środa, 19 grudnia 2012

15. Zwykła wioska

  Wioska Tori wyglądała… dobrze. Nie trzeba mi było niczego więcej, aby wyspać się i ruszyć w dalszą drogę powrotną. Ten typowy zapizdówek liczył sobie około sześćdziesięciu domów, tartak, jeden sklep oraz, na szczęście, zajazd z pokojami noclegowymi.
              Od razu się tam skierowałem, głodny, zniechęcony i przede wszystkim, spragniony. Miałem ochotę na alkohol, i to straszliwą. Przez tego smarkacza, Eijiego, czułem się fatalnie. To prawda, że mnie pocieszył i pokazał nową, inną, lepszą drogą ku przyszłości, ale teraz znów byłem sam i nie wiedziałem, czy będzie okazja, by go znów spotkać. Jak to się działo, że wszyscy mnie zostawiali?
              Wszedłem do zajazdu, od razu lokalizując bar. Ludzi było tam wiele, a wszyscy mężczyźni, pomijając kręcącą się między stolikami kelnerkę. Ponieważ była to wioska drwali, wszyscy byli wielcy, zwaliści, przeważnie brodaci i nie pachnieli najlepiej. Nie przeszkadzało mi to jednak, nie miałem zamiaru spędzać tu wakacji, a tylko jedną noc.
              Podszedłem do baru, usiadłem na jednym ze stołków i spojrzałem na wielkiego gościa, stojącego za barem. Niczym nie różnił się od reszty dryblasów przebywających w tym pomieszczeniu.
-Dobry wieczór – powiedziałem, a tamten skinął mi głową. – Poproszę coś ciepłego do jedzenia, butelkę sake i pokój.
              Facet ponownie skinął głową, sięgnął pod bar, po czym wyciągnął butelkę i czarkę i postawił je przede mną. Zabrałem się za odkręcanie laszki, a facet wyszedł. Gdy wrócił, postawił mi pod nosem miskę pełną ryżu oraz drugą, z kurczakiem w ostrym sosie. Napełniłem czarkę sake i przechyliłem ją na dobry początek, po czym zabrałem się za jedzenie.
              Ryż był trochę suchy, ale za to kurczak mi smakował. Jadłem, co jakiś czas popijając sake i marząc, bym był już we własnym domu. Dziwne, ale tęskniłem za Sakurą i rozmowami z nią. Przyzwyczaiłem się do tego, że ochrzaniała mnie co jakiś czas, zupełnie, jak kiedyś robiła to Naruto.
              Powoli kończyłem posiłek oraz butelkę sake. Zastanawiałem się, czy mam ochotę na jeszcze jedną? Chyba miałem, więc skinąłem ręką na barmana i zamówiłem kolejną flaszkę.
              Byłem gdzieś w połowie drugiej, malutkiej butelki, gdy za moimi plecami otworzyły się drzwi wejściowe do baru. Za bardzo byłem zajęty topieniem swojej depresji, by się obejrzeć. Lekkie kroki zbliżyły się do baru i ktoś oklapł na stołek po mojej prawej stronie.
-Fujimaru, daj mi coś do picia! – zawołał tak dobrze znany mi głos.
              Poderwałem głowę, w pierwszej chwili sądząc, że mam omamy. No cóż, nie zdziwiłbym się, gdybym oszalał, jednak gdy spojrzałem w bok, obok siebie dostrzegłem… Naruto. Siedział sobie najzwyczajniej w świecie na stołku przy barze, ubrany w wytarte, brązowe spodnie. Jego plecy były niemiłosiernie opalone, był trochę brudny, włosy miał w nieładzie. Na podłodze, oparta o jego siedzenie, stała siekiera.
              Oczy Naruto przeniosły się na mnie, po czym Uzumaki uśmiechnął się słodko.
-Cześć – powiedział najzwyczajniej w świecie.
              Moja pięść poruszyła się sama, szybciej, niż zdążyłem przemyśleć ten ruch. Zdzieliłem Uzumakiego prosto miedzy oczy, a gdy zwalił się na podłogę razem z taborkiem, na którym siedział, zerwałem się na równe nogi.
-TY!!! – wydarłem się, sięgając po katanę. Naruto wytrzeszczył na mnie niebieskie oczy, trzymając się za krwawiący nos. Wszyscy w barze zerwali się z swoich siedzeń i spojrzeli na mnie, miałem to jednak głęboko w dupie. – Tyyy… – wycedziłem przez zęby, w tej chwili niezdolny, by wypowiedzieć cokolwiek. Naruto cofnął się pod ścianę, wlepiając we mnie przerażone spojrzenie. Wycelowałem koniec katany w czubek jego nosa, a on przełknął głośno ślinę.
-Hola, hola! – zawołał barman. – Żadnych burd…!
-Zamknij się, jeśli ci życie miłe – odparłem ostrzegawczo, śmiertelnie poważnym tonem, a barman natychmiast się zamknął. Nie odrywałem spojrzenia od niebieskich tęczówek Naruto. – Szukałem cię – wycedziłem do blondyna, cały drżąc z emocji. Naprawdę nie wiedziałem, czy mam go pocałować, czy zamordować. Czysta nienawiść i żądza mordu mieszała się we mnie z chęcią objęcia go i wyznania miłości. – Przez pół roku. Przez ten cały czas. Podaj mi jeden powód, dla którego mam cię teraz nie zabić.
              Blondyn opuścił zakrwawioną rękę.
-Ki-kim ty jesteś? – spytał ledwo słyszalnym szeptem.
              Poczułem, jak szlag mnie trafia. Nienawiść przeważyła szalę i byłem gotów wpieprzyć mu jak nigdy w życiu.
-MITSU!!! – wrzasnął jakiś kobiecy głos i coś przebiegło obok mnie.
              Czarnowłosa dziewczyna w krótkiej, ciemnej spódniczce i jasnym podkoszulku zasłoniła Naruto własnym ciałem, spoglądając na mnie z wyzwaniem w oczach. Miała bardzo ciemne tęczówki, okolone wachlarzem czarnych rzęs, wydatne usta i całkiem spory biust. Poczułem tak ogromną zazdrość, że miałem ochotę zetrzeć ją z powierzchni ziemi.
-Uciekaj, Mai! – syknął Uzumaki, próbując przesunąć dziewczynę.
-NIE POZWOLĘ GO ZABIĆ! – krzyknęła do mnie dziewczyna. – Będziesz musiał zabić także mnie!
-Z przyjemnością – odparłem, a wtedy Uzumaki złapał dziewczynę w pasie i zepchnął ją sprzed końca mojego miecza, po czym zasłonił ją własnym ciałem tak, jak wcześniej ona jego zasłoniła.
-Jeśli masz coś do mnie ,to załatw to tylko ze mną i zostaw dziewczynę! – ryknął, patrząc na mnie hardo.
-Czyś ty rozum postradał?! – wrzasnąłem na niego. – Co ty odwalasz, Naruto?! Kto to jest, do jasnej cholery, co ty tu robisz i dlaczego się nie odzywałeś?! Masz pięć sekund na wyjaśnienia, albo nie ręczę za siebie!
              Wpatrywał się we mnie tępo, aż w końcu zaskoczył i potrząsnął głową.
-Jak… jak mnie nazwałeś? – spytał.
-Co się z tobą do cholery dzieje?!
-On nie pamięta – powiedziała czarnowłosa, zwracając na siebie moją uwagę. – Mieszka tu od pół roku, mój dziadek znalazł go nieprzytomnego nad brzegiem rzeki. Gdy się obudził, nic nie pamiętał.
-To jakaś bzdura – odparłem, a ona pokręciła głową.
-To prawda – powiedziała. Spojrzałem na Naruto, który przyglądał mi się uważnie.
-Ona mówi prawdę? – zapytałem, kataną wskazując dziewczynę, a blondyn przytaknął.
-Tak – powiedział, patrząc mi w oczy. – Czy… czy my się znamy?
              Jęknąłem, nie mając zielonego pojęcia, co robić, a potem schowałem katanę i spojrzałem na niego bezradnie. Co ja miałem robić?
-Tak – odpowiedziałem. – Znamy się.
-Ty… jesteś jakimś… mordercą?
-TAK! – wrzasnąłem,wyprowadzony z równowagi do reszty. – Jestem mordercą! A ty jesteś kretynem! Boże… tylko ty mogłeś załatwić się w taki sposób! Twoja głupota przekracza granice zrozumienia! AGH!
              Obróciłem się tyłem do niego, zakrywając twarz dłońmi i wziąłem głęboki oddech. Naprawdę nie wiedziałem, co robić, jak mu wyjaśnić teraz, kim dla siebie jesteśmy, co się miedzy nami działo, jak…
              Odetchnąłem głęboko jeszcze raz, opanowałem się i znów na niego spojrzałem. Czułem palącą chęć pocałowania go, jednak musiałem ją w sobie stłumić. On mnie nie pamiętał. Nie pamiętał niczego.
-Możesz mi powiedzieć, kim jestem? – spytał Naruto. Siłą starałem się panować nad sobą, oczy wlepiając w dziewczynę, która trzymała go za ramię. Maiłem ochotę poodrywać jej palce, jeden po drugim…
-Nazywasz się Naruto Uzumaki  - powiedziałem, wyobrażając sobie, jak czarnowłosa krzyczy z bólu, gdy ją torturuję. – Pochodzisz z wioski Konoha. Jesteś shinobi. I jesteś najlepszy.
              Wytrzeszczył na mnie oczy.
-Jestem shinobi? – spytał z niedowierzaniem.
-Nawet więcej. Jesteś… kandydatem na Hokage. A ponadto jesteś… Jinchuuriki – szepnąłem. Rozdziawił głupkowato usta, a ja pokręciłem głową i podszedłem do niego. Cofnął się odruchowo, osłaniając się. – Nie bój się – szepnąłem, zerkając mu w oczy, a potem drżącą dłonią dotknąłem jego idealnego brzucha. Wpuściłem trochę chakry w znak pieczęci, a ta zalśniła czernią. Naruto wytrzeszczył oczy i cofnął się. Położył rękę na swoim brzuchu, lecz pieczęć już zniknęła.
-C-co to było? – spytał.
-Pieczęć. Masz w sobie demona.
-A-ale…
-Ma na imię Kurama. Pozostaje pytanie, czemu on nie interweniował, kiedy straciłeś pamięć? – westchnąłem, widząc jego przerażony wzrok. – Co jest?
-Ja… jestem… potworem?! – zapytał z autentycznym przerażeniem. Zaśmiałem się, a potem, odruchowo, postukałem go w czoło.
-Głupku – powiedziałem – jesteś wyjątkowy.
              Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, szeroko otwartymi oczami.
-Musimy wrócić do Konohy. Zobaczymy, co na temat twojej choroby powie Czcigodna Tsunade. Trzeba jak najszybciej przywrócić ci pamięć.
-Chcesz go stąd zabrać?! – zawołała natychmiast czarnowłosa dziewczyna, a ja spojrzałem na nią z nienawiścią. Wciąż trzymała swoje paskudne łapska na moim Naruto.
-Oczywiście – odparłem zimno, wyciągnąłem rękę i odkleiłem jej palce od łokcia Naruto. – Nie dotykaj go, jeśli łaska.
              Oboje spojrzeli na mnie, marszcząc brwi, lecz ja nie skomentowałem swojego postępowania. Naruto spuścił oczy i odsunął się od dziewczyny. Myślałem tylko i wyłącznie o tym, by przygarnąć go do siebie i poczuć jego ciepło. Jego zapach. Smak jego warg…
-Co ty tu właściwie robiłeś? – zapytałem, a blondyn zerknął na mnie.
-Pracowałem – odparł, przestępując z nogi na nogę. Czy on też czuł to ciepło? Czy zobaczywszy mnie, poczuł to, co do siebie czuliśmy? Czu mu się podobałem? Jak mnie oceniał? Czy naprawdę miał mnie za mordercę?
-Pracowałeś?
-W tartaku – wyjaśnił. – Właśnie wracałem do domu. – Słowo dom, gdy wypowiedział je mając na myśli coś innego, niż Konohę uświadomiło mnie dogłębnie, jak poważny mieliśmy problem. Westchnąłem, masując sobie skronie, po czym opuściłem ręce.
-Spakujesz się, pożegnasz z kolegami, jakich tu miałeś i jutro pójdziemy do Konohy – rzekłem, a czarnowłosa dziewczyna stanęła naprzeciw mnie.
-Nie możesz go zabrać! – zawołała. – Mitsu tu mieszka…!
-On nie ma na imię Mitsu, tylko Naruto – warknąłem. – I nie tu jest jego dom! W Konosze czekają na niego jego przyjaciele, pół świata shinobi na niego czeka, a on cały czas tkwił na jakimś zadupiu!
-On ma tu dom…!
-Mai – odezwał się Naruto, dotykając ramienia dziewczyny. – Uspokój się. Może zaprosimy go do domu i tam wszystko przedyskutujemy?
              Naruto uniósł brew, a dziewczyna spuściła głowę, a potem rzuciła się na niego i objęła go w pasie, wtulając głowę w jego nagi tors. Zazdrość zapłonęła we mnie żywym ogniem i chęcią mordu. Znów wyobraziłem sobie jej krzyk.
-Nie chcę, żebyś odchodził! – zawyła dziewczyna, a Naruto pogłaskał ją po głowie.
-Nie martw się, przecież jeżeli pójdę, to do ciebie wrócę – odrzekł, a moje wnętrzności skręciły się nagle boleśnie. To była… rozmowa zakochanych?
              Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na niego.
-A… chcesz iść?
-Wiesz, że zawsze chciałem się dowiedzieć, kim jestem – odparł Naruto, nadal głaszcząc jej włosy. – Ale przecież o tobie nie zapomnę nigdy…
-Chodźmy już! – warknąłem wściekle, podchodząc do nich. Złapałem laskę za łokieć i odciągnąłem ją od niego, może nieco zbyt brutalnie, bo zarówno ona jak i Naruto spojrzeli na mnie wściekle. Czarnowłosa szarpnęła się i wyrwała swój łokieć z mojego uścisku.
-Nie dotykaj mnie! –zawołała. Przeniosłem spojrzenie na Naruto, który unikał mojego wzroku.
-Prowadź – powiedziałem do niego.
              Naruto zerknął na mnie, a potem natychmiast mnie wyminął i biorąc tę całą Mai za rękę, wskazał mi drzwi. Wściekły, podszedłem do lady, zapłaciłem za swoje jedzenie i zabierając swój plecak, poszedłem za nimi.
              Idąc, patrzyłem na ich złączone ręce i w duchu modliłem się, bym jednak się mylił. Nie mogli być parą. On nie mógł sobie kogoś znaleźć, nie mógł. Nie mógł tak po prostu mieć dziewczyny, podczas gdy ja od pół roku cierpiałem na myśli samobójcze. Nie, to by było zbyt okrutne.
-Kim… Kim ty dla mnie jesteś? – zapytał nagle Naruto. Nie oderwałem wzroku od jego dłoni, splecionej z dłonią Mai.
-Mam na imię Sasuke. Uchiha Sasuke. Jestem… jesteśmy razem w drużynie…
-My… lubimy się? – spytał. W końcu uniosłem głowę, marszcząc brwi.
-Do czego pijesz?
-Bo… bo jesteś dla mnie niemiły, dlatego pomyślałem, że raczej… że się nie lubimy – powiedział. Przymknąłem oczy, wciągając powietrze przez nos.
-Lepiej milcz – powiedziałem. – Za każdym razem, jak otwierasz usta, mam ochotę urwać ci głowę.
              Przytaknął i zamilkł, a ja westchnąłem. Normalny Naruto by zripostował. Normalny Naruto by się teraz śmiał. Normalny Naruto rzuciłby mi się w ramiona i wyznał, jak tęsknił. Zasypałby mnie miliardem pytań, naciągnął na ramen, zagadał na śmierć.
              Ale normalny Naruto w tej chwili nie istniał.
              Szliśmy przez wieś i z każdą chwilą mój nastrój pogarszał się coraz bardziej. Naruto i Mai wymieniali jakieś ciche szepty, a mnie nerwica brała. Miałem ochotę wytargać ją za kudły i odciągnąć od niego. Moja zazdrość przekraczała granice, choć bliskość Naruto nie pozwoliłaby mi na nic brutalnego. Z momentem, kiedy go ujrzałem, wszystkie kolory zaczęły znów nabierać właściwych im barw, dzień jakby wypiękniał, smaki powróciły, powietrze zaczęło napełniać mi płuca. Znów żyłem, oddychałem i znów wszystko miało sens. Bo Naruto żył. Nawet jeśli mnie nie pamiętał, był żywy. Mój mały. Aż mnie świerzbiło, by porwać go w ramiona.
-To tu – odezwał się nagle Naruto, przystając. Zatrzymałem się i spojrzałem na piętrowy domek, który wskazało mi moje kochanie. W jednym z okien paliły się światła, dom otoczony był ogródkiem. – Zapraszamy do środka.
              Mówił do mnie tak oficjalnie. Gdy na niego spojrzałem, zaraz odwrócił wzrok. Bolało mnie to jego zachowanie, musiałem jednak być cierpliwy. Nie chciałem go zrazić. Mój mały był taki gwałtowny, gotów byłby zmienić zdanie i ze mną nie wrócić. A ja musiałem zabrać go do domu. Musiałem go odzyskać!
              Poprowadzili mnie do domu, a gdy znaleźliśmy się wewnątrz i zdjąłem buty, do niewielkiej kuchni, w której, przy drewnianym stole siedział siwowłosy mężczyzna. Na nasz widok podniósł oczy znad jakiejś gazety i spojrzał wprost na mnie poprzez szkła grubych okularów.
-Mamy gościa? – spytał, uśmiechając się dobrodusznie. Skłoniłem się.
-Przepraszam za najście tak późną porą – powiedziałem. – Nazywam się Uchiha Sasuke i jestem… członkiem drużyny Naruto. – Wskazałem Uzumakiego, a mężczyzna wytrzeszczył oczy, zdumiony.
-Jak nazwałeś naszego Mitsuharu?
-W rzeczywistości nazywa się Uzumaki Naruto – wyjaśniłem. – Zaginął pół roku temu podczas wykonywania misji. Na własne oczy widziałem – zwróciłem się ku blondynowi – jak spadasz w urwisko. Wioska szukała cię długie tygodnie, nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem cię nie znaleźliśmy.
-Ja znalazłem Mits…znaczy, Naruto – powiedział staruszek, gestem wskazując mi krzesło przy stole. Usiadłem na nim, ściągając plecak z pleców. – Wracałem bryczką z Konohy, byłem tam kupić zioła i leki. Poiłem właśnie konie, słysząc jakieś huki i wybuchy, gdy dostrzegłem przy brzegu coś pomarańczowego. Był to Mit… Naruto. Wniosłem go na bryczkę i obejrzałem. Nic mu nie było poza lekkim wstrząsem mózgu. Był nieprzytomny, miał związane ręce i klucz do pieczęci na szyi. Myślałem, że być może jest przestępcą, lecz jestem lekarzem i miałem obowiązek udzielić mu pomocy. Nie miałem czasu czekać na kogoś czy szukać jego domu, wiec zabrałem go tu, do nas, lecz gdy się ocknął okazało się, że nic nie pamięta. Został więc, czekając, aż coś sobie przypomni.
-Rozumiem – odparłem, patrząc na mojego Naruto. To był cud, że żył, że tu był, że mogłem na niego patrzeć i rozmawiać z nim. – Musiał go pan wywieźć nim skoczyłem do wody. Naiwnie założyłem, że będzie gdzieś tam i podczas gdy ja i moi towarzysze przeszukiwaliśmy brzeg rzeki i jej dno, pan go zabrał. Później padało i deszcz zmył wasz trop, więc nawet psy ninja nie mogły go wyczuć.
-Ja… - odezwał się nagle Naruto, a ja skupiłem na nim wzrok.
-Tak sk… Tak? – poprawiłem się natychmiast. O mały włos nie powiedziałem „skarbie”. Nie chciałem go póki co zrażać, stary Naruto, znając mnie całe swoje życie zareagował gwałtownie, dowiedziawszy się o moich uczuciach, wiec ten, niczego nieświadomy, tylko by się przestraszył. Nie chciałem go straszyć.
-Dlaczego byłem związany? Jak to się stało, że wpadłem do rzeki?
-Byliśmy na misji. Porwano cię, Naruto, a ja i kilku wojowników mieliśmy cię odbić. Jeden z przestępców wepchnął cię do wąwozu – wyjaśniłem. – Nikt nie miał czasu cię łapać, nikt nie spodziewał się, że w ogóle spadniesz.
-Dlaczego miałbym nie spaść, skoro mnie zepchnął? – zapytał Uzumaki, a ja o mało co nie wywróciłem oczami. Mój mały był rozbrajający, tylko on na całym świecie tak potrafił.
-Bo jesteś za dobry, by tak po prostu spaść – wytłumaczyłem mu. – Nie mam pojęcia, jak to się stało, jednak ważne jest, że jesteś, cały i zdrowy. Nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że twoje szanse na odzyskanie pamięci zwiększą się, jeśli znajdziesz się w otoczeniu, które znałeś, mam rację? – zwróciłem się do lekarza, a ten skinął głową.
-Naruto cierpi na amnezję tymczasową, znane przedmioty, miejsca i ludzie powinny powodować efekt deja vu, a ten, być może, spowoduje nawrót pamięci. Nie wiadomo jednak, jak długo to potrwa, zanim Naruto wszystko sobie przypomni. Może to być moment, gdy wejdzie do własnego domu, jednak równie dobrze może nic nie pamiętać, by za kilka lat wspomnienia powróciły same z siebie.
              Zakląłem w duchu, a potem wziąłem głęboki oddech.
-Bliską przyjaciółką Naruto jest nasza Hokage, Tsunade. Pewnie pan wie, że jest jednym z najlepszych medycznych ninja na świecie? – Mężczyzna skinął głową. – Być może ona coś poradzi?
-Wątpię, by powiedziała panu coś więcej, niż ja. Przypadek Naruto jest prosty, nie ma co tu gdybać.
-Ale chyba nie będzie miał mi pan za złe, jeśli będę nalegał, by zbadała go Czcigodna Tsunade?
-Wręcz przeciwnie – odparł mężczyzna. – Napije się pan herbaty?
-Z przyjemnością, panie…?
-Botano – przedstawił się, a ja skinąłem głową. Mężczyzna kazał usiąść przy stole również Naruto i czarnowłosej Mai, po czym wstał i zabrał się za szykowanie herbaty. Wpatrywałem się w dziewczynę, zastanawiając się, co ją łączy z Uzumakim?
-Em… panie Sasuke – odezwał się nagle Naruto, a ja spojrzałem na niego zdumiony.
-Możesz mówić mi po imieniu – powiedziałem lekko zbity z tropu oraz, przede wszystkim, zawiedziony. Bolało to, że mnie nie poznał. Bolało, że najwyraźniej się mnie bał. Bolało, że coś łączyło go z dziewczyną siedzącą obok niego. Wiedziałem, że z kobietą nie mam szans, tak jak nigdy nie maiłem szans z Sakurą. Wystarczyłoby, że Haruno odwzajemniłaby uczucie Naruto i moja miłość nigdy by się nie spełniła, mógłbym tylko cicho do niego wzdychać. Ale Haruno nie chciała Naruto i w tym była moja jedyna szansa. A teraz? Ta czarnowłosa idiotka musiała wykorzystać moją nieobecność, musiała się pijawka do niego przyssać! – Naruto, znamy się od dziecka.
-Am… tak? – zapytał zdezorientowany, a ja przytaknąłem.
-Byliśmy razem w klasie, w szkole, a potem w drużynie. Ty, ja, Haruno Sakura oraz Hatake Kakashi-sensei.
-A… a moja rodzina? Czekana mnie w Konosze? – spytał cicho. Odwróciłem wzrok, kręcąc głową.
-Przykro mi, ko… Naruto, ale… ty nie masz rodziny. Twoi rodzice nie żyją od lat. Oboje byli ninja, twój ojciec był Czwartym Hokage. Oddali życie za wioskę.
-Och! – wymknęło się Uzumakiemu, a jego oczy otworzyły się szerzej.
-Masz jednak wielu przyjaciół! – powiedziałem szybko. – Cała wioska cię uwielbia, Naruto, nie masz pojęcia, jak się wszyscy ucieszą… Każdy za tobą tęsknił, my… - zabrakło mi słów, które pozwoliłyby mi wyjaśnić mieszankę uczuć, jaką czułem i tego, co czuli wszyscy z wioski. Na szczęście uratował mnie pan Botano, stawiając na stole tacę z herbatą. Postawił przed każdym kubek gorącego płynu.
-Opowie pan nam coś o Naruto? – poprosił, a ja pokiwałem głową i spojrzałem wprost w ukochane przeze mnie, niebieskie oczy blondyna.
-Twoją ulubioną potrawą jest ramen, a kolorem pomarańczowy. Niegdyś niemal każde wypowiedziane zdanie kończyłeś słowem „dattebayo”.  Twoim największym marzeniem jest zostać Hokege. Nie możesz wysiedzieć w jednym miejscu dłużej niż minutę, uwielbiasz działać. Jesteś zawsze roześmiany,pogodny i optymistyczny…
-Czyli wiele się zgadza –mruknął pan Botano. – Nasz „Mitsuharu” rzeczywiście nigdy nie mógł usiąść w jednym miejscu. Dlatego z chęcią przyjęto go w tartaku, mimo że nie jest tak słusznej postury, jak cała reszta, jeszcze nie widziałem go zmęczonym! – Lekarz zaśmiał się, głaszcząc blondyna po głowie. Naruto spojrzał na niego, a potem na milczącą Mai.
-Co ty na to? – spytał ją, a ona wzruszyła ramionami.
-Co ma być? – zapytała obojętnie. Naruto zmarszczył nos.
-Gniewasz się, Mai? – zapytał, odgarniając jej kosmyk czarnych włosów za ucho. – Ej, przecież ty też chciałaś, bym się dowiedział czegoś o sobie, pamiętasz?
-Ale nie myślałam, że będziesz musiał odejść, żeby to zrobić! – zawołała, zrywając się z krzesła. – Ty też chcesz mnie zostawić?! – wykrzyknęła oskarżycielsko, po czym uciekła. Patrzyłem za nią, póki ostatni kosmyk jej włosów nie zniknął za drzwiami. Pan Botano westchnął, a Naruto pokręcił głową.
-Proszę jej wybaczyć – powiedział do mnie, znów tym okropnym, oficjalnym tonem. – Mai nie chce, bym odszedł – mruknął i upił łyk herbaty.
-Mai wcześnie straciła rodziców – szepnął lekarz, kładąc mi rękę na ramieniu. Usiadł przy mnie. – Zastępowałem jej zarówno tatę, jak i mamę. Gdy Mits… znaczy, Naruto się tu zjawił, nasza rodzina się powiększyła i było weselej. Musisz jej wybaczyć niechęć.
-Mai musi zrozumieć, że Naruto ma w Konosze swoją własną „rodzinę” – powiedziałem, patrząc wprost w błękitne oczy Uzumakiego. Wzruszenie prawie zatykało mi gardło, tak bardzo pragnąłem przekroczyć barierę, którą „nowy” Naruto wybudował między nami. Byłem mu najbliższą osobą, to ja byłem jego rodziną, nie czarnowłosa Mai. – Ma przyjaciół, którzy czekali i mieli nadzieję.
-Ja… - zaczął Naruto, nagle speszony, odwracając ode mnie wzrok – i tak bym z tobą poszedł. Ja… chcę wiedzieć, kim jestem.

8 komentarzy:

  1. oh nareszcie! Naruto żyje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O yeah, wiedziałam, że to będzie amnezja ;]

    Fajnie, fajnie, żal mi tylko Sasuke ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam że to amnezja.. Już nie lubie tej czarnej kurwy. Kurwa! Co ona chce od Naru? Zatrzymać go? W snach! To jest SasuNaru a nie NaruMei... Co za żenująca nazwa 'Narumei' to brzmi jak Rumcajs!

    Jaki spoiler w ogule.. No bo ja czytam na telefonie i mi od razu na dół ekran poleciał do komentarzy a tam 'Naruto żyje'... Największy spoiler 4ever ;-;

    Szkoda że Naru nie pamięta Sasia.. Ja na miejscu Saska wykrzyczałabym z nerwów całą prawde i że gdy on śmiał się i bawił z tą czarną suką to Sasek nie chciał żyć, miał myśli samobujcze a ten kurde se kicał z czarną mambą...


    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jej już nie lubię :) I z całością zgadzam się co do twojego komentarza

      Usuń
    2. Kurde, ale szkoda mi Sasia! Też wnerwia mnie ta sytuacja, ale w końcu ona też miała się prawo zakochać w Naruto... I tak jej nie lubie. Przez nią Sasuke cierpi. Nie moge pogodzić z tym jak to wszystko się potoczyło, choć ciesze sie, że Naruciak żyje. Czytam dalej!

      Usuń
  4. Mogę zabić Mai? Obiecuję robić to w bardzo długi i bardzo okrutny sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedny Sasu T^T
    Uwielbiam reakcję Sasuke na tą cała dziewczynę XD Sama mam chęć wytargać ją za kudły (jak widzę nie jestem sama ;D )
    Mam nadzieje, że Naruto szybko wróci pamięć..

    OdpowiedzUsuń