas, nie mając pojęcia co robić. – Niemożliwe, kłamiesz! Jestem pewny, że między nami nic nie było. Wybacz – rzekł, po czym wyminął mnie i po prostu wyszedł z pokoju, a ja zostałem sam.

4 komentarze:

  1. Ja... ja nie mogę!

    Ale się porobiło! Sasek nie wytrzymał, a Naruciak może się rozmyślić! ;<

    To opowiadanie mnie cała pochłania! juz nawet nie zważam na powtórzenia, a to u mnie coś! ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurde! Wszystko się spieprzyło.

    Narutoo~~ jak ty tego seksu możesz nie pamiętać?! A no i tej obietnicy z kajdankami^^

    Mam nadzieje że Naru wbije se do łba że nie jest prawniaczkiem XD i jak to "między nami nic nie było"?! Zastanów się co ty w ogóle pieprzysz Naru? To co pomiędzy wami było TO BYŁA MIŁOŚĆ OPATULONA ŻYWYM OGNIEM! I podnieceniem^^*śmiech zboczeńca* hehehe

    OdpowiedzUsuń
  3. Naruto skurwiel :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Porobilo sie to malo powiedziane ... Jak teraz ma zyc nasz narutonskoro nie wie kim jest ... Oby sie nie rozmyslił i poszedl z sasuke do wioski ... Wroci mu pamiec .. Itp...potem jesli sasuke sie przyzna ze spal z tym smarkaczem naruto mu wpieprzy..:-) hahhaa
    Pozdro shizuo

    OdpowiedzUsuń