środa, 19 grudnia 2012

2. Zamknięty

Obudziło mnie pukanie. Najpierw raz, potem drugi… Przy trzecim zerwałem się z sapnięciem, rozglądając półprzytomnie po zalanym słońcem pomieszczeniu. Siedziałem na łóżku z baldachimem, w skołtunionej, jedwabnej pościeli. Złapałem skraj narzuty i osłoniłem swoją nagość. Pukanie ponowiło się.
-Eeee… proszę! – nie miałem pojęcia, o co chodzi. Szczęknął zamek, drzwi uchyliły się i do pokoju wkroczył… lokaj.
-Dzień dobry – rzekł, wchodząc do pokoju i rozglądając się. Na jego twarzy zagościł uśmiech, gdy zobaczył, że ruszyłem postawione na stoliku jedzenie. – Ma pan jakieś życzenie odnośnie obiadu? – spytał, kłaniając mi się lekko. Mówił z dziwnym akcentem, z całą pewnością nie był stąd.
-J-ja? – zdziwiłem się.
-Tak, podamy za dwie godziny. Czy życzy pan sobie coś szczególnego?
            Ja cię pierniczkuję, gdzie ja trafiłem? Odchrząknąłem.
-Eee… a mógłbym poprosić o, eee… ramen?
-Oczywiście – odparł, ponownie pochylając przede mną głowę. – Pokojówka za chwilkę przyjdzie ze śniadaniem oraz posprząta. Gdyby miał pan jakieś życzenia, proszę śmiało dzwonić – ruchem dłoni wskazał klawiaturę zamontowaną w ścianie przy drzwiach, przy której wisiała słuchawka. – Numer wewnętrzny to dwie jedynki. Życzę miłego dnia.
            Skłonił się po raz ostatni i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Siedziałem, gapiąc się przed siebie, oszołomiony. W końcu wzruszyłem ramionami i wygrzebałem się z łóżka. Zerknąłem na wiszący na ścianie zegar. Było po piętnastej. Kurde, też mi śniadanie.
            Przeciągnąłem się, ziewając szeroko. Czułem się tak, jakbym całą noc wykonywał ćwiczenia rozciągające. Uśmiechnąłem się do siebie. Kto by pomyślał, że można rozciągać się w tak przyjemny sposób…
            Potrząsnąłem głową. To, że ten wampir okazał się nieziemskim kochankiem nie miało żadnego wpływu na moją misję. I tak planowałem go zabić, a to, co wyczyniał w łóżku, było mi obojętne. Zupełnie obojętne. Absolutnie obojętne…
-Aghhh! – zmełłem w ustach przekleństwo i poszedłem do łazienki. Kiedy się kąpałem, usłyszałem, jak ktoś kręci się po pokoju. Wyszedłem spod prysznica, wytarłem się i na nagie ciało założyłem jedwabny, biały szlafrok, wiszący na jednym z wieszaków. Wróciłem do pokoju.
-Dzień dobry! – przywitała mnie dziarsko potężna pokojówka o ogromnej piersi, która właśnie ścieliła na nowo moje łóżko. Brudne pościele leżały skołtunione w koszu obok jej nogi. Przy stoliku, na którym ustawiono już moje śniadanie, stał jej wózek, wypełniony różnego rodzaju sprzętem do czyszczenia.
-Dzień dobry – odparłem, przyglądając jej się.
-Potrzebuje pan jeszcze czegoś? – zapytała, strzepując poduszki.
-Nie, dzięki, nic nie trzeba – odparłem. Skończyła pracę, zabrała kosz, wcisnęła go na wózek i spojrzała na mnie.
-Gdyby coś, proszę dzwonić i się nie krępować. Panicz Sasuke nakazał nam spełniać każdą pana zachciankę – uśmiechnęła się do mnie, zawieszając spojrzenie na wysokości mojego krocza, a moje policzki pokrył rumieniec. Odchrząknąłem, a ona wyszła, chichocząc.
-Stare, zboczone ropuszydło! – fuknąłem sobie pod nosem, wzdrygając się. Usiadłem sobie przy stoliku i zabrałem się za śniadanie, starając się skupić na jedzeniu, a nie na obrazach, które widziałem w głowie. Nie udawało mi się to jednak. Obrazy z poprzedniej nocy kołatały mi się po głowie i nie mogłem się od nich opędzić. Zupełnie nie miałem pojęcia, co się wokół mnie działo. Już wcześniej stwierdziłem, że Uchiha najwyraźniej lubił dbać o swoje zabawki. No i chyba lubił drogie zabawki, sądząc po sposobie, w jaki byłem tu traktowany.
            Nałożyłem sobie twarożku na rozkrojoną bułeczkę, nalewając kawy do filiżanki. Odetchnąłem. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Spodziewałem się… czegoś innego. Z całą pewnością nie mieszkania jak w pięciogwiazdkowym hotelu, wyżywienia jak z najlepszej restauracji i nocy, podczas których… Poczułem, jak płoną mi policzki, tak wiec szybko napiłem się kawy. Nie powinienem w ten sposób o tym myśleć. On był wrogiem, którego miałem jak najszybciej unieszkodliwić. Łóżko mogło się tylko do tego przyczynić, był wtedy najbardziej rozproszony. Wystarczyłoby zdobyć broń i dźgnąć go podczas seksu. Nic prostszego.
            Zerknąłem na okno. Do nocy było jeszcze kupę czasu. Sasuke był teraz ukryty w jakimś ciemnym miejscu, prawdopodobnie spał. Czy czuł się tak samo, jak ja? Czy też był tak przyjemnie rozciągnięty, czy w głowie kołatały mu się te same myśli?
-Jezu – jęknąłem, uderzając czołem o szklany stolik. O czym ja myślałem?!
            Popołudnie minęło mi okropnie. Cały czas dręczyły mnie wspomnienia po nocy. Nie mogłem uwolnić się od obrazu płonących pożądaniem, czerwonych oczu Sasuke. Obiad przynieśli mi gdzieś koło siedemnastej. Nie maiłem za bardzo apetytu, ale głupio mi było pogardzić.
            Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi byłem już tylko strzępkiem nerwów. Przechadzałem się nerwowo po pokoju, zacierając dłonie. Wiedziałem, że niebawem się pojawi. Że znów na niego spojrzę, że moje serce przyspieszy, ale już nie ze strachu. I właśnie to było powodem frustracji. Miałem go zabić, a nie przywiązywać się do niego!
            Słońce zaszło, a drań się nie pojawił. Minęła jedna godzina, potem druga… koło 23 straciłem nadzieję i zaległem przed telewizorem,oglądając wiadomości, ze szklanką whisky w dłoni. Kiedy się skończyły,wyłączyłem telewizor. Dopiłem whisky. Zamknąłem oczy.
            Obudził mnie cichy śmiech. Rozchyliłem powieki i spojrzałem przed siebie, by już po raz drugi tuż po obudzeniu spojrzeć w czerwone tęczówki. Ziewnąłem.
-Która jest…?
-Trzecia w nocy – szepnął, przesuwając dłonią po moim udzie. Boże, znów zacząłem drżeć. – Nie powiem, spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że będziesz… tak ubrany…
            Powiedział to jakimś dziwnym głosem, przez gardło.Przełknąłem ślinę. Jak ja właściwie byłem ubrany? Spojrzałem w dół i moje policzki zalała fala czerwieni. Właściwie, to ja wcale nie byłem ubrany. Miałem na sobie szlafrok, który założyłem po kąpieli. Zaśmiałem się nerwowo.
-Ja…
-Podoba mi się – szepnął,przysuwając swoją twarz do mojej. Miałem wrażenie, że wszystko mu się podoba.Nasze usta się spotkały i pocałował mnie słodko, jednak zaraz się cofnął.Położył mi dłonie na biodrach i zaczął masować moje kości biodrowe. Boże, to było takie…
-Jak ci minął dzień? – zapytał.Mruknąłem zadowolony.
-Wspaniale – odparłem. W ogóle go nie znałem, a czułem się tak, jakbyśmy byli znajomymi od lat. Jakby był przymnie od zawsze. Wdrapał się na mój fotel i usiadł za mną. Zaczął masować mi plecy.
-Nie powinieneś spać na fotelu– szepnął mi do ucha. – Będą bolały cię plecy.
-Spałem w o wiele gorszych warunkach – jęknąłem, bo robił wspaniały masaż. – Ten fotel… to luksus… aj!
-Za mocno? – zapytał, rozmasowując mi kark.
-Nie, wspaniale – odparłem słabo.
-Jaki był twój poprzedni właściciel? – spytał szeptem, a ja cały zesztywniałem. Zaczął intensywniej rozcierać mi ramiona, jakby myślał, że to przez jego masaż.
-Był… inny – wyszeptałem, czując jego wargi za uchem, które zjechały na moją szyję i zaczęły pieścić znajdujące się tam blizny.
-Bił? – spytał. Zadrżałem.
-T-tak – mruknąłem, próbując się odsunąć. Złapał mnie w pasie i do siebie przyciągnął.
-Nie bój się, ja nie będę –wyszeptał mi do ucha. – Masz ochotę na kąpiel?
            Pokiwałem głową. Złapał mnie za rękę i ściągnął z fotela. Zaprowadził mnie do łazienki, gdzie czekała już na nas wanna pełna wody. Zaplanował to.
            Sasuke złapał za sznurek, którym związany był mój szlafroki pociągnął. Potem zsunął ze mnie ubranie i z miejsca zaczął całować, dłońmi badając moje plecy. Całował mnie też wtedy, gdy ściągał z siebie ubranie, ale chciałem go zobaczyć, tak więc przerwałem pocałunek. Łazienka była doskonale oświetlona i zanim wciągnął mnie do wody, mogłem obejrzeć jego doskonałe ciało.
            Było jasno i mogłem mu się przyjrzeć. Miał czarne jak noc włosy, muskularne, silne ramiona, był wąski w pasie i miał cudowny tyłek. Lubił dominować, ale podobało mu się, kiedy go niezdarnie całowałem i próbowałem odwdzięczać mu się podobnymi pieszczotami, jakimi sam mnie obdarzał. Nie miałem zbyt dużego doświadczenia w tej sferze. Orochimaru… się znęcał… i myślał tylko o sobie. Wcześniej, kiedy byłem jeszcze normalnym nastolatkiem i miałem dziewczynę, spałem z nią tylko dwa razy. Potem mnie porwano, a później życie wypełniło mi dochodzenie do siebie i zemsta za to, co mnie spotkało. Oraz strach przed kontaktem fizycznym. Aż do teraz… Pierwszy raz w życiu uprawiałem seks w wodzie. I do tego w wannie z hydromasażem, z nadczłowiekiem, który robił to tak wspaniale…
            A Sasuke poświęcał mi tyle czasu. Był taki cudowny, że rozpływałem się pod jego dotykiem i nie myślałem logicznie, kiedy mnie pieścił. Cały czas w głowie dudniły mi jego słowa: „targa mną inny głód.” Był dziwnym wampirem. Nie pragnął mojej krwi, lecz mojego ciała. A moje ciało i tak nie było nic warte, tyle razy okaleczane, sponiewierane…
            Nawet gdy wyszliśmy z wanny nie odstępował mnie na krok. Sam wytarł mnie ręcznikiem, zaciągnął do sypialni. Pieścił i kochał mnie znowu, a ja pozwalałem mu na wszystko. Potem po prostu leżeliśmy, ja wtulony w poduszki, on z głową na moim brzuchu. Zimnym palcem malował wzory na rozgrzanej skórze mojego uda.
-Jesteś taki gorący – szeptał co chwila.
-A ty lodowaty – odparłem w którymś momencie, kiedy moja ciało uspokoiło się i już normalnie oddychałem.
-Chciałbym być taki gorący, jak ty – powiedział, nadal malując niewidzialne wzorki na moim udzie. – Czułbyś, jak bardzo mnie rozgrzewasz.
-Ile masz lat? – spytałem.
-Bardzo wiele – odparł. – Straciłem rachubę.
-Skąd jesteś? Masz azjatyckie rysy…
-Pochodzę z Japonii – zaśmiał się. – Nie byłem tam od lat. Wszystko się zmieniło. Wszystko tak szybko się zmienia. Jestem zmęczony.
            Poruszył się, wtulając w mój brzuch.
-Dlaczego…? – zacząłem, jednak urwałem. Mruknął pytająco. – Dlaczego mnie nie… gryziesz?
            Zaśmiał się.
-A chciałbyś, bym to robił?
            Zadrżałem. Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-No właśnie – szepnął. – Boisz się. Nie chcę, żebyś się bał – dotknął mojego policzka. – Nie wiem, co robił twój poprzedni właściciel – skrzywiłem się, a on przejechał mi palcami po wargach. – Ale z tym już koniec.
-On się znęcał – powiedziałem, pociągając nogi. Objąłem kolana ramionami, patrząc na niego. Siedział naprzeciw mnie, zupełnie nagi, piękny jak jakieś bóstwo. – Miał wielu niewolników – nigdy nikomu tego nie opowiadałem. W Organizacji od razu domyślili się, jak byłem traktowany. W końcu znaleźli mnie w sypialni Orochimaru po tym, jak go zabili. Leżałem na podłodze, wykrwawiałem się, nagi, wygłodzony, w jego spermie. – Głodził nas. Trzymał w ciemnościach, w małych celach – objąłem się mocniej. –Bardzo często bił i maltretował. I… – głos mi się załamał, gdy pomyślałem o tym, co było najgorsze. Zacisnąłem powieki. Sasuke objął mnie i przytulił.
-Ciiii – szepnął. Zaczął ścierać łzy, które mimowolnie pociekły mi z oczu. – Wiem, co oni czasem robią.
-Miałem dom… - załkałem. – I… i rodziców. B-byłem tylko dzieciakiem, nic nie wiedziałem… cho-chodziłem do szkoły, uczyłem się, grałem na gitarze – wylewałem z siebie całą swoją gorycz, obejmowany przez chłodne ramiona jednego z moich oprawców. – A-a… on… on miał być łowcą talentów. A-a zamiast tego o-on… i wiózł mnie w bagażniku… a- a potem przetrzymywał… i o-on… o Boże! – wybuchłem już całkowitym płaczem i przez następne pół godziny nie mogłem się opanować, nawet z Sasuke, który dosłownie spanikował, widząc mój atak histerii. Przepraszał mnie nie wiadomo za co, wmusił we mnie szklankę wody, potem jakieś tabletki na uspokojenie, w końcu otulił mnie kocem i tulił do siebie, póki się nie opanowałem. Poczułem się strasznie zmęczony. Zasnąłem w jego ramionach.

            Trzeci dzień w jego posiadłości spędziłem pogrążony w depresji. Jak miałem zabić pierwszą i jedyną osobę, która zdawała się mną przejmować? A z drugiej strony w ogóle nie wiedziałem, co on sobie o mnie myśli? Byłem niewolnikiem, zabawką, którą sobie kupił, jak to BMW, którym mnie tu przywiózł. Tak samo jak samochód, tak i mnie można wymienić. Pewnie miał kilku niewolników, takich jak ja. Dlatego przychodził do mnie tak późno, byłem któryś tam w kolejce. Trzeba go zabić. Jest wampirem, ma na sumieniu życia wielu ludzi. Zabija od lat. Należy wymierzyć mu sprawiedliwość. Nie mogę zmięknąć tylko dlatego, że nie znęcał się nade mną. Wykorzystywał mnie, ale Boże, jak wykorzystywał! Tak wykorzystywany mógłbym być do końca życia…
            Nie, to błędne myślenie! Zerwałem się z fotela, na którym siedziałem i zirytowany, zacząłem krążyć po pokoju. A jeśli to była gra? Udawał, kłamał, chciał się zabawić. Przy takiej kasie mógł mieć setkę niewolników, do wyboru do koloru. Ja byłem po prostu kolejną zachcianką. Trzeba go zabić.
            Tym razem nie pozwoliłem sobie na sen, tylko twardo na niego czekałem. Zjawił się jak zawsze, koło trzeciej w nocy. Ubrany był bardzo elegancko, w spodnie od garnituru i jasnoszarą koszulę. Ściągnął z szyi krawat i cisnął go na podłogę.
-Cześć – zagadnął. Spojrzałem na niego i wzruszyłem ramionami. – Oj, widzę, że ktoś ma zły humor. Te dni?
            Nie dałem się sprowokować. Pociągnął nosem.
-Cóż, to nie te dni… -powiedział ze śmiechem i podszedł do mojego fotela. Ukucnął przede mną. – Co powiesz na spacer?
            Spojrzałem zdumiony.
-Spacer?
-Jesteś tu trzeci dzień, a nie widziałeś mojego zamku – rzekł. – Ani parku. Ani jeziora. Pokażę ci cały teren, przecież nie możesz wiecznie siedzieć w tym pokoju. Im szybciej nauczysz się rozkładu pomieszczeń, tym lepiej.
-Dlaczego? – zapytałem, pozwalając mu ująć swoją dłoń. Pomógł mi wstać z fotela i przyjrzał się moim ciuchom. Ubrany byłem w ciemne jeansy i pomarańczową koszulę.
-Żebyś się nie zgubił, gdybyś chciał się przejść do biblioteki czy siłowni – odparł.
            Przyglądałem mu się zdumiony, gdy wyciągnął mnie z pokoju. Wyszliśmy na wąski, nieoświetlony korytarz pełen drzwi.
-Tu trzymasz swoich niewolników? – zapytałem z ciekawością, kiedy mijaliśmy kolejne pozamykane drzwi. Boże, ilu ich było! Sasuke zaśmiał się.
-Nie, głuptasie! Całe to piętro stoi puste, drzwi są zamknięte, bo pokoje są nieużywane – odpowiedział. – Właściwie, to większość pokoi w całym zamku jest pusta. Ja mieszkam w tym skrzydle, piętro niżej. Wschodnie skrzydło zajmuje służba. Reszta pomieszczeń jest pozamykana.
-To gdzie trzymasz niewolników? – dopytywałem się, przyglądając się kamerze zamieszczonej w rogu korytarza. Skręciliśmy i zobaczyłem schody.
-Jakich niewolników?
-No… twoich!
-Ale ja nie posiadam niczego takiego – rzekł, trzymając mnie mocniej, bo było ciemno i ledwo wiedziałem stopnie, po których schodziliśmy. Zmarszczyłem czoło. Coś mi się nie zgadzało.
-To dlaczego zawsze przychodzisz tak późno? – zapytałem, a on zerknął na mnie czerwonymi oczyma i zaśmiał się głośno.
-To cię trapi? Myślisz, że jesteś któryś tam w kolejce? – zarumieniłem się, bo przecież właśnie tak myślałem. Zaśmiał się jeszcze raz. – Cóż, byłaby to wspaniała wizja, cała noc i kilku takich rozebranych blondynów, gotowych i gorących… - zaśmiał się, gdy oblała mnie kolejna fala gorąca. Byliśmy już na dole, szliśmy kolejnym korytarzem. –Wybacz, ale takie praktyki są dla mnie odrażające – powiedział.
-Jak to? – zapytałem. Zatrzymaliśmy się przy jakichś dwuskrzydłowych, dębowych drzwiach. Spojrzał na mnie.
-Inaczej mnie wychowano, w innych czasach – rzekł. – Może czasy się zmieniły, ale ja mam wpojony w duszę inny kodeks. Zostałem potępiony, to prawda, ale… nie wyrzekłem się nigdy swoich zasad. Mój gabinet.
            Odwrócił się od moich zdumionych oczu i pchnął drzwi. Wkroczyliśmy do jego gabinetu. Było to duże pomieszczenie z masą książek, poustawianych na półkach. Pośrodku stał stolik i dwie kanapy, w głębi biurko z wygodnym fotelem. Na ścianach wisiały obrazy, na suficie kryształowy żyrandol.
-Jeeej – mruknąłem, rozglądając się. Zaśmiał się.
-To tu spędzam czas po przebudzeniu, a nie z rzeszą kochanków – zarumieniłem się i spojrzałem na niego. Przysiadł na szklanym stoliku pod żyrandolem i patrzył na mnie z lekko kpiącą miną. – Tu i w firmie. Ale ostatnio coraz trudniej mi wysiedzieć, cały czas mam ochotę, by znaleźć się piętro wyżej.
-Tak? Ciekawe dlaczego? – ośmieliłem się zażartować. Wyszczerzył kły.
-Tam jest fajniejsza wanna. No i rzesza kochanków.
-Czym się zajmuje twoja firma? – zapytałem, udając niezorientowanego. Zacząłem oglądać książki. Tytuły były w rozmaitych językach, w większości jednak po japońsku, angielsku i francusku. Ale języków było o wiele więcej.
-Innowacjami technologicznymi – powiedział. – I wdrażaniem ich na rynek.
-Znasz te wszystkie języki? – pytałem dalej. Chciałem o nim dużo wiedzieć.
-Miałem czas, by się nauczyć. Jestem też dość pojętny.
            Odwróciłem się przodem do niego.
-Skoro nie masz niewolników, mnie nie gryziesz, to czym się żywisz? – zapytałem.
-Krwią zwierząt. Wykupuję ją od znajdującej się niedaleko rzeźni – wyjaśnił.
-Jest dobra? – skrzywił się.
-Twoja z całą pewnością bije na głowę wszystko inne – rzekł – wiec nawet nie chcę porównywać.
-Dlaczego ja? – zapytałem wprost, podchodząc do niego. – Było nas tam kilkoro, były kobiety…
            Złapał mnie za dłonie i przytrzymał. Chwilę wpatrywał się w moją twarz.
-Nie lubię kobiet – wyznał. Skinąłem głową. Wampir-gej, ja cię kręcę. – A ty… ja… nie wiem, ale kiedy cię zobaczyłem… Wcale nie chciałem mieć niewolnika, ale mój dobry przyjaciel… od wielu lat targała mną straszliwa samotność. Byłem kiedyś zakochany, dwa razy… Pierwszy raz w wampirze, więc żyliśmy ze sobą długie lata… - oczy zabłysły mu bólem.
-Co się stało? – spytałem.
-Zabił go inny wampir, z którym on żył w konflikcie od kilku stuleci. Potem wziąłem odwet i pomściłem ukochanego. Ale to nie zwróciło mu życia.
            Skinąłem głową.
-A drugi raz? – zapytałem.
-W człowieku, Francuzie… jego rodzice zginęli podczas zdobywania Bastylii w 1789…
-Jezu, Rewolucja Francuska, byłeś wtedy w Paryżu?!
-Nie ja – mruknął. – Ja byłem trochę później. Zawsze lubiłem Paryż, miałem tam przyjaciół. To właśnie jeden z nich „podarował” mi – prychnął – Isaaca – kiedy wymawiał to imię, w jego głosie zabrzmiała pieszczotliwa nuta.
-Ale on zestarzał się i umarł? – zapytałem.
-Nie – Sasuke pokręcił głową. –Kiedy go otrzymałem, miał zaledwie czternaście lat. Dla mnie był chłopcem, niemowlaczkiem, bo już wtedy miałem bardzo wiele lat… Otoczyłem go opieką, stał się moim przyjacielem, a potem…
-Kochankiem?
            Sasuke skinął głową.
-Nigdy nie przypuszczałem, że jakikolwiek człowiek mógłby… a wśród wampirów jest niewielu takich, którzy wolą… wiec… - chyba zabrakło mu słów. Odchrząknął. Czekałem cierpliwie, powstrzymując śmiech. Był już starym wampirem w czasach Wielkiej Rewolucji Francuskiej, wiec nawet nie śmiałem myśleć, ile ma lat, a wstydził się powiedzieć głośno „gej”. – W każdym razie po kilku latach Isaac zaproponował, bym przemienił go w wampira, bo nie chce umrzeć i mnie zostawić. A ja go kochałem, wiec go zmieniłem.
-I co? – czyżby po przemianie zostawił Sasuke i odszedł?
-Przemiana się nie powiodła. Zmarł w męczarniach w trakcie przemiany, a ja… ja nie mogłem mu pomóc – wyznał z bólem.
-Och, Sasuke – szepnąłem i przytuliłem go. Objął mnie w pasie.
-Miał takie oczy jak ty – szepnął. – Tak samo niebieskie. To dlatego.
            Spojrzałem mu w twarz.
-Dla oczu? – spytałem.
-Po prostu jak cię zobaczyłem…– wciągnęła mnie sobie na kolana i objął mnie w pasie. Usiadłem wygodnie, obejmując go za szyję. Patrzyliśmy na siebie z odległości kilku centymetrów, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Był tylko zimny, ale za to ja byłem gorący. – Nie podoba mi się idea niewolnictwa… To nie jest rozwiązanie – skrzywił się. – Ale Kakashi – odnotowałem w myślach to imię, prawdopodobnie kolejnego wampira – zna mnie od wielu lat, to przez niego… po śmierci Isaaca załamałem się… potem depresja minęła, miałem wielu nic nie znaczących kochanków i po czasie ponownie popadłem w depresję… coraz głębszą i głębszą… Kakashi to widział i namawiał mnie do związku, lecz nie chciałem… żyłem… jak mnich, przez bardzo długi czas. Zacząłem wierzyć, że jestem potępiony i że to życie… pół-życie… że to kara. I że wobec tego szczęście nie jest możliwe… Mój stan się pogarszał. Zacząłem snuć plany o wyjściu na słońce. Kakashi interweniował, zaproponował niewolnika. Nie zgodziłem się, ale on i tak o tym wspominał za każdym razem, kiedy się widzieliśmy, odwodząc mnie od samobójstwa. Mówił o tym, jak niewolnicy są traktowani i że u mnie byłoby takiemu lepiej. Że powinienem… korzystać… że ja przecież nikogo nie będę krzywdzić… zaszczepił we mnie ziarenko… nadziei – uśmiechnął się do mnie i pogłaskał mnie po policzku. – I w ten sposób cię znalazłem. Nawet nie masz pojęcia, co poczułem, jak zobaczyłem twoje oczy.
            Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Oddałem pocałunek, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałem. Szlachetny wampir-gej, pogrążony w depresji zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia, bo miałem oczy takie same, jak jego kochanek z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Jacie kręcę. W co ja się wpakowałem!

6 komentarzy:

  1. A nie wiem, co napisac, tak mi sie podoba.

    Genialne;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, czyżby Naru to zastępstwo za tamtego gościa? ;( aż mi się smutno zrobiło :/

    OdpowiedzUsuń
  3. emm nie wiem co powiedzieć bo mnie zatkało, ale pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahahah xD Ostatnie kilka zdań mnie zabiło xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że koniec, jest tak samo interesujący, jak początek :)

    OdpowiedzUsuń