wtorek, 18 grudnia 2012

2. Czarne oczy mojego sąsiada

Taksówka mijała kolejne budynki w jednej z najbogatszych dzielnic Konohy. Po dwóch godzinach w samolocie byłem odrobinę zmęczony i zdrętwiały, ale nie chciałem zasypiać, tym bardziej, że mieliśmy jechać z lotniska do mojego domu niecałe czterdzieści minut.
            Gapiłem się na wielkie domy z dużymi ogródkami, zastanawiając się, czy i dom Jiraiyi wygląda podobnie? Jakoś nie mogłem uwierzyć, by jedna samotna osoba chciała mieszkać w takiej chacie. Po co jednej osobie tyle miejsca?
            Mój nowy opiekun siedział z przodu taksówki, ale nie zwracałem na niego większej uwagi. Trochę mnie krepował, był wielki jak góra i dość groźnie wyglądał. Ale z drugiej strony… przez cały lot opowiadał mi o rodzicach. O tym, w jaki sposób się poznali, jak wyglądał ich ślub. Więcej mówił o moim ojcu, który był jego najlepszym studentem, kiedy jeszcze ten stary pryk wykładał na uczelni. Moją mamę znał słabiej, ale o niej też mi co nieco opowiedział. Śmiał się, że to po niej odziedziczyłem wybuchowy charakter.
            Podarował mi też album z ich zdjęciami, z uczelni i ze ślubu. Mogłem po raz pierwszy w życiu zobaczyć rodziców. Wzruszyło mnie to.
            Mój ojciec był bardzo do mnie podobny. Miał takie same, jasne włosy i równie błękitne oczy, co ja. Mógłbym przysiąc, że byłbym z nim teraz równy wzrostem. Moja matka była ruda i bardzo piękna. Po niej odziedziczyłem kształt oczu i kształt twarzy. Razem, wyglądali jak para idealna. Czy zaakceptowaliby mnie wiedząc, że jestem gejem? To pytanie niemile kołatało mi się po głowie kiedy już napatrzyłem się na ich twarze.
            Samochód zatrzymał się na światłach.
-I jak, Naruto, podoba ci się okolica? – zapytał nagle Jiraiya, a ja spojrzałem na niego półprzytomnie.
-Co?
-Okolica – wyciągnął rękę i pokazał mi jeden z domów niedaleko skrzyżowania przed którym staliśmy. – To mój dom – powiedział. Spojrzałem na chatę i okazało się, że moje przypuszczenie się spełniły. Dom był duży, piętrowy, biały, z brązowym dachem. Otaczał go ogródek ze skoszonym trawnikiem i ładny, wysoki, biały płot. Stał w sąsiedztwie równie ładnych, jasnych domów z zadbanymi trawnikami. – Myślę, że powinna ci się podobać. W sąsiedztwie mieszka chłopak w twoim wieku, będziesz z nim chodził do klasy. To zdolny dzieciak, wiec pomyślałem, że pomoże ci się odnaleźć. Nazywa się Uchiha. Sasuke Uchiha.
            Skinąłem głową, ale raczej mało mnie interesował jakiś tam sąsiad. Bardziej zaabsorbował mnie widok mojego nowego domu i całej tej okolicy.
            Kiedy światła zmieniły się na zielone, taksówka ruszyła do przodu i już po chwili parkowaliśmy przy krawężniku przed domem Jiraiyi. Wyskoczyłem z samochodu, zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne i w dwóch susach dopadłem furtki.
-Ale czad! – zawołałem, gapiąc się jak głupi na dom. Prawdziwy dom, w którym, bez mała, zmieściłyby się ze cztery mieszkanka Iruki, jak nie więcej!
-Cieszę się, że ci się podoba…- usłyszałem głos Jiraiyi, ale nie odpowiedziałem. Furtka była otwarta, tak więc wszedłem do ogródka i niemal w podskokach dopadłem werandy. Zajrzałem przez okno do przedpokoju, a potem spojrzałem w górę. W końcu zwróciłem się w stronę mojego ojca chrzestnego. Wyciągał z bagażnika moją torbę.
-Jiraiya, to naprawdę wypasiona chata! Czemu mi nie powiedziałeś, że masz taki wielki dom, zabrałbym z pół sierocińca! Kurde, serio, jak nie…
-Możesz się zamknąć?! – rozdrażniony i poirytowany głos przerwał mi w pół słowa. Rozejrzałem się, a potem ściągnąłem okulary z nosa, aby lepiej widzieć.
            W oknie sąsiedniego domu, który oddzielony był od posiadłości Jiraiyi białym płotem, stał czarnowłosy chłopak. Znajdował się jakieś pięć, góra sześć metrów ode mnie, ale i tak wyraźnie widziałem głębokie cienie, jakie miał pod oczami. Wyglądał tak, jakby zarwał ze trzy ostatnie noce.
            Od razu ruszyłem w jego kierunku, no bo przecież trzeba być kulturalnym, nie? Od tej pory mieliśmy być sąsiadami. Zeskoczyłem z werandy, a potem przeskoczyłem biały płotek, wyciągając rękę w jego kierunku. Od razu zacząłem mówić, dlatego nie zauważyłem kępki trawy pod swoimi stopami i potknąłem się o nią. Skutek tego był taki, że wylądowałem twarzą w piasku. Pięknie, Naruto! Cudowne wejście!
            Nie dając po sobie nic a nic poznać, zerwałem się na nogi i ścierając z twarzy odrobinki kurzu, podskoczyłem do niego. Na twarz wpełzł mi mój standardowy uśmiech. Chciałem być miły, by już na samym początku zrobić dobre wrażenie. Podniosłem głowę i spojrzałem na niego… i słowa same popłynęły z moich ust, zupełnie bez udziału mojej woli. Wiedziałem, że mówię bez sensu, byle tylko gadać. Wiedziałem, że wychodzę w tym momencie na debila, a mój plan zrobienia na nim wrażenia właśnie umiera w samotności, porzucony przeze mnie jeszcze zanim zacząłem go realizować. Wiedziałem, że nie podoba mu się to, co robię, bo skrzywił się jakbym zamiast uścisnąć mu dłoni go w nią ugryzł. Ale to nie było ważne.
            Przede mną stał czarnowłosy, młody bóg. Dosłownie. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem tak przystojnego faceta, słowo daję! Miał cerę tak jasną, że jeszcze trochę, a byłaby biała. Wyglądał, jakby trzymano go w ciemnościach i jego czarne jak kawa, mroczne oczy nigdy w życiu nie widziały słońca. Usta miał wykrojone jak arystokrata… w ogóle, cała jego twarz przypominała twarz kogoś wysoko urodzonego, kogoś o „błękitnej krwi”. Patrzył na mnie z góry, spokojnie, chłodno i dość obojętnie, aż mi się wszystko, co tego dnia zjadłem, przewróciło w żołądku. Jego spojrzenie przewiercało się przeze mnie, czułem, jak przenika moje tkanki i kości aż do samej duszy. Ledwo mogłem to spojrzenie znieść.
-… Jestem Naruto Uzumaki, miło mi cię poznać! – zakończyłem, nie mając zupełnie pojęcia, co powiedziałem wcześniej. Złapałem jego dłoń i potrząsnąłem nią.
            Nie zmienił wyrazu twarzy, może tylko jego i tak już wygięte w pogardliwym uśmiechu wargi jeszcze odrobinkę się przekrzywiły. W każdym razie, patrząc na mnie w zupełnie taki sam sposób jak od samego początku, wyrwał swoją dłoń z mojego uścisku i odezwał się głębokim, mrocznym i ponurym głosem, przywodzącym na myśl niemiłe skojarzenia z czymś chłodnym, ciemnym i zimnym.
-Nie spoufalaj się! Czego mi się wydzierasz pod oknem z samego rana?!
            Otworzyłem oczy w zdumieniu. Jak mógł być taki chamski dla kogoś, kogo widział po raz pierwszy w życiu?
-Słucham? – zapytałem oszołomiony i zbity z tropu. Spojrzenie jego atramentowych oczu stężało jeszcze bardziej, cienie pod powiekami ukazały się w pełnej krasie. Co on robił nocami, że tak wyglądał?
-Nie złapałeś tego prostego zdania? Widać to prawda, że blond włosy utrudniają docieranie informacji do mózgu! – odpowiedział złośliwie, a ja poczułem, że krew mnie zalewa. Jakim prawem ten atramentowooki koleś mnie obrażał?! Przecież nic mu nie zrobiłem, wręcz przeciwnie, chciałem być miły i od razu nawiązać jakieś przyjazne stosunki! Zacisnąłem pięści. Jak nic, zasłużył na to, by złamać mu ten idealnie prosty nos!
-Tyyyy!
-Naruto – Jiraiya wykrzyknął moje imię tak wyraźne, że zdumiony, natychmiast zapomniałem o Sasuke i obróciłem się ku niemu. Stał już przy drzwiach, szukając kluczy po kieszeniach - skoro zapoznałeś się z Sasuke, to chodź zobaczyć swój nowy dom!
            Odruchowo obejrzałem się na powód mojej wcześniejszej złości. Atramentowooki stał niewzruszony, jego mina w ogóle się nie zmieniła, jakby zamiast twarzy nosił przez cały czas wyrzeźbioną w kamieniu maskę.Chciałem go zapytać, jaki jest jego problem, ale nim udało mi się wykrztusić choćby jedno słowo, Sasuke złapał za okno i zatrzasnął je aż szyby zadygotały. Gdyby tylko było to możliwe, to pewnie właśnie toczyłbym pianę z ust, taki byłem wściekły na tego dupka. Był nieziemsko przystojny, ale widać, była to jedyna jego zaleta.
-Chrzaniony dupek – mruknąłem, wracając do Jiraiyi. Przelazłem przez płotek, wskoczyłem na werandę i zbliżyłem się do drzwi, które mój chrzestny przede mną otworzył.
-Przodem – zachęcił mnie, a ja, wcześniej zerknąwszy w jego szczere oczy, wsunąłem się do środka.
            Powitała mnie od razu duża, jasna przestrzeń. Mały korytarzyk z wieszakiem od razu otwarty była na przedpokój. Po mojej prawej ręce znajdowało się łukowate przejście do kuchni, bo dostrzegłem tam kawałek kredensu o jasnym blacie. Po lewo było następne łukowate przejście, chyba do salonu. Mimo, że było tu tak biało, wcale nie było chłodno. W oknach wisiały kremowe, lekkie firanki, bardzo rzadko plecione, bez żadnych wzorów. Pomyślałem, że muszą ładnie wyglądać, kiedy porusza nimi wiatr. Było tu też kilka kwiatów, poustawianych w kątach na podłodze. Podłogę pokrywały miodowe panele. W głębi widniały schody na górę, bez poręczy. Za nimi drzwi z szybką, do łazienki, jak się domyśliłem.
            Ściągnąłem buty i nieśmiało wsunąłem się do środka. Zajrzałem do salonu. W wystroju przypominał przedpokój. W oknach wisiały takie same firanki, znajdujące się tam meble – kanapa, małe szafki na których stały jakieś pierdoły, biblioteczka, pufy i stolik – były białe. Na podłodze leżał kremowy dywan, na ścianie przy suficie wymalowane były jakieś ładne, drobne, złote wzorki. Naprzeciw kanapy wisiał duży telewizor plazmowy, a na szafeczce pod nim stało drogie kino domowe. Na stoliku leżało kilka pilotów oraz czarny laptop i kilka książek z wieloma zakładkami.
            Widok książek od razu mnie uspokoił. Jego prywatna biblioteczka zajmowała całą jedną ścianę tego sporego pomieszczenia. Podobała mi się ich duża ilość, pomyślałem, że również i Iruce by się to podobało. Zawsze dbał, bym dużo czytał, zresztą, łatwiej szło się z nim dogadać, kiedy znało się książki, o których bez przerwy trajkotał i które tak uwielbiał. Uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie liczne wieczory przy herbacie, kiedy czytał mi na głos ulubione fragmenty z ukochanych książek i późniejsze dyskusje na ten temat. Zawsze się kłóciliśmy.
            Okna salonu wychodziły na dom Uchihy.
            Zawróciłem i nie patrząc na Jiraiyę, który wciąż stał przy wejściu i na mnie patrzył, poszedłem do kuchni.
            I tu było jasno. Kremowe blaty, białe szafki, stół i krzesła w kolorze podłogi, trochę inne firanki w oknach, ale też białe. Chyba Jiraiya lubił ten kolor. Ja w takiej bieli też nie czułem się źle, wszystko się ładnie komponowało, no i dzięki temu zdawało się być bardziej czysto i przestronnie. Wróciłem do przedpokoju.
-No i jak, podoba ci się? – zapytał Jiraiya, a ja parsknąłem.
-Żartujesz! Tu jest fenomenalnie! – zawołałem, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Na górze jest twój pokój, nad salonem – powiedział, a ja otworzyłem szerzej oczy i zerknąłem na schody. Mój pokój… mój własny pokój…
            Wbiegłem na górę, przeskakując po dwa stopnie na raz, a potem wpadłem do środka. W sumie to było tam tylko troje drzwi, nie licząc łazienki, więc nie było nawet jak się pomylić.
            Cóż, tu już nie było biało, wiec moje usta od razu rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Tu było niebiesko, a ten kolor bardzo mi odpowiadał. Z zadowoleniem przyjąłem fakt, że stało tu naprawdę duże łóżko, nie takie, jakie miałem w bidulu, tylko takie prawdziwe, jak z typowej sypialni. Prócz łóżka stała tu tylko szafa i biurko, a na podłodze leżał dywan o długich włoskach, w którym aż miło było zanurzyć stopy.
            Jiraiya wszedł do pokoju zaraz za mną.
-Wcześniej był to pokój gościnny – powiedział, kładąc na łóżku moją torbę. – Po drugiej stronie jest moja sypialnia, a ostatnie drzwi to mój gabinet i reszta książek…
-Masz jeszcze więcej książek?!– zawołałem, a on skinął głową.
-Oczywiście, jestem przecież profesorem no i pisarzem. Myślałeś, że to, co widziałeś na dole, to wszystko co mam?
            Ogłupiały, pokiwałem głową. Zaśmiał się.
-To uwierz mi, że nie –powiedział, klepiąc mnie po ramieniu. Chyba musiała go rozśmieszyć moja debilna mina.
-Jej, to ty chyba masz tu całą bibliotekę – mruknąłem, a on skinął głową.
-Mniej więcej. Jesteś głodny?
-Jeszcze jak! – wykrzyknąłem, zdając sobie sprawę z tego, że ssie mnie w żołądku.
            Zeszliśmy na dół, gdzie Jiraiya zabrał się za szykowanie obiadu. Pokazywał mi przy okazji gdzie co się znajduje i takie tam. Cały czas rozmawialiśmy, nawet potem, kiedy jedzenie było już gotowe. Chrzestny opowiadał mi o sobie, ja mówiłem mu o mnie. Wciąż powtarzał, że przypominam mu mojego ojca. Pochlebiały mi te słowa, cieszyłem się, że mam okazję poznać człowieka, który go uczył i był mu bliski. Gadaliśmy tak chyba prawie do południa, gdy nagle zadzwoniła komórka Jiraiyi.
-Idź się rozpakuj – powiedział do mnie Jiraiya, wyciągając telefon z kieszeni. Spojrzał na wyświetlacz. – Mój księgowy, rany, nie znoszę gada…
            Uśmiechnąłem się do siebie i wyszedłem z kuchni w momencie, kiedy odebrał telefon. Poszedłem na górę.
            Drzwi wejściowe do mojego pokoju znajdowały się naprzeciw okna, które wychodziło… na okno pokoju Sasuke, stwierdziłem, ledwo otworzywszy drzwi. Zobaczyłem bowiem Uchihę, siedzącego przy komputerze w swoim pokoju i najwyraźniej w coś grającego. Niemal zazgrzytałem zębami. Co za upierdliwość losu! Nie dość, że i tak będzie moim sąsiadem, to jeszcze do tego cały czas będzie miał wgląd w to, co robię! Co to za układ? Dlaczego nikt nigdy nie pomyślał, żeby posadzić między tymi dwoma budynkami jakieś drzewo lub coś, nie wiem, zawiesić jakąś płachtę ochronną?
            Nieco wyprowadzony z równowagi, zabrałem się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Nie było tego dużo, wielu rzeczy nie mogłem zabrać, bo należały nie do mnie, tylko do wyposażenia mojego pokoju w bidulu. Zacząłem wyjmować ubrania i wkładać je do szafy. Układałem właśnie w niej swoje spodnie, gdy poczułem nieprzyjemne mrowienie w kręgosłupie. Odruchowo obejrzałem się i spostrzegłem czarne oczy Sasuke, wpatrujące się we mnie z politowaniem zza szyby jego okna. Cały zesztywniałem, mimowolnie się krzywiąc, a on uśmiechnął się dość podle i zaczął wolno poruszać wargami, jakby coś do mnie mówił. Gapiłem się na niego, składając wypowiedziane przez niego sylaby.
-U-su-ra-ton-ka-chi? – powtórzyłem, w pierwszej chwili zupełnie nie zastanawiając się nad znaczeniem tego słowa. Dotarło ono do mnie z dużym opóźnieniem. Po raz drugi tego dnia krew mnie zalała, a ja poczułem, że robię się czerwony jak piwonia.
-Debil! – ryknąłem i na widok jego zjadliwego uśmiechu, rzuciłem się do oka i zaciągnąłem kremowe firanki tak, by odciąć się od tego przygłupa. Co ja mu zrobiłem, że się na mnie tak wyżywał?
            Dyszałem, ściskając w dłoniach zasłonkę i patrząc w podłogę. I ja pomyślałem w pierwszej chwili, że on jest przystojny?! Jak mogłem?! Ten… ten…
            W tym momencie telefon w mojej kieszeni zawibrował. Wyjąłem go i spojrzałem na wyświetlacz, a uśmiech sam wpełzł mi na usta.Otworzyłem sms-a.

WSZYSTKO GRA?

            Trochę się zawiodłem. Żadnego „kocham cię”, żadnego „tęsknię za tobą”, tylko zwykłe „wszystko gra?” Ale już po chwili przyszło zrozumienie. W końcu wyjechałem, by na nowo ułożyć sobie życie. Takie wyznania tylko utrudniałyby całą tę skomplikowaną sytuację, sprawiały nam jeszcze większy ból. Wystukałem szybko odpowiedź:

TAK. ZADZWONIĘ, GDY JIRAIYA PÓJDZIE SPAĆ.

            Wróciłem do mojej torby i zacząłem z niej wyjmować resztę ubrań oraz te kilka książek, które były moją własnością. Nie czekałem długo na odpowiedź, telefon zawibrował po niecałej minucie.

BĘDĘ CZEKAŁ.

-Ja też – szepnąłem w zamyśleniu. – Ja też, Iruka.

5 komentarzy:

  1. agrrr -.- kobieto -.-' przeczytałam cały dzień zastanawiając się co znaczy To słowo wypowiedziane przez sasuke do naruto -.-' tłumacz google Nie był aż tak wspaniałomyslny dla yaoistek i Nie tłumaczy zapisów fonetycznych japonskich słow których Akurat nie znają -.-' Powiedz mi kochana co to znaczy bo nie wytrzymam! Ugh -Znów YoOomi =3 zdałam sobie sprawę że Nie przeczytałam (wydaje mi się) najważniejszego opo na tym blogu ;_; dziwi mnie brak komentarzy tak samo jak raził mnie ich brak w ,, ona to on,, ludzie ! Co się z wami dzieje xD ! Komentujcię bo to największy dopalacz dla pisarza ! >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. usuratonkachi? przecież Sasuke zawsze tak nazywa Naruto. to znaczy młotek xD

      a nikt nie komentuje, ponieważ ten blog został pół roku temu przeniesiony z onetu. komentarze były na onecie, tu nie ma sensu, żeby komentować coś drugi raz. akurat to opowiadanie jest pierwszym moim tekstem yaoi, większość starych czytelników przeczytała je 3 lata temu xD

      Usuń
    2. Ja Wszystkie opo z wyjątkiem ona to on przeczytałam jako jedna z pierwszych, komentowałam Ale anonimowo lub z innyh kont ponieważ na tym sama zaczęłam pisać niedawno :) tak właśnie Myślałam że młotek xD jednak oglądnełam tylko skromnie pierwsza serie i Nie zdążyłam się wsłuchać i skojażyc :)

      Usuń
  2. z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja kocham te ich malutki początki :3

    OdpowiedzUsuń