wtorek, 18 grudnia 2012

6. Noc i Dzień

Chciał się wyrwać, czułem to, dlatego zacisnąłem palce na jego włosach, a drugą ręką unieruchomiłem jego nadgarstki. Cały zesztywniał, a ja w tym czasie całowałem go nachalnie, wręcz zaborczo, wsuwając mu język głęboko do ust. Czułem się tak, jakby jego wargi były czymś, co było mi potrzebne do życia, ale do tej pory nie mogłem tego dostać. Jakby były jedyną rzeczą, która mogłaby ugasić moje pragnienie. Jakbym do tej pory chodził spragniony i w końcu dorwał się do wodopoju. Jego usta miały metaliczny posmak.
-Sa… - próbował coś powiedzieć, kiedy tylko zwolniłem, ale nie miałem zamiaru mu na to pozwolić. Jeszcze nie teraz. Nie tak szybko. Jeszcze tylko trochę…
            Nabrałem szybko powietrza i pocałowałem go po raz drugi, równie głęboko i namiętnie co za pierwszym razem. Jego ręce drgnęły, jakby chciał je podnieść i mnie powstrzymać, ale ścisnąłem jego nadgarstki jeszcze mocniej i jeszcze bardziej przyciągnąłem jego twarz do swojej. Szarpnął się lekko, kiedy zacząłem kąsać jego dolną wargę. Próbował odciągnąć swoją głowę do tyłu. Wiedząc, że przecież nie mogę go tak trzymać bez końca, puściłem go.
            Chyba nie spodziewał się tego tak szybko, bo odskoczył gwałtownie i wylądował na podłodze, patrząc na mnie wytrzeszczonymi oczami. Ja za to opadłem na krzesło, opierając się na nim. Obaj dyszeliśmy nierówno, do tego mi osobiście dygotały kolana. Byłem pewien, że za chwilę Uzumaki zerwie się z podłogi i prawdopodobnie złamie mi nos, ale nie przejmowałem się tym. Warto było. Gdybym miał to zrobić drugi raz wiedząc, że za chwilę i tak oberwę w mordę, to bym zrobił i nawet się nie zawahał.
            Nie odrywałem spojrzenia od jego niebieskich tęczówek, choć kątem oka zauważyłem, że na brodzie miał krew. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to moja krew, bo poczułem ból w miejscu, w którym znajdowało się to nieszczęsne rozcięcie.
            Naruto patrzył na mnie, nie poruszając się. Chyba był w głębokim szoku, ale nie mogłem tego stwierdzić na pewno. Może po prostu nie mógł poukładać sobie w główce wszystkich faktów i przetrawić ich. W sumie, ja też byłbym zdziwiony, gdyby ni z tego ni z owego jakiś kumpel z klasy rzucił się na mnie i zaczął mnie całować. Czekałem na jego reakcję. Na jego wybuch. Byłem pewien, że lada chwila on nastąpi.
 Po kilku koszmarnie długich sekundach skrzywił się i podniósł rękę. Potarł się po tyle głowy.
-Nie musiałeś wyrywać mi włosów– zauważył, podnosząc się na kolana. Otarł brodę z mojej krwi. Siedziałem jak zdębiały i po prostu gapiłem się na niego. A co z moim złamanym nosem? – Bolało – rzekł z wyrzutem. Nie wiedziałem, czy miał na myśli włosy, czy może dolną wargę, w którą go ugryzłem.
            Nic nie rozumiałem. Spodziewałem się złości, krzyków, ciosu, a potem tego, że wywali mnie za drzwi. On tymczasem zachowywał się spokojnie i rozsądnie, tak, jakby to co zrobiłem, było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Ba, jakby się nawet spodziewał, że mogę coś takiego zrobić!
-No i rozwaliłeś sobie to rozcięcie – dodał, podnosząc rękę, po czym kciukiem starł krew z moich warg. Zadrżałem, jakby była to pieszczota. Wciąż nic nie rozumiałem. Jak mógł to teraz tak spokojnie przyjąć? Czy nie przyłożył mi tylko dlatego, że złapałem go za nadgarstek? I czy nie jąkał się i nie czerwienił za każdym razem, kiedy mówiłem coś, co mógłby zinterpretować jako dość mętne próby poderwania go? Czy nie był na mnie za to zły?
-W moim pokoju uderzyłeś mnie w brzuch – powiedziałem wybitnie inteligentnie, takim tonem, jakbyśmy przed chwilą o tym dyskutowali. Skinął głową, a potem delikatnie się uśmiechnął. Czy zdawał sobie sprawę z tego, ile miał w sobie powabu, gdy tak robił?
-Wkurzyłem się – przyznał, nie patrząc mi w oczy i jednocześnie nieśmiało kładąc dłonie na moich kolanach. Dreszcz, jaki przebiegł mi po kręgosłupie był niemalże torturą.
-Naruto… - sapnąłem, a on podniósł głowę i przybliżył swoją twarz do mojej. Niebieskie tęczówki były głodne, a intensywność ich wyrazu sprawiała, że czułem każdy kręg mojego kręgosłupa tak wyraźnie, jakby w sam środek każdego z nich właśnie wbijano mi szpilkę. Było to tak porażające uczucie, że siłą musiałem się powstrzymać, by nie skręcać się i nie wić na tym cholernym krześle, by usiedzieć prosto i wytrzymać jego bliskość.
-Sasuke – szepnął tak, jakby chciał mi przypomnieć jak mam na imię, a jednocześnie włożył w to tyle uczucia, że moje szpilki zamieniły się nagle w generatory prądu. A potem mnie pocałował.
            Był to zupełnie inny pocałunek niż ten sprzed chwili. Moje ręce zwisały wzdłuż krzesła, nie poruszałem nimi. On za to przewędrował dłońmi po moim ciele, od brzucha po szyję, a potem ujął w nie moją twarz. Jego dłonie były szorstkie i twarde, pomyślałem, że musiał w swoim życiu już nie raz pracować i nie jeden nos złamać, ale były to tylko dalekie spostrzeżenia, bo niemalże całą swoją uwagę skupiałem na moich wargach, które on pieścił swoimi ustami i językiem.
Całował mnie delikatnie, wolno, słodko i rozkosznie, jakby chciał tym pocałunkiem przelać we mnie tyle ciepła, ile tylko był w stanie. Bardzo wolno, ostrożnie, wsunął mi się na kolana i usiadł na nich okrakiem. Położyłem swoje dłonie na jego biodrach. Poruszał się w rytm naszego pocałunku, do moich uszu docierał nieprzyjemny dźwięk dżinsu z moich spodni po którym on tarł ortalionem swoich granatowych spodenek. Był to dźwięk drażniący, ale i podniecający, sprawiał, że i ja zacząłem wykonywać nieznaczne ruchy całym ciałem, przez które krzesło, na którym siedzieliśmy trzeszczało lekko, podwójnie obciążone. A on całował mnie dalej, aż w końcu nam obu zabrakło powietrza. Odsunęliśmy się od siebie ostrożnie.
            Spojrzał mi w oczy tak intensywnie, że prawie jęknąłem. Jego policzki pokryły rumieńce, tak wyraźne w świetle żarówki i do tego z tak bliska. Na wargach wciąż miał moją krew, oddychał głośno i trochę nierówno, jego klatka piersiowa unosiła się szybko i szybko opadała w rytm tych oddechów. Na ten widok kolana jeszcze bardziej mi zmiękły. Podniosłem rękę i dotknąłem jego policzka, a jego oczy rozszerzyły się troszeczkę, jakby nie przypuszczał, że mogę coś takiego zrobić.
            A ja chciałem go dotykać. Chciałem zbadać jego ciało, dlatego moja dłoń na długo na tym jego zarumienionym policzku się nie zatrzymała. Zjechałem opuszkami palców niżej i zbadałem nimi zarys jego szczęki, a potem przesunąłem palcami po jego szyi, w górę, w dół, w górę, aż w końcu ostatecznie w dół, by przesunąć nimi po linii jego obojczyka. Przymknął powieki i odchylił lekko głowę, kiedy badałem zarys jego mięśni na ramieniu, a potem na torsie. Delikatnie zahaczyłem o jednego jego sutka, a on nabrał powietrza do ust, cicho, powstrzymując się, ale i tak nie uszło to mojej uwadze. Był taki piękny. Tak inny ode mnie samego. Taki cudowny, taki gorący i żywy. Podniecał mnie.
            Cały czas wodziłem wzrokiem za swoimi palcami, lecz kiedy zjechałem nimi na jego brzuch podniosłem głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jego tęczówki płonęły pożądaniem więc przez jedną, krótką sekundę przez głowę przemknęła mi myśl, co w takim razie widać w moich oczach, skoro i mi się to tak bardzo podobało? Lecz już w następnej chwili nasze wargi znów ze sobą walczyły, tym razem w szalonym, intensywnym, elektryzującym pocałunku. Nie trwał on jednak długo, bo Naruto dość szybko się ode mnie oderwał, by przenieść się z pieszczotami na moją szyję.
            Badał ją językiem, a raczej smakował, zlizując zaschniętą na niej krew, która spłynęła z mojej wargi gdy całowaliśmy się za pierwszym razem. Znów się poruszał w ten upajający, hipnotyzujący sposób, a jego dłonie przesuwały się po moim torsie, pieszcząc delikatnie najwrażliwsze miejsca. Sam nie wiedziałem, na którym odczuciu mam się skupić. Na jego wargach? Na dłoniach? Czy może na naszych ocierających się o siebie udach i na trzeszczeniu krzesła pod nami? A Naruto nie zaprzestawał swoich działań, wręcz przeciwnie. Z każdą chwilą zdawało mi się, że robi wszystko bardziej intensywnie, że jego ruchy przyspieszają, że nasilają się z każdą chwilą, podwajając moje doznania. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał. Był…
            Jak mała wprawna dziwka… przemknęło mi przez głowę, kiedy skubnął zębami jeden z moich sutków, jednak szybko odrzuciłem od siebie tę  myśl. Obaj działaliśmy pod wpływem impulsu. Obaj chcieliśmy, by było nam dobrze…
            Złapałem go za szczękę i podniosłem jego głowę, a kiedy rozchylił zapraszająco wargi, po raz kolejny go pocałowałem, na moich warunkach. Uśmiechnął się mimowolnie, kiedy znów ugryzłem go w dolną wargę, a potem zacząłem ją ssać. Wplótł mi palce we włosy, gdy zacząłem lizać go po twarzy, a potem po szyi, a na koniec wzdrygnął się, gdy przygryzłem płatek jego lewego ucha. Obaj oddychaliśmy coraz szybciej.
-Sa… Sasuke – sapnął, gdy zabrałem się za smakowanie niższych partii jego ciała.
-Hmmm?
-Na górze… jest łóżko… - powiedział, poruszając delikatnie biodrami. Przerwałem robienie mu malinki i spojrzałem mu w oczy. Niebieskie tęczówki migotały figlarnie. Przejechał dłonią po moim brzucha, ale nie zatrzymał się, tylko zjechał niżej.
-Nar… ach! – wyrwało mi się, kiedy przesunął dłonią po moim przyrodzeniu. Zaczął mnie delikatnie pocierać, całując jednocześnie w okolicach ucha.
-Chodźmy na górę, Sasuke – wyszeptał, ale nie byłem w stanie się do niego odezwać. Miałem zaciśnięte powieki i starałem się nie okazywać, jak bardzo podoba mi się to, co wyczyniał dłonią. Pokiwałem głową.
            Wstał i pociągnął mnie za sobą, ale ja zaraz zgarnąłem go w swoje objęcia. Zaczęliśmy się całować, a on w tym czasie przeszukał moje spodnie i wyciągnął mi telefon z kieszeni. Spojrzałem na niego, a on z zagadkową miną zaczął coś na nim wystukiwać. Chciałem spojrzeć na wyświetlacz, ale odepchnął mnie na odległość ramienia.
-Co ty taki ciekawski? – zapytał, odskakując do tyłu.
-A ty co robisz?! – zapytałem i rzuciłem się ku niemu, jednak on w tym samym momencie dołożył mój telefon na stół, wyłączony.
-Teraz nikt nam nie będzie przeszkadzał – powiedział i pozwolił mi przyciągnąć się do siebie.
-Skubańcu – mruknąłem, całując go, a on zaśmiał się w moje usta.
            Zaczęliśmy się wtaczać na górę, ale szło nam to opornie, bo nieustannie obijaliśmy się o ściany, nie mogąc się od siebie oderwać. Na schodach zaczęliśmy się z nich spychać, co skończyło się tym, że musiałem go łapać, bo śmiejąc się prawie by z nich runął i jeszcze się, nie daj Boże, połamał. Gdyby nie to, że byliśmy mniej więcej tej samej postury i wzrostu i gdyby nie to, że kolana wciąż miałem miękkie, to dla ułatwienia sprawy po prostu zaniósłbym go do jego pokoju i rzucił na łóżko.
            A tak, pod koniec drogi musiałem go prawie wciągać siłą, bo co chwila zatrzymywał się i kusił kolejnymi pocałunkami. Gdyby był laską, pewnie nazwałbym go kokietką, w dodatku to przez niego cały czas obijaliśmy się o ściany. Byłem pewien, że po tej naszej przechadzce obaj będziemy pokryci siniakami, ale nie powiem, żeby mi się nie podobało.
            Do jego pokoju wtoczyliśmy się objęci, upajając się wzajemnymi pocałunkami. Zbliżyliśmy się do łóżka, a wtedy wynikła najważniejsza kwestia… kto będzie na dole? Przez chwilę się siłowaliśmy, bardziej się wygłupiając, niż na serio zmagając, jednak na koniec to ja wygrałem. Co prawda przez maleńką sekundę myślałem, że w pewnym momencie naszej walki dał za wygraną, ale rozproszył mnie jego pocałunek i przestałem się nad tym zastanawiać. Zamiast tego natychmiast skrępowałem jego nadgarstki jedną ręką, a drugą zabrałem się za rozpinanie jego rozporka. Chciałem zobaczyć go nago. Już nie mogłem wytrzymać.
            Wyswobodził się spod moich warg.
-Puść – wysapał, wykręcając swoje nadgarstki. Wzmocniłem uścisk, uśmiechając się wrednie.
-Nie – odparłem, a on mimowolnie i tak się uśmiechnął.
-Ty zboczuchu, już zdążyłem zobaczyć, co ci się podoba. Puszczaj, albo zobaczysz, odwdzięczę ci się z nawiązką – powiedział, ale wyczułem groźbę w tym jego słodkim głosie, którym próbował mnie oczarować. Ponowił próbę uwolnienia się, ale nie dawałem za wygraną.
-Na to liczę – mruknąłem i jako knebla użyłem własnych warg. Już rozpiąłem mu spodnie i teraz je z niego dość niezdarnie ściągałem. Nie ułatwiał mi tego, tylko drażniąc się ze mną, cały czas zginał jedną nogę w kolanie. Autentycznie musiałem z nim walczyć, jednocześnie trzymając jego nadgarstki. Jego zachowanie jeszcze bardziej mnie nakręcało.
            W końcu udało mi się pozbyć tych jego nieszczęsnych spodenek i zabrałem się za ostatnią część jego garderoby. Śmiał się podle w moje usta, kiedy i w tym momencie zmuszony byłem walczyć o swoje. W końcu i to udało mi się z niego zedrzeć, choć trochę to trwało. Spojrzałem na jego twarz z tryumfalnym uśmiechem, dysząc jak po jakimś długodystansowym biegu. Na widok mojej miny ryknął śmiechem, ale zaraz przestał, gdy lubieżnym wzrokiem ogarnąłem całe jego nagie ciało. Ostrożnie puściłem jego nadgarstki i zacząłem się zniżać, zahaczając zębami o jego skórę. Przyglądał się, jak nieuchronnie zmierzam ku dolnym partiom jego rozgrzanego ciała. Gdy w końcu dotarłem do miejsca, które mnie interesowało, uniósł jedną brew. Uśmiechnąłem się ździebko wampirycznie i rozchyliłem usta…
            Chciałem udowodnić całemu światu, że noc i dzień mogą ze sobą współgrać wbrew wszystkim prawom natury.

7 komentarzy:

  1. Miałam nie komentować w jednym dniu 2 razy ale za dobrze piszesz aby się powstrzymać :D Napiszę tak ZAJEBISTY rozdział :P
    Pozdrawiam Wandal :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział,nie mogłam się powstrzymać od wielokrotnego czytania go od nowa. ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham twego bloga jest wykurwisty w kosmos :D życzę weny
    Pozdrawiam Itami

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe!!! Ale wolałabym jakby Naruto byl trochę bardziej przeciwny i nieśmiały. Jednak to tylko takie moje skromne zdanie.


    OdpowiedzUsuń
  5. wow! rządzisz

    OdpowiedzUsuń
  6. *strumienie łez + rumieniec i krwotok z nosa* Takie.. To.. Ach... *gwiazdki w oczach* Piękne...

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie by było gdyby naruto był bardziej niedostępny a takto super nocia

    OdpowiedzUsuń