środa, 10 lipca 2013

Lokator

czyszcząc dysk:




            Zatrzymali się przy samochodzie Shikamaru i dopiero wtedy Naruto wyciągnął rękę. Uścisnął dłoń Nary, a potem Kiby.
- Dzięki wam, chłopaki – powiedział. – Nie mam pojęcia, ile czasu by to trwało, gdyby nie wy.
- Spoko – zaśmiał się Kiba, przestępując z nogi na nogę. Listopad był cholernie zimy w tym roku, trawę pokrywał szron, a wszyscy dookoła poubieranie byli w grube kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki. – Liczymy, że się odwdzięczysz – zaśmiał się.
- Jasne, macie u mnie połówkę. – Naruto poczochrał się po swojej jasnej czuprynie, uśmiechając się do dwójki przyjaciół. – Dzięki jeszcze raz, trzymajcie się!
            Shikamaru, który chyba stwierdził, że odzywanie się jest dla niego zbyt kłopotliwe, tylko skinął głową i szybko wsiadł do samochodu. Kiba machnął blondynowi ręką, po czym również wsiadł, a Naruto, zadowolony, że tak szybko się uwinęli, pobiegł czym prędzej do klatki schodowej, gdyż ziąb na zewnątrz był niemożliwy, a on nie założył kurtki.
            Wspinając się po schodach w myślach pozwolił sobie na narzekanie, gdyż kamienica, w której odtąd miał mieszkać, nie posiadła windy. Wspinać się sześć kondygnacji w górę, ponieważ mieszkanie, które miał dzielić z jej właścicielem znajdowało się na poddaszu, to był jednak kłopot. I tak codziennie. I jeszcze w dodatku po kilka razy…
            Dotarł na szczyt stromych schodów, wyjął klucze, po czym otworzył sobie drzwi.
            Właściciel mieszkania, Uchiha-san, był w tej chwili w pracy i Naruto cieszył się, że będzie miał okazję rozejrzeć się po jego „uroczym gniazdku” samodzielnie. Kiedy tu wpadł trzy dni temu, aby je zobaczyć, małomówny właściciel tylko pokazał mu wszystkie pomieszczenia, omówił z nim sprawę czynszu, po czym z mostu zażądał od niego decyzji, czy chce się wprowadzić, czy nie. Cóż, Naruto nie miał zbyt dużego wyjścia, staruszka u której mieszkał w ubiegłym roku umarła, a jej syn wymówił mu mieszkanie, dlatego Naruto pilnie potrzebował nowego lokum, w końcu nie mógł bez końca koczować u znajomych. Na szczęście przez przypadek natrafił na ogłoszenie Uchihy-sana, a kiedy zadzwonił, okazało się, iż nadal jest aktualne. Zjawił się tu jeszcze tego samego dnia, by obejrzeć mieszkanie.
            Nie było ono duże – dwie sypialnie, jedna dla niego, ta mniejsza, ale na szczęście od strony podwórka, więc dużo cichsza, oraz druga, większa, z oknem na ulicę, w której spał Uchiha-san. Do tego całkiem spora kuchnia połączona z jadalnią, coś w rodzaju niewielkiego saloniku, w którym Uchiha-san nie miał nic więcej, prócz telewizora, kanapy i szafki z książkami, korytarz i łazienka. W dodatku niecałe dwadzieścia minut na uczelnię, i to piechotą, a o połowę mniej autobusem. Jak dla niego warunki w sam raz, u swojej świętej pamięci babci wcale za wiele miejsca nie miał, więc kiedy Uchiha-san kazał mu się od razu zdecydować, bez wahania powiedział „tak”.
            Trzy dni później, czyli właśnie dziś, namówił Shikę i Kibę, by pomogli mu przenieść swoje graty do nowego mieszkania i tak oto w nim się znalazł. Co prawda czuł się nieco nieswojo, gdyż właściciel, z racji, że była dopiero jedenasta, był w pracy, jednak mimo wszystko Uzumaki cieszył się, że będzie miał czas przygotować się psychicznie na spotkanie z nowym gospodarzem.
            Uzumaki musiał bowiem przyznać, że właściciel mieszkania, Uchiha Sasuke, facet na oko po trzydziestce, czarnowłosy, czarnooki i do tego powalająco przystojny, sprawiał wrażenie człowieka dość dziwnego i raczej ponurego. Właściwie, to zamienił z nim wtedy tylko kilka słów, a całość jego przyszłego pobytu w tym miejscu podsumował całkiem zgrabnie: „Jeśli będzie względnie cicho, nic mnie nie obchodzi”. I tymi słowami go pożegnał, wykręcając się pracą.
            Cóż, ponieważ Naruto nigdy, gdziekolwiek mieszkał, nie urządzał u siebie żadnych imprez, taki warunek mu nie przeszkadzał. Blondyn zdecydowanie bardziej wolał wyjść na miasto i nie musieć użerać się ze współlokatorami czy niezadowolonymi sąsiadami. Stwierdził więc, że warunek Uchihy-sana jest do spełnienia i w niczym nie będzie mu przeszkadzał.
            Korzystając z nieobecności właściciela zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Obejrzał kuchnię i wszystkie szafki, zbadał zawartość lodówki, poszperał w łazience, obejrzał salon, na koniec swoją sypialnię i stwierdził, że jest okej. Uchiha-san zamknął swój pokój, więc Naruto zrozumiał, że tam raczej mu wchodzić nie wolno, ale miał gdzieś to, co tamten tam trzyma, o ile nie jest to rozkładający się trup, który niebawem zacznie cuchnąć.
            Chichocząc do siebie na myśl, że Uchiha-san mógłby być psychopatą, zabrał się za rozpakowywanie manatków. Nie miał tego wiele, był przyzwyczajony do niewielkiej ilości gratów. Powykładał ubrania do niedużej szafki, stojącej w kącie jego pokoju, położył laptop na biurku, pościelił łóżko, wypakował książki, różne drobne graty poutykał tu i tam i stwierdził, że gotowe. Karton ze swoimi garnkami, talerzami i sztućcami zaniósł do kuchni i schował do szafki, którą trzy dni temu wskazał mu Uchiha-san. I tyle. Poszedł pooglądać telewizję.
            Oglądał przez pół godziny jakiś durny serial, jednak potem, gdy mu się znudziło, wyłączył telewizor i rozłożył się na kanapie. Jego oczy same się zamykały, aby się spakować wstał bardzo rano, a potem woził i nosił wraz z kumplami ciężkie kartony. Sam nie zauważył, kiedy zasnął.
            Obudziło go szturchanie w ramię. Poderwał głowę i nadział się wprost na spojrzenie czarnych niczym noc, surowych oczu właściciela mieszkania.
- Och… U-Uchiha-san – zająknął się. – Przepraszam, jakoś tak mi się…
- Nie musisz przepraszać – odrzekł czarnooki dość chłodnym tonem. – Teraz tu mieszkasz, jeśli wolisz kanapę od swojego łóżka, to cóż… To twój bolący kark, nie mój.
            Naruto zaśmiał się, choć nie był pewny, czy miał być to dowcip, czy wyraz politowania. Zakłopotany, wybrał więc pierwszą opcję.
- W-więc wrócił pan…
- Jak widać – rzekł czarnooki i odwrócił się, ruszając do kuchni. Naruto wykrzywił się za jego plecami i poczłapał za nim. Uchiha-san, jak widać, nie należał do osób określanych mianem „duszy towarzystwa”.
            Przeszli do kuchni, gdzie Naruto usadowił się na jednym z krzeseł przy niewielkim stole i wlepił oczy w gospodarza, który zabrał się za szykowanie sobie czegoś do picia.
- Też chcesz kawy? – zapytał, szykując sobie kubek.
- Proszę – odparł Naruto, a czarnooki skinął głową i wyjął z szafki szklankę z ciemnego szkła. Naruto cały czas mu się przyglądał, analizując tego człowieka. Jak już wcześniej stwierdził, facet był po trzydziestce, ubierał się na ciemno, teraz miał na sobie czarne jeansy i ciemną koszulkę z czerwonym napisem Disturbed na plecach i jakimś dziwnym rysunkiem. Nosił długie włosy, które kolorem nic a nic nie różniły się od jego oczu. Wykonywał oszczędne, zamierzone ruchy, niczym maszyna. W końcu, po przeciągającym się już milczeniu, Naruto odchrząknął.
- Gdzie pan pracuje, Uchiha-san? – zapytał, żeby nawiązać jakąkolwiek rozmowę. Czarnowłosy, do tej pory odwrócony do niego plecami, oderwał spojrzenie od stojącego na gazie czajnika i spojrzał na niego.
- Zajmuję się reklamą, pracuję dla różnych firm – odparł, a potem przekręcił się przodem do Naruto i opierając o szafkę, splótł ręce na piersi. – A ty, jesteś studentem, prawda?
- Tak, studiuję ekonomię na UK – odparł, a Uchiha uśmiechnął się.
-No, to na uczelnię masz całkiem blisko – rzekł i w tym momencie rozgwizdał się czajnik. Sasuke zalał dwie kawy, po czym jedną z nich postawił przed Naruto, a sam usiadł naprzeciw niego, podciągając nogi na krzesło. Tak skulony, sięgnął po cukiernicę i posłodził kawę, po czym przesunął cukier w stronę Naruto. Ten jednak pokręcił głową i napił się gorzkiej.
- No, dlatego to idealne mieszkanie dla mnie! O… a tak właściwie, miałem zapytać… ile pan ma lat, Uchiha-san?
- Trzydzieści dwa – odparł czarnowłosy, siorbiąc słodką kawę.
- Ou, stary pan jest – zauważył zaskoczony Uzumaki, na co ciemnooki skrzywił się lekko, co chyba miało być uśmiechem. – Całe dziesięć lat.
- To ty jesteś dzieciakiem – odparł Uchiha, na co Naruto tylko się zaśmiał.
- Ktoś tu mieszkał z panem przede mną? – spytał z czystej ciekawości. Uchiha zerknął na niego.
- Tak – odparł.
- Co się z tym kimś stało? To też był student? Czy mieszkał pan może z jakąś swoją laską, co?
            Brunet wywrócił oczami.
- Student – powiedział, znów uśmiechając się niewytrenowanym uśmiechem.
- Trzyma pan jego ciało w szafie? – palnął Naruto, a Sasuke drgnął i zerknął na niego z przerażeniem w oczach. Uzumaki zbladł.
- No bez… jaj…
            Ale na jego szczęście Uchiha zachichotał.
- Mam cię – powiedział, przymykając oczy i celując w niego palcem dłoni, którą ściskał ucho szklanki. Naruto odetchnął z ulgą.
- Dobre – zaśmiał się. – To było dobre, Uchiha-san. A już myślałem, że nie ma pan poczucia humoru.
            Czarnowłosy tylko zaśmiał się bezdźwięcznie, po czym znów napił się swojej kawy. Gawędzili jeszcze chwilę o prostych sprawach, a potem Uchiha-san stwierdził, że ma coś do zrobienia i  poszedł do siebie. Naruto został sam w kuchni, kończąc swój napój. Czarnowłosy wcale nie był taki zły, jakim go sobie wyobrażał.
            Przez następne dni głównie się mijali. Uchiha-san miał raczej elastyczne godziny pracy, wychodził i wracał o różnych porach, często też zamykał się w swoim pokoju i wychodził z niego tylko po to, by zrobić sobie kawę lub kanapkę. Z tego, co mówił, gdy Naruto pytał go o pracę, był w trakcie wykonywania jakiegoś zlecenia, przygotowywał projekty, umawiał się na spotkania i takie bzdury. Naruto słabo orientował się w jego pracy, poza tym on też miał sporo zajęć na uczelni, czwarty rok był jednym z tych gorszych, dużo zajęć, początki pisania magisterki, w sesji sporo egzaminów i w dodatku kolokwia co jakiś czas. Dużo przesiadywał w swoim pokoju, ucząc się, bądź czytając książki i pisząc swoją pracę.
            Było też między nimi kilka spięć, które Naruto uznał jednak za normalne „docieranie się”. A to o niepomyte gary, wyżartą lodówkę, o niewyniesione śmieci, o to, że Naruto łazi po domu i trzaska wszystkimi drzwiami… Ta ostatnia kłótnia bardziej blondyna rozśmieszyła, gdy sfrustrowany Uchiha-san, z okularami na nosie i czarnymi włosami związanymi w kucyk wypadł ze swojego pokoju i zaczął się na niego drzeć bez powodu. Dopiero po chwili Naruto – który od kilku minut, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, co chwila łaził do kuchni po coś do żarcia, wracała do pokoju, a potem znów szedł do kuchni – zorientował się, że chodzi mu o trzaskające drzwi.
            W gruncie rzeczy jednak Naruto mieszkanie z nim jakoś się podobało. Dziwne fochy pana Uchihy traktował trochę półserio, no bo kto normalny mógłby drzeć się na niego za podgrzewanie pizzy żelazkiem albo suszenie skarpetek w piekarniku, ale Uchiha-san sam zajął całą suszarkę, a on musiał migiem wysuszyć skarpetki i coś zjeść przed kolokwium. Jakoś nie pomyślał, że mógłby zrobić odwrotnie, a Sasuke wcale nie musiał krzykiem tłumaczyć mu, że żelazkiem MOŻNA wysuszyć skarpetki. Ludzie naprawdę tak robili?
- Ale nie drzyj się na mnie! – wydarł się w pewnym momencie Naruto, gdy w środę wieczorem Sasuke wpadł do jego pokoju, trzymając w ręku zaplamioną książkę. – Nic nie rozumiem!
            Sasuke wziął jeden głęboki wdech.
- Pytam, co to jest?
- Książka – odparł Naruto, wzruszając ramionami.
- Ja… ja wiem, że to jest książka – wycedził Uchiha. – Konkretnie moja książka. Konkretniej, bardzo, bardzo ważna książka, którą dostałem od brata. Możesz mi wytłumaczyć, czemu suszyła się na kaloryferze i czym ona jest uświniona?!
- Eee… sok malinowy. Zalałem ją.
            Uchiha zacisnął zęby i zrobił się purpurowy. Naruto, bojąc się, że para pójdzie mu uszami, postanowił nieco rozwinąć swoją wypowiedź.
- No, leżała w salonie. A ja tam jadłem i użyłem jej jako podkładki pod kubek i jakoś tak on się przewrócił i… Ale o co chodzi, no wysuszy się i będzie na niej tylko plama…
- No właśnie!!! – wrzasnął Uchiha. – Ty zdajesz sobie sprawę, jak cenna była ta książka?!
- Ale o co się pienisz, przyjdą święta, to brat ci kupi nową…
- NIE! – ryknął czarnowłosy. – Właśnie nie kupi, bo mój brat nie żyje! Nie… nie dotykaj niczego, co nie należy do ciebie, rozumiesz?! NICZEGO!
            Uchiha obrócił się gwałtownie i wymaszerował z sypialni Naruto, z całej siły zatrzaskując za sobą drzwi, aż zadygotały futryny starych okien.
            Uzumaki siedział chwilę, gryząc się ze sobą, aż w końcu wstał i poszedł za Uchihą. Chwilę stał przed drzwiami jego sypialni, przebierając palcami, aż w końcu westchnął, podniósł rękę i zapukał.
- Czego? – warknął Uchiha z drugiej strony drzwi.
- Mogę?
- Po co?!
            Naruto pokręcił głową i pchnął drzwi. Sypialnia Sasuke okazała się miejscem o wiele przytulniejszym, niż Naruto przypuszczał. Duże łóżko przykrywał miękki, brązowy koc, na podłodze leżał puchaty, ciemny dywan. Duże, ciemne biurko zasłane było książkami i papierami, stał na nim laptop. Na dużej komodzie leżały pootwierane książki, ułożone na stos, jakiś kubek, pusty talerz. W kącie stał fotel, a na nim czerwona poduszka i jakaś bluza, przewieszona przez oparcie. Na parapecie pod oknem stały doniczki z kwiatami.
- Ja… - zająknął się Naruto, spoglądając na Sasuke z okularami na nosie, siedzącego w kręconym fotelu przed biurkiem. – Ja… chciałem przeprosić.
- I myślisz, że to wystarczy? – zapytał Uchiha. – Zniszczyłeś cenną pamiątkę. Tego nie da się odkupić.
- Wiem – powiedział Naruto ze szczerą skruchą. – Naprawdę mi przykro. Gdybym wiedział, że jest tak cenna, nawet bym jej nie dotknął. Ja… ja też straciłem kogoś bardzo bliskiego – szepnął. – I to niedawno. Wiem, co czujesz…
            Spojrzał na Sasuke z nadzieją. Jego surowa mina złagodniała nieco.
- Następnym razem zastanów się, co robisz – rzekł, obracając się w stronę laptopa. – Jesteś bezmyślny. Chaotyczny. Niedbały. Trochę tępy jak na swój wiek.
            Naruto krzywił się lekko przy każdym określeniu, lecz milczał.
- Po prostu zacznij myśleć – skończył pan Uchiha. – Możesz wyjść.
- A więc… z-zgoda? – zapytał Naruto, a Sasuke westchnął.
- Wyjdź – rzekł jakimś takim milszym tonem. Uznając, że to znaczy, że zgoda, Naruto opuścił sypialnię Sasuke, uśmiechając się szeroko.
            Później było już w miarę normalnie. Naruto bardzo się starał nie dokuczać Sasuke, choć nie zawsze mu to wychodziło, bo jak zauważył, Uchiha był z natury drażliwym człowiekiem. Pewnego wieczoru siedzieli sobie razem w salonie, popijając herbatę. Naruto zamówił pizzę i zaprosił na nią Uchihę, a ten nie odmówił.
- Po co panu współlokator? – zagadnął Naruto, przenosząc spojrzenie z grającego telewizora na czytającego książkę Uchihę. Mężczyzna zerknął na niego.
- Słucham? – zapytał, najwyraźniej nie mając pojęcia, co Naruto do niego powiedział.
- Po co panu współlokator? – powtórzył Naruto, patrząc mu w oczy. Wgryzł się w swój kawałek pizzy. Uchiha zastanowił się chwilę, aż w końcu zamknął książkę i ściągnął z oczu okulary. Przetarł je swoją bluzką.
- Po co, pytasz? – mruknął, a potem znów nasunął okulary na nos. – Nie wiem do końca. Nie lubię, gdy jestem w tym mieszkaniu zupełnie sam, wolę, gdy ktoś się po nim kręci, nawet jeśli czasami doprowadza mnie to do szału… - wyszeptał, uśmiechając się lekko. Naruto zmarszczył nos, żując swoją pizzę.
- Nie myślał pan o znalezieniu sobie dziewczyny? – zapytał, przełknąwszy jedzenie. Uchiha sięgnął po talerzyk ze swoim, nadgryzionym kawałkiem pizzy.
- To bardzo skomplikowane – rzekł.
- Co, żadna by z panem nie wytrzymała, taki pan wredny? – zaśmiał się Naruto. Nawet Uchiha uśmiechnął się lekko. – A to dziwne, że nie ma pan laski, niektóre by powiedziały, że niezłe z pana ciacho. A może przyprowadzić kilka koleżanek, co? – Naruto mrugnął do niego porozumiewawczo. Sasuke zaśmiał się głośno.
- Nie, dziękuję… - rzekł, śmiejąc się. – Koleżanki zostaw dla siebie…
- Teraz panny są takie durne! – mruknął Uzumaki, a Uchiha spojrzał na niego.
- Durne? I mnie je proponujesz?
- Oj, nie o to mi chodziło! Znaczy, żeby się pan rozerwał z ładną dupą, a nie, żeby panu na głowie siedziała taka… Ech…
- Jakaś trauma? – zaciekawił się Sasuke. Naruto wzruszył ramionami.
- Nie tyle trauma, co po prostu… Jakoś nie potrafię z żadną być na długo. Na początku pięknie, ładnie, a potem się wszystko chrzani.
- To zacznij się umawiać z kolegami – zażartował Sasuke, a Naruto parsknął śmiechem.
- Ha, ha – powiedział z przekąsem. – Ma pan pomysły, panie Uchiha…
            Naruto pokręcił głową i znów ugryzł swoją pizzę.
- Moja ostatnie dziewczyna strasznie ryczała, kiedy z nią zrywałem – kontynuował swoją opowieść Uzumaki. Z Uchihą dobrze się gadało, słuchał uważnie. – Ale cały czas się kłóciliśmy, głównie dlatego, że zawsze strzelała focha chuj wie o co, a potem wszystko było moją winą. A jak jej powiedziałem, że to nie ma sensu, no po co żyć w takim związku, skoro oboje mamy dość, to zaczęła mi płakać… Przykre. A teraz ma faceta i jest szczęśliwa, bardziej niż ze mną, bo to pantoflarz. I o co było tyle łez, się pytam?
- Cóż, Naruto, jesteś jeszcze na tyle młody, że z pewnością sobie kogoś znajdziesz – powiedział Sasuke, sięgając po szklankę coli, którą pili do pizzy. Naruto patrzył, jak ten pije i odstawił swój talerzyk.
- A może kielicha? – zapytał. Uchiha zmarszczył nos.
- Wódka?
- No. Jestem studentem, mam wódkę u siebie w pokoju. Wrzucę ją na chwilę do zamrażarki…
- Chyba mam nawet ogórki – mruknął Uchiha.
- No i luks! – Naruto klasnął w dłonie, wstając z kanapy. – To za chwilę wrócę.
            Niedługo potem siedzieli przy ławie, na której stały kanapki, słoik ogórków, butelka wódki i dwa kieliszki i reszta pizzy. Naruto dalej opowiadał o swoich powodzeniach i niepowodzeniach miłosnych, zaś pan Uchiha słuchał, czasem mu doradzając. Naprawdę dobrze się z im rozmawiało. Naruto czuł także, że w końcu udało im się przełamać lody i od tej pory lepiej im się będzie mieszkało.
            Następnego dnia po tej małej imprezie obaj mieli lekkiego kaca, głównie dlatego, że po wódce Naruto doprawili się piwem, które miał w lodówce pan Uchiha.
            Mieli później jeszcze jakieś małe spięcia o głupoty, bo pan Uchiha był bardzo wybuchowy i naprawdę wiele rzeczy mu przeszkadzało, ale nie było to nigdy nic poważnego, więc się Naruto tym nie przejmował. Większość czasu spędzali daleko od siebie, Naruto na uczelni lub imprezując ze znajomymi, pan Uchiha w pracy. Po jakimś czasie mieszkania razem gospodarz pozwolił Naruto mówić sobie po imieniu, więc od tamtej pory Naruto bez krępacji używał słowa „Sasuke”.
            Listopad minął im na docieraniu się, aż w końcu nadszedł grudzień. Matka truła Naruto, że nie wraca do domu, więc obiecał jej, że przyjedzie w pierwszy weekend grudnia. Kupił bilet na piątkowy, wieczorny pociąg już w środę, a po powrocie do mieszkania poinformował Sasuke, że na weekend wyjeżdża.
            - Będzie miał pan wolną chatę – śmiał się, podgrzewając sobie obiad, który ugotował ubiegłego dnia. Czasem on i Sasuke gotowali razem, czasem każdy dla siebie. Jak się okazało, nie mieli problemów z dogadaniem się w tej kwestii, na zmianę robili zakupy do mieszkania i żaden żadnemu niczego nie wypominał. Naruto obiecał, że przywiezie kilka słoików dżemu i ogórków jego mamy, co ucieszyło Sasuke. Chyba lubił domowe przetwory.
            - W końcu cisza – westchnął Sasuke, a Naruto zaśmiał się.
            - Nie o ciszę mi chodzi. Możesz sobie przyprowadzić jakąś laskę czy coś…
            - Gdybym chciał tu sobie kogoś sprowadzać, to uwierz mi, nie przejmowałbym się tobą, Naruto – odrzekł Uchiha, nawet nie odrywając spojrzenia od książki, którą czytał. Sasuke w kółko czytał. Lub pracował.
            - Jesteś nudziarzem, Sasuke – powiedział Naruto, nalewając sobie zupy na talerz. Wrócił do stołu i zaczął jeść. Uchiha pokiwał głową, zaznaczając coś nakreślaczem w swojej książce. – Nie słuchasz mnie?
            - Po prostu nie uważam, żeby twoje słowa były godne uwagi – odrzekł Sasuke, uśmiechając się lekko, a Naruto prychnął. Sasuke miał też dziwne poczucie humoru.
            W czwartek i piątek Naruto miał dużo zajęć, był zabiegany i gdy w piątek popołudniu wpadł do mieszkania, był już ostro spóźniony i bał się, że nie wyrobi się na pociąg. Czym prędzej spakował najpotrzebniejsze rzeczy, ubrał się ciepło, krzyknął do Sasuke, że już spada, że zobaczą się w niedzielę i że życzy mu miłego weekendu, po czym nic nie jedząc wybiegł z mieszkania.
            Niestety, jego autobus sługo stał w korku. Potem na światłach, potem znów w małym korku, przez co miał kilkunastominutowe opóźnienie, tak że w sumie zamiast jechać godzinę, Naruto jechał o wiele dłużej. Kierowców jak zwykle zaskoczył śnieg, pierwszy tej zimy.
            Gdy dotarł na dworzec, jego pociąg już odjechał, a Naruto był tak wściekły, że miał ochotę czymś cisnąć. Zadzwonił do mamy, informując ją, że przegapił odjazd i że przyjedzie innym razem, poszedł zwrócić bilet, a potem wrócił na przystanek i dwadzieścia minut później był już w drodze powrotnej do mieszkania.
            Gdy wszedł do domu, w pierwszej chwili zdawało mu się, że Sasuke nie ma. Albo że już śpi. Zdziwiony, ruszył przez korytarz do swojego pokoju, odruchowo zaglądając do salonu, bo drzwi były uchylone i wtedy… wtedy zamarł.
            Sasuke leżał na ławie, zupełnie nagi, a nad nim pochylał się jakiś nagi, wielki facet. Uchiha miał przerzucone nad głową kochanka, związane w nadgarstkach ręce oraz opaskę na oczach. Nagle wygiął się i jęknął przeciągle, gdy kochanek naparł na niego biodrami.
            - Bo-boli – wyjęczał Sasuke.
            - Szszsz… - wywarczał jego kochanek, a potem przyspieszył ruchy bioder, gwałtownie wbijając się w Uchihę. Naruto otrząsnął się, a potem wycofał, by czym prędzej udać się do swojego pokoju. Gdy już się tam znalazł, zamknął za sobą drzwi i starając się nie słuchać jęków, jakie dobiegały z salonu, odnalazł swoje mp3 i szybko założył na uszy słuchawki. Potem rzucił się na łóżko, zaciskając powieki. Przed oczami wciąż widział Sasuke, pieprzonego przez tego faceta…
            Gdy zasypiał, nagle zdał sobie z czegoś sprawę. Uchiha był gejem…

            Następnego dnia Naruto obudził się dość wcześnie. Zasnął w ubraniach, ze słuchawkami w uszach. Na szczęście bateria w jego mp3 się wyczerpała i głośna muzyka nie grała mu przez całą noc.
            Wytężył słuch, ale z salonu nie dobiegały żadne dźwięki. Ostrożnie wstał z łóżka po czym wyszedł z pokoju.
            Mieszkanie wydawało się ciche, wiec ruszył w stronę kuchni, by zrobić sobie kawę. Nie dotarł jednak tam, bo w tym samym momencie drzwi łazienki otworzyły się i na korytarz wyszedł… ten wielki typ, z którym pieprzył się Sasuke.
            Facet wyglądał… na typowego cwaniaczka. Modnie ubrany, uśmiechnął się krzywo na widok zszokowanego Naruto, szczerząc równe, białe zęby. Miał wygoloną do łysa głowę i łańcuszek na szyi. Zapinał na nadgarstku drogi zegarek.
            - Ach, mały, ty musisz być lokatorem Czarnego, nie? – zapytał, a Naruto przytaknął sztywno. – A on gadał, że cię nie będzie. Nieważne. Pożyczyłem od niego stówę, powiesz mu, nie? Narka!
            Mężczyzna minął Naruto, zgarnął z wieszaka skórzaną kurtkę i opuścił mieszkanie. Zszokowany Naruto stał chwilę, po czym zamiast iść do kuchni, skręcił do salonu.
            Sasuke spał na kanapie, skulony, do połowy okryty kocem. Wciąż miał związane ręce, ale na szczęście, nic już nie zasłaniało jego oczu. Naruto patrzył na niego przez chwilę, nic nie rozumiejąc, potem otulił go kocem i poszedł do kuchni.
            Tam, wciąż oszołomiony, przygotował sobie kubek kawy. Jedzenia sobie nie robił, nie wiedział, czy coś przełknie. Na razie w ogóle nie mógł uwierzyć w to, co się wokół niego działo. Już nawet nie chodziło o to, że Sasuke nie przyznał się, że jest gejem. Naruto miał kumpla, Saia, który też wolał facetów, więc orientacja właściciela mieszkania aż tak go nie raziła. Przecież to nie oznaczało, że facet miał się zacząć do niego dobierać.
            Naruto był w szoku z powodu typa, z jakim sypiał Uchiha. Dlaczego ktoś taki jak Sasuke wybrał dla siebie takiego okropnego faceta? Co to w ogóle za facet, wyglądał jak jakiś cwaniaczek lub złodziej! I to „pożyczyłem stówę”. Jaaasne. Już Naruto wiedział, jak to „pożyczyłem” wyglądało. Typ po prostu okradł Sasuke, gdy ten spał, wykończony seksem! Co to w ogóle za postępowanie?
            Naruto usiadł przy stole i ze złością siorbał kawę, w myślach pomstując na parszywego typa, z którym sypiał Uchiha. Niedługo potem usłyszał coś w rodzaju jęku, dochodzącego z sypialni, a potem ciche kroki. Trzasnęły drzwi łazienki, chwila ciszy,  a następnie szum prysznica. Naruto podrapał się po głowie, nie wiedząc, co robić. Miał się schować i udawać, że go nie ma, czy może pokazać się Sasuke? W końcu postanowił, że nie ruszy się z miejsca.
            Niedługo potem szum prysznica ustał, trzasnęły drzwi i ubrany w szlafrok Sasuke, z wilgotnymi włosami, stanął w progu kuchni. I zamarł, tak jak wczoraj wieczorem Naruto zastygł w bezruchu w progu salonu.
            - Co tu robisz?! – warknął Uchiha. Naruto wzruszył ramionami.
            - Spóźniłem się na pociąg. Musiałem wrócić.
            Sasuke pobladł.
            - Byłeś tu wczoraj?! – Niemal się wydarł, a potem zbladł jeszcze bardziej, gdy Naruto przytaknął.
            - Widziałem tego typa. Skąd go wytrzasnąłeś? To jakiś… brak słów na niego! Poza tym zajebał ci stówę!
            Sasuke nie odpowiedział. Patrzył na niego przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a potem zawrócił.
            - To nie twój interes – rzekł i ruszył w stronę swojej sypialni. Wściekły Naruto zerwał się z krzesła i podążył za nim.
            - Jasne, że nie mój interes! – wykrzyknął. – Nic mnie nie obchodzi, z kim się pieprzysz, ale Sasuke, do cholery, ciebie to chyba powinno obchodzić! Co to za typ?! On cię okradł! Chyba zasługujesz na kogoś lepszego, co nie?! No powiedz coś!
            Uchiha obrócił się z furią i wycelował w niego palec.
            - Przecież mówię: to-nie-jest-twoja-sprawa! – wycedził. – Nic ci do tego, z kim sypiam, dlaczego z tym kimś sypiam, kto to jest, w ogóle, nic ci do mojego życia prywatnego!
            - Wiem! Ale kurde, Sasuke, gdzie ty masz oczy?!
            - Odwal się!
            - Nie zasługujesz na kogoś takiego! Zasługujesz na kogoś lepszego!
            - WIEM!!! – wrzasnął Uchiha aż szyby zadygotały. – ALE NIKT „LEPSZY” MNIE NIE CHCE! WAL SIĘ!!!
            Po czym odwrócił się, wszedł do swojego pokoju i z całej siły pierdolnął drzwiami. Obraz wiszący na ścianie spadł i rozbił się, a Naruto został sam na korytarzu, gapiąc się przed siebie. Jak to, nikt go nie chciał? Przecież z Sasuke był niezły kawał przystojniaka!
            Dobijanie się nic nie dawało, Sasuke się nie odzywał, więc po kilkunastu minutach dobijania się do drzwi jego sypialni Naruto dał sobie spokój i wrócił do kuchni. Po „rozmowie” z Sasuke w końcu mógł coś zjeść, jego żołądek nie był tak ściśnięty, bo w końcu się czegoś dowiedział. Sasuke miał problemy ze sobą, najprawdopodobniej jakieś kompleksy.
Naruto zrobił sobie kanapkę i postanowił poczekać. Sasuke przecież musiał kiedyś wyjść.
            Uchiha siedział w swoim pokoju do wieczora, aż w końcu chyba głód go stamtąd wykurzył. Naruto tylko na to czekał, bo gdy usłyszał, jak Uchiha cicho zamyka za sobą drzwi swojej sypialni, zaraz wyskoczył ze swojego pokoju i udał się do kuchni, gdzie zastał gospodarza, szykującego sobie kawę i podgryzającego kanapkę. Ubrany był już nie w szlafrok, a w zwykłe dżinsy i czarny podkoszulek, włosy miał związane, ale nierozczesane.
            - Chowasz się przede mną? – zapytał Naruto, stając za nim, ale Uchiha nie zwrócił na niego żadnej uwagi. – Ej, Sasuke, nie odezwiesz się do mnie?!
            - Nie mamy o czym rozmawiać – rzekł w końcu Sasuke.
            - Owszem, mamy. Ja chcę z tobą porozmawiać! Nie rzuca się ludziom takich tekstów, a potem się nie oczekuje, że to zignorują! Co miałeś na myśli, mówiąc to wszystko?! Mam uwierzyć, że żaden fajny chłopak cię nie chce?
            - Sam masz problemy z dziewczynami – odgryzł się Sasuke.
            - Ale to co innego! Mnie nie dyma żaden fagas!
            Sasuke rzucił mu mrożące krew w żyłach spojrzenie, ale Naruto się go nie bał. Splótł ręce na piersi i spojrzał spode łba na czarnowłosego, unosząc jedną brew. Polubił Sasuke i nie miał zamiaru zostawić go samego z jego problemami. Chciał wiedzieć, co Sasuke miał na myśli. Naruto nigdy nie zostawiał swoich przyjaciół samych.
            - No? – ponaglił go Naruto, bo Sasuke chyba nie miał zamiaru się odezwać.
            - Co mam ci powiedzieć? – warknął mężczyzna. – Nie muszę ci nic mówić, mogę cię stąd wyrzucić, jeśli dalej będziesz mnie denerwował!
            - Jesteś pewien? – zapytał Naruto. -  Z nas dwóch to ty tu jesteś chudym okularnikiem, Uchiha. Nie wyrzucisz mnie, bynajmniej nie teraz.
            - Odwal się – wyartykułował wyraźnie Sasuke. Naruto prychnął.
            - Nie boję się ciebie.
            - Może najwyższy czas zacząć? Możesz się pakować, nie chcę cię tu widzieć.
            Naruto zaśmiał się i zrobił krok w stronę mężczyzny. Ten nie dał po sobie poznać, że się boi, choć dyskretnie się cofnął, w końcu Naruto był od niego trochę większy i zapewne silniejszy. Sasuke całe dnie spędzał przed laptopem albo czytając książki, Naruto natomiast chodził na siłownię, pływał i ogółem zawsze był aktywny. Na sam rzut oka było widać, że jest od Sasuke sprawniejszy. Poza tym był młodszy.
            - Wszystkich tak traktujesz? To dlatego nikt nie może z tobą wytrzymać? Wyrzuciłeś byłego współlokatora, czy zaczął mieć cię dość i sam się wyprowadził? A może dowiedział się, że mieszkał z pedałem?
            - Przestań! – wykrzyknął Sasuke, a Naruto uśmiechnął się z satysfakcją.
            - Zgadłem, prawda? – zapytał. Sasuke patrzył na niego chwilę, ze złością w oczach, a potem, zupełnie nagle, bez ostrzeżenia, obrócił się i zasłaniając twarz rękami, wybuchł głośnym szlochem.
            Naruto zamarł, wytrzeszczając na niego oczy. Spodziewał się wszystkiego, ale nie takiej reakcji! Sasuke się przy nim popłakał, naprawdę się popłakał! I co on niby miał teraz zrobić?! Nie miał zielonego pojęcia, jak pocieszać w takich sytuacjach dziewczyny, a co dopiero innego kolesia!
            - Hej… - odezwał się drżącym głosem. – Hej, Sasuke, spokojnie… - Podszedł do mężczyzny i położył mu dłonie na drżących ramionach. Potarł je ostrożnie i ucieszył się, że mężczyzna go nie odtrącił. – Spokojnie… Wiesz, że ja nie wiem, co robić, gdy ktoś mi ryczy…
            Mimo łez Sasuke parsknął urywanym śmiechem i Naruto odetchnął z ulgą. Przekręcił go ku sobie, a potem wiedziony jakimś szalonym instynktem, ostrożnie go do siebie przygarnął i potarł po plecach pocieszająco.
            - Przepraszam, nie mam pojęcia, dlaczego powiedziałem ci tyle okropnych rzeczy – rzekł i poczuł, jak Uchiha kręci głową.
            - Masz rację – odparł mężczyzna. – Jestem okropny. Nikt nie był w stanie ze mną wytrzymać. Moja własna rodzina ze mną nie wytrzymała. To ja ich zabiłem. To wszystko moja wina.
            Naruto odsunął go od siebie, a potem spojrzał mu w oczy.
            - Co masz na myśli?! –zapytał ostro. Sasuke odwrócił spojrzenie. Oczy miał zaczerwienione.
            - Byłem na studiach – szepnął. – Cały czas się z nimi kłóciłem. Cały, cały czas. Zawsze mi przeszkadzali. Zawsze uważałem, że mi zawadzają. Upierałem się, że ich nienawidzę. Jechali we trójkę na te cholerne imieniny, miałem z nimi jechać, ale jak zwykle się ze wszystkimi pokłóciłem. Więc pojechali beze mnie. Rozstaliśmy się w gniewie, krzyczałem, że nie chcę ich więcej widzieć. I już nie zobaczyłem… ciężarówka… stratowała ich samochód… moi rodzice i brat… zginęli na miejscu, a to wszystko to moja wina…
            - Ty głupcze! – wykrzyknął Naruto, aż Sasuke drgnął. – Oczywiście, że to NIE TWOJA WINA! Nie wolno ci tak myśleć! Nie ty kierowałeś tą ciężarówką!
            - Ja spowodowałem… kłócili się ze mną… byli wściekli, rozdrażnieni, zdekoncentrowani…
            - Sasuke! – warknął Naruto ostro. – Nie możesz się obwiniać za wypadek, jeśli nie kierowałeś autem! Nie było cię tam! Nawet jeśli się z nimi pokłóciłeś, wypadek nie był twoją winą! To tak jakbym ja teraz mówił, że Jiraiya umarł przeze mnie. Zginęli i nic tego nie wróci, ale to nie jest twoja wina, rozumiesz? Sasuke…
            Naruto złapał go za twarz i zmusił, by Sasuke na niego spojrzał.
            - Wiem, że ciężko jest być samym, ale słuchaj… nie musi tak być, wiesz? To, że zginęli, to był los. Oni wyciągnęli ten zły, ale ty żyjesz, co nie? I nie stało się tak bez powodu. Więc skoro żyjesz, no to żyj, zamiast cały czas wspominać zmarłych.
            Po czym zdumiewając nawet samego siebie, pochylił się i ucałował lekko rozchylone usta Uchihy.
            Sasuke zesztywniał w jego ramionach, ale nie zaprotestował, więc Naruto, skuszony ciepłem i słodkim smakiem, pogłębił pocałunek, wdzierając się do ust ciemnowłosego. To był przyjemny pocałunek, w każdym razie Naruto takim go uznał. Innego faceta całował drugi raz w życiu, ale tamten pierwszy pocałunek się nie liczył, w końcu to było podczas gry z butelkę, po pijaku. Teraz był trzeźwy, i choć nie wiedział dlaczego, to tego chciał. Sasuke wydawał mu się taki kruchy, jakby miał się rozlecieć, jeśli Naruto wypuści go z ramion.
            Naporem ciała zmusił Sasuke, by ten osunął się na podłogę. Gdy znaleźli się w pozycji poziomej, Uchiha otrząsnął się i odsunął go lekko.
            - Będziesz żałował – wyszeptał. – Nie spodoba ci się…
            - Może zadecyduję sam za siebie, co? – odparł pytaniem Naruto, uśmiechając się do ciemnowłosego.
            - Nie musisz mnie pocieszać – jęknął Sasuke, gdy Naruto dobrał się do jego szyi.
            - Tyle że… ja cię… nie pocieszam – odpowiedział Naruto między kolejnymi pocałunkami i ugryzieniami w długą, jasną, pachnącą męskimi perfumami szyję Sasuke. – Ja wyznaczam ci nowy początek…
            - Czego? – zaciekawił się Sasuke, w końcu ściągając z Naruto koszulkę. Uzumaki pomógł mu i po chwili był już półnagi.
            - Nowego życia, panie mądralo – odpowiedział Naruto i dalsze protesty uciszył namiętnym całusem.
            Sasuke nie był bierny, wręcz przeciwnie, gdy tylko Naruto pozbył się jego czarnego podkoszulka, Sasuke dobrał mu się do rozporka. Całowali się jak szaleni, pozbawiając się kolejnych części garderoby. Naruto dłońmi i ustami zapoznawał się z ciałem starszego mężczyzny, z fascynacją poznając nieznane, obce kształty. Gdzieś z na krańcach jego umysłu zdrowy rozsądek darł się, co on wyprawia, ale pożądanie go przyćmiewało. Chciał Sasuke, teraz, w tej chwili, i miał zamiar dostać to, czego pragnie.
            Sasuke był bardzo głośny, chyba nie umiał się powstrzymać. Zachłannie przesuwał dłońmi po ciele Naruto, pojękując przy każdej okazji. Naruto starał się być delikatny, gdy przygotowywał go nawilżonymi śliną palcami i trochę bał się, że sprawia mu ból, gdy słyszał te wszystkie jęki, ale twarz Sasuke nie zdradzała dyskomfortu, wręcz przeciwnie. Uchiha współpracował z nim, poruszając biodrami, całował go po szczęce, szyi i torsie, a gdy Naruto wsunął w niego trzeci palec, zaczął błagać, by student go wziął.
            Uzumaki nie mógł nie spełnić tych żądań. Ostrożnie uniósł jedną nogę mężczyzny, by ułatwić sobie dojście, a potem nakierował się na jego wejście.
            Wsuwał się ostrożnie, najdelikatniej, jak umiał, a mimo to Sasuke wygiął plecy w łuk, prezentując mu całe swoje ciało i jęknął przeciągle. Naruto zamarł, ale wtedy kochanek owinął swoje ramiona wokół jego szyi, oplótł go nogami w pasie i poruszył się zachęcająco. Jęcząc, Naruto wbił się w niego, oszołomiony gorącem i ciasnotą jego wnętrza. Pocałowali się krótko, a potem ostrożnie zaczęli poruszać, by zgrać się we wspólnym rytmie. Gdy im się to udało, obaj zaczęli przyspieszać ruchy. Sasuke wychodził mu naprzeciw, jęcząc wprost do ucha, za to Naruto trzymał go mocno, by ciemnowłosy nie szorował nagimi plecami po kuchennej podłodze.
            Sasuke szczytował pierwszy, długo, z okrzykiem na ustach, a Naruto niedługo po nim. Potem zmęczeni osunęli się na podłogę, dysząc jak po biegu. Pierwszy otrząsnął się Naruto.
            - Chodźmy pod prysznic – wyszeptał, obejmując dłonią głowę dyszącego Sasuke. Ucałował go w skroń, a Uchiha rzucił mu pytające spojrzenie.
            - A potem?
            - Do łóżka – odparł Uzumaki.
            - A potem? – pytał dalej ciemnowłosy. Naruto rzucił mu swój najweselszy uśmiech.
            - Potem – wymruczał – potem razem zajmiemy się tym nowym początkiem, co? – rzucił lekko. Zawsze działał spontanicznie i nigdy nie żałował podjętych decyzji. Teraz też nie miał zamiaru.

24 komentarze:

  1. Wow, to było niesamowite...
    Oryginalny one-shot naprawdę xD
    I do tego narusasu <3
    Pozdro
    Malina

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeurocze opowiadanie :3 Sasu z Twojego opisu - moim zdaniem - przypominał mi troche Itacza :D i znowu był dorosły Sasuke! Lubię to (y) te Twoje zalegajace opowiadania sa naprawdę świetne, to kolejny mistrzowski shot w ciągu 2 dni! Wiesz jak o nas zadbać :) mam nadzieję, że masz tam tego jeszcze duuuuzo i niedługo znowu nas czymś uraczysz. pozdrawiam i gratuluję :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uraczę, uraczę, bo muszę posprzątać xD pogubiłam się we własnych tekstach, tam coś mam, w innym miejscu coś innego, tu coś napisałam, zostawiłam, zapomniałam, tam inna rzecz... muszę to ogarnąć wszystko xD

      Usuń
  3. lol... chyba nigdy nie dodałaś tego tak dużo na raz ;D koooooochhaaaaaaam cię!! przepraszan, że nie było mnie tak długo, ale już Ci to wynagradzam i od teraz będę aktywnie się udzielać ;D
    życzę weny i pozdrawiam ;*
    Shin~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a opowiadania-niespodzianki? ha! xD dodawałam, teraz tylko są to odrębne teksty, a nie jeden dłuuugaśny xD
      pozdrawiam!

      Usuń
    2. ah! faktycznie! to przez to, że nie było mnie tak długo. wiem! przeczytam wszyyyyyyyyyystko jeszcze raz ;D
      Shin~

      Usuń
  4. Świetne!!! uwielbiam NaruSasu!!!!
    Ale moje pierwsze wrażenie było takie że on naprawde z pięć trupów w szafie . I ten cwel co dymał sasuke, on jest feeee!!!!!111
    niemniej suuuuper! ( i NaruSasu Juuhuu!!!! )
    See You

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham narusasu <3 więcej takich tekstów :))

    OdpowiedzUsuń
  6. NaruSasu to mój ulubiony pairing i jestem niepocieszona, że tak mało dobrych tekstów pojawia się na ich temat ;(
    Koleś dymający Saska, co najmniej niesmaczny... Wiem, że potrzebny był, żeby Naruś przeżył jakiś szok i dowiedział się o orientacji, ale można by było zrobić to delikatniej, lodem na przykład. A tu jakiś fagas rozpycha Uchihę, który należy tylko do Naruto.
    Dziwnym zwrotem akcji było, gdy Naru tak ni z tego ni z owego zbzykał Czarnego, bo wcześniej nie widział w nim nikogo więcej, a potem proponuje mu żeby zaczęli wspólne życie, nagle go kocha? Wydaje mi się, że powinno być to trochę wcześniej zaakcentowane, że Naru jest chociaż bi i cało współlokatora jest dla niego atrakcyjne.
    Matko, ale ja narzekam. I tak cudnie piszesz, nie przejmuj się, jak coś pieprzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie, dobrze, że się przejmujesz xD
      nie, on go jeszcze nie kocha, Naruto... poszedł na żywioł. zaryzykował, ot, wpadł na pomysł, że się biednym Sasuke zajmie. to miało być takie... spontaniczne

      Usuń
  7. Z serii czyszczenie dysku zdecydowanie najlepsza pozycja! Jest ciekawa fabuła, jest Naruto jako student, jest zrzędzący Sasuke. I jest NaruSasu. A ja uwielbiam NaruSasu:) Widzę, że jest dużo zwolenniczek tej konfiguracji i cieszy mnie to bardzo.
    Ja osobiście/prywatnie/nieobiektywnie nie lubię jak jest tak duża różnica wieku między chłopcami i jeden mówi do drugiego per "pan".
    I zupełnie nie ogarniam wybuchu płaczu. Naprawdę. Myślę nad tym i myślę i nadal nie rozumiem.
    A końcówka by mi pasowała bardziej taka urocza jak buzi w czółko (uwielbiam!) i chodźmy razem spać. Ale to tylko moje skrzywienie na punkcie drobnych czułostek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ja osobiście/prywatnie/nieobiektywnie nie lubię jak jest tak duża różnica wieku między chłopcami."
      Ja też, ale nie będziemy narzekać;)

      Usuń
  8. Genialne <3! Uwielbiam NaruSasu jeszcze bardziej niż SasuNaru i cieszę się niezmiernie z każdego takiego opowiadanka, zwłaszcza, że nie ma ich za dużo w sieci. Sasuke to tutaj taki fajny ukeś, moment w którym się rozryczał, ja z kolei ryknęłam śmiechem XD, może jestem jakaś nieczuła, ale po prostu jak kocham ich razem, tak samej postaci Sasuke w mandze i anime po prostu nie znoszę już od samego początku, to pewnie dlatego : D.
    A Naruto z kolei wygadany i doskonale wie czego chce, co tam że całe życie myślał, że jest hetero, skoro takiego kochanego Saska ma na mieszkaniu, który na dodatek jest nieszczęśliwy, to trzeba Go przeruchać na pocieszenie <3~!
    Mam nadzieje, że to czyszczenie dysku jeszcze potrwa :3. Czekam na więcej i życzę dużo weny~

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też uwielbiam NaruSasu oraz lubię niesamowicie jak chłopaki nie mają z góry określonych ''preferencji'' ;)
    To było wspaniałe. Błagam czyść dysk dalej!
    !!!
    ehoon

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowne opowiadanie,bardzo oryginalny pomysł,nigdy czegoś takiego nie czytałam;) Uwielbiam NaruSasu! Najlepsze jest to,że Naruto był młodszy,a Sasuke mimo tego całego chłodu i obojętności,strasznie wrażliwy. Twoje "czyszcząc dysk" to sukces! Proszę o więcej;p
    Pozdrawiam,Kasia

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam szczerze że to dopiero drugie NaruSasu które mi się spodobało, i kurde drugie napisane przez ciebie! (pierwsze to 'Mój najlepszy przyjaciel') Nigdy nie ogarniałam tej konfiguracji i to Naruto już na zawsze pozostanie dla mnie tym, ża tak powiem, na dole, ale twoje NaruSasu mogę czytać, przemawia to do mnie i jest na prawdę dobre.

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem tak - zaskakujące.

    Zdziwiło mnie to, że Naruto tak szybko otworzył się na 'tą' sferę i jednej chwili postanowił spróbować czegoś innego :d . W sensie, że zmienił orientację i nie.. wstydził czy brzydził być z ' starym Panem Uchihą. ' ;D'

    Wiernie oddałaś charakter Naruto jako studenta i między nim, a Sasuke dało się poczuć różnicę wiekową;]

    Ten o-s to coś całkiem nowego jak dla mnie i cieszę się, że to przeczytałam^^

    A szczerze mówiąc spodziewałam się raczej historii w stylu Młodych Sasuke i Naruto i ich rozterek jako nie przepadających za sobą na początku studenciaków, jakich pelno w necie:]

    Pozytywne zaskoczenie,
    yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    ten tekst bardzo ,mi się podobał, i chyba coś wspólnego w jakieś części miało to, ze to było NaruSasu ;] dotarcie się ich trochę czasu zajęło, ale dali radę.... wiesz bardzo mi się podobał taki zakompleksiony Uchiha ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. gldwkmxeiwfndceurbfcmev *w*
    jakie to było słodkie.
    choć jak przeczytałam o tym jak wyglądał ten koleś od Saska to lekko mi się cofnęło, biedny Uchiha :<
    a Naru taki mraw :3

    OdpowiedzUsuń
  15. No Nie wiem nie wiem ;_; jakoś mnie Nie porwało ze względu na szybkość zmian Sasuke... Dziś zrzedliwy stary kawaler jutro mała płacząca jecząca dziwka ;_; Za szybko wszystko się działo Nwm xD każdy coś innego lubi... Ale z tej strony ciocia Wiktoria nie martw się ona mało rzeczy lubi ;w;

    OdpowiedzUsuń
  16. czytam tego shota po raz setny i nadal na końcu robię: "oooooooooooooooo" :3
    lubię wracać do do wszystkich twoich opowiadań, jesteś cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaaa! NaruSasu *w* i ta koszulka Disturbed *o* Jesteś genialna! ♡

    OdpowiedzUsuń