środa, 19 grudnia 2012

6. Pokochaj mnie

Stał, oparty o ścianę, z dłońmi w kieszeniach granatowych spodni. Nie miał już na sobie zielonej kamizelki,włosy związane miał w kucyk, robił to rzadko, a szkoda, bo wyglądał o wiele lepiej niż z tymi długimi kudłami. Minąłem go, nie odzywając się, wygrzebałem klucze do mieszkania i otworzyłem drzwi.
-Wejdziesz na herbatę? – zapytałem.
-A mogę kawę? – zapytał, po czym wsunął się za mną do środka. Skinąłem mu głową i poprowadziłem go do kuchni.
            Usiadł przy stole, w tym miejscu, w którym siadał zawsze. Zabrałem się za szykowanie napoi – dla mnie herbaty, dla niego kawy. Kiedy były już gotowe, postawiłem dwa kubki na stole i usiadłem naprzeciw niego. Podciągnąłem nogi na krzesło i oparłem brodę na kolanach, grzejąc sobie palce na ciepłym kubku. Uchiha przyglądał mi się.
-Wiedziałem, że będziesz zły i że wszystko zniszczę – odezwał się gdzieś w połowie mojego kubka herbaty. Pokręciłem głową.
-Nic nie zniszczyłeś, baranie, a mi złość już przeszła – powiedziałem, odstawiając kubek. – Zezłościłem się, to prawda. Ale dlatego, że sytuacja mnie przerosła. Nigdy bym się nie spodziewał, że ty… - urwałem, nie mając pojęcia, jak to powiedzieć. Ku mojemu przerażeniu Sasu skulił się jakbym go walnął i wtulił głowę w ramiona. Wyglądał, jakby dręczyły go wyrzuty sumienia. – Sasuke.
            Podniósł głowę.
-Tak?
-Przerażasz mnie, zachowuj się po ludzku – powiedziałem, patrząc na niego z ukosa. Parsknął śmiechem.
-Myślałem, że…
-Że co? – zapytałem z ciekawością.
-Że już nie będę mógł tak normalnie wypić z tobą kawy. Że dostanę od ciebie w mordę, że nie będziesz chciał mnie znać, że się wkurzysz, nie… to przecież ty, więc byłem pewien, że się wściekniesz, że będziesz się mnie brzydził, że pomyślisz, że zwariowałem…
-Sasu, wyluzuj – przerwałem mu, bo coraz bardziej się rozkręcał. Spojrzał na mnie lekko spłoszonym wzrokiem. To tak do niego nie pasowało. Wyglądał, jakby się mnie bał. Nie podobał mi się taki, wolałem go zarozumiałego i aroganckiego. – Chociaż, może i byłoby to lepsze. Teraz to się zachowujesz jak śnięty, zakochany idiota.
-Sam jesteś idiotą – rzucił, upijając łyk kawy z arystokratyczną miną na paskudnej gębie.
-Aha, jak zwykle wszystko na mnie. Oczywiście, to ja ciebie uwiodłem – zakpiłem z niego, a on zakrztusił się kawą. Parsknąłem śmiechem. Wytarł podbródek, patrząc mi w oczy.
-A co, jeśli tak właśnie było?– wysyczał zjadliwie, odstawiając pusty kubek na stół.
-To chyba mylnie interpretujesz pewne znaki, Uchiha.
-Doprawdy, co ty nie powiesz… - jego głos ociekał jadem, na powrót był taki, jaki był zawsze. – Ty za to na znakach zupełnie się nie znasz. Potrzebny był ci prawie rok, by wszystko zrozumieć…
            Spojrzałem na niego zdumiony.
-Rok?! – wymknęło mi się. Spłonął rumieńcem.
-Zapomnij. Dzięki za kawę – wstał od stołu i skierował się do wyjścia.
-Sasu! – pobiegłem za nim i zatrzymałem go tuż przed drzwiami. Zatrzasnąłem je nad jego ramieniem, a potem pchnąłem go na ścianę i przyparłem do niej za ramiona. – Porozmawiajmy!
-Naruto, co ja mam…?
-Jeśli teraz wyjdziesz, to co się stanie? – przerwałem mu ze złością. – Jak mam potem z tobą rozmawiać? Jak mam ci potem patrzeć w oczy, Sasu?!
-A ja?! – zapytał, łapiąc mnie za ramiona. – A ja, jak mam ci patrzeć w oczy nawet teraz?! Naru, ja nie mogę znieść twojej obecności! Aż mnie… aż mnie…
            Teraz to ja wylądowałem na ścianie, nawet nie wiem kiedy i jak. Jego twarz znajdowała się dwa centymetry od mojej. Mogłem nawet dostrzec jego źrenice, lekko ciemniejsze od tęczówek.
-Aż mnie pali – wyszeptał.
-Rozumiem cię – odszepnąłem mu.– Ale co ja ci poradzę…?
-Pokochaj mnie. – szepnął. –Naru, zrobię dla ciebie wszystko, co tylko będziesz chciał – przejechał mi palcem po dolnej wardze. Nie byłem w stanie się odezwać czy choćby poruszyć, po prostu się na niego gapiłem, ogłupiały. – I wtedy nic nie będzie musiało się zmieniać. Będzie tak jak wcześniej, gdy u mnie mieszkałeś.
-Sasu…
-Mogę cię pocałować? – zapytał ni z tego ni z owego.
-Co?! – wykrzyknąłem, a on położył mi dłoń na szyi. Zacząłem szybciej oddychać, prawie sapałem. Powoli wędrował palcami w stronę mojego karku, patrząc mi cały czas w oczy. – Sasuke, no co ty…
-Wiem, że będę umiał zrobić to tak, by ci się podobało. Byś chciał więcej… - dyszał mi prosto w usta, w oczach miał gorączkę. Nie miałem jak się cofnąć ani jak się wykręcić, nie do końca też byłem pewien, czy chcę. Moje ciało wciąż pamiętało jego dotyk i wciąż mu tego dotyku brakowało. Tego ciepła. Tego ognia. Tyle… że to było nienormalne!
-Ja nie wiem, co mam myśleć – szepnąłem.
-To nie myśl…
-Sasuke – otarł się wargami o moje wargi – to przecież – skubnął zębami mój policzek – jest – chuchnął mi w ucho, a mnie przeszył dreszcz – nienormalne… - jęknąłem na koniec, kiedy powrócił do moich ust.
-Może dla ciebie – powiedział z rozbawieniem, a kiedy to mówił nasze wargi poruszyły się razem, niczym sczepione.
-A dla ciebie nie?!
-Ja jestem śniętym, zakochanym idiotą – prychnął, cytując mnie. Dyszałem mu prosto w usta niemal spazmatycznie.
-Ale ty gryziesz – jęknąłem na swoją obronę, bo czułem, że jeszcze kilka sekund a mu ulegnę. Nie byłem wstanie trzeźwo myśleć. Był za blisko. Doszło do tego, że chciałem, by mnie pocałował. A przecież ja tego nie chciałem! A może chciałem?!
-Będę delikatny – przyrzekł, po czym przesunął językiem po moich wargach. Uchyliłem je zupełnie odruchowo, a on zaraz to wykorzystał, całując mnie tak, jak wcześniej – bez opamiętania.
            I znów moje ciało odpowiedziało na jego dotyk. Znów oplotłem jego szyję ramionami. Znów przylgnąłem do niego całym sobą, odpowiadając na jego usta, swoimi, na jego język, własnym językiem. A on dalej był górą. To on mnie trzymał, a nie ja jego. On mnie całował.
            Kolana mi zmiękły.
-Podoba ci się – szepnął Sasu, kiedy cofnął się odrobinę. Zaczerwieniłem się.
-Zamknij się – warknąłem na niego, nadal go obejmując. Przeniósł swoje dłonie na moje biodra i wtulił twarz w moje włosy. – Musisz się tak do mnie kleić? – zapytałem zirytowany.
-Tak – odparł, pewny siebie.
-I tak jestem już skrępowany, puść… - puściłem jego szyję i odsunąłem się od niego, nie patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się dość wrednie, jak zawsze. Objął mnie w pasie i przyciągnął do  siebie. Nasze klatki piersiowe zetknęły się. Przez to wszystko nie mogłem uspokoić oddechu. Nie chciałem go znów odpychać, mówić mu rzeczy, które sprawiłyby mu ból. Ale chciałem, by przestał być taki szybki. Wciąż nie potrafiłem sobie niczego poukładać. Odnaleźć te kierunki, które pogubiłem na mojej karuzeli.
            Znów poczułem jego wargi na szyi.
-Sasuke… - wyjęczałem.
-Już dobrze… - odsunął się i spojrzał na mnie z uśmiechem. – To jak?
-Co jak? – zdziwiłem się, a on zachichotał i dotknął mojego policzka.
-Chciałbyś… - urwał i musnął moje wargi swoimi. Odruchowo cofnąłem się do tyłu i uderzyłem głową w ścianę. Syknąłem, a on podrapał mnie w miejscu, w które się uderzyłem.
-Co niby miałbym chcieć?! – zdenerwowałem się. Bo czy on miał na myśli to, o czym sobie pomyślałem? Ale ja nie chciałem iść z nim do łóżka! Jak śmiał… jak śmiał mi to sugerować!
-Nie domyślasz się, głuptasku, czego mógłbym chcieć? – zapytał, specjalnie się ze mną drocząc. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo gorąco. Bardziej niż bardzo gorąco. Moje serce załomotało jak szalone. Sasu i ja… tak blisko… tylko jak? On we mnie…?
            Wyobraziłem sobie, jak mogłoby się to odbyć. U mnie w domu, w moim łóżku… nie, w kuchni, na moim stole. Twarz Sasuke, w ekstazie… i dźwięki, jakie mógłby wydawać… jego zapach, tak bardzo wyraźny… i to… czy by bolało? Albo raczej, jak bardzo by bolało?… I co jeszcze? Czy byłoby mi dobrze? Jak by mnie dotykał?
Wciągnąłem powietrze ze świstem.
-Sasuke! – oburzyłem się, jakby to były jego, a nie moje wyobrażenia.
-Spokojnie, Naru. Nie musimy się spieszyć, przypuszczałem, że nie będziesz chciał ze mną chodzić. Przepraszam, że ci to w ogóle proponuję – powiedział, odsuwając się ode mnie na dwa kroki. – Po prostu pomyślałem… dobrze nam się mieszkało… i połowa twoich rzeczy wciąż się u mnie znajduje… Norman… Może… może się zastanowisz, czy chcesz?
-Chodzić? – palnąłem jak głupi, gapiąc się na niego. Jemu chodziło o CHODZENIE?! A nie… on nie myślał o TYM?! – Proponujesz mi chodzenie?!
-Tylko się nie złość! – zawołał natychmiast. Znowu się odsunął, chyba myślał, że wracamy do normy i zaraz go walnę za jego głupi pomysł. – Jeśli chcesz czasu, to ok. Nie musisz nawet się zgadzać, tyle, że… Zastanów się. Ty i ja. Może tak na próbę, co? Mógłbyś…
-Czy ty możesz przestać kłapać jadaczką?! – zapytałem zirytowany. Gadał i gadał, a nie dał mi się nawet zastanowić. Nigdy nawet, zważywszy w szczególności na fakt, że miałem na to raptem jeden dzień, nie brałem pod uwagę myśli, że ja i on moglibyśmy być… parą. Kiedy na niego spojrzałem, znów się cofnął, teraz byliśmy już naprawdę daleko od siebie, a brak ciepła jego ciała sprawiał mi niemal fizyczny ból. Jego mina nie wyrażała absolutnie niczego, po prostu mi się przyglądał, czekając na moją odpowiedź. Nie miałem pojęcia, co o tym myśleć. I jak to brzmiało! Sasuke, mój chłopak! Mój chłopak, a nie przyjaciel! Naruto i Sasuke. Sasu i Naru. Razem.
            Otworzyłem usta, by odpowiedzieć.
-Nie musisz się spieszyć – oczywiście, ze strachu nie pozwolił mi się odezwać. Doskoczył do mnie jednym susem. – Nic na siłę. Nie nalegam. Jeśli chcesz, to możemy poczekać. Żebyś się przyzwyczaił, przemyślał sobie wszystko. Wiem, że jesteś zagubiony…
-Uchiha, czy ja cię nie prosiłem, żebyś się zamknął?! Mówiłem ci już z tysiąc razy, żebyś za mnie nie decydował, bo ja wiem, co dla mnie najlepsze! – opieprzyłem go. Sasu, zamiast być troskliwym, był zawsze upierdliwy. Zacisnął szczękę, prawdopodobnie by mi się nie odgryźć. Normalny Sasuke by tego nie zrobił, musiało mu w tej chwili naprawdę zależeć na mojej odpowiedzi.
-Po prostu… wszystko stanęło na głowie – próbowałem usprawiedliwić swoją opieszałość.
-Nie, teraz wszystko jest tak, jak powinno być – szepnął, uśmiechając się do mnie.
-A nie będziesz wściekły ani smutny, jak poproszę o dobę… jedną dobę na przemyślenie sobie wszystkiego? – zapytałem ostrożnie, a on uśmiechnął się szerzej.
-Jasne, ale pod warunkiem, że będzie to doba spędzona ze mną – odparł, przebiegle mrużąc oczy. Kurde! A ja chciałem mieć dobę pełną spokoju, dzięki któremu mój świat mógłby znów odnaleźć cztery kierunki, ziemię i niebo.
-Ale to nie fair – jęknąłem, kiedy wargami znów przykleił się do mojej szyi. Nie miałem siły go odepchnąć, warknąć, żeby polazł do siebie i zostawił mnie w spokoju. Żar znów ogarnął moje ciało, które wcześniej wręcz żebrało o jego bliskość. Co on mi zrobił? Co się ze mną stało? – Sasuke! To nie fair!
-Wiem – szepnął mi do ucha kpiącym głosem. – Mogę więc u ciebie nocować? – zapytał bezczelnie, a mnie z oburzenia na chwilę odebrało mowę. Palnąłem go pięścią w głowę.
-Uchiha! – zawołałem, kiedy się zaśmiał, odsuwając ode mnie.
-No co, raptem zrobiłeś się taki wstydliwy? Kto mi nocą pchał się do łóżka, bo się, pheh, duchów bał! – zaczął mnie drażnić, podpuszczając. Znałem już tę sztuczkę i nie miałem zamiaru się nabrać, a jeszcze bardziej nie miałem zamiaru pozwolić mu się uwieść tej nocy, bo najwyraźniej właśnie taki miał plan. Widziałem to w tych jego czarnych oczętach.
-Niczego się nie bałem – wysyczałem wściekły, a on uśmiechnął się kpiąco.
-To co, może pójdziemy do mnie? Dostaniesz pokój, ten sam co zawsze i zobaczymy – odparł Uchiha lekkim tonem, mrużąc przebiegle oczy. – Chyba, że się boisz…
-Nie boję się! – wykrzyknąłem. Jak mnie denerwowało to, w jaki sposób mnie traktował! – Ale i tak nigdzie z tobą nie pójdę – wysyczałem, wyminąłem go, po czym poszedłem do kuchni.
-A więc zostajemy u ciebie? – ucieszył się, idąc za mną. – Fajnie, ja tu jeszcze nigdy nie nocowałem!
            Obróciłem się i spojrzałem na niego.
-A co ty raptem taki radosny? – zapytałem podejrzliwie. Wyszczerzył zęby. Tylko mnie dane było oglądać tej jego powalający uśmiech, teraz już wiedziałem dlaczego.
-Miłość mnie upaja…
-Zaraz upoi cię moja pięść, i to tak, że padniesz z wrażenia.
-Dla ciebie wszystko – odparł, prawie do mnie podfruwając. Odepchnąłem go na odległość mojej ręki, kiedy poczułem, że chce mnie przytulić.
-Mówiłem już, nie klej się tak. I zachowuj się, do jasnej cholery, jak człowiek, Sasuke!
            Prychnął, wznosząc oczy do nieba, po czym odsunął się i opadł na krzesło przy stole. Pokręciłem głową. Poczułem się głodny, więc zajrzałem do lodówki i wyciągnąłem wędlinę, a potem z szafki wyjąłem chleb i zabrałem się za szykowanie kanapek. Sasuke jednak znalazł sposób, by mi to skutecznie utrudnić. Usłyszałem jakiś szelest, po czym coś twardego ugodziło mnie w głowę, odbiło się i spadło na szafkę. Spojrzałem na to. Był to mały, niebieski drops. Zignorowałem tę zaczepkę, jednak już po chwili dostałem drugim, w lewe ucho, a potem trzecim, w prawe.
-Noż do jasnej cholery! – wydarłem się przy czwartym dropsie i obróciłem, w sam raz, by dostać piątym prosto w oko. – Ał!
            Złapałem się za nie, słysząc, jak Uchiha chichocze do siebie.
-Takie to śmieszne? – zapytałem, prostując się. Usta miał pełne dropsów, pokiwał głową, prawie się nimi krztusząc.
            Rzuciłem się na niego, wyrwałem mu paczkę dropsów z ręki, po czym obróciłem je otworem do dołu. Wiedziałem, że to jego ulubione dropsy i uśmiechnąłem się wrednie, patrząc, jak rozsypują się po podłodze, odbijając się i lądując we wszystkich kątach kuchni. Sasu jęknął głośno, ale nie mógł otworzyć ust, bo miał w nich kilka cukierków.
-Ha! – zawołałem tryumfalnie. – Oto zemsta godna Uzumakiegio Naruto!
            Sasu zerknął mi w oczy, a potem parsknął niekontrolowanym śmiechem, jednak urwał, a jego twarz zrobiła się cała czerwona. W następnej chwili zaczął się dusić, pochylając głowę. Chyba jakiś cukierek utkwił mu w gardle. Rzuciłem mu się na pomoc i z całej siły walnąłem go w plecy. Charknął jakoś dziwnie, otwierając usta, a na podłogę spadło kilka oślinionych, niebieskich cukierków.
-Fuuuuj! – zawyłem, patrząc na Uchihę, który oddychał ciężko, wciąż czerwony na twarzy. W oczach miał łzy, a po brodzie ciekła mu niebieska ślina. – Oblechu jeden!
-Ty mnie kiedyś… zabijesz… - wysapał.
            Udałem święte oburzenie.
-Ja?! Ja ci nie kazałem zżerać tyle cukierków na raz?! Zobaczy, co zrobiłeś z moją podłogą! Posprzątaj to!
-Nie – odparł, ścierając ślinę z brody.
-Posprzątaj to! – zawołałem.
-Nie!
-Uchiha!
-Co?
-Posprzątaj to, oblechu! Ja ci nie pluję na podłogę!
            Wywrócił oczyma, wstał i wyszedł z kuchni, by po chwili wrócić ze szmatą do podłogi. Starł niebieską ślinę i do połowy rozpuszczone cukierki i wyniósł szmatę. Wrócił po chwili.
-I co, zadowolony? – zapytał. Splotłem ręce na piersi i opadłem na krzesło.
-Nie!
-Nie?! – zdziwił się.
-Tak! Zasłużyłeś na karę! Zrobisz mi kolację, i nie kanapki! Chcę jajecznicę, na boczku i z cebulą! Migiem!
            Wpatrywał się we mnie dłuższą chwilę. W końcu skapitulował i zaczął przeszukiwać szafki. Obrócił się ku mnie.
-Nie masz żadnej z tych trzech rzeczy – zauważył.
-I co w związku z tym? – zapytałem zgryźliwie, unosząc brwi. Westchnął, sięgnął do kieszeni, po czym wyjął portfel. Zajrzał do środka.
-Robię to tylko dlatego, że sam też bym zjadł jajecznicę – rzekł, a ja uśmiechnąłem się z zadowoleniem. – Zaraz wracam. Ale ty też mi dziś zapłacisz za to wykorzystywanie mnie – zagroził jeszcze i opuścił kuchnię. Kiedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi, odetchnąłem z ulgą. Nareszcie wyszedł. Oparłem się łokciami o stół, ukrywając twarz w dłoniach. Nareszcie miałem chwilę, żeby sobie wszystko przemyśleć. Poukładać, zanim wróci ze sklepu.


pewnie zastanawiacie się, czemu akcja tak pędzi? powiem to tak: koncepcja jest taka, by czytelnika wrzucić już w środek akcji, zacząć jakby od środka przeciętnej historii, a później... a zobaczycie, jak później wszystko stanie na głowie xD. w każdym razie to opo będzie dość długie, pewnie nawet dłuższe niż "Jak dzień i noc". pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Aż miło się czyta, jak sasuke jest taki... ciepły ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Sasuke taki zakochany naprawdę może być utrapieniem;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha! XD cała akcja z dropsami hahaha była zajebista popłakałam się ze śmiechu jak to sobie wyobraziłam XD Sasuke z policzkami jak wiewiórka która napchała sobie orzechów XD hahaha i taka mina "o co chodzi?" xD leże i nie wstaje xD etto, dopiero teraz zauważyłam że przez czytanie tego opowiadania i całej reszty zaniedbuje mojego bloga i nie mam żadnej awaryjnej notki ;-; cholera xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam to chyba 6 raz..kocham to opowiadanie najbardziej na świecie i orzez Ciebie mam fałszywe postrzegania ludzi zakochanych xD

    OdpowiedzUsuń