środa, 19 grudnia 2012

Kometa

            Moja cierpliwość powoli się kończyła. Było już grubo po godzinie dziesiątej, skończyłem rozgrzewkę, nawet wykonałem samodzielnie kilka ćwiczeń, a młotka wciąż nie było. Nie miałem pojęcia, czemu się nie pojawia, dlaczego nie przysłał nawet klona, żeby uprzedzić, że się nie pojawi i jakim prawem śmiał mnie wystawić do wiatru?! Najpierw umawia się na wspólny trening i walkę, a potem nie przychodzi! Mnie nie zależało, w końcu mogłem sam trenować, ale zostawić młotka samego na polu treningowym znaczyło, że niebawem to pole zostanie zrównane z ziemią. Poza tym kretyn sam nic zrobić nie potrafił.
            W końcu wściekłem się do tego stopnia, że klnąc pod nosem, ruszyłem w stronę wioski. Miałem zamiar iść do młotka i wygarnąć mu, co myślę o takiej nieodpowiedzialności. Każdego może sobie wystawiać do wiatru, ale nie mnie, nie Uchiha Sasuke! Mogłem się założyć, że młotek zwyczajnie zaspał, być może zastanę go w łóżku, obudzi się łaskawie, zdziwiony, że to tak późna godzina! Na pewno nie nastawił sobie budzika i przez niego straciliśmy trening, w końcu pole nie będzie wolne wiecznie, inni shinobi także chcą trenować!
            Dotarłem do wioski i szybkim krokiem skierowałem się w stronę bloku, w którym mieszkał Uzumaki. Miałem zamiar zrugać go tak, że nie zostanie na nim nawet jedna sucha nitka. Byłem cholernie wściekły, bo nienawidziłem zmieniać swoich planów przez czyjąś głupotę! Nienawidziłem go! Nienawidziłem!
            Dotarłem do jego mieszkania i z całej siły załomotałem w drzwi.
-Naruto, wyłaź, łamago! – wydarłem się. Odpowiedziała mi cisza. – NARUTO!!!
            Coś łupnęło, zgrzytnęło, szurnęło, a potem grzmotnęło. Po chwili poczułem go tuż za drzwiami.
-Sasuke? – zdziwił się Uzumaki jakimś dziwnym głosem. Mnie wydał się zaspany, więc od razu zacisnąłem dłonie w pięści, zgrzytając zębami. Spał, idiota! Wiedziałem, że tak będzie!
-Ty dupo wołowa, mieliśmy trenować! – zawołałem zły, w zamian za co usłyszałem westchnienie.
-Wiem – odparł. – Przepraszam, Sasuke.
-Może z łaski swojej otworzysz drzwi, bym mógł ci wrąbać, co oczywiście ci się należy?! – zapytałem przez zęby, bo denerwował mnie fakt, że nie rozmawiamy w cztery oczy, tylko przez kawał drewna. Naruto chwilę milczał.
-Ja… nie wiem, czy to jest dobry pomysł – odrzekł w końcu niepewnie.
-Młocie, otwieraj!
-Nie, Sasuke, mam zły dzień – mruknął cicho, tak cicho, że ledwo go słyszałem. Zmarszczyłem nos.
-Co to znaczy, że masz „zły dzień”? –zapytałem. – Na złe dni zawsze pomagał ci trening! I otwórz mi w końcu!
-Chyba jestem chory – odpowiedział. –Sasuke, idź do domu, albo potrenuj z Saiem.
-Nienawidzę tego szurniętego tępaka – powiedziałem zły. – Nie będę przebywał w jednym miejscu z kimś, kto przy najbliższej okazji zaczyna gadać o moim penisie!
            Naruto parsknął urywanym śmiechem, a ja zwęszyłem swoje zwycięstwo. W końcu miałem zamiar dać mu nauczkę za to, że się nie zjawił. Musiał mnie wpuścić.
-Ale… Sasuke, ze mną naprawdę coś jest nie tak – powiedział, a ja przysunąłem się do drzwi i położyłem na nich dłonie.
-Mianowicie co? – zapytałem.
-Ja… em… dziwnie się czuję…? – podsunął niepewnie, a ja wzniosłem oczy do nieba. Młotek był mistrzem w rozgryzaniu stanów swojego ducha, własnego nastroju i samopoczucia. Czasami zastanawiałem się, jak ktoś tak głupi trafia na pole treningowe bez przewodnika i drogowskazów. Do tej pory jakoś tego nie odkryłem.
-A na czym polega to twoje „dziwne czucie się”? – dopytywałem się, zastanawiając, co też mu się stało? Zakochał się? Nie, on nie był zdolny do tak skomplikowanych uczuć. Może znów zjadł coś nieświeżego i bolał go żołądek? Tylko że tyle, to chyba sam potrafił stwierdzić.
-Ja… nie jestem sobą – wyszeptał już całkowicie cicho. Musiałem przyłożyć ucho do drzwi. – Boję się, że jak wejdziesz, to mogę zrobić ci krzywdę – wyznał. Zamrugałem dwa razy, a potem spoważniałem.
-Co się dzieje, Naruto? – zapytałem rzeczowym tonem. Jęknął cicho.
-Kurama nie odpowiada na moje wezwanie –powiedział. – Nie mogę się z nim skontaktować, cały czas słyszę w głowie warkot i nic więcej.
            Cóż, to wydawało się naprawdę poważną sprawą.
-Rozumiem – powiedziałem. – Naruto, powinieneś udać się do Tsunade i powiedzieć jej o tym.
-Boję się wychodzić z mieszkania! – zawołał natychmiast. – Coś jest nie tak, Sasuke! Kurama jest jakiś oszołomiony, nie jest sobą! Ja też nie!
-Wpuść mnie – zażądałem. Jęknął przeciągle.
-Nie, Sasuke, nie…
-Wpuść. Wiesz, że w razie co, to cię powstrzymam. Nie bój się.
-Ale Sasuke, ty nie do końca rozumiesz…
-Wpuść mnie, Naruto! – przerwałem mu ze złością. Jeśli z Kyuubim naprawdę działo się coś niedobrego, to ten młotek nie powinien sam sobie z tym radzić. Miałem w końcu sharingana i byłem najsilniejszym shinobi w wiosce, nie bałem się jego demona. Kyuubi wcale nie był tak groźnym przeciwnikiem, jakim się wydawał, nie bałem się dziewięcioogoniastego. Gdyby coś się wydarzyło, umiałbym go powstrzymać i nie dopuścić do zniszczenia Konohy.
            Młotek chwilę się wahał, ale w końcu zgrzytnął zamek i drzwi uchyliły się lekko. Jedno przerażone, niebieskie oko spojrzało na mnie. Wsunąłem się do środka.
            Wnętrze domu Naruto zaskoczyło mnie. Zwykle miał tu bałagan, ale teraz… teraz mieszkanie wyglądało na zdemolowane. Na podłodze w korytarzu leżały szczątki z rozbitego lustra, jedna szafka była przewrócona. Po całym mieszkaniu fruwało coś białego, przypominającego śnieg i potrzebowałem chwili, by zrozumieć, że to pióra.
            Ale nie mieszkanie zdziwiło mnie najbardziej. Najbardziej zdumiał mnie sam Naruto, który stał przede mną, ubrany w krótkie, pomarańczowe spodenki i białą bokserkę. Lewe oko Uzumakiego było krwistoczerwone, zaś prawe miało zwykły, niebieski kolor. Jego lewe ucho było zupełnie spiczaste, a że miał uchylone usta, widziałem, że z lewej strony wyrósł mu ostry, zwierzęcy kieł. Lewą dłoń zakończoną miał ostrymi pazurami, podobnie jak lewą stopę; jego palce były lekko zniekształcone.
-Na… NARUTO?! – zapytałem, wytrzeszczając na niego oczy, a on skinął głową.
-Ja… nie wiem, co się dzieje – powiedział zdezorientowany. – Kurama nie może mi nic powiedzieć, od wczorajszego dnia stał się jakby… jakby zwierzęcy – szepnął Uzumaki.
-Kiedy to się zmieniło? – spytałem,wskazując jego lewą stronę.
-W nocy, gdy spałem – powiedział.
-Musimy iść do Hokage!
-Nie! – zaprotestował. – Nie, nie chcę wychodzić!
-Naruto, to poważna sprawa… - zacząłem, robiąc krok w jego stronę, ale cofnął się i zasłonił rękami.
-NIE PODCHODŹ DO MNIE! – zawołał, istnie przerażony. Zamarłem.
-Nie bój się, przecież ja nie…
-Ale ja mogę! – odparł. – Nie podchodź, zbyt ładnie pachniesz!
-Pachnę? – zdumiałem się, a on jęknął.
-Mam ochotę… - Przełknął ślinę, cofając się jeszcze bardziej - … na surowe mięso…
            Zatkało mnie na chwilę i nie byłem w stanie wymówić słowa.
-J-jak to…? – wyjąkałem w końcu. Potrząsnął głową.
-Ja nie wiem! – zawołał, prawie że ze łzami w oczach. – Zjadłem surowego kurczaka, którego miałem w lodówce! Nie mogłem się opanować! I teraz czuję, jak pachniesz, Sasuke! Nie zbliżaj się do mnie!
-Dobrze – powiedziałem spokojnie, unosząc ręce. – Nie będę podchodził. Pójdę po Tsunade, a ty tu zostań, dobrze? – zapytałem, a on pokiwał głową. Sięgnąłem po klamkę. – Będziemy za kilka minut, a ty siedź tu spokojnie i nie bój się.
-Dobrze – odparł, a ja czym prędzej wybiegłem z mieszkania.
            Gnając do budynków administracyjnych przed oczami wciąż miałem obraz Naruto, w połowie zamienionego w demona. Jego lewa strona przypominała potwora, zaś stara wciąż była moim młotkiem, tyle że wyglądało na to, że demonia strona wygrywała. Bałem się, że zyska dominacje zanim wrócę z Tsunade i stanie się coś złego.
            Kolejnym problemem było to, że Kurama przestał odpowiadać na polecenia Naruto. Do tej pory przecież dogadywali się świetnie, można by powiedzieć, że się zaprzyjaźnili. Naruto często radził się Kyuubiego, a ten zawsze był skory do rozmowy z nim. Podczas walki razem układali strategię i wspierali się mocą. Stanowili jeden z najlepiej zgranych duetów, więc nie miałem pojęcia, co teraz Kuramie odbiło. I najwyraźniej to, co strzeliło mu do łba, odbijało się na jego Jinchuurikim, czyniąc go bestią. Wzdrygnąłem się, wyobrażając sobie, jak Naruto zjada surowego kurczaka. To musiało być obrzydliwe!
            Dobiegłem na miejsce, wpadłem do budynku i czym prędzej pobiegłem na górę, mijając zdziwione osoby i nawet nie zaszczycając ich spojrzeniem. Zapukałem do gabinetu Tsunade, a potem wparowałem do środka, nie czekając na odpowiedź.
-Naruto, ile razy mam…?! – zaczęła Tsunade, wrzeszcząc, jednak zamilkła, gdy spostrzegła, że to ja. Na jej twarzy odmalowało się skrajne zdziwienie. – Uchiha?
-Coś z Naruto – wysapałem – jest źle. Kurama… coś zrobił! On się zmienił, wygląda jak potwór!
            Tsunade zmarszczyła nos.
-Co ty bredzisz, Uchiha? – zapytała, a ja wziąłem głęboki wdech.
-Byłem u młotka – powiedziałem w miarę spokojnie. – Nie przyszedł na trening. Najpierw nie chciał wpuścić mnie do mieszkania, w końcu uległ i otworzył. Mieszkanie było zdemolowane, a on… ma kły i pazury, i jedno oko czerwone. – Oczy Tsunade otworzyły się szerzej. – I w dodatku je surowe mięso. Powiedział, że Kurama się do niego nie odzywa i że nie jest sobą.
            Tsunade wstała od biurka.
-Idziemy do niego! – zawołała i oboje wybiegliśmy z jej gabinetu.
            Po drodze Hokage zatrzymała jakiegoś ninja i kazała mu powiadomić Shizune i Sakurę, powiedzieć, że mają natychmiast stawić się w mieszkaniu Uzumakiego. Potem już nic nas nie zatrzymywało i w kilka minut dotarliśmy do celu.
            Mieszkanie znów było zamknięte. Gdy Tsunade zapukała, chwilę trwało, nim Naruto podszedł do drzwi.
-Kto tam? – zapytał cicho.
-To my – odpowiedziałem. – Czcigodna Tsunade i ja.
            Drzwi uchyliły się jak wcześniej, a my szybko wkroczyliśmy do mieszkania. Naruto zamknął je za nami i spojrzał na Tsunade, a ta zaraz zbliżyła się do niego pewnym krokiem i położyła mu rękę na czole.
-Jak się czujesz? – zapytała rzeczowo, patrząc w jego kolorowe oczy.
-Dziwnie – powiedział, przestępując z nogi na nogę. – Jem obrzydliwe rzeczy i mi smakują. Czuję zapachy lepiej, niż zwykle, a i tak zawsze lepiej je czułem. I słyszę, babciu Tsunade, a dźwięki doprowadzają mnie do szału…
-Czemu nie wysłałeś klona? – zapytałem. – Bylibyśmy wcześniej!
-Bałem się – szepnął, nie patrząc na mnie. – Poza tym, mam problem z zabraniem chakry. Ja… nie mogę wykonać żadnego jutsu.
-Przejdźmy gdzie indziej, zbadam cię – powiedziała Tsunade, a Naruto skinął głową i poprowadził nas do swojej sypialni.
            Poczułem się trochę dziwnie, widząc, w jakim stanie jest jego sypialnia. Naruto zsunął wszystkie meble pod jedną ze ścian, okna pozasłaniał kocami. Podłogę pokrywała gruba warstwa piór z porozrywanych poduszek, których szczątki walały się tu i tam. Dodatkowo blondyn wysunął na środek pokoju swoje łóżko, na którym zrobił sobie coś w rodzaju… legowiska ze szmat i kołdry. Ja i Tsunade wymieniliśmy zdumione spojrzenia.
            Naruto podszedł do łóżka, usiadł na nim i spojrzał na nas pokornym wzrokiem, lekko zaczerwieniony. Chyba wstydził się tego, co się z nim stało.
            Tsunade zawiązała jakąś pieczęć, a jej dłonie zabłysły zielenią. Zbliżyła się do Naruto, po czym położyła rękę na jego głowie. Uzumaki przymknął oczy i wszyscy zamarliśmy w bezruchu.
            Niedługo potem usłyszałem pukanie do frontowych drzwi. Wycofałem się z dziwnej sypialni mojego przyjaciela i wyszedłem na korytarz, a potem otworzyłem drzwi przed Sakurą i Shizune.
-Co się dzieje? – zapytała natychmiast Haruno, wkraczając do zdemolowanego mieszkania. – Czy coś mu się stało?
-Można tak powiedzieć – mruknąłem, i zaraz podniosłem dłonie, by ją uspokoić. – Spokojnie. Tsunade go bada. Chodźcie, tylko się nie przestraszcie…
            Poprowadziłem dziewczyny do sypialni. Po ich minach zorientowałem się, że wygląd pomieszczenia zdumiał je, a widok Naruto wręcz przeraził. Tsunade nadal stała przed przemienionym Uzumakim, badając go. Obserwowaliśmy ją uważnie, czekając na werdykt. Trwaliśmy tak przez kilkanaście minut.
            W końcu Tsunade cofnęła się, dezaktywując swoją medyczną technikę, a Naruto otworzył oczy i spojrzał na nią. Jego tęczówki miały kolor czerwony, a ja zakląłem siarczyście. Tsunade nie pomogła mu.
-Co mi jest? – zapytał Uzumaki. Tsunade pokręciła głową.
-Nie mam pojęcia – odparła. – Kurama nie reaguje, nie zachowuje się jak istota rozumna. – Sasuke? – zwróciła się do mnie. Zrobiłem krok do przodu, a Naruto nagle cały się spiął i warknął w moją stronę, jeżąc się jak dzikie zwierze, które ostrzega, że zaraz ugryzie. Zatrzymałem się.
-Niech on do mnie nie podchodzi! – warknął Naruto, szczerząc kły. – Nich wyjdzie!
-Naruto, on musi cię zbadać za pomocą sharingana – powiedziała Tsunade z naciskiem. – Pozwól mu podejść.
-Nie…! Odsuń się, Sasuke, natychmiast się cofnij! – zawołał blondyn, a ja zrobiłem krok w tył.
-Dobrze, dobrze – powiedziałem. – Nie będę podchodził. Zrobimy to z daleka, spójrz mi w oczy i przez chwilę nie mrugaj…
            Skinął głową i nasze spojrzenia spotkały się.
-Sharingan – mruknąłem niechętnie i zaatakowałem jego jaźń.
            Moja świadomość zawędrowała w świadomość Uzumakiego. Znalazłem się w dużej, ciemnej przestrzeni, co mnie zdziwiło. Spodziewałem się przyjaznego, jasnego miejsca, gdzie leżący na boku Kyuubi utnie sobie ze mną pogawędkę. Zamiast tego stałem przed gigantyczną bramą, tak jak kiedyś, patrząc na kraty, a którymi siedział Kurama.
            Wielkie czerwone ko zwróciło się ku mnie, a potem Kurama drgnął i rzucił się na kraty, w ogóle ich nie widząc. Jego pysk uderzył o pręty, gdy zaczął warczeć, podobnie jak pies, jednak nieco wyższym głosem. Ślina ściekała mu z kłów, kapiąc na mokrą podłogę. Pazurami próbował dosięgnąć mojego ciała, warcząc i kłapiąc szczękami.
-Kurama, uspokój się – nakazałem mu, próbując odebrać mu wolną wolę za pomocą mojego sharingana, ale to nie poskutkowało. Chyba jego umysł nie działał tak, jak zwykle, Kyuubi nie kierował się nawet zdrowym rozsądkiem. Było tak, jakbym kazał aportować dzikiemu wilkowi, którego przypadkiem spotkałem na szlaku. Wilk miał gdzieś moje rozkazy, miał ochotę mnie ugryźć.
            Walczyłem z nim kilka minut, ale nie potrafiłem nad nim zapanować, aż w końcu się poddałem i wróciłem do rzeczywistości. Trzy dziewczyny wpatrywały się we mnie z niepokojem, czekając na mój werdykt. Przetarłem dłonią oczy.
-Kurama zwariował – podsumowałem, wzruszając ramionami.
-Jak to? – zapytała zdumiona Sakura, a ja westchnąłem, rozkładając ręce.
-Zachowuje się jak bezmyślne zwierzę, jest dziki i wściekły. Na mój widok wręcz oszalał, rzucił się w moją stronę jakby chciał mnie zagryźć. Gdyby nie pieczęć, która jest teraz zamknięta, miałbym problem.
-Jest tak od wczoraj – jęknął Naruto. – To nie do zniesienia.
-Spokojnie – zarządziła Tsunade. – To musi mieć jakieś wytłumaczenie, nie panikujmy.
-Ale jakie? – zapytał Uzumaki, wgapiając się w nią. Tsunade rozłożyła ręce.
-Jeszcze nie wiem, ale mogę cię zapewnić, że jesteś zdrowy. Ta sytuacja wykracza poza moje kompetencje, trzeba to zbadać. W naszej bibliotece mamy księgi dotyczące demonów, jestem pewna, że będzie tam jakaś wzmianka o podobnej sytuacji. Sakura i Shizune to sprawdzą, a potem zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by odwrócić ten proces. Przez ten czas zostaniesz w mieszkaniu, a Sasuke będzie cię pilnował.
-Dlaczego on? – zapytał Naruto, a ja wywróciłem oczami. Tsunade pomasowała się po skroni.
-Ponieważ tylko on dorównuje ci siłą. Jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli, Sasuke postara się cię zatrzymać.
-Ale ja nie chcę, by on tu został! – powiedział Naruto, patrząc mi prosto w oczy.
-Nie będę się do ciebie zbliżał – powiedziałem spokojnym głosem. – Połóż się i odpoczywaj, ja tylko tu gdzieś przycupnę i będę cię obserwował.
-Sasuke, nie zostawaj ze mną! – jęknął Uzumaki, a ja westchnąłem.
-Ktoś musi. – Byłem nieugięty. Naruto jęknął jeszcze raz, po czym wdrapał się na łóżko i zakopał w swojej kołdrze i szmatach, zamieniając się w lekko drżącą, kolorową kupkę. Ja i Tsunade znów wymieniliśmy spojrzenia.
-Jak tylko coś znajdziemy, zaraz wrócimy – powiedziała Tsunade. Skinąłem głową i odprowadziłem je wzrokiem. Gdy opuściły mieszkanie, zerknąłem na Naruto, a raczej drżącą kupkę ubrań, pod którą się zakopał, westchnąłem sobie ponownie, po czym usiadłem pod ścianą i wgapiłem się w niego.
            Czas mijał, a tu nic się nie działo. Siedziałem przy ścianie i patrzyłem przed siebie, rozmyślając o bzdurach. Naruto nie wyłaził na wierzch i nie odzywał się,jedynie krzyczał na mnie, gdy próbowałem coś powiedzieć czy proponowałem, że do niego podejdę.
            W końcu siedzenie w miejscu znudziło mi się do tego stopnia, że dałem sobie na spokój z gapieniem się na nieruchomego Naruto i wstałem.
-Nie ruszaj się! – wydarł się natychmiast Uzumaki.
-Nie ruszam, kretynie – powiedziałem. – A właściwie tak, idę do kuchni po coś do jedzenia. Chcesz też?
-Nie! – warknął. – Odejdź! Odwal się ode mnie!
            Machnąłem na niego ręką i wyszedłem z ciemnej sypialni. Dotarłem do kuchni, która nie wyglądała lepiej od reszty domu. I tu dotarły pióra z poduszek Uzumakiego, krążąc po pomieszczeniu dzięki wiatrowi, wpadającemu przez uchylone okno. Na podłodze walały się kości po kurczaku, którego zjadł Naruto.
            Kręcąc głową przeszukałem jego lodówkę i szafki i jedyną zjadliwą rzeczą, jaką znalazłem, był ramen w kubku. Nastawiłem więc czajnik i opierając się o kredens czekałem, aż woda się zagotuje.
            Jedząc, zastanawiałem się, co też przytrafiło się Uzumakiemu i dlaczego tak się zmienił? Nie potrafiłem jednak dojść do żadnych wniosków i po skończeniu posiłku, wróciłem do sypialni.
            Tam jednak zastała mnie niespodzianka, bowiem Naruto… nie było. Na łóżku leżały szmaty i pościele, pod którymi się wcześniej ukrywał, a Uzumaki zniknął.
            Chciałem krzyknąć, gdzie jest, jednak nim wydusiłem z siebie choćby słowo, drzwi za mną trzasnęły głośno. Podskoczyłem i obróciłem się, spoglądając na Naruto, który oparł się o zamknięte drzwi. Jego przemiana już się dokonała, Naruto miał czerwone oczy, kły i pazury jak zwierzę.
-N-Naruto? – odezwałem się cicho. Wyszczerzył kły.
-Przykro mi, Uchiha, ale z Naruto nie pogadasz sobie przez najbliższe kilka dni. – Ten głos z całą pewnością nie należał do Uzumakiego. Chwilę mu się przyglądałem, bo głos uwiązł mi w gardle. W końcu przełknąłem ślinę.
-Ku-Kurama? – wyjąkałem w końcu, zdumiony do granic, a demon przede mną błysnął zębami.
-Tak, Uchiha, to ja – odrzekł, idąc powoli w moim kierunku. Wydawał mi się dziwny, dyszał lekko i dosłownie pożerał mnie wzrokiem. Oczy miał zupełnie nieludzkie, nienormalne, nie było w nim nic z Naruto.
-Co się stało z Naruto? – zapytałem napastliwie, cofając się w tył. Nie miałem pojęcia, co Kurama zrobi, w końcu Naruto miał wcześniej ochotę na świeże mięso. Nie podobały mi się czerwone oczy demona.
-Nie ma – odrzekł Kurama niefrasobliwym tonem, oglądając swoje długie i ostre pazury. – Przez chwilę będę tylko ja…
-Dlaczego?
            Kurama zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
-Widzisz – westchnął w końcu – ani ja, ani on nie ma wpływu na to, co się dzieje. Będąc Bijuu nie mam ciała, znajduję się wewnątrz mojego Jinchuuriki. Jednak zbliżająca się do ziemi kometa musiała sprawić, że na chwilę zamieniliśmy się ciałami.
-Kometa? – spytałem, a on ponownie błysnął zębami.
-Raz na sto lat do ziemi zbliża się kometa – powiedział Kurama, robiąc kolejny krok w moją stronę. – Jej przelot blisko naszego globu trwa pięć dni. Jest to szczególny okres dla demonów.
-Na czym polega ta szczególność? – Czułem się lekko zaniepokojony. Kurama patrzył na mnie jak na swoją przekąskę. Nie bardzo widziałem jak uciec, za sobą miałem łóżko Naruto i ścianę. Czerwone oczy demona jarzyły się w ciemności.
-Widzisz, przez te pięć dni trwają demonie gody – odparł Kyuubi, a ja wytrzeszczyłem oczy.
-G-gody? – wyjąkałem. Kyuubi spojrzał mi prosto w oczy.
-Tak, gody – powtórzył, a potem rzucił się na mnie zupełnie bez ostrzeżenia.
            Krzyknąłem zdumiony i szarpnąłem się, ale był zadziwiająco silny, silniejszy niż Uzumaki zazwyczaj. Złapał mnie jedną ręką za oba nadgarstki i przycisnął je do materaca, pochylając się nade mną. Usiadł mi okrakiem na udach, uśmiechając się przy tym. Leżące wcześniej pióra uniosły się w powietrze, wyglądając jak padający śnieg. Spojrzałem na niego wytrzeszczonymi oczami.
-Co ty…? – wysapałem. Uśmiechnął się.
-Naruto mówił ci, byś trzymał się od niego z daleka, ale ty uparłeś się, by go pilnować – rzekł Kyuubi. – Nie wiń mnie za to, co zrobię.
-Co?! – niemal się wydarłem i znów zacząłem się szarpać, tym razem z całych sił, ale on i tak był silniejszy ode mnie.
-Naruto wstydził się przyznać przed tobą, dlaczego tak silnie na ciebie reagował, dlaczego nie chciał, byś się choćby zbliżył. Nie chciał wyznać ci miłości, tchórzył…
            Zamarłem zdumiony i spojrzałem na niego, oszołomiony. Co on powiedział?
-Co ty mówisz? – wyszeptałem. Kyuubi wywrócił oczami.
-Podobasz się Uzumakiemu, naprawdę nie zauważyłeś? Podobasz mu się cholernie, Uchiha, ale on jest zbyt szlachetny, by ci to wyznać. Bał się, że cię straci, jeśli się dowiesz, więc wolał nic nie mówić i mieć cię za przyjaciela – wyjaśnił Kyuubi.
-Naruto… kocha się we mnie? – zapytałem oszołomiony.
-Tak, więc przez wgląd na niego wybacz mi, Uchiha – odparł czerwonooki i zaczął rozpinać moją kamizelkę. Dopiero teraz tak naprawdę zdałem sobie sprawę, co się dzieje i w jakiej sytuacji jestem.
-Nie! – wydarłem się, wierzgając nogami i próbując wykręcić nadgarstki z jego uścisku. – Nie, Kurama, nie! Co ty wyrabiasz, puść mnie!!!
-Ty chyba nie rozumiesz, Uchiha? – Kyuubi spojrzał w moje oczy, lekko zniecierpliwiony. – Jesteś partnerem mojego Jinchuuriki…
-Nie jestem! – zawołałem, szukając gdziekolwiek swojej nadziei. Kyuubi był poważny, a moja sytuacja nie była zbyt dobra. Musiałem się wyswobodzić i uciec, nie mogłem pozwolić, by on… Nie, to słowo nie chciało mi nawet przejść przez myśl. Musiałem się uwolnić. – Nie jestem z Naruto!
-To bez znaczenia, on cię kocha – rzekł.
-Nie rób mu tego, Naruto nie wybaczy ci! – jęknąłem, wyprężając się. Nie miałem jak uciec, bolały mnie już nadgarstki,tak mocno je ściskał, choć wydawało się, jakby robił to od niechcenia. Różnica sił między nami była ogromna, zbyt duża, był o wiele silniejszy od Uzumakiego.
-Posłuchaj, Uchiha! – warknął agresywnie, a ja zamarłem, patrząc na niego. Serce waliło mi potężnie, a mój oddech był szybki i niespokojny. Oczy demona były czerwone i wściekłe. – Normalnie, demony nie odczuwają popędu. Jednak my również musimy się jakoś rozmnażać, więc raz na sto lat, w Tygodniu Komety ta część nas, która zazwyczaj jest uśpiona, budzi się do życia. Nasze samice są wtedy płodne, a samce gotowe do kopulacji. Szukamy sobie wtedy partnerów, wśród pobratymców, lub wśród ludzi. Wybieramy sobie tę jedną, jedyną osobę, raz na sto lat. W moim przypadku powinna to być kobieta, i uwierz mi, że wolałbym kobietę…
-To weź kobietę – jęknąłem, patrząc na niego. – Czemu ja?!
-Bo Naruto cię kocha! – zawołał Kyuubi. – Uczucia Jinchuuriki mają na nas wpływ. Przeważnie czujemy popęd do tej samej osoby, co nasi sakryfikanci. Ja cię nie kocham Uchiha, a chcę jedynie cię przelecieć, więc z łaski swojej nie szarp się!
            Darłem się w niebogłosy, gdy zaczął dość brutalnie i bez zawahania zdzierać ze mnie górną część garderoby. Mimo iż szarpałem się jak nienormalny, nie byłem wstanie się wyrwać, nawet nie utrudniłem mu rozbierania mnie.
-Nie mam wyboru, Uchiha – powiedział Kurama, gdy zerwał ze mnie ciuchy i spojrzał na mój nagi tors. Dyszałem jak po biegu i cały drżałem, czując, jak oczy mnie szczypią. To się nie działo, to się nie mogło dziać…! – Już sam twój zapach mnie podnieca… Gdy Naruto się z kimś ciupcia, nie mam z tego żadnej przyjemności, wiec teraz… W tym stuleciu ty jesteś moim partnerem, poddaj się.
            Oczywiście, nie miałem zamiaru się poddać. Krzyczałem i szarpałem się, więc w pewnym momencie Kyuubi złapał w rękę jedną z walających się dookoła szmat i przywiązał nią moje nadgarstki do wezgłowia łóżka.
            Zacząłem szarpać się jeszcze gwałtowniej, próbując go jakoś od siebie odepchnąć. Kurama pochylił się nade mną i zaczął całować mnie po szyi, dłońmi przesuwając po moich żebrach i brzuchu. Wrzeszczałem, próbując podnieść nogę i go odepchnąć, ale leżał na mnie w taki sposób, że nie miałem na to szans. Jego język zataczał kręgi na mojej skórze, co chwila szczypał i pocierał palcami moje sutki.
-Kurama, nie… - wyjęczałem, uderzając go piętą jednej nogi gdzieś w łydkę. – Nie! Przestań, do choler… mmmm!!!
            Natarł ustami na moje wargi, całując mnie głęboko i dość brutalnie. Chciałem szarpać głową, ale trzymał mój podbródek w żelaznym uścisku. Jego język głęboko penetrował wnętrze moich ust, a mnie zdjął nagle blady strach. Nie miałem zamiaru dać się zgwałcić demonowi, przebywającemu w ciele mojego najlepszego przyjaciela. To było przecież ciało Naruto! A ja nie miałem najmniejszej ochoty pozwolić, by jakiś napalony potwór zaspokajał swoje żądze moim ciałem, do cholery!
-Naruto!!! – wydarłem się, gdy przestał mnie całować. – Naruto, ocknij się! Naruto, powstrzymaj go, do cholery, młocie!!!
            Kurama zaśmiał się, przesuwając ręką po moim policzku. Oddychałem szybko, patrząc na niego z obawą. To mi się ani trochę nie podobało… Nic a nic…
-To nic nie da, Uchiha – rzekł Kyuubi, uśmiechając się lekko. – On cię nie słyszy, nie wiem, gdzie jest, przepadł, oddał mi swoje ciało na pięć dni. Bądź miły i przestań się w końcu szarpać!
-Kyuu… – Spojrzałem mu w oczy, a on uśmiechnął się szeroko, słysząc zdrobnienie. – Ty nie jesteś taki, prawda? Jesteś dobry, puść mnie, Kyuu… Przestań, to jest złe, a ty nie jesteś zły, prawda? Kurama?
-Jakiś ty naiwny, Uchiha – westchnął demon, a ja wstrzymałem oddech. Było mi niewygodnie, ręce mi zdrętwiały i wciąż, niezmiennie, panicznie się bałem, co nie pozwalało mi rozsądnie myśleć. – Demony nie są ani „dobre”, ani „złe”, Uchiha. I wcale nie uważam, bym robił coś złego, kochając się z moim partnerem. Jesteś mój – szepnął i polizał mnie po policzku, a ja odchyliłem głowę, zaciskając powieki. Moje serce jeszcze bardziej przyspieszyło swój szalony rytm. – Ponadto ja już siedzę w wiezieniu – szepnął mi do ucha i zachichotał. – Bardziej zamknąć mnie już nie można…
-Przestań! – jęknąłem.
-Jesteś słodki – szeptał dalej, składając pocałunki na mojej szyi. Miejsca te szczypały, czułem gęsią skórkę na całym ciele. – Kto by pomyślał? Wiesz, że Naruto wyobrażał sobie ciebie w zupełnie innej roli? – Potrząsnąłem głową, a on dotknął mnie dłonią w tamtym miejscu. Zacisnąłem powieki jeszcze mocniej i szarpnąłem się lekko. Demon znów się zaśmiał. – Tak… marzył o tym, jak bierzesz go tak, jak za chwilę ja ciebie wezmę, Uchiha… Zrób mu przysługę i przeleć go kiedyś, dobrze?
-Puść mnie, nie chcę tego słuchać! – wydarłem się.
-Nie bądź sztywniak, rozluźnij się – powiedział, rozpinając mi spodnie. Chciałem go odepchnąć nogą, ale przewidział mój ruch i złapał mnie za nogę, po czym przycisnął ją do łóżka. Rozsunął mi rozporek. – Jak nie będziesz grzeczny, to i nogi ci zwiążę – rzekł.
-Przestań, Kurama – sapnąłem, patrząc, jak ściąga ze mnie spodnie. Serce waliło mi jak szalone. – Kurama, pomyśl rozsądnie…
            Zachichotał i zerknął mi w oczy.
-Myśl? Po co mam nad tym myśleć? – przesunął ręką po moim ciele, od pępka po szyję i z powrotem. Przeszył mnie dreszcz. – Rozluźnij się, Uchiha… Będzie nam dobrze…
-Ale to ciało Naruto! – zawołałem. – On ci nie wybaczy!
-Oj, zamknij się – powiedział, po czym znów mnie pocałował.
            Wzbraniałem się, jednak nie miałem za wiele do powiedzenia. Zerwał ze mnie spodnie i zaczął majstrować przy bieliźnie. Chciałem się wyrwać, jęczałem w jego usta i wyginałem się, lecz demon był zbyt silny. Chwilę później leżałem przed nim nagi, dysząc jak po biegu. Kurama obejrzał sobie mnie całego, po czym uśmiechnął się, najwyraźniej usatysfakcjonowany.
-Jesteś piękny, Uchiha – rzekł.Warknąłem.
-Wal się!
            Zaśmiał się i ponownie nade mną pochylając, powrócił do całowania mojej szyi i torsu. Dygotałem i cały drżąc, zacząłem prosić go, by przestał. Nie słuchał mnie jednak, zamiast przerwać, przesunął dłoń między moje nogi i dotknął mnie tam. Ze świstem wciągnąłem powietrze, a potem zacząłem się drzeć ile sił miałem w płucach.
            Nie przeszkadzało mu, że krzyczę i błagam, by się uspokoił. Jego dłoń zaczęła mnie pieścić, a ja wygiąłem się, odchylając głowę. Robił to naprawdę umiejętnie, doprowadzając mnie do szału. Dyszałem, zaciskając powieki, starając się nie reagować mimo przyjemności, jakiej mi dostarczał. Słyszałem, co do mnie mówił, a jego słowa dodatkowo mnie podniecały. Byłem cały gorący i nie potrafiłem zignorować jego przesuwającej się po mojej męskości dłoni.
-Przestań – jęknąłem w pewnym momencie. – Ach! Przestań, ja zaraz… Ach, Kyuu! Ja… Prze…!
            Urwałem i z głośnym jękiem doszedłem w jego dłoń. Kurama zaśmiał się i patrząc mi w oczy uniósł rękę i polizał palce. Moją twarz uderzyło gorąco i odwróciłem spojrzenie. Widok Naruto… jego twarz, taka… to było nie do przyjęcia. Uzumaki taki nie był… nigdy by czegoś takiego nie zrobił…
-Kurama… rozwiąż mnie… - wydyszałem, a on prychnął.
-Coś ci się popieprzyło, Uchiha. To ja miałem się zabawić – rzekł, wsuwając mi rękę między nogi. Zacisnąłem powieki i syknąłem z bólu, gdy poczułem, jak zanurza we mnie jeden palec.
-Przestań!!! – wydarłem się. – Ratunku!!! NA POM… MMMMM!!!
            Zasłonił mi usta drugą ręką i brutalnie wepchnął we mnie dwa palce. Wygiąłem się, ryjąc piętami materac pode mną. W oczach stanęły mi łzy bólu i upokorzenia. Nie mogłem uwierzyć, że to się działo, że było prawdziwe. Bo przecież to się nie mogło dziać, nie mi!
            Byłem przerażony. Drżałem cały i w myślach błagałem, by to się skończyło, by okazało się jakimś chorym snem. Słyszałem, jak Kurama dyszy mi koło ucha, raz po raz czułem na szyi jego wilgotne wargi. Jednak najgorsze, palące, naganne były jego palce, wolno, ostrożnie, w bólach rozciągające moje wejście. Opuścił drugą rękę, odsłaniając moje usta i zaczął podszczypywać mi sutki.
-Nie… - wydyszałem, gdy wsunął we mnie trzeci palec. Ból wyciskał mi łzy z oczu, które spłynęły mi po policzkach. Kyuubi spostrzegł to i zlizał jedną z nich.
-Boli? – zapytał, a ja szarpnąłem się.
-Ach! – zawołałem, gdy poruszył dłonią. – Nie… błagam… A-ach!

Kurama zaśmiał się, owiewając parzącym oddechem mój policzek. Pierwszy raz w życiu – jednocześnie przysiągłem sobie, że ostatni – z mojego gardła wyrwał się rozpaczliwy szloch. Nie byłem w stanie się uwolnić, nie mogłem nic zrobić…
            Przygotował mnie, a gdy już nie maiłem sił, rozpiął spodnie, szeroko rozchylając mi nogi. Poczułem go i jęknąłem, gdy wsunął we mnie koniec swej męskości. Zacząłem się szarpać, ale stłumił mnie, przyciskając do materaca. Dłonie Naruto zacisnął mi na żebrach, jego wargami całował mnie po szyi.
-Spokojnie, Uchiha… - wyszeptał. – Nie będzie tak źle…
            Nie odpowiedziałem, z całej sił zaciskając zęby. Bolało i pragnąłem jedynie, by już skończył i zostawił mnie w spokoju. Pchnął.
            Sapnąłem,wypuszczając powietrze przez nos. Byłem ninja, byłem przyzwyczajony do bólu, lecz gwałt to było coś więcej. Gwałt nie naruszał tylko ciała, kaleczył o wiele bardziej, o wiele głębiej wnikał, zostawiał rysę na samej duszy.
            Poruszał się we mnie, sapiąc mi wprost do ucha. Odchyliłem głowę, by być jak najdalej od niego i zacisnąłem ręce na ramie łóżka Naruto. Gdy otwierałem oczy, widziałem blond włosy najlepszego przyjaciela, czułem gorąco jego ciała. W pewnym momencie Kurama pchnął mocniej, podrażniając coś wewnątrz mnie, a to coś sprawiło, że jęknąłem z czystej rozkoszy, wyginając się w łuk. Mój członek nabrzmiał, ocierając się o podbrzusze Kyuubiego w ciele Naruto.
-Ach! – wydarło mi się z gardła wbrew mojej woli.
-Tam, Uchiha? – wychrypiał Kurama, znów się poruszając, tym razem z uwzględnieniem mojej prostaty. Jęknąłem, wiercąc się pod nim i dysząc. Pulsowało mi w uszach, byłem cały gorący, mokry od potu.
            Nie przestawał, wręcz przeciwnie, z chwili na chwilę przyspieszał. Jego dłonie, z moich żeber, przewędrowały na pośladki. Uniósł mnie lekko, wchodząc do samego końca, a ja znów się wygiąłem, uchylając usta i jęknąłem, jak do tej pory najgłośniej. Pocałował mnie i całując, brał szybko i mocno.
            Odnalazłem z nim zgodny rytm, starając się zmniejszyć ból i przyspieszyć wszystko. Pragnąłem końca. Wolności. Boże, niech mnie już zostawi.
-Ach, jesteś boski, Uchiha – szepnął, gdy przestał mnie całować i pchnąwszy ostatni raz, doszedł we mnie.
            Zamknąłem oczy i syknąłem z bólu, gdy wyszedł ze mnie. Załkałem, kuląc się i podwijając pod siebie nogi, a on dotknął mojego biodra. Zadrżałem, czując jego ciepłe palce. Mdliło mnie, bałem się.
-Spokojnie, Uchiha – szepnął. Jego czerwone oczy patrzyły na mnie intensywnie. – Oddychaj głęboko.
-R-r-rozwiaż mnie – wychrypiałem z trudem. – Uwolnij mnie!
            Pokręcił głową.
-Jeśli to zrobię, uciekniesz – powiedział, zapinając spodnie. – Nie mogę ci na to pozwolić.
-Kurama… Naruto… on ci tego nie wybaczy… - szepnąłem, próbując odgonić łzy z oczu. – Rozwiąż mnie…
-Naruto zawsze chciał się z tobą przespać – odparł. – I nawet jeśli będzie miał mi za złe, to co może mi zrobić?
-Kurama – jęknąłem. Skupił na mnie wzrok. – Proszę… Proszę cię…
            Znów pokręcił głową, a ja już zupełnie się załamałem. Maiłem sieczkę z mózgu, a ból w piersi sięgnął apogeum. Skuliłem się jeszcze bardziej i załkałem jak zranione zwierzę, a Kurama sięgnął po koc i nakrył mnie nim, po czym wstał i wyszedł z sypialni.
            Nie wiem, jak długo płakałem. Za każdym razem, gdy się poruszałem, piekło mnie między nogami i rwała dusza, a wydarzenia sprzed chwili wracały we wspomnieniach ze zdwojoną siłą. Aż w końcu nie miałem już sił i zasnąłem.
            Nie wiem, jak długo spałem, w każdym razie obudziły mnie głosy. Gdy tylko je sobie uświadomiłem, otworzyłem szeroko oczy i zacząłem nasłuchiwać. Wciąż byłem związany, w sypialni panował półmrok, a więc wciąż był dzień. Głosy dochodziły z korytarza.
-… siódmy raz, nie ma takiej potrzeby. Wszystko jest w najlepszym porządku – mówił Kurama.
-Kłamiesz. Co się stało z Naruto, Kurama? Dlaczego rozmawiam z tobą, do cholery?! – głos był kobiecy i bardzo mi znajomy,ale mój oszołomiony umysł wolniej przetwarzał informacje. Bolało mnie między nogami, zdrętwiały mi ręce…
-Nie kłamię. Naruto wróci, na chwilę zamieniliśmy się miejscami. Tłumaczyłem ci to, kobieto, więc nie zakłócaj już mojego spokoju.
-Co z Sasuke? – zapytała kobieta. Nagle zdałem sobie sprawę, że ten głos należy do Tsunade.
-Tsunade – szepnąłem do siebie.
-Wciąż u mnie jest – odparł Kurama. – Proszę cie, kobieto, wyjdź stąd.
-Tsunade! – wydarłem się z całych sił,szarpiąc się. – Tsunade! Na pomoc, Tsunade!!!
            Usłyszałem tupot stóp i chwilę później do sypialni wpadła czcigodna Tsunade. Na mój widok wytrzeszczyła oczy.
-Tsunade! – wychrypiałem. –Tsunade, zabierz mnie stąd! Błagam!
            Zamarła na chwilę, a potem podbiegła ku mnie i od razu zabrała się za rozwiązywanie moich nadgarstków. Patrzyłem na nią, lecz nagle serce mi stanęło, bo w drzwiach stanął Kurama.
            Tsunade zauważyła, że coś jest nie tak i obejrzała się za siebie. Kurama oparł się o futrynę drzwi, splatając ręce na piersi.
-Mówiłem ci, kobieto, byś się nie wtrącała – rzekł. Tsunade zbladła.
-Co ty zrobiłeś? – szepnęła, a Kurama zaśmiał się lekko.
-Wziąłem to, co do mnie należy. Możesz go zabrać, lecz on i tak prędzej czy później odpowie na zew.
-Stój! – wykrzyknęła Tsunade, ale było już za późno. Kurama w ciele Naruto zniknął w kłębach białego dymu.

            Leżałem w szpitalu. Fizycznie, mój stan był dobry, byłem jedynie trochę obolały i gdzie-niegdzie posiniaczony. Moje pokaleczone nadgarstki owinięto bandażem. Jednak psychicznie byłem rozsypce. Bezmyślnie wpatrywałem się w przestrzeń przed sobą,słuchając szpitalnych dźwięków. Do niedawna wszyscy wokół mnie biegali, załamywali się, pocieszali, chcieli porozmawiać, lecz warknąłem na nich, by dali mi święty spokój. Chciałem być sam. Wstydziłem się tego, co się stało.
            Zbliżał się wieczór, a w mojej głowie szalał destrukcyjny huragan. Pragnąłem uwolnić się od wspomnień, chciałem, by było normalnie, by to wszystko nigdy się nie wydarzyło.
            Równo z nastaniem zmroku, moje ciało przeszył dreszcz pożądania. Usiadłem na łóżku iw tym samym momencie w Konosze rozbrzmiało nawołujące mnie wycie.
            Dźwięk rozchodził się echem po całej okolicy, przeszywając każdą komórkę mojego ciała. Zadygotałem, czując, jak włoski na całym ciele stają mi dęba. On wzywał mnie,on mnie wołał, nakazywał mi przyjść.
            Zakryłem uszy, jednak mimo iż nie słyszałem jego wycia, wciąż czułem, i to całym swoim ciałem, że muszę wstać i iść ku niemu. Starałem się zignorować wezwanie, lecz wydawało mi się, jakbym próbował dokonać niemożliwego. Zsunąłem się z łóżka, zbliżyłem do okna i otworzyłem je. Dźwięk był głośniejszy, nawoływanie przybrało formę rozkazu. „Przyjdź do mnie, przyjdź do mnie!” tak głośne, tak stanowcze, skierowane tylko do mnie, ledwo mogłem to wytrzymać. Wspiąłem się na parapet, patrząc na ciemną Konohę, a potem wyskoczyłem na zewnątrz.
            Moje ciało mi rozkazywało, nie miałem nad nim kontroli. Pędziłem po dachach budynków, kierując się w stronę wycia Kuramy. Słyszałem w nim tyle uczuć, tyle emocji. Pożądanie, które odczuwałem ja sam. Miłość, którą darzył mnie Naruto, jej ogrom mną wstrząsnął, nie spodziewałem się tego. Pewność siebie i pewność, że odpowiem na zew. A także pewną niebezpieczną nutę groźby, że mogłoby się stać coś naprawdę strasznego, gdybym nie odpowiedział.
            Wybiegłem poza Konohę, prześlizgując się tak, żeby nikt mnie nie zauważył, po czym wbiegłem w las i zacząłem pędzić między drzewami. Byłem boso, więc pokaleczyłem sobie stopy, nie zważałem na gałęzie, które chlastały mnie po gołych ramionach i twarzy, w końcu ubrany byłem tylko w szpitalną, białą koszulę. Liście i gałązki zostawały mi we włosach.
            Był dalej, niż się spodziewałem. W Konosze wycie było tak głośne, że myślałem, iż będzie gdzieś blisko, tymczasem wciąż biegłem. Nie miałem pojęcia, dokąd prowadzi mnie wezwanie, nawet nie chciałem się tam znaleźć, lecz nie mogłem odmówić. Pragnąłem go, nienawidząc z całego serca.
            Las skończył się nagle i wybiegłem na niewielką polanę, gdzie na drugim końcu znajdowała się jaskinia. Jasne, pomarańczowe światło, wydobywające się z jej wnętrza poinformowało mnie, że właśnie tam jest Kurama. Kolana zaczęły mi drżeć ze strachu, a żółć podeszła do gardła. Miałem ochotę zwymiotować ze strachu.
            Wycie urwało się. Już wiedział, że tu jestem, być może zwęszył mnie, wiatr wiał w stronę wejścia do jaskini. Przełknąłem ślinę i sam nie wiedząc dlaczego, ruszyłem ku pomarańczowemu światłu.
            Gdy tylko wszedłem do środka, ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Spojrzałem na niewielkie ognisko, które płonęło blisko wejścia, tak że dym przez nie ulatywał. Jego spostrzegłem nieco głębiej, leżał na podobnym legowisku, jakie zrobił sobie w mieszkaniu Naruto. Ubrany był tylko w pomarańczowe spodnie Uzumakiego, śledził każdy mój ruch płonącymi czerwienią oczami, w których odbijały się złote płomienie. Wyglądał dziko i niebezpiecznie, pół człowiek, pół demon. Nie Naruto. Kurama.
-Co mi zrobiłeś? – wychrypiałem, obejmując się ramionami. Kyuubi uśmiechnął się lekko.
-Zrobiłem? – zapytał, jakby nie rozumiał,o co mi chodzi. – Co miałem ci zrobić, Uchiha?
-NIE CHCIAŁEM TU PRZYJŚĆ! – wydarłem się.– A jednak… ja… ja…
            Kurama wstał i ruszył ku mnie, a ja cofnąłem się o krok, przestraszony. Zbliżył się i ujął mnie za ramiona, zaglądając mi w oczy.
-Nie masz się czego bać, Uchiha…
-N-nie boję się – skłamałem. Demon zaśmiał się głośno, objął mnie i zaczął prowadzić ku legowisku. Opierałem się, lecz bez przekonania. Dygotałem, a skóra piekła mnie strasznie i czułem, jakby ogień ten mógł ugasić tylko Kurama.
            Siedliśmy na posłaniu, a ja zacząłem szybciej oddychać, trzęsąc się cały. Kyuubi złapał mnie za drżące dłonie.
-Spokojnie – mruknął.
-Nie… nie rób mi tego… - jęknąłem.
-Przecież chcesz…
-Tak! N-nie…! Nie chcę! Nie wiem! Co mi się stało?! – zapytałem w końcu, a on uniósł moją twarz za podbródek i pocałował.
-Jesteś moim partnerem, Uchiha – szepnął. – Jeśli myślisz, że wszystko jest takie proste… Magia, którą sprowadziła Kometa działa również na ciebie… poddaj się temu… Ugaszę pożar, który trawi twoje ciało…
            Zaczął całować mnie po szyi, a ja nie umiałem już się temu przeciwstawić. Odchyliłem głowę i pozwoliłem mu na wszystko, czując, jak po policzkach spływają mi słone łzy…

            Spędziliśmy ze sobą całe pięć dni. Z tego, co wiedziałem, szukano mnie, jednak nikt nie potrafił nas tu odnaleźć. Poddałem się Kuramie całkowicie, oddałem mu siebie całego, a on chętnie z tego skorzystał. Całe godziny wypełniała nam namiętność, jedliśmy i piliśmy tylko tyle, by nie być głodnymi. Zapomniałem o wszystkim, o całym świecie, nawet o tym, kim jestem. Dni zlały nam się z nocą, nie miałem pojęcia, ile czasu spaliśmy, kiedy jedliśmy, ile czasu się kochaliśmy, a ile po prostu leżeliśmy obok siebie, rozmawiając, dotykając się, pieszcząc.
            Sześć dni później obudziłem się rankiem w objęciach Naruto, a nie Kuramy. Gdy podniosłem głowę i spojrzałem na jego twarz, nie dostrzegłem zmian, do których zdążyłem się już przyzwyczaić. Nie było spiczastych uszu, kłów, wyraźnych wąsów na policzkach Uzumakiego, nie miał też pazurów. Usiadłem, rozglądając się zdezorientowany, jakbym kogoś szukał. Czułem w ustach gorzki smak, suchość, jakbym miał kaca, lekko kręciło mi się w głowie. Z ostatnich pięciu dni pamiętałem niewiele, urywki, chwile wypełnione miłością, zapachem potu, pocałunkami…
            Naruto jęknął i uniósł głowę, mając wciąż zamknięte oczy. Potem jęknął jeszcze raz i dotknął ręką czoła.
-Kurde… - wyszeptał z trudem. – Ale mam kaca…
            Siedziałem z boku i patrzyłem na niego, nie mając pojęcia, czy powinienem się odezwać. Póki co nawet jeszcze mnie nie zauważył.
            Czekałem, aż się pozbiera i podniesie głowę. Gdy tak się stało, jego spojrzenie padło wprost na mnie. Naruto zamarł, wiedząc, że jestem nagi, najprawdopodobniej w wielu miejscach pokryty malinkami, roztrzepany, trochę posiniaczony. Potem rozejrzał się wokół nas, dostrzegł, gdzie jesteśmy, na czym leżymy… Jego mina… tej nie dało się opisać…
-To… to niemożliwe, byśmy tyle wypili… - szepnął. – Ja… jaki dziś dzień?
-Czwartek – odpowiedziałem. Naruto zamarł.
-A… a nie… nie niedziela?
            Pokręciłem głową. Podniósł ręce i spojrzał na swoje dłonie.
-Ja… jestem już normalny? Pamiętam, jak rosły mi pazury. Ty… pilnowałeś mnie w moim mieszkaniu…
            Skinąłem głową. Spojrzał na mnie intensywnie.
-Co się później stało? Ja… ja nie pamiętam ostatnich pięciu dni! Co my tu robimy?! Gdzie jesteśmy?!
-Ja… - wychrypiałem, po czym odchrząknąłem. – Ja dokładnie nie wiem, gdzie to jest…
            Patrzył na mnie, jakby mnie pierwszy raz w życiu widział.
-Co ci się stało? – wyszeptał.
            Zakaszlałem.
-Mnie?
-Sasuke, wyglądasz jak poturbowany! I czemu… czemu obaj jesteśmy nadzy?
            Poczułem czerwień na policzkach.
-Kurama… Kurama powiedział mi, co do mnie czujesz – zmieniłem temat, a on zamarł na kilka sekund. Jeszcze nigdy, w całym swoim życiu, nie widziałem u niego takiego przerażenia.
-On… powiedział ci? – wyjąkał. – Ale czemu?
-Bo… bo uznał, że powinienem to wiedzieć.
-Czy wy… czy ty i on… czy wy tu…?
            Znów tylko pokiwałem głową, a twarz Uzumakiego pokryła się szkarłatem. Zakrył dłonią usta i chwilę trawił tę informację. Przysunąłem się do niego.
-Naruto? – zapytałem. Zerknął na mnie. – Mogę się do ciebie przytulić?
            Otworzył szerzej oczy, a ja przylgnąłem do niego. Cały drżałem, chciałem znów zasnąć.
-Zabiorę cię do Konohy, dobrze? – szepnął, obejmując moje drżące ramiona. Pokiwałem głową, objąłem jego szyję i zacząłem cicho łkać.

7 komentarzy:

  1. czytam to już z 7 raz jak nie więcej i za każdym razem mam ten sam werdykt

    boskie

    ale bardzo milo by było gdyby była kontynuacja powiedzmy tak z 5 rozdziałów co ty na to dałabyś rade ???

    czekam z niecierpliwością na inne rozdziały

    bay bya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, one-shoty to tylko one-shoty, marnie mi idzie rozwijanie ich. zapraszam do czytania opowiadań, będą się pojawiać nowe, może coś przypadnie Ci do gustu równie mocno xD

      Usuń
  2. naprawde świetny !!!!!
    Ale chciałabym się jednak dowiedzieć co było dalej..
    no cuż marzenia nie zawsze się spełniają
    Fajnie ci wyszło to opko.

    OdpowiedzUsuń
  3. kooocham to <3 boskie ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmm , końcóweczka taka słodziutka , że żygam tęczą <3 *///*

    OdpowiedzUsuń
  5. heeh już nie wiem ile razy wracam do tego opowiadania chyba z każdym razem jak zaglądam na twój blog i wciąż mimo że się będę powtarzała pragnę bardziej niż czegokolwiek innego kontynuacji chociaż drugą cześć ehhh szkoda że nie masz weny ? na zrobienie ciągu dalszego ... szkoda że tak mało jest paringu NARUSASU a jak są to nie tak dobre jak twoje no bo przecież to oczywiste ze naru jako nosiciel demona do tego lisiego powinien być bardziej seme od sasuke który jest trochę jak emo bez obrazu kocham sasusia ale bardziej mi on odpowiada jako uke jest wtedy taki rozkoszny że mraał .. . cóż nie zanudzam czekam na twój wielki powrót bo brakuje mi twoje twórczość tak bardzo ze jak wczoraj przypadkiem trawiłam na twój blog kolejny raz przeczytałam niektóre twoje opowiadania przez co zasnęłam grubo po 1 w nocy ehh co ty robisz ze mną kobieto pozdrawiam i życzę dużo weny i czasu i chęci na pisanie BAY BAY

    OdpowiedzUsuń
  6. Witamy ponownie... Tego samego dnia, ale o innej godzinie.
    Ares; Uwielbiam tego shota. |
    A ja nienawidze. Mam bardzo prosto określony gust, dlatego nie chce Cie hejtować.
    Ares; A podobno lubisz hejtować ludzi...|
    Bo lubie. Ale nie z rana.
    Ares; 12 to rano??!!!
    W sobote - tak.
    Ares; .... Schodzimy z tematu. |
    Fakt.
    Ares; Ogólnie ten shot jest zajebisty, fabuła genialna ( ja nigdy bym nie wpadł na taki pomysł) tylko....|
    ...sexy go rażą (hihihi)
    Ares; Cicho, stara żabo. |
    The fuck? To se przezwisko znalazł.
    Ares; Poddaje sie! Kończe ten koment. |
    Aresik sie fochnął. ;P Ups... No to... Pozdr i weny.
    ~Mrina88~ & ~Ares~

    OdpowiedzUsuń