środa, 19 grudnia 2012

Potknięcia romantyczne

„Dla mnie.”
Słowa te dźwięczały w umyśle Sasuke zawsze wtedy, kiedy miał już zupełnie dość otaczającej go rzeczywistości i chciał zerwać z nią wszelki kontakt. Chciał uciec, ale właśnie w tych krótkich momentach załamania i utraty wiary to przeklęte „dla mnie” wyłaziło, wypełzało z najgłębszych pokładów jego podświadomości, z czeluści, w które je wepchnął, zamknął, zatrzasnął, wyłaziło i dźwięczało, odbijając się echem w jego przepastnej głowie. „Odchodzisz?! Sasuke, ty odchodzisz?!” Zdziwienie, szok, ból w niebieskich jak niebo oczach. „Nie! Sasuke, zostań! Dla mnie!”
            To przeklęte „dla mnie” było jak jakaś nieodwracalna przysięga, jak przyrzeczenie nie do złamania, obietnica na całe życie. Niemal sakramentalne „tak”, razem na zawsze, po wsze czasy, w smutku i radości, w zdrowiu i w chorobie i póki śmierć nas nie rozłączy. Amen.
            To przeklęte, sakramentalne „dla mnie” trzymało go na miejscu zupełnie jak psa na łańcuchu. To sakramentalne „dla mnie” przyszpiliło go do Konohy, zmieniając wszystko, co sobie zaplanował. To sakramentalne „dla mnie” narzuciło na niego tor, jakim wcale nie chciał podróżować. Uwiodło go obietnicą czegoś, czego tak bardzo mu wtedy brakowało. Obietnicą życia bez tej cholernej presji, że musi być silniejszy od brata, obietnicą uwolnienia od rodzinnego piętna i przymusu zemsty. To „dla mnie” obiecało mu utopię innego celu, celu położonego nie w zemście, lecz utkwionego w niebie, zamkniętym w parze szczerych oczu, w których w tamtym momencie emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, aż w końcu stanęły w jakimś punkcie, którego wtedy nie rozumiał, jednak chciał, by tak zostało już na zawsze. I przez to nieszczęsne, sakramentalne „dla mnie” przyrzekł komuś, komu wcale nie chciał nic przysięgać, coś, czego w życiu nie zrobiłby nigdy i dla nikogo, prócz niego. Wyrzekł się siebie. Wyrzekł się zemsty. Wyrzekł się brata, rodziny, celu życia, siły… dla tego przeklętego „dla mnie” zrzekł się wszystkiego, co go określało, co czyniło go sobą, co go definiowało. Ponieważ w tamtej chwili ból w tych dwóch niebach przyćmił mu zdrowy rozsądek, stępił zmysły, otumanił go i nakłonił do zmiany decyzji. A on przystał na to „dla mnie” jakby mówił „tak”, wszem i wobec i przy wszystkich, i to wypowiedziane przez Naruto „dla mnie” również było takim „tak”, wypowiedzianym na zawsze, tylko raz… jak przysięga na wieczność. Coś, co miało dać mu nowy cel, położony w innym punkcie, nie opierający się tak jak wcześniej na obsesji, a na ukojeniu.
Jednak Sasuke się dusił. Uczucie duszności, ciasnoty i zamknięcia nie opuszczało go przez cały czas, wręcz przeciwnie. Zdawało się rosnąć i go przygniatać, zalegać w klatce piersiowej niczym papierosowy dym. Było mu duszno. Dusił się sam w sobie.
            Zacisnął dłonie, złożone na chłodnym parapecie i podniósł głowę, by spojrzeć w rozgwieżdżone niebo. Było gorąco, parno, cicho. Tę ciszę burzył tylko równomierny oddech za jego plecami i ciche cykanie świerszcza w ogródku. Poza tym Konoha pogrążona była w błogim śnie, w końcu była druga w nocy. Sasuke nie mógł spać, ponieważ nie pozwalała mu ta przytłaczająca go duszność, a z drugiej strony przed ucieczką w wolność trzymało go to nieszczęsne „dla mnie”. Wtedy, w tamtym momencie, wydawało się ono takie kuszące, teraz jednak miał je za tanią dziwkę. I miał już tej dziwki, od której się uzależnił, dość.
            Obrócił się i oparł o parapet, patrząc na śpiącą w białej pościeli postać. Miłość… nigdy tak naprawdę nie zdefiniował sobie tego uczucia. Miłość była dla niego czymś w rodzaju tabu, nie mówił o niej, nawet o niej nie myślał, zupełnie, jakby jego nie dotyczyła… może nawet, jakby nie istniała.
            A ile miłości było między nim a śpiącym na łóżku Naruto? Czy to w ogóle była miłość? Czy można by było tak właśnie nazwać to uczucie, którym się darzyli? On nigdy nawet nie potrafił nazwać Naruto swoim przyjacielem, mimo że chyba był nim przez długie lata. Jednak nie byli przyjaciółmi, przyjaciele nie spędzają ze sobą nocy. Nie byli też braćmi, choć podobno w wiosce mówiono już, że są dla siebie jak rodzina. Ale… czy wobec tego to była miłość? Co to w ogóle jest miłość?
            Zbliżył się ostrożnie do śpiącego Naruto i spojrzał na jego spokojną twarz. Sasuke nigdy nie miał problemu z rozróżnianiem uczuć, w przeciwieństwie do jego… partnera. Jednak nadal nie wiedział, czy to miłość trzyma go przy Naruto, czy jest to przysięga, czy coś jeszcze innego. Może to po prostu była wygoda? Może nie śmiał przyznać przed sobą, że jest zwyczajnym tchórzem i miłością nazywa swoją wygodę? Bo to było takie łatwe, zostać przy boku Naruto. Zamiast gonić gdzieś po świecie, bez domu, bez wyraźnej przyszłości, tylko po to, by zrealizować zemstę, został. Najpierw jako przyjaciel, później jako kochanek.
            Razem było im dobrze, to prawda. Pragnął Naruto, właściwie, nawet teraz, kiedy wydawało mu się, że zna na pamięć każdy milimetr jego ciała, wciąż było mu go mało. Naruto był jakby stworzony dla niego, zaś Sasuke wydawało się czasem, że on sam istnieje dla blondyna i dla niczego innego. Jakby już sam fakt istnienia Naruto jednocześnie oznaczał istnienie Sasuke. Jakby nie mogli być rozdzielni.
            Nagle nabrał ochoty na herbatę. Zgarnął z oparcia fotela swój szlafrok i narzucając go na siebie, obrócił się w stronę drzwi. Herbata to był dobry pomysł o drugiej dziesięć w nocy. To był bardzo dobry pomysł.
            Zrobił krok w stronę drzwi i nagle zatrzymał się. Nie chciał pić tej herbaty sam. Nie chciał być sam ze swoimi myślami, bo bał się, że pobiegną niewłaściwym torem. Że zgubią się gdzieś w tej otchłani, jaką była jego głowa. Nie mógł zostać z nimi sam.
            Zawrócił i ponownie zbliżył do łóżka. Pochylił się nad Naruto i delikatnie potrząsnął jego ramieniem.
- Naruto – szepnął.
            Uzumaki coś jęknął i po chwili otworzył oczy. Jego spojrzenie było na wpół przytomne. Wlepił w czarnowłosego zaspane, pytające spojrzenie.
- Sasuke? – wychrypiał.
- Napij się ze mną herbaty – szepnął Sasuke. Mina Naruto nic a nic się nie zmieniła. Nadal był półprzytomny.
- Sasuke – jęknął jak zbity i zerknął na budzik, stojący na stoliku obok. – Jest druga w nocy!
            Sasuke nic na to nie odpowiedział, tylko na niego patrzył. Po chwili Naruto ziewnął i skapitulował. Wygrzebał się z łóżka, założył na siebie swój szlafrok i ruszył za odchodzącym już Sasuke.
            Na ciemnych schodach prowadzących na dół Sasuke złapał Naruto za rękę. Po prostu chciał to zrobić, ponieważ… nigdy nie trzymał go za rękę tak, jak się trzyma kogoś, kogo się kocha. Ich związku nie można nawet było nazwać związkiem, po prostu ze sobą sypiali. Nie było w tym żadnych przysiąg, obietnic wierności, żadnych zobowiązań. Żyli ze sobą i jednocześnie obok siebie. Czy coś takiego można nazywać miłością?
            Dotarli do kuchni. Naruto, cały czas ziewając i lekko się chwiejąc, usiadł przy stole, zaś Sasuke, włączywszy światło nad okapem, zabrał się za szykowanie herbaty. Kuchnia pogrążona była dzięki temu w lekkim półmroku, tworząc atmosferę ciepła i izolacji. Tak, Sasuke czuł się, jakby on i Naruto byli przez to nikłe pomarańczowe światło odcięci od reszty aktualnie pogrążonego w ciemności świata.
            Woda zagotowała się, więc zalał dwa kubki i jeden z nich postawił przed przysypiającym blondynem. Usiadł obok niego. Pili w milczeniu.
- Nazwałbym to „potknięciem romantycznym” – powiedział w pewnym momencie Naruto, gdzieś w połowie swojego kubka.
- Dlaczego? – spytał Sasuke, lekko zaintrygowany.
- Bo to wszystko bardzo romantyczne, jednak zupełnie nie w porę. Dlatego – wyjaśnił Uzumaki, a Sasuke uśmiechnął się pod nosem.
- Masz rację, nie w porę – przyznał, zerkając na zegar, wiszący na ścianie.
            Dalej pili w milczeniu. Uzumaki siedział, kiwając się lekko, jakby w każdej chwili głowa miała mu opaść, a chłopak ponownie miał pogrążyć się we śnie. Sasuke siorbał swoją herbatę, wpatrując się w zegarek. Wskazówki przesuwały się bardzo wolno, zdawało się, jakby czas zwolnił tylko po to, by mogli dłużej siedzieć w tej kuchni i nic do siebie nie mówić.
            Naruto odstawił kubek.
- Czy możemy już uznać, że herbata się udała i wrócić do łóżka? – spytał, wpatrując się w Sasuke prosząco. – Jest za dwadzieścia trzecia, Sasuke, ja chcę spać.
            Uchiha odstawił swój kubek.
- Przecież nie przywiązałem cię do stołu – mruknął, patrząc w bok.
- Gdybyś przywiązał, jeszcze bym to zrozumiał, w końcu miałoby to jakiś sens. Jednak herbata o drugiej w nocy a seks o drugiej w nocy to znaczna różnica.
            Wstał od stołu.
- Idziesz? – zapytał, jednak Sasuke nie ruszył się z miejsca. Naruto wpatrywał się w niego przez kilka sekund, a potem ze świstem wypuścił powietrze z ust i podszedł do Sasuke. Objął go w pasie.
- No co jest? – zapytał, próbując zajrzeć mu w oczy.
- Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co to jest miłość, Naruto? – zapytał Sasuke jak najbardziej poważnie. Naruto ponownie chwilę mu się przypatrywał zanim zareagował. W końcu zachichotał.
- I kolejne potknięcie. – Otarł palcem kręcącą się w jego oku łezkę rozbawienia. Sasuke był jednak nieugięty, po prostu na niego patrzył. – Jeśli chcesz mi powiedzieć, że mnie kochasz, to bądź facetem i wykrztuś to z siebie.
- Kocham cię – powiedział Sasuke obojętnie, a Naruto uśmiechnął się do niego. Nie było żadnych bijących dzwonów, nie zawalił się dach, nie zagrała orkiestra, nie dudniło też serce i nikt nie poczuł uderzenia gorąca. Byli oni dwaj, w kuchni pełnej cieni, tylko częściowo zalanej pomarańczowym światłem znad okapu. Był zapach herbaty, unoszący się w wilgotnym powietrzu i była trzecia w nocy, za oknem cykał ten sam świerszcz, którego słyszał wcześniej Sasuke i Konoha też była taka sama.
            A jednak gdy Naruto się uśmiechnął, świat wywrócił się do góry nogami i pozmieniał swoje kolory, jakby wszystko to, co było czarne, nagle zajaśniało niezwykłym blaskiem.
- Ja ciebie też, nawet jeśli zupełnie nie umiesz być romantyczny – stwierdził Uzumaki i wziął go za rękę.
            Wrócili do sypialni i poszli spać. Niby nic się nie zmieniło, ale dla Sasuke, od tamtej pory, nic nie było już takie samo i jakoś lepiej mu się oddychało od tamtego dnia.

7 komentarzy:

  1. Jakoś tak w wielkim przypływie niechęci do nauki, wpadłam na Twojego bloga przeglądając tytuły opowiadań. I wtedy nagle przypomniało mi się, że "Potknięcia romantyczne" wywarły niegdyś na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. I zaczęłam czytać. I znowu się zachwyciłam. Dziękuję, że piszesz opowiadania, do których lubię wracać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmmm... :]

    Tylko tyle mogę napisać, bo nie wiem jak to określić...

    Nie mogę napisać, że to krótkie opo jest 'dobre', bo to wiesz, jak zresztą wszystkie na tym blogu. To brzmi.. zbyt "sucho", jeśli wiesz co mam na myśli. ;] . Nie mogę napisać także, że jest 'niesamowite', bo aż takie, moim zdaniem, nie jest ;d

    Ale za to w pełni mogę przyznać, że chusteczka aha ma rację - miło się do niego wraca i nastraja jakoś inaczej do miłości..

    Chyba pomaga trochę zrozumieć zagmatwaną otchłań zwaną 'love' . Mi pomogło spojrzeć na nią trochę inaczej ;)

    Yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykre jest, że pod tym dziełem jest tak mało komentarzy. Więc w tym elitarnym gronie znajdzie się i mój.
    Zachwycam się tym. I wracam i znów się zachwycam. Bo fabuły nie ma (trudno nazwać fabułą nocne picie herbaty) i dzięki temu inne rzeczy wychodzą na wierzch. Pięknie pokazane uczucia i przemyślenia. Wszystko opisane tutaj daje takie ciepłe wrażenia. Uwielbiam to: "Herbata to był dobry pomysł o drugiej dziesięć w nocy. To był bardzo dobry pomysł." i dalej "Nie chciał pić tej herbaty sam". Taka prostota wypowiedzi. Nie jakieś tak duże słowa i fajerwerki.
    I po męsku mu powiedział, że go kocha. I jakoś się jaśniej zrobiło w tej przyciemnionej kuchni.
    I podsumowując moją chaotyczną wypowiedź: zdecydowanie mówię tak takiemu rodzajowi artyzmu. Jest lekko, szczerze ale też jakoś nostalgicznie i intymnie. I czuć tę ich miłość w powietrzu. I jeśli jeszcze kiedyś popadniesz w taki nastrój to napisz coś w podobnej konwencji. I chyba dlatego, że trzeba trochę interpretacji i przemyśleń z siebie wykrzesać czytając to nie każdy docenia. Albo nie każdy lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoo matko faktycznie nadużywam "i". Muszę nad tym popracwać xD

      Usuń
  4. To było straasznie słodkie. Kocham Twojego bloga jest świetny! Życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne, ma swój nietypowy charakter. Zapewne nie raz do tego powróce. :'3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ares; Mrina jest aktualnie w stanie zwanym snem. Prosze zostawić wiadomość po usłyszeniu sygnału. Piip. |
    *Jeb i leci!* Nie słuchaj debila nie warto. ,, - Sasuke? – wychrypiał.
    - Napij się ze mną herbaty – szepnął Sasuke. Mina Naruto nic a nic się nie zmieniła. Nadal był półprzytomny.
    - Sasuke – jęknął jak zbity i zerknął na budzik, stojący na stoliku obok. – Jest druga w nocy!" Padłam. Po prostu mnie rozwaliłaś bardziej niż smak kałamarnicy z morelami. ( i jednego i drugiego nienawidze)
    Ares; Ona jebnięta jest... Ale ja serio gadam bo przerażony jestem. Weszła na stół i opsypała się żelkami do cholery! Z kąd ona ma żelki! |
    Martwisz sie!
    Ares; O żelki.
    *face palm* tak btw przemyślania Sasu rozwalają. Przez chwile czułam jakbym rzeczywiście tam była.
    Ares; Wyjątkowo przypadł mi do gustu ten shocik. |
    Pozdr i weny :*
    ~Mrina88~ & ~Ares~

    OdpowiedzUsuń