środa, 19 grudnia 2012

5. Ponieważ to ty

Wlekliśmy się do wioski i hotelu, w którym wynajmowaliśmy pokój, już nie trzymając się za ręce. Mnie osobiście bolała głowa i byłem śpiący. Sasu też wyglądał na zmęczonego, w dodatku chyba był głodny, bo miał na twarzy tę szczególną minę świadczącą o szczególnym niezadowoleniu, no i burczał sobie pod nosem. Zawsze burczał, kiedy był głodny. Mi też chciało się jeść, ale siedziałem cicho. W dodatku czułem, że jak tylko coś zjem, to zaraz to wyrzygam.
            Dotarliśmy na miejsce coś koło pierwszej w nocy. W barze na dole siedziało kilku meneli. Sasu nie chciał nawet słyszeć, że nie jestem głodny, twierdził, że po utracie krwi powinienem coś zjeść i wypić coś ciepłego. Obaj wyglądaliśmy jak wspomniani menele, brudni, ja do tego we krwi,ale Sasuke to nie przeszkadzało. Zaciągnął mnie do baru, posadził na taborku i zamówił dla mnie ciepłe mleko oraz jakąś zupę, a dla siebie onigiri.
            Jadłem bez przekonania, obserwowany przez barmana,któremu chyba nie podobało się, że nie zachwycam się jego wspaniałą zupą. Napiłem się mleka, patrząc mu w oczy, gdy nagle…
            Zerwałem się i ledwo dobiegłem do łazienki. Po chwili już klęczałem z głową w sedesie, zwracając wszystko, co zjadłem. Poczułem dłoń Uchihy na czole.
-Naru, w porządku? – zapytał z troską.
-Mówiłem, że nie chcę jeść – jęknąłem, po czym znów zwymiotowałem. Słyszałem, jak Sasu tworzy klona, który pognał po Sakurkę, ale byłem zbyt słaby, by podnieść głowę. Uchiha złapał mnie ponownie za czoło, odgarniając mi włosy z twarzy. Ulżyło mi, ale tylko na chwilkę, póki nie nabrałem powietrza i nie poczułem smrodu własnych rzygów. Zwymiotowałem po raz trzeci.
-To twoja wina – sapnąłem, kiedy Uchiha pociągnął za spłuczkę. Wytarłem usta w rękaw mojej granatowej bluzy. – Czasem mógłbyś mnie posłuchać. Kiedy czegoś nie chcę, to nie chcę… ja sam… blech! – reszta moich słów utonęła w bulgocie wymiocin.
            Trzymał mnie póki nie przyszła Sakurka. Przyjaciółka spojrzała na mnie, uklękła obok, poświeciła mi latareczką w oczy, obmacała moją obolałą głowę, po czym westchnęła.
-Jak długo był nieprzytomny? – zwróciła się do Sasuke.
-Kilka koszmarnych dla mnie godzin – odparł Uchiha, a ja jęknąłem, pochylając się nad sedesem.
-Uchiha, nie podrywaj mnie kiedy Sakur… blech! – moja dowcipna odpowiedź znów została przerwana przez torsje. Czułem, że cała moja twarz jest mokra od potu. Bolała mnie głowa.
-Mdliło cię wcześniej?
-Cały czas – wysapałem. – To od uderzenia w głowę, nie?
-Tak, całe szczęście, że ty się sam leczysz, Naruto. Miałeś wstrząs mózgu! – chciałem coś powiedzieć, ale znów się porzygałem. Teraz mój żołądek był już zupełnie pusty. Sasuke podał mi szklankę wody, a ja, spuszczając swoje rzygi, wypłukałem usta jednym łykiem, apotem opróżniłem całą szklankę. Zrobiło mi się trochę lepiej. Sasu podał mi kolejną szklankę wody, a Sakura jakąś malutką, białą tabletkę. Połknąłem ją, po czym pozwoliłem tej dwójce podnieść mnie na nogi i zabrać do pokoju. Sakurka zapewniła mnie, że nic mi nie będzie, że z moim tempem leczenia jutro będę zdrów jak ryba, kazała mi leżeć i czekać, aż tabletka przeciwbólowa zacznie działać. Więc poczekałem, a kiedy już głowa przestała mi dokuczać, poszedłem pod prysznic, po czym walnąłem się na swoje łóżko. Po mnie wykąpał się Uchiha, bo dzieliliśmy ze sobą pokój. Kiedy wrócił, spojrzał na mnie. Czułem się jak ofiara losu.
-Czegoś ci trzeba? – zapytał,siadając na podłodze przy mojej głowie.
-Trzech striptizerek, co by umiliły mi czas – zażartowałem, a on uśmiechnął się blado.
-Masz striptizera na pół etatu– powiedział, wskazując na swój nagi tors. Prychnąłem, przymykając oczy. Poczułem, jak wsuwa mi palce we włosy i przeczesuje je delikatnie, jakbym był małym kotkiem, spragnionym pieszczot. Uśmiechnąłem się do siebie na myśl o takim porównaniu. Miałem ochotę zamruczeć, ale pomyślałem, że byłoby to lekką przesadą.
-Naruto – wyszeptał Sasuke. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jego twarz z odległości kilku centymetrów. Podbródek opierał na mojej poduszce, drapiąc mnie delikatnie za uchem. Nikt mnie nigdy tak nie dotykał. Tak po prostu, dla samej przyjemności tego gestu. Moje stosunki z dziewczynami ograniczały się do jednorazowych, jednonocnych przygód. Żadna z tych dziewczyn nie mieszkała w Konosze. Wiedziałem też, że Sasu robił tak samo. Bawił się w wolnych chwilach na różnych misjach. Ale ja byłem zakochany w dziewczynie, której nie mogłem mieć. A on?
-Sasuke…
-Um? – mruknął, przesuwając palcem po moim uchu.
-Powiedz, o co ci chodzi – mruknąłem, wzdrygając się lekko, kiedy jego palce przesunęły się na moją szyję.
-O co mi chodzi? – zapytał, nie przestając mnie dotykać.
-Znowu mnie obmacujesz… - poskarżyłem się, a on parsknął śmiechem. – Sasuke…
-Twoja główka… - przerwał mi,jednak prychnąłem głośno.
-Przestać gadać o mojej główce!Odczep się!
            Odkręciłem się tyłem do niego, chowając się pod kołdrą.Myślałem, że sobie pójdzie, jednak on bezczelnie wlazł mi do łóżka i objął mnie od tyłu, kładąc mi brodę na ramieniu.
-Sasu, na za wiele sobie pozwalasz! – warknąłem, odsuwając się od niego.
-Raptem zaczęło ci przeszkadzać? Już się nie boisz duchów?
-Nie jesteśmy w twojej rezydencji…
-W mojej rezydencji nic nie straszy! – obruszył się.
-Wszystko trzeszczy, a po domu snują się cienie przeszłości. Twój dom jest przerażający i pusty, a ty sprzątasz i mieszkasz tylko na parterze. Tam wyżej sam kurz i pajęczyny. Cała dzielnica pełna koszmarów! Dziwię się, że nie zmiotło jej podczas ataku Paina! – zadrżałem, czując, jak ponownie przytula się do moich pleców. Poczułem jego wargi na swojej szyi i jęknąłem, kręcąc się. Złapał mnie za nadgarstki by mnie unieruchomić, było mi ciasno, bo wtulałem się w ścianę, by znaleźć się jak najdalej od niego.
-Sasuke, no weź!
-Już nie mogę… - szepnął mi do ucha, sunąc wargami po moim policzku. – Jeden raz…
-Sasu, ale ja… - przerwałem, bo chwycił w dwa palce mój podbródek i przekręcił ku sobie moją głowę. – Sasu, czy ty…?
-Jeden raz, Naruto. Chcę sobie przypomnieć… - szepnął mi w usta, przymykając powieki. Oddychałem spazmatycznie i gapiłem się na niego szeroko otwartymi oczami, a serce waliło mi jak oszalałe. – Proszę…
-Ja… - ale nie dał mi skończyć.Natarł na moje usta swoimi wargami, wplatając mi palce we włosy. Ja nic nie robiłem. To nie ja. To moje ciało samo się przekręciło ku niemu. To moje ręce same oplotły jego szyję. To moje usta same z siebie odpowiedziały na atak jego ust.
            Myślałem, że zapomniałem ten smak i ciepło, w końcu mieliśmy tylko dwanaście lat. Myślałem też, że była to najobrzydliwsza rzecz, jaka spotkała mnie w całym moim życiu. Jednak myliłem się. Czułem się tak dobrze, a to było takie przyjemne. Sasuke był gwałtowny, napierał na mnie, dominował, niemal siłą zmuszał mnie do poddania się jego woli. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem, bo nigdy wcześniej nie całowałem się z kimś, kto nie byłby uległy. Próbowałem się zbuntować i choć na chwilę przejąć inicjatywę, lecz to jeszcze bardziej go rozbestwiło. Z moich ust wydobył się jęk, gdy przycisnął mnie do ściany, wsuwając mi swój język głęboko do ust. Wyrwałem mu się, gdy jego zęby nieco zbyt brutalnie potraktowały moją dolną wargę.
-Nie gryź! – sapnąłem, a on uśmiechnął się wrednie i zaczął całować mnie po szyi. – Przestań, już starczy –  zaprotestowałem, odpychając go od siebie. – Sasuke, no!
            Odsunął się i spojrzał mi w oczy.
-Naru… - jego oddech był przyspieszony, oczy mu niezdrowo płonęły. Obróciłem się plecami do niego. –Naruto?
-Nie dotykaj mnie już – burknąłem.Teraz, już po wszystkim… czułem się źle. Albo jeszcze gorzej niż źle. Czułem się… brudny. Czułem się tak, jakbym zrobił coś złego, coś okropnego, coś niewłaściwego. Bo ja… całowałem się z Sasuke!
-Naruto? – zapytał z niepokojem. Skuliłem się, nakryłem głowę poduszką i znieruchomiałem. Uchiha dotknął mojego ramienia. – Naruto, przecież…
-Po prostu mnie nie dotykaj,słyszysz?! – wrzasnąłem, odtrącając jego rękę. – Spełniłem twoją prośbę, a teraz mnie zostaw!
            Nie ruszał się przez pełne dwadzieścia sekund, a potem bezszelestnie wysunął się spod kołdry i poszedł na swoje łóżko. Otuliłem się szczelnie kołdrą, trzęsąc się lekko. Chciałem zasnąć i zapomnieć, ale nie mogłem. Wciąż czułem… ten smak… i ten dotyk… i już nie wiedziałem, czy to było dobre, czy złe. Na pewno mnie paliło… każde z miejsc, które dotknął, a moje wargi wręcz płonęły. Skuliłem się jeszcze bardziej. Było mi zimno i pusto bez niego. Przyzwyczaiłem się, że był tam za mną, przyzwyczaiłem się do jego obejmujących mnie rąk i do tego, że budzę się, czując jego ciężar na klatce piersiowej. Bez niego nie mogłem spać w tym jego przeklętym dworze, strasznej,ponurej rezydencji Uchiha. A teraz… teraz przecież mnie tam nie było, a ja wciąż czułem jego brak… i właśnie przez to czułem się jeszcze gorzej. Jęknąłem w poduszkę.
-Naruto?! – jego głos przebił się przez ciemność zaraz po moim jęku. A więc nie spał… - Naruto, ty spisz? Naru, błagam, jak nie śpisz, odpowiedz!
            Nie odpowiedziałem. Nie chciałem już z nim rozmawiać.Chciałem… zapomnieć o tym, co się stało. Wymazać to z pamięci, pozbyć się tego dziwnego uczucia… wyrzutów sumienia przy jednoczesnej, palącej chęci powtórzenia tego pocałunku.
            Nie wiem, jak długo biłem się z myślami, aż w końcu zmorzył mnie sen. Po prostu w pewnym momencie obudziło mnie pukanie do drzwi, aja uchyliłem powieki i zrozumiałem, że już ranek, bo w pokoju było już zupełnie jasno. Zerknąłem na drzwi.
-Za godzinę idziemy –usłyszałem Sakurkę. – Zejdźcie na śniadanie.
-Zaraz zejdziemy – odpowiedział jej Sasuke. Usiadłem. Spojrzałem na niego spode łba. Siedział już w pełni ubrany na swoim łóżku i patrzył na mnie dość chłodno. Wstałem i zacząłem się ubierać, boleśnie świadom, że mnie obserwuje. Że patrzy na moje nogi, kiedy zdjąłem piżamy i naciągałem spodnie, że wgapia się w moje plecy, gdy zakładałem bluzę i kamizelkę. Kiedy się odwróciłem, moje spojrzenie padło od razu na jego oczy.
-Naruto… - odezwał się w końcu.
-Co? – burknąłem, zezując w bok. Nie chciałem na niego patrzeć.
-Nie złość się na mnie, przecież ty…
-Co ja?! – zdenerwowałem się i spojrzałem w te jego czarne tęczówki. – No co ja?!
-Pozwalałeś mi… nie denerwowałeś się… u mnie w domu ty sam przyszedłeś do mnie w nocy…
-To nie prawda! – ryknąłem wściekły, że wszystko zinterpretował na swoja mańkę. – Cały czas mówiłem ci o Sakurze! Doskonale wiesz, że ja wolę dziewczyny!
            Zerwał się na nogi.
-A jednak ci się podobało! Nie wmówisz mi, że zapierałeś się rękami i nogami, że do czegokolwiek cię zmusiłem,bo ty sam odpowiedziałeś na mój pocałunek! Nie wmówisz mi, że nie miałeś siły mnie odepchnąć! Gdybyś tylko chciał, mógłbyś bez trudu mnie powstrzymać! Podobało ci się! – ryknął mi prosto w twarz, po czym szturchnął mnie w pierś jednym palcem. Odepchnąłem go.
-JA NIE JESTEM GEJEM! – wrzasnąłem ile miałem sił w płucach. Patrzył na mnie przez chwilę.
-Ale przecież ja też nie – stwierdził.
-Nie?! No to się pytam w takim razie, co to było to w nocy, co?! Mam cycki? Wyglądam ci na kobietę?!
            Cofnął się o dwa kroki.
-Ale to nie tak – bąknął.
-A jak?! No wytłumacz mi, Uchiha! Skoro nie jesteś gejem, to dlaczego mnie całowałeś?!
            Przyglądał mi się, a z każdą mijającą sekundą jego twarz pokrywał coraz głębszy rumieniec. Miał przy tym takie dzikie, zagubione spojrzenie, jakbym mu właśnie uświadomił coś, z czego nie zdawał sobie sprawy.
-Bo to… ty – szepnął w końcu,patrząc mi prosto w oczy. – Bo to ty. – powtórzył już pewniej. Spojrzał w bok.– Tak myślę. Ja… mężczyźni mnie nie kręcą. Kobiety też nie… tu chodzi… o ciebie. Nikt inny nie jest tobą, Naruto. Nie ma drugiego ciebie.
            Po prostu na niego patrzyłem. A co to było? Trzecia kategoria? Kobiety, mężczyźni i Naruto? Czy on się ze mnie nabijał? Czy miał mnie za głupiego? Czy to mu się podobało, wprawiać mnie w takie zakłopotanie? Co ja maiłem mu na to odpowiedzieć? Rzucić mu się w ramiona i wyznać mu miłość? Złamać mu nos? Wyjść? Zostać?
            Podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie. Nie odsunąłem się. W ogóle nie wykonałem żadnego ruchu, odpowiedziałem tylko na spojrzenie jego czarnych oczu. Patrzył na mnie z czułością i troską. Boże, czuły i troskliwy Uchiha! Nadchodzi koniec świata, to na pewno jest pierwszy znak!
-Kocham cię. Po prostu cię kocham – szepnął z desperacją w głosie. – Zakochałem się, po raz pierwszy w życiu.
-Muszę pomyśleć – mój tony był chłodny i opanowany. Odepchnąłem jego dłonie i wyszedłem.
            Miałem mętlik w głowie. Mój najlepszy przyjaciel właśnie wyznał mi miłość. I to na serio, a nie w durnych żartach. W dodatku jeszcze wcześniej mnie całował. I też jak najbardziej na serio. Przetarłem twarz dłonią, schodząc na dół. Wszedłem do baru i ignorując siedzących przy stoliku Kakashiego i Sakurkę, podszedłem do lady.
-Szklankę wody – rzuciłem do barmana. Podał mi, a ja zapłaciłem. Zerknął na pieniądze i już miał zabrać się za wydawanie, ale się odwróciłem. – Kupuję i szklankę.
            Wyszedłem na zewnątrz, na świeże powietrze i po prostu ruszyłem przed siebie. Po chwili odnalazłem jakiś mały park, a tam ławkę, na której przysiadłem, popijając moją wodę. Przeczesałem dłonią włosy. Odetchnąłem. A potem po prostu cisnąłem szklanką o ziemię, z zadowoleniem patrząc, jak rozbija się na setki malutkich kawałeczków. Ulżyło troszeczkę.
            Rozwaliłem się na ławce, patrząc w przestrzeń. Jakieś dzieciaki gapiły się na mnie jak na nienormalnego, ale je olałem. Spojrzałem w bok i zobaczyłem idącego w moją stronę Kakashiego, jak zwykle ze swoją książką w ręku. Wróciłem do wpatrywania się w przestrzeń i nie patrzyłem, jak siada obok mnie. Milczeliśmy chyba z dziesięć minut.
-Co? – burknąłem w końcu.
-Przyszedłem zapytać, kiedy będziemy mogli iść – odpowiedział. Przetarłem dłonią twarz.
-Moment.
            Zamknąłem oczy i zacząłem wolno i głęboko oddychać.Powoli się uspokajałem, a złość zastępowało jakieś inne uczucie, przypominające wyrzuty sumienia. Sasuke pewnie zrobiło się przykro. Pewnie się martwił, co się ze mną dzieje. Pewnie był zły na siebie, że mi to powiedział. Pewnie był zły na mnie, że tak zareagowałem. Pewnie…
-Co się stało? – pytanie Kakashiego zmusiło mnie do otwarcia oczu i powrotu do rzeczywistości.
-Nic.
-Acha, ty bez powodu tłuczesz szklanki, a Sasuke wali głową w ścianę…
-WALI GŁOWĄ W ŚCIANĘ?! –wykrzyknąłem w zdumieniu, zrywając się na nogi. Ku mojemu zdumieniu, Kakashi zachichotał.
-No, pewnie i przeszło mu to przez myśl, ale jest z Sakurą, wiec tego nie zrobi…
-TO NIE JEST ŚMIESZNE! – ochrzaniłem nauczyciela, a on na powrót spoważniał.
-Pierwsza kłótnia małżeńska? – zapytał. Zatkało mnie.
            Wpatrywałem się w niego szeroko otwartymi oczami,porażony tym, jak to wszystko było oczywiste dla ludzi z naszego otoczenia. A wiec wzięli nas za parę gejów. Uznali, że kocham się w Sasuke! Tak po prostu!
-Nic mnie z Uchihą nie łączy – syknąłem wściekle.
-Naruto, nie musisz się wstydzić…
-JA SIĘ NIE WSTYDZĘ…!
-… ani udawać…
-I NICZEGO NIE UDAJĘ…!
            Kakashi zerknął na mnie jednym okiem, mrużąc je z niedowierzaniem. Stałem nad nim, dysząc z wściekłości i miałem ochotę go uderzyć. Chyba to zrozumiał, bo poruszył się niespokojnie.
-Naruto…
-Po prostu się pokłóciliśmy i tyle, Kakashi. Byłbym wdzięczny, gdybyście z Sakurą nie snuli żadnych durnych teorii na nasz temat, bo mnie to wkurza!
            Zawróciłem na pięcie i ruszyłem w drogę powrotną, a on za mną. Sasuke i Sakura czekali na nas przed hotelem. Uchiha miał niewyraźną minę.Wyciągnął w moją stronę mój spakowany plecak, a ja wyrwałem go z jego dłoni może zbyt agresywnie i odwróciłem się tyłem do niego.
-Idziemy? – warknąłem i nie czekając na odpowiedź, ruszyłem przed siebie.
            Szliśmy w milczeniu. Po jakimś czasie Sasu zrównał się zemną i szedł obok, zerkając na mnie co jakiś czas, ale udawałem, że go nie ma.Nie maiłem pojęcia, co mu powiedzieć. Sam nie wiedziałem, co mam o tym myśleć i czuć. Przecież on był facetem! A ja nie byłem gejem! Tyle, że ja wciąż pamiętałem jego wargi na swoich. Jego dłonie spacerujące po moim ciele. Jego szept, kiedy wypowiedział to cholerne „proszę”.
-Postój na obiad – zarządził w pewnym momencie Kakashi.
            Zatrzymaliśmy się, Sasu zabrał się za rozpalanie ognia, ja poszedłem po wodę, Sakurka wzięła się za szykowanie obiadu. Niby wszystko toczyło się normalnym rytmem, ale było nienaturalnie cicho, kiedy ja i Sasu nie wykłócaliśmy się o wszystko, nie biliśmy, nie śmialiśmy się. Brakowało mi tego, tej normalności. Wiedziałem, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Bo jak miałem się teraz z nim powygłupiać, skoro wiedziałem, że za każdym razem, gdy mnie dotyka… gdy do mnie mówi… że dla niego to coś więcej niż wygłupy. Dla niego to to samo, co każdy uśmiech Sakurki dla mnie…
            Kiedy jedliśmy, Sasu cały czas patrzył na mnie. Nie krępowało mnie to, bo on zawsze się na mnie gapił. Wcześniej myślałem, że po prostu szukał w ten sposób zaczepki. Teraz już znałem prawdziwy powód. Westchnąłem i skupiłem swój wzrok na rozmawiających ze sobą Sakurce i Kakashim. Jak zwykle nie zwracali na mnie i Sasuke najmniejszej uwagi, w końcu czasem zdarzało się, że przez jakąś kłótnię ja i on nie gadaliśmy ze sobą. Ale zawsze trwało to krótko, póki któryś nie znalazł jakiegoś punktu zaczepienia, by móc się poszturchać, pobić, a potem sobie wybaczyć.
            Po obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę. Do Konohy dotarliśmy wieczorem, ale wymigałem się od wizyty u Tsunade twierdząc, że mam chcicę na ramen. Z resztą, nie potrzebowali mnie, by złożyć babuni raport z misji. Sasuke tylko obrzucił mnie przeciągłym spojrzeniem, kiedy odchodziłem w stronę Ichiraku. Myślałem, że za mną polezie, ale nie poszedł. I dobrze. Nadal nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć.
            W Ichiraku porozmawiałem sobie chwilkę z szefem baru,słuchając plotek z wioski. Wciąłem trzy miski ramen i humor nieco mi się poprawił. W każdym razie przestałem patrzeć na mój problem tak pesymistycznie.No dobra, Sasu się we mnie kochał. Może nawet sam go sprowokowałem. Nigdy się nie broniłem, kiedy był dla mnie miły. Prowokowałem różne sytuacje, głównie dlatego, że nie zdawałem sobie sprawy, że sytuacja może tak się potoczyć. Byliśmy kumplami, traktowałem to wszystko jako żart. No i podobało mi się, że mnie w końcu zaakceptował.
            Pożegnałem się z szefuńciem jadłodajni i ruszyłem w stronę domu, spokojniejszy, najedzony i nawet trochę weselszy. Nadal nie wiedziałem, jak poradzić sobie z Sasuke, ale chyba już trochę poukładałem to sobie w głowie. Dlatego nie zdenerwowało mnie, kiedy zobaczyłem Uchihę, czekającego na mnie przed drzwiami mojego mieszkania.

8 komentarzy:

  1. zajebiste <3 <3 kolejna po oryginale historia naruto i sasuke z którą mnie coś łączy...

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne!!!!! lece czytać dalej!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi sie podoba, Sasuke jest taki kochany i opiekuńczy, Naruto to młotek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten pocałunek.. piorunujący ;]

    To Sasukowskie 'bo to ty' mnie rozwaliło, szczerze mowiac ;]

    Miałam coś jeszcze dodać, ale jest późno, jestem śpiąca i bezwstydnie zapomniałam ;\

    OdpowiedzUsuń
  5. Za każdym razem jak czytam nowy rozdział to szargają mną coraz to nowsze uczucia związane z sytuacją pomiędzy Naruto a Sasuke,po prostu jest to tak dobre że nie można się oderwać od czytania i przypominania sobie różnych sytuacji pomiędzy nimi. :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten pocałunek zarąbisty, jeju Naru Naru Naru.. Więc, rozdział szarpał mną i moimi uczuciami z jednej strony radość ale jednak z drugiej smutek.. No i byłam też zaskoczona. Moim zdaniem te złe sytuacje i to wszystko co złe to wina sakurwy. No bo gdyby nie poruszyła tego tematu i nie rozryczała to Sasu nadal mógłby tulić się do Naru bo ten by nie myślał o tym o co im wszystkim chodziło, no i by się w niej nie zabujał, ale to drugie to mniej ważne, mimo wszystko sakurwa jest irytująca, dobrze że w tym opowiadaniu jeszcze nie krzyknęła "Sasukeee-kuuuuuun!" To było by jeszcze bardziej wkurzające niż ona sama ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co to kun mojej ukochanej sakurki znaczy?
      Kun - zwrot grzecznościowy używany do osób młodszych lub w tym samym wieku, a oni mają po tyle samo lat
      Ona jest wychowana (kurde balans) - best od sakury :D przynajmnie w wersji z napisami...

      Usuń
    2. Ale mi nie chodzi o zwrot :) Nawet jeśli mówiłaby do niego san/sama/chan czy jeszcze inaczej; mi chodzi o ten ton. Piskliwy głosik lub taki wnerwiający, że nawet nie mam pojęcia co to za tonacja- jakby się miała zesrać na jego widok (bez urazy) no i te jej zachowanie... Moim zdaniem poziom prostytutka, lub jakiś inny level up :) Nie musisz mi tłumaczyć co oznacza zwrot 'kun'. Sądze, że każdy kto interesuje się japonią wie o znaczeniach każdego zwrotu :)

      Usuń