środa, 19 grudnia 2012

2. Ludzie

Kiedy Narutek otworzył oczka,było ciemno. Jęknął, bo okazało się, że wszystko go bardzo boli. Chciał załkać głośniej, ale nie mógł. Jego usteczka były zasłonięte jakąś brzydko pachnącą szmatką. W jego oczkach zebrały się łezki. Nie podobało mu się to. Poruszył rączkami, ale nic to nie dało. Jego rączki były wkręcone i mocno związane, tak mocno, że w ogóle nie czuł swoich paluszków.
            Spojrzał w górę, ale nie ujrzał gwiazdek. Nad sobą miał tylko ciemność. Chciał wstać, ale kiedy poruszył nóżkami, okazało się, że je też ma związane. Załkał, ale knebel wszystko stłumił.
            Narutek przekręcił się na bok, a coś, na czym leżał, zaszeleściło pod nim. Potrzebował chwili, by uświadomić sobie, że to słoma. Potem spojrzał przed siebie, na płonące niedaleko ognisko. Świat okazał się być w paski i wtedy zdał sobie sprawę, że siedzi… w klatce. A wokół ogniska, które znajduje się niedaleko, kręcili się ludzie. Dużo ludzi. Prawie dziesięciu strasznych, krwiożerczych potworów, którzy go złapali i związali. Teraz już nie wytrzymał. Skulił się na słomie i zaczął płakać. Płakał pół nocy, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. Ludzie się śmiali, krzyczeli, ktoś rzucił w jego klatkę czymś, co się o nią rozbiło, rozsypując wokół bardzo dużo ostrych odłamków. Gdzieś w połowie nocy Narutek zemdlał ze zmęczenia.
            Rankiem obudziła go woda. Ktoś wylał na niego całe wiadro lodowatej, okropnej, brudnej wody. Narutek zerwał się ze snu, strzygąc uszkami i trzepiąc rzęskami. W tym samym momencie dwie pary silnych rąk złapały go boleśnie za ramionka i wyciągnęły z klatki. Było już bardzo jasno i świeciło słoneczko. Narutek rozejrzał się. Otaczali go ludzie, a wokół stały jakieś dziwne domki na kółkach. Widział też koniki, rżące wesoło.
            Spojrzał przed siebie. Dwóch ludzi ciągnęło go w stronę dziwnego krzesła, przy którym stało jeszcze dwóch. Narutek został brutalnie na nie pchnięty, a liny, którymi go związano, zostały przecięte. Chciał uciec, gdy tylko opadły, ale złapali go za ramionka i przycisnęli do krzesła, a potem zaczęli go do niego przypinać skórzanymi pasami. Unieruchomili mu rączki i nóżki, a potem główkę. Na koniec ściągnęli mu knebel z usteczek.
            Krzyknął na cały głos, a wtedy jeden z nich uderzył go w buzię. Narutek poczuł pieczenie na policzku i rozpłakał się. Nie mógł poruszyć żadną rączką ani nóżką, nie mógł ruszyć główką. Bał się, tak strasznie się bał, że aż bolał go brzuszek. Nie rozumiał, co oni robią i czego od niego chcą. Dlaczego go krzywdzą? Dlaczego zadają mu tyle bólu? Dlaczego?
            Jeden z nich złapał go za buziunię i siłą rozwarł mu szczękę,a potem włożył mu do ust coś metalowego i zimnego. Zaczął obracać jakimś pokrętłem, a to coś, co Narutek miał w buzi, zaczęło się powiększać. Po chwili demonek miał już szeroko rozwartą buziuchnę, w której momentalnie zaczęła zbierać się ślina. Po jego policzkach spływały łzy. Nie rozumiał. Nic nie rozumiał.
            Ci ludzie rozmawiali ze sobą, ale nie znał ich języka. Słyszał tylko ich okropne śmiechy, załzawionymi oczkami wpatrywał się w ich okrutne twarze. Jeden z nich złapał go za rączkę, po czym zaczął mu obrzynać pazurki dużym, bardzo ostrym nożem. Narutek zawył. Te pazurki były jego największą dumą, a teraz ci ludzie mu je obcinali. Po chwili jednak stało się coś gorszego, bo jeden z ludzi pojawił się przed Narutkiem z krótkim, masywnym pilnikiem w dłoni. Nachylił się nad nim, po czym włożył ten pilnik do otwartych siłą usteczek demonka. Narutek nie wiedział, co on chce zrobić. Ale wtedy ten człowiek przyłożył pilnik do jednego z jego bezcennych ząbków i zaczął go z całej siły nim pocierać.
            Narutek wrzasnął. Był to najgłośniejszy dźwięk jaki kiedykolwiek wydobył się z jego usteczek. Nigdy jeszcze, w całym swoim życiu, nawet pamiętając ból po tym, jak mu wczoraj przestrzelono na wylot jedno z ramionek, nie czuł czegoś takiego. To było nie do zniesienia. To była najgorsza tortura, jaką mógłby sobie wyobrazić. Zaczął się trząść, bo ból rozszedł się promieniście po całym jego ciele. Oczka potoczyły mu się gdzieś pod powieki, a pęcherz, który był od jakiegoś czasu przepełniony puścił i Narutek poczuł ciepły mocz, który zaczął spływać mu po błękitnych spodenkach, w które był ubrany.
            A człowiek piłował zawzięcie jego ząbki, zupełnie nie przejmując się jego stanem.
            Trwało to tak długo, że Narutka opuściły wszystkie siły. Gardło go piekło od wrzasków i stało się zupełnie suche, że ledwo mógł przez nie oddychać. Czuł taki ból, że zawładnął on wszystkimi zmysłami chłopca. Narutek widział przed oczkami już tylko jakieś ciemne i jasne plamki, do jego noska nie docierał żaden zapach, prawie nic nie słyszał. Ślina i krew płynęły mu po brodzie, bo piłujący jego ząbki mężczyzna pokaleczył mu usteczka. Jego ranki goiły się, ale ból zostawał. Był on jednak niczym wobec uczucia, jakie towarzyszyło mu przy piłowaniu ząbków. Pazurki mu obcięto tuż przy skórze, apotem jeszcze spiłowano je aż do krwi.
            Narutek chciał umrzeć. Po raz pierwszy w swoim życiu chciał, by ktoś przebił czymś jego serduszko i by to wszystko się skończyło.Nie wiedział… do tej pory nawet nie wiedział, że taki ból istnieje. Że można czuć coś takiego. Że mogą istnieć istoty, które są tak okrutne, że mogą wyrządzić innej istocie coś tak strasznego. Tak bestialskiego. Tatuś miał rację. Ludzie to bestie. Straszne, złe do szpiku kości, krwiożercze bestie.
            Kiedy mężczyzna zabrał się za kolejny ząbek, a ten niemożliwy do zniesienia ból znów rozszedł się po ciele demonka, Narutek poczuł, że zapada się w ciemność. Z radością powitał mrok nieświadomości.

            Kiedy się obudził, był już w swojej klatce. Leżał na słomie i drżał. Słoneczko jeszcze nie zaszło, ale zbliżało się ku zachodowi. Bolała go buzia, bolała go tak bardzo, że łzy po raz kolejny zaczęły płynąć mu po umorusanej krwią twarzyczce. Przejechał języczkiem po swoich bezcennych ząbkach, a one okazały się nie być już spiczaste. Załkał, zaciskając w piąstki związane za pleckami rączki. Pazurków też już nie miał. Pozbawili go wszystkiego, co napawało go taką dumą.
            Leżał, uspokajając się i oswajając z okropnym bólem. W brzuszku mu burczało, był bardzo głodny i bardzo chciało mu się pić. Rozejrzał się i dostrzegł miseczkę z brudną wodą, stojącą w kącie klatki. Narutek przyzwyczajony był do krystalicznie czystej, górskiej wody, ale był tak spragniony, że obojętne mu było, co mu podali. Podczołgał się do miseczki izaczął pić, zgarniając języczkiem do swoich ustek jak największe łyki. Woda była okropna, ale chłodna i nieco uśmierzyła ból zmaltretowanych ząbków demona.
            Kiedy wypił wszystko, opadł na słomę i przymknął zapłakane oczka. Chciał wrócić do domciu, do mamusi i do tatusia. Chciał, by mamusia utuliła go do snu. Chciał dalej nie wiedzieć co to ból i łzy. Chciał się cieszyć. Śmiać. Bawić. Tak jak zawsze.
            A zamiast tego siedział w brudnej klatce, śmierdział, był cały we krwi, głodny i zmaltretowany. I za co? Co złego zrobił? On tylko szedł za motylkiem. Zawsze się tak bawił. Co prawda, nigdy tak daleko od domciu nie odszedł, ale przecież to był las jego tatusia! W tym lesie nigdy nie było ludzi. Co oni tam robili? Dlaczego go złapali? Dlaczego obcięli mu pazurki, dlaczego spiłowali mu ząbki? Czy to jakaś kara? Ale on przecież niczym nie zawinił!
            Leżał tak, a słoneczko powoli zachodziło. W pewnym momencie drzwiczki klatki się otworzyły, a Narutek spojrzał na wejście, w którym stał jeden z ludzi. Pisnął i zaczął się czołgać w przeciwnym kierunku,byle dalej od tego potwora, ale został złapany za nóżkę i siłą wyciągnięty z klatki.
            Nie miał sił się szarpać. Ledwo stał na nóżkach. Człowiek prowadził go gdzieś poza obozowisko. W końcu dotarł z nim do jakiegoś drzewa, rozwiązał mu rączki, ale zaraz związał je z przodu, po czym uniósł je do góry i przywiązał rączki Narutka do grubej gałęzi nad chłopcem. Paluszki stópek demona ledwo dotykał ziemi, ale człowiek się tym nie przejął. Poklepał go po policzku i odszedł.
            Wrócił jednak po chwili, jeszcze zanim Narutek przyzwyczaił się do tej pozycji. Niósł ze sobą wiadro pełne wody i pływającą w nim szczotkę. Postawił to przed chłopcem, po czym zaczął z niego zrywać ubranka, nie przejmując się piskami zawstydzonego chłopca. Kiedy zdarł z niego ostatnią część garderoby, na jego okrutnej twarzy pojawił się wyraz zdziwienia. Narutek nie wiedział, co tak zdumiało człowieka. Schował swoją zawstydzoną twarzyczkę w swoim ramionku, starając się ogonkiem zasłonić swoją nagość. Mężczyzna nie przejął się jego zawstydzeniem. Wyjął z wiadra mokrą szczotkę i szorstkimi ruchami zaczął zmywać z jego ciałka brud i krew. Narutek starał się o tym nie myśleć. Popiskiwał tylko, gdy czuł ból, gdy szorstka szczotka tarła o jego delikatną skórę. Kiedy już okrutny człowiek zmył z niego cały brud, podniósł wiadro i wylał jego zawartość na głowę chłopca, a następnie odszedł. Narutek został sam, nagi, mokry, dygoczący z zimna. Ludzie z obozu gapili się na niego bezczelnie, wytykali go palcami. Starał się nie zwracać na nich uwagi, nie patrzeć na obóz.Miał nadzieję, że nie spędzi tak całej nocki. Było mu strasznie zimno.
            Człowiek, który go mył, wrócił po kilkunastu minutach.Okręcił wokół bioder chłopca białą opaskę i odwiązał go od gałęzi. Narutek opadł na obie stópki, a mężczyzna złapał go za związane z przodu ręce i pociągnął za sobą. Razem, dotarli nie do klatki, ale do jednego z dziwnych domków na kółeczkach. Narutek nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.
            Człowiek, który go tu przyprowadził, zapukał do drzwiczek domku, a one odchyliły się po chwili i wyjrzał na nich inny człowiek. Narutek wykrzywił się i schował za tym, który go kąpał. Przestraszył się człowieka, który na nich wyjrzał. Miał on złe, brązowe oczy i brązowe, splątane włosy. Na prawym policzku miał cztery długie blizny, zapewne po pazurach jakiegoś stworzenia.
-Nareszcie – warknął, oblizując wargi i patrząc nieprzyjemnie na Narutka.
-Panie, ale jest pewien problem – odezwał się ten od kąpieli. Narutek nie rozumiał nic z tej wymiany zdań.Przytulił się do pleców tego, który go prowadził i zza jego ramienia obserwował człowieka z blizną. – To jest chłopiec.
-Chłopiec? No proszę…
            Narutkowi nie podobało się spojrzenie, jakim obdarzył go człowiek z blizną. Pisnął i rzucił się do ucieczki, ale został natychmiast pochwycony i siłą przytargany ponownie przed drzwi, a potem wepchnięty do małego domku. Stawiał opór, piszcząc i jęcząc, ale był zbyt słaby, nie miał siły przeciwstawić się dużo większym i silniejszym od niego ludziom. Wepchnęli go do środka, gdzie upadł na podłogę i ten, który został na zewnątrz,zatrzasnął za nim drzwi. Narutek usłyszał dźwięk zamka. Obejrzał się i zobaczył człowieka z blizną, który przekręcił klucz znajdujący się w zamku, a potem spojrzał na niego jakoś dziwnie. Znów oblizał wargi, a Narutek, wiedziony jakimś instynktem, przełknął nerwowo ślinę i zaczął czołgać się do tyłu po drewnianej podłodze domku. Człowiek zbliżał się do niego powoli, aż dotarli na drugą stronę pomieszczenia. Narutek oparł się o ścianę pleckami, patrząc na brązowowłosego z przerażeniem. Człowiek ten miał na sobie tylko czarne spodnie i wyglądał jak góra mięśni. Przerażał małego demona. Jego serduszko trzepotało się w jego piersi ze strachu, a ogonek drgał nerwowo.
            Człowiek zbliżył się do Narutka, wyciągnął rękę i złapał chłopca za włosy. Narutek załkał i podniósł rączki, ale nie zdążył powstrzymać brązowowłosego. Szarpnął on chłopcem i cisnął nim w stronę stojącego opodal łóżka. Narutek upadł na podłogę, a wtedy znów został złapany za włosy i pociągnięty na kolana. Człowiek usiadł przed nim w rozkroku, szarpiąc jego głową i wyrywając mu włoski. Drugą, wolną ręką, zaczął rozpinać sobie rozporek. Narutek nic nie rozumiał, nie wiedział, o co tym razem chodzi i czego od niego chce ten mężczyzna? Kiedy człowiek się przed nim obnażył, Narutek spojrzał pytająco w jego oczy, a wtedy brązowowłosy przyciągnął jego twarz do swojego krocza.
            Twardy penis mężczyzny otarł się o jego usteczka, a przerażony chłopiec rzucił się desperacko do tyłu. O co chodziło? Co ten mężczyzna robił? Lecz zanim zdążył cokolwiek zrozumieć, twarda, przypominająca łopatę dłoń mężczyzny uderzyła go w twarz.
            Narutek jęknął, czując krew w usteczkach. Jednak zanim zdążył się otrząsnąć, mężczyzna ponownie go do siebie przyciągnął i wepchnął mu swoje przyrodzenie do obolałej buzi. Oczka demona otworzyły się szeroko i natychmiast zaczęły spływać z nich łzy. Mężczyzna przybliżył go do siebie jeszcze bardziej i Narutek natychmiast zaczął się dławić. Momentalnie w jego umyśle pojawiła się jedna myśl:
            To złe.
            Chłopiec zaparł się związanymi rączkami o kolana mężczyzny i odepchnął się od niego z całej siły. Mężczyzna nie trzymał go już tak mocno, tak więc zapłakany demonek wylądował na podłodze.
-Nie chcę! – zawołał w swoim języku, wiedząc, że człowiek i tak gonie zrozumie. Rzucił się desperacko w stronę zamkniętych drzwi, jednak został złapany w pasie i znów ciśnięty na podłogę. Stopa oprawcy ugodziła go z całej siły w brzuszek, a on wrzasnął i zwinął się w kłębek. W następnej chwili dłoń człowieka znów zacisnęła mu się na włoskach i Narutek został siłą przyciągnięty do ściany. Mężczyzna oparł go o nią, a drugą ręką złapał go za szczękę.
-Nie! Nie! Ja nie chcę! Nie chcę! – załkał chłopiec, wyrywając się z całych sił. Ale wtedy oprawca złapał go za oba uszka i wykręcił je. Uszka to były kolejne wrażliwe na ból miejsca dla demona, a zwłaszcza dla niepełnoletniego demona. Narutek wrzasnął na cały głos, ale jego wrzask został stłumiony poprzez męskość człowieka, którą on po raz drugi siłą wepchnął mu do buzi. Demonek zacisnął oczka z bólu i upokorzenia. Człowiek nie puścił jego uszek, wręcz przeciwnie, wykręcił jej jeszcze bardziej, tak, że Narutek wygiął się w łuk z bólu. Związanymi rączkami próbował odepchnąć mężczyznę, ale ten był zbyt silny. Przyparł chłopca do ściany i zaczął szybko poruszać biodrami. Narutek nie mógł tego znieść. To było złe. Bardzo złe. To było niewłaściwe. Dlaczego go do tego zmusił? Co się działo? Co mu to dawało? To było złe!
            Demonek nie mógł poukładać sobie tego co się działo w główce. Z jego zaciśniętych oczek sączyły się łzy. Dławił się męskością tego człowieka, nie mógł oddychać, w dodatku ten ból. Mężczyzna wykręcał jego uszka coraz bardziej, sapiąc przy tym i jęcząc. Te dźwięki przerażały demonka. Zupełnie nie wiedział, co się dzieje. Zabrali go z jego domu, z lasku jego tatusia! Spiłowali mu ząbki, obcięli mu pazurki! Bili go i głodzili! A teraz ten mężczyzna robił mu coś tak strasznego! Dlaczego? Z co?! Bo Narutek przede wszystkim NIE ROZUMIAŁ co się działo!
            W pewnym momencie palce mężczyzny wykręciły mu uszka tak mocno, że poczuł, iż jego skóra pęka. Krzyknął mimo tego, co znajdowało się w jego ustach i w tym momencie poczuł, że coś ciepłego i okropnego zalewa jego buzię. Zachłysnął się i zaczął dusić, szarpiąc głową. Mężczyzna puścił go i cofnął się, a Narutek opadł dłońmi na podłogę i pochylił się, kaszląc i wypluwając paskudną maź ze swojej buzi. A potem jego żołądek wywrócił się do góry nogami i demonek zwymiotował na podłogę. Dopiero, kiedy torsje przestały nim szarpać, zaniósł się szlochem, lecz wtedy dłoń mężczyzny po raz kolejny ugodziła go w policzek i padł na podłogę tuż obok kałuży swoich wymiocin. Człowiek zaczął na niego wrzeszczeć i kopać go po brzuszku, ale on nie był wstanie nic zrozumieć. Zwinął się tylko w kłębek i zasłonił rączkami główkę,jakby mogło to powstrzymać tego człowieka przed biciem go.
            Demonek nie wiedział, ile czasu to trwało. Mężczyzna kopał go i szarpał za włosy, bił go po twarzy i krzyczał na niego, a kiedy już bicie chłopca znudziło mu się, cisnął go na stojące w kącie łóżko. Narutek opadł na brzuszek, a ciężki mężczyzna zaraz się na nim położył, wcześniej ściągając opaskę, która zasłaniała mu biodra. Pobity i zakrwawiony demon zaczął się szarpać, krzycząc i jęcząc. Próbował podrapać napastnika, ale nie miał już swoich ostrych pazurów. Mężczyzna przygniótł go całym swoim cielskiem, a potem złapał go za pośladki. Narutek zawył przeraźliwie, zaciskając rączki na prześcieradle.
-Nie! Nie! To złe! Proszę, nie! – załkał, ale nic nie dały jego błagania. Mężczyzna wbił się w niego gwałtownie jednym, szybkim ruchem. Narutek krzyknął, a jego krzyk odbił się echem od ścian domku. Czuł rozrywający, palący, kaleczący nie tylko ciało, ale i duszę demonka ból. Mężczyzna poruszał biodrami szybko i gwałtownie, nie przejmując się krzykami szarpiącego się Narutka. Z każdą chwilą przyspieszał, aż w końcu uzyskał to, czego chciał. Z krzykiem pchnął po raz ostatni, a potem opadł na łkającego z bólu demona,przyciskając go całym ciałem do łóżka. Narutek poczuł, że coś ciepłego spływa mu po udach. Załkał jeszcze głośniej, ale nie miał sił wyczołgać się spod mężczyzny. Wtulił twarzyczkę w pościel pod nim i zaczął płakać, krztusząc się i szlochając, aż w końcu jego świadomość rozpłynęła się w ciemnościach.

            Następnego dnia, kiedy Narutek się obudził, był już w swojej klatce. Rączki miał związane, jego biodra osłaniała ta sama opaska. Na jego ciele nie było śladów po tym, co wydarzyło się ubiegłej nocy – wszystkie rany na jego skórze zagoiły się. Zostały tylko te na duszy chłopca, ale tych ran nikt nie mógł zobaczyć.
            Przez cały poranek Narutek leżał i szlochał, nie zwracając uwagi na to, że jego przykryta jakąś płachtą klatka porusza się, kołysząc na wybojach. Nie obchodziło go, gdzie jadą. Nie obchodziło go, że jego brzuszek domagał się jedzenia. Nic go nie obchodziło. Za każdym razem, kiedy pomyślał o tym, co się stało, zbierało mu się na wymioty. Starał się o tym nie myśleć, ale nie mógł. Skulił się i patrzył przed siebie, zaciskając nóżki, dygocząc i co chwila wybuchając urywanym płaczem.
            Jego klatka zatrzymała się dopiero wieczorem. Tym razem dostał nie tylko miseczkę z wodą, ale i talerzyk z małą kupką trawy. Rzucił się na jedzonko, czując, jak żołądek mu się skręca z głodu.
            Kiedy skończył, opadł na słomę, oddychając głęboko. Chciał zasnąć, ale w tym momencie drzwiczki jego klatki otworzyły się i stanął w nich człowiek od kąpieli, a razem z nim ten z blizną. Narutek pisnął i zaczął się szarpać, ale oni byli silniejsi i wyciągnęli go z klatki. Jednak nie zabrali go tam, gdzie się spodziewał. Zamiast tego zaciągnęli go pod jakieś drzewo, gdzie zebrało się całe obozowisko i przywiązali go do niego w taki sposób, że stał, obejmując rączkami gruby konar. Nic nie rozumiał. Rozglądał się przerażony, oddychając szybko. Czego tym razem chcieli? Co się działo?
-Jeszcze nigdy nie widziałem takiego, co by mu rany tak szybko się goiły – mówił mężczyzna z blizną, głaszcząc Narutka po głowie, a on skulił się, brzydząc się samego siebie. Nie rozumiał o co chodzi. Zamknął oczka i przytulił się do drzewka. Bał się. Tak bardzo się bał.
-Po co ta demonstracja?
-Chcę się przekonać, ile może znieść. Muszę znać jego możliwości, zanim go sprzedam. Ten chłopak to góra złota!
-Więc ile razy?
-Tak z siedem. Nie hamuj się.
            Coś za Nartkiem strzeliło głośno, po czym wybuchła wrzawa. Demonek obejrzał się za siebie, w sam raz, by zobaczyć, jak człowiek który go kąpał bierze zamach. W dłoni trzymał długi, czarny bicz zakończony supełkiem.
-Nie, błaAAAAAAAAAAA!!! – nie zdążył skończyć. Bicz uderzył w niego,rozcinając skórę na jego mięciutkich pleckach. Narutek wrzasnął, wyginając się w łuk i wbijając palce w korę w drzewku.
            Kiedy pierwszy szok minął, Narutek oparł czółko o drzewko, oddychając nierówno. Nie miał już łez, które mogłyby popłynąć po jego policzkach. Nóżki i ramionka mu dygotały, a przerażenie sprawiło, że nie mógł się ruszyć. Zacisnął ząbki, nie zważając na ich ból i zamknął oczka, by po chwili poczuć na swoich pleckach kolejne uderzenie bicza, a po nim jeszcze jedno i jeszcze jedno. Przy piątym nie wytrzymał bólu i nóżki się pod nim ugięły, a on osunął się kilka centymetrów w dół. Mimo, że myślał, że nie ma czym płakać, to i tak po jego policzkach potoczyły się perłowe łzy, a po brodzie spłynęła krew z rozgryzionej wargi. Kiedy bicz przeciął mu plecy po raz szósty, stracił przytomność z bólu.
            Kolejne cztery dni minęły podobnie. Narutek był codziennie karmiony kupką trawki i pojony jedną miseczką wody. Cały czas siedział w swojej klatce, która kołysała się na wybojach podczas jazdy. Wieczorem natomiast był wyciągany z miejsca, w którym go przetrzymywali i prowadzony do mężczyzny z blizną. Walczył za każdym razem, jednak zawsze przegrywał, bo zawsze był związany. Kończyło się to tym, że wracał do swojej klatki ostro poturbowany.
            Aż w końcu, pewnego dnia Narutek usłyszał wokół swojej zasłoniętej klatki o wiele więcej głosów niż powinien ich słyszeć. Wkrótce potem klatka w której siedział Narutek zatrzymała się. Chwilę później demonek został z niej wyciągnięty. Znów go zakneblowano, a potem dodatkowo założono mu na główkę worek, przez który nic nie widział i zarzucono mu na ramionka jakiś materiał. Ktoś złapał go za kark i zaczął gdzieś prowadzić. Narutek zupełnie nie wiedział co tym razem się dzieje, ale jeszcze mniej mu się to podobało. Bał się.

6 komentarzy:

  1. okrutna Ayanami! mój biedny Naru tak potraktowany...Sasuke, gdzie jesteś?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Naruto! No co za smuteczeg ;C czo to ma być? ;-; do czego to zmierza ;_;

    OdpowiedzUsuń
  3. CO TO MA BYĆ ??? NARUTO !!!!! POMÓŻCIE MUUUU !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam 2 rozdział myślałam że w pierwszym było tylko tyle zdrobnień dla mnie to za wiele nie dam rady niestety czytać dalej musze szukać dalej jakiegoś ciekawego opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaaaaaaaaaaa... mój kochany liseczek. Sasuke już masz natychmiast przy nim być. On tak cierpi, pomóż mu. Co za ludzie. Tylko Sasuke pozwalam gwałcić Naruto. Nikomu więcej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaaaaaaaa... mój kochany liseczek. Sasuke już masz natychmiast przy nim być. On tak cierpi, pomóż mu. Co za ludzie. Tylko Sasuke pozwalam gwałcić Naruto. Nikomu więcej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń