wtorek, 18 grudnia 2012

1. Najtrudniejsza z decyzji

-Powiedzieli mi, że przyjedzie jutro, żeby mnie zabrać. Że to jedyny żyjący… no, nie członek mojej rodziny, ale rodzice podobno chcieli, żeby facet był moim ojcem chrzestnym. Wyszukałem go w necie, słuchaj, to jakiś pisarz… były jego fotki i artykuły o nim… Ja nie wiem, co o tym myśleć, ten facet jest dziwny! Jak z nim rozmawiałem… no mówił mi o rodzicach, ale ja nie wiem, czy chcę wyjeżdżać! No… nie odmówiłem mu, ale… Myślałem, że jestem za stary na adopcję. Że, no… że my…
-Poczekamy, zobaczymy – odrzekł cicho Iruka, wyciągając rękę. Dotknął mojego policzka i zaraz wszystkie moje wątpliwości się rozpłynęły. Przymknąłem oczy i po chwili poczułem jego słodkie wargi na swoich ustach. Całował mnie wolno, rozkosznie, sprawiał, że znów drżałem. Potem ostrożnie pchnął mnie na materac swojego łóżka, gładząc dłońmi mój tors.
-I-Iruka – sapnąłem, odpychając go lekko. Spojrzał na mnie rozgorączkowanym wzrokiem.
-Tak? – zapytał.
-Czekaj, czekaj – usiadłem, przeczesując włosy palcami. – Co będzie z nami, jeśli on mnie stąd zabierze? I… ja go nie znam! To obcy facet!
-Naruto – znów pogładził mnie po policzku. Jego dotyk wzbudzał dreszcze. – Uważam, że to dla ciebie szansa. Zawsze chciałeś się wyrwać z sierocińca, pamiętasz?
-Ale potem poznałem ciebie – jęknąłem, a on zaśmiał się.
-Naruto, ja też nie jestem dla ciebie odpowiedni – rzekł, a ja skrzywiłem się.
-Tak, i chyba wiem czemu? Tylko nie zaczynaj gadać, że jesteś za stary, Iruka! – zawołałem, a on ponownie się zaśmiał.
-Kiedy to prawda – powiedział.
-Słuchaj, w przyszłym roku będę już pełnoletni…
-A ja skończę dwadzieścia osiem lat…
-No i co? – burknąłem, a on wywrócił oczyma.
-Czuję się, jakbym…
-Tylko nie zaczynaj tej gadki o wykorzystywaniu, bo naprawdę, Iruka, chyba się wkurzę i sobie pójdę! – zawołałem zły, na co on pochylił się i ucałował moje czoło.
-Ale tak jest – szepnął, a ja złapałem go za nadgarstki i wbiłem się w jego cudowne usta. Oddał pocałunek, jednak już po chwili odsunął mnie od siebie.
-Wróćmy do rozmowy – zaproponował, ale pokręciłem głową.
-Już nie chcę. Chcę się z tobą kochać – powiedziałem i zobaczyłem, że przebiegł go dreszcz. Uśmiechnąłem się zadowolony i już chciałem pocałować go po raz drugi, kiedy złapał mnie za ramiona i powstrzymał.
-Przestań, najpierw porozmawiajmy.
-Niby o czym? – spytałem naburmuszony, splatając ręce na piersi, a on odetchnął głęboko i przymknął oczy. Czyżby po to, by na mnie nie patrzeć?
-Uważam, że jeśli ten człowiek naprawdę będzie chciał cię zabrać, to powinieneś się zgodzić – powiedział, nie otwierając oczu. – Uważam, że to, co robimy, jest niewłaściwe. Uważam, że jako nauczyciel, nie powinienem być w związku z jednym z moich uczniów. Uważam…
-Uważasz na wiele ciekawych rzeczy, Iruka. Musisz czuć się bardzo bezpieczny, tak sobie chodząc i na wszystko uważając.
            Podniósł powieki i spojrzał na mnie. Był zły. Chyba po raz pierwszy w życiu zezłościł się na mnie.
-Naruto… - zaczął srogim tonem. Nie chciałem tego słuchać.
-Ja po prostu nie rozumiem! – wykrzyknąłem, zrywając się z łóżka. – O co ci chodzi?! Już mnie nie chcesz?! Znudziłem ci się?! Myślałem, że jest nam ze sobą dobrze!
            Zerwał się za mną i próbował mnie przytulić, ale go odepchnąłem.
-O-odwal się! – zawołałem, starając się za wszelką cenę stłumić silne emocje, które szarpały moimi wnętrznościami.
-Naruto, posłuchaj mnie! – krzyknął. Spojrzałem na niego.
            Stał przede mną nagi, z rozpuszczonymi włosami i płonącymi oczyma. Po chwili pochylił się, zgarnął z podłogi swoje spodnie i zaczął się ubierać. Zrobiłem to samo.
-Chodź do kuchni – rozkazał. Nie śmiałem mu odmówić, kiedy był taki wściekły. Poszedłem za nim, a potem siadłem przy stole. Mieszkanie miał małe, składało się ono z wąskiego korytarzyka, sypialni, łazienki i kuchni. Każdą wolną powierzchnię zajmowały książki, nawet w kuchni nad lodówką miał półkę, na której leżały opasłe tomy książek kucharskich. Nie można tu było mówić o jakimś szczególnym wystroju, mebli miał mało, ale za to nadrabiał kwiatami, które stały na każdym parapecie i zwieszały się z doniczek stojących w koszyczkach zawieszonych na ścianach. Spędzałem w tym mieszkaniu cały swój wolny czas. Uwielbiałem to miejsce. Uwielbiałem Irukę.
            Iruka zabrał się za szykowanie herbaty, a ja obserwowałem go w milczeniu. W końcu napar był gotowy. Postawił przede mną ciepły kubek, a sam usiadł naprzeciw mnie.
-Jesteś już spokojny? – zapytał, a ja skinąłem głową.
-Jestem.
-Posłuchaj mnie. Przecież wiesz, że cie kocham – zarumieniłem się delikatnie, jak zawsze, kiedy mówił to tak otwarcie. Skinąłem głową po raz drugi, patrząc mu w oczy. – Dlatego chcę dla ciebie jak najlepiej. Tego pisarza stać, by opłacić twoją szkołę, mógłbyś dokończyć drugą klasę już w lepszym liceum, a potem iść na studia. Niczego by już ci nie brakowało, niczym nie musiałbyś się martwić. Jeżeli w szkole dowiedzą się… że… że my…
-Mamy romans – pomogłem mu dobrać odpowiednie słowa, upijając łyk herbaty. Spojrzał na mnie karcąco. Nie podobało mu się to sformułowanie, zresztą, mnie również. Co tam jakiś romans do naszego związku! To był niedopuszczalny eufemizm!
-Tak, jeżeli się o tym dowiedzą, będziemy mieć… kłopoty… - wiedziałem, o co mu chodzi. Już z jednej pracy go wywalili, bo ktoś podkablował, że jest za łagodny dla uczniów i nawet skończonych debili przepuszcza do następnej klasy. Pamiętałem, jak śmieszyła mnie jego opowieść o tym i to, jak tłumaczył, że po prostu nie miał serca nikogo oblać. Bał się, że teraz wyleci przez coś gorszego. Przeze mnie. Ja też się tego bałem, nawet nie miał pojęcia, jak bardzo. – W dodatku ty jesteś za młody, nie masz jeszcze nawet siedemnastu lat…
-Jest się o co wykłócać, faktycznie. Który dzisiaj? Ach, dwunasty września! Co, do dziesiątego października to pewnie niewyobrażalny szmat czasu, nie?
-Wiesz, o co mi chodzi. Nawet po urodzinach nadal będziesz za młody… Powinieneś znaleźć dla siebie kogoś młodszego, z kim więcej będzie cię łączyło… W dodatku ja nie mam nic, co mógłbym ci zaoferować – rozejrzał się z bólem po swoim mieszkanku. – Czeka cię lepsze życie!
-Chcesz, żebym znów został sam? – zapytałem cicho, spuszczając głowę.
-Nie! To zupełnie nie o to chodzi! – zapewnił mnie żarliwie, prawie przewracając swój kubek z herbatą, z którego nie upił nawet łyka. Nadal na niego nie patrzyłem.
-A może chodzi ci o coś innego? – pytałem dalej. Wiedziałem, że wypowiadając to głośno ranię nie tylko siebie, ale i jego. – Może chodzi o Kakashiego?
            Zapadła cisza, w trakcie której nie śmiałem spojrzeć mu w oczy. Od początku, od zawsze wiedziałem, że dla Iruki byłem na drugim miejscu. Zanim go poznałem, spotykał się z kimś innym, z szarowłosym mężczyzną z tamtego zdjęcia, które kiedyś u niego przez przypadek znalazłem. Czułem, że on nadal kochał swojego byłego i choć wiedziałem, że i mnie kocha, to tamto uczucie było silniejsze. Znałem całą historię ich związku i wiedziałem też, dlaczego już nie są razem. A jednak Iruka cały czas o nim pamiętał. Cały czas o nim myślał.
-Naruto…
-O to chodzi, prawda? Nie jestem taki jak on?
-Wiesz, że nie.
            Podniosłem głowę.
-NO WIĘC O CO CHODZI?! – wydarłem się. Nawet nie drgnął.
-O ciebie, Naruto. Cały czas chodzi tylko o ciebie – powiedział spokojnie. – Zamieszkasz z tym mężczyzną. Ułożysz sobie życie. Wyrwiesz się z sierocińca, będziesz studiował, będzie cię na to stać. Znajdziesz dobrą pracę i swoje szczęście. Bo na to zasługujesz.
-A ty? – zapytałem ze łzami w oczach. Nie chciałem płakać. Nie płakałem od tak dawna, że nie pamiętałem już, jak się to robi. Ale ta sytuacja zaczynała mnie przerastać. Nie chciałem się z nim rozstawać. Nie chciałem układać sobie na nowo życia za cenę naszej miłości. Nie chciałem o nim zapominać!
-Ja to ja. Jeżeli ci się tam nie spodoba, będę na ciebie czekał.
-Naprawdę? – zapytałem z nadzieją, a on zaśmiał się i wstał od stołu. Podszedł do mnie i ukucnął. Spojrzał mi w oczy i pogłaskał mnie po twarzy, od skroni po samą szczękę. Położyłem mu dłoń na policzku.
-Oczywiście, głuptasie. Moje drzwi zawsze są dla ciebie otwarte, żeby nie wiem, co się stało. Ale proszę cie, proszę… jedź tam. Spróbuj. Jeżeli będzie źle, to wrócisz… możesz wrócić kiedy chcesz… ale chociaż zobacz jak tam będzie. Nie chcę, byś przeze mnie tracił taką szansę. Proszę.
            Mówił tak błagalnym tonem, że aż coś mnie dławiło w gardle. Iruka zawsze za bardzo przejmował się moją przyszłością. Gryzło go, że nie stać mnie na studia, że chodzę do marnej szkoły, że muszę pracować. A najbardziej gryzło go to, że nie ma nawet jak mi pomóc zmienić ten stan rzeczy, bo sam ledwo wiązał koniec z końcem za marną pensję nauczyciela. Westchnąłem.
-Dobra, ale jak lada dzień zwalę ci się tu z walizami to nie miej do mnie pretensji – powiedziałem zrezygnowany, choć serce mi się ścisnęło na samą myśl, że miałbym go zostawić.
            Odpowiedział mi tak uszczęśliwioną miną, jakbym mu oznajmił, że wygrał w totka. Chwilę potem już całował mnie bez opamiętania, a ja całowałem go z równą zażartością. Nie było czasu dotrzeć do sypialni. Właściwie, to żaden z nas nawet o sypialni nie pomyślał. Iruka podniósł mnie i posadził na stole, a ja opadłem na chłodny, drewniany blat, w ostatniej chwili łapiąc szklankę, która potoczyła się po stole, rozlewając herbatę. Postawiłem ją nad swoją głową.
            Pragnąłem go w tej chwili tak bardzo, że kiedy zaczął rozpinać moje spodnie, całując mnie po brzuchu, siłą powstrzymywałem się, by munie pomagać. Zacisnąłem palce na rancie stołu, czując, jak pozbawia mnie resztek garderoby. Patrzyłem w sufit, a potem zamknąłem oczy, kiedy wziął do ust moją męskość. Uwielbiałem, kiedy to robił…

1 komentarz:

  1. Zastanawia mnie dlaczego tutaj nie ma żadnego komentarza o.O cieszy mnie mnie Naruto zdecydował się na przeprowadzkę... To naprawdę dla niego ogromna szansa... Szkoda mi tylko tego że musi zostawić Iruka... To kolejny cios dla kto i tak dotkniętego przez życie nastolatka...

    OdpowiedzUsuń