środa, 19 grudnia 2012

6. Dom Uchihy

Naruto Uzumaki siedział nasiedzeniu pasażera w czarnym samochodzie Uchihy, ściskając przed sobą torbę ze swoimi rzeczami. Nie miał pojęcia, dlaczego się na to zgodził. Nie miał pojęcia, czy może zaufać czarnowłosemu mężczyźnie, czy nie robi największej głupoty w swoim życiu? Nie wiedział, co go podkusiło, by zgodzić się na podróż do domu Uchihy. Nadal się go bał i czuł niepokój, przebywając z nim sam na sam.To prawda, Uchiha uratował mu życie, wtedy, na tamtym chodniku, ale dzięki temu tylko wyrównał ich rachunki. Nie musiał już nic dla Naruto robić, mógł go zostawić i mieć gdzieś to, co się z nim dzieje. Ale nie, Uchiha musiał postawić na swoim!
            Naruto najbardziej bał się, że Uchiha ma wobec niego złe zamiary. Niby obiecywał, niby chciał pomóc, ale Naruto jakoś to nie pasowało.Czego może od niego chcieć jakiś bogaty, rozpieszczony gnojek? Uzumaki nie miał nic, co mógłby zaoferować czarnowłosemu. Nic, prócz siebie samego.
            Właśnie to najbardziej niepokoiło Naruto. Zwyczajnie bał się, że Uchiha założył się z Kakashim, że się z nim prześpi. Albo postawił sobie za punkt honoru zrobienie tego. Niepokoiło go, że był taki uczynny, jakby chciał wzbudzić w Naruto chęć odwdzięczenia się. A jak Naruto miałby mu się odwdzięczyć? Czarnooki już raz mu pokazał, jaki naprawdę jest i czego by od niego chciał. Już go raz upokorzył, zmieszał z błotem i w dodatku prawie zgwałcił. A jeśli ta cała szopka z przeniesieniem się do jego mieszkania to tylko kontynuacja tamtej „zabawy”? Jeśli zakład między nim a Kakashim wciąż trwa? Co zrobi, jeśli w mieszkaniu Uchihy przytrafi mu się coś złego?
            Objął się ramionami, nie wiedząc, co ma robić. Bo istniała także druga strona tego problemu – Naruto naprawdę potrzebował opieki i nie miał do kogo się z tym zwrócić. Nie miał bliskich, rodziców, do których mógłby pojechać czy kumpla, który wpadałby do jego domu, by zobaczyć, co u niego. Nigdy nie starał się z nikim zaprzyjaźnić, co było jego winą. Żyjąc w takim tempie miał niewiele czasu, w szkole z nikim się nie zaprzyjaźnił, nie utrzymywał kontaktów ze starymi znajomymi. Jedynymi osobami, które witały go miło, gdy je odwiedzał raz na kilka miesięcy, były jego wychowawczynie z bidula. Ale one miały co robić z obecnymi wychowankami sierocińca, no i przecież miały też i własne rodziny.
-Jestem – Naruto podskoczył zaskoczony i spojrzał na wsiadającego do samochodu Sasuke. Uchiha rzucił mu na kolana reklamówkę z lekarstwami. – Nie mam pojęcia, czemu zabroniłeś mi płacić kartą…
-Bo wtedy to ty byś zapłacił! –warknął Naruto, który wcześniej niemal siłą musiał mu wcisnąć pieniądze na lekarstwa.
-Pheh – prychnął Sasuke, zapinając pas i ruszając z parkingu przed apteką. – Co się tak jeżysz?
-Bo ty wyluzowałeś aż za bardzo– odparł Naruto, wlepiając spojrzenie w drogę przed nimi. Uchiha zaśmiał się i położył rękę na jego kolanie.
-Spokojnie, przestraszony kotku– powiedział, a Naruto warknął i strącił jego rękę.
-Nie dotykaj mnie!
-Nie dotykam – odparł rozbawiony Sasuke.
-Mówiłeś, że będę bezpieczny! A ty cały czas… - zakrztusił się i zaczął kaszleć, zasłaniając usta. Sasuke wyciągnął rękę i delikatnie poklepał go po plecach.
-W porządku?
-Ta… tak – sapnął Naruto, gdy tylko złapał oddech.
-Musisz się położyć. Dusisz się, gdy tylko się zdenerwujesz, więc się nie złość…
-Złoszczę się na ciebie, bo pchasz się z łap…! – znów urwał, kaszląc. Sasuke tylko westchnął.
            Pół godziny później parkowali już przed apartamentowcem,w którym mieszkał Sasuke. Uchiha wyciągnął z bagażnika torbę Naruto, zarzucił ją sobie na ramię, a potem pomógł wysiąść słaniającemu się na nogach blondynowi.
-Mogę cię wziąć na ręce? – spytał Uchiha szeptem, a Uzumaki spojrzał na niego twardo.
-Lubisz mi dokuczać, co? –zapytał, a Sasuke wyszczerzył zęby.
-Dopiero teraz zrozumiałeś?
-Jesteś idiotą, Uchiha – powiedział Naruto, wzdychając z rezygnacją. Czuł się tak słabo, że nie miał sił kłócić się z czarnowłosym. Chciał zasnąć, było już późno, chyba zaczynał gorączkować.
            Uchiha zabrał go do swojego mieszkania i choć go nie niósł, to i tak przejął na siebie prawie cały ciężar jego ciała. Naruto był muza to wdzięczny – ledwo powłóczył nogami. Kiedy dotarli na miejsce, Naruto nie rozglądał się na boki. Mieszkanie Sasuke przywodziło mu na myśl paskudne wspomnienia z przygody, którą tu odbył. Nigdy, w całym swoim życiu, nikt nie upokorzył go tak bardzo. A znał się na upokorzeniach.
            Sasuke wprowadził go do pokoju gościnnego i posadził na dużym łóżku, stojącym niedaleko okna. Naruto osunął się na poduszki, nie rozglądając się po pomieszczeniu, kręciło mu się w głowie, nie miał sił podnieść rąk i nóg.
-Ej, nie śpij w ubraniach –powiedział Uchiha, grzebiąc w jego torbie. – Spakowałem ci piżamę.
            Naruto mu nie odpowiedział – tak bardzo chciało mu się spać. Sasuke westchnął zrezygnowany i zbliżył się do niego. Ściągnął mu buty z nóg, a potem skarpetki. Gdy złapał za pasek od jego spodni, zawahał się na chwilę.
-Mogę cię rozebrać, nie? –zapytał. Naruto zachichotał półświadomie, co przerodziło się w kaszel i musiał usiąść, by się nie udusić. Sasuke klepał go po plecach póki nie złapał oddechu, a potem poszedł do kuchni po szklankę wody. Gdy Naruto przepił, chwiejnie podniósł się na nogi i sam ściągnął z siebie spodnie i naciągnął piżamę. Pozbył się góry i wsunął pod kołdrę obcego łóżka. Sasuke zebrał jego rzeczy z podłogi.
-Do czego to doszło, żebym robił za pokojówkę – powiedział niezadowolony i zaniósł jego rzeczy do łazienki. Nie było go dość długo, a gdy wrócił, przyniósł ze sobą karton soku, butelkę wody, dwie puste szklanki oraz miseczkę z owocami. – Nie wiem, co mnie podkusiło, by cie tu przytargać… jak mnie zarazisz, to pożałujesz…
            Usiadł przy nim i postawił przyniesione na tacy rzeczy na nocnym stoliku. Położył mu rękę na czole.
-Musisz wziąć lekarstwa, Naruto. Usiądź.
            Naruto usiadł, opierając się o drewniane wezgłowie i spojrzał na Uchihę. Wcale się nie dziwił, że bogate książątko narzeka, ale jakoś nie przeszkadzało mu to. Był chory, więc był bezpieczny, wiedział, że Uchiha nic mu nie zrobi, gdy jest w takim stanie, czarnooki za wysoko cenił sobie własne zdrowie. Sasuke wziął do ręki reklamówkę z lekami i zaczął w niej grzebać. Wyjął te lekarstwa, które Naruto miał wziąć na noc i zaczął mu podawać. Naruto połknął dwie tabletki i grzecznie wypił syrop, a potem znów zagrzebał się pod pościelą.
            Sasuke wyszedł, ale tylko na chwilę. Wrócił z książką, pogasił światła, zapalił lampkę przy jego łóżku i usiadł na podłodze. Otworzył książkę na założonej stronie i zaczął czytać.
-Co czytasz? – odezwał się w końcu Naruto, kiedy lekarstwa go rozgrzały i poczuł się nieco lepiej.
-Książkę – odparł Uchiha. Naruto prychnął.
-To wiem. Jaką?
-Ciekawą – odparł Sasuke. Naruto westchnął. Z nim nie da się dogadać.
-A poczytasz mi? – poprosił. Choć Uchiha siedział tyłem do niego, Naruto niemal zobaczył, jak ten wywraca oczami. Czarnowłosy odchrząknął.
-„Przydarzyło się to w II wieku montanistom, działającym na terenie obecnej Turcji, w wieku XVI - holenderskim anabaptystom, w XVII - sabbatystom z Izmiru czy millerytom w XIX wieku w Ameryce. Trzej psychologowie – Leon Festinger, Henry Riecken i Stanley Schachter - pracujący podówczas na Uniwersytecie Minnesota, usłyszeli o pojawieniu się kolejnej takiej grupy w Chicago i postanowili zbadać…[1]
-Albo wiesz co… – przerwał mu Naruto. – Nie czytaj mi. Nie chcę tego słuchać…
-Jak wolisz – odparł Sasuke i ponownie pogrążył się w lekturze, a Naruto wkrótce potem zasnął.
            Kiedy Blondyn obudził się rankiem, był zupełnie sam w obcym pomieszczeniu. Usiadł, rozejrzał się po ładnie i drogo urządzonym pokoju, pełnym ciemnych mebli i jasnych tkanin, a potem zerknął na stolik przy łóżku. Ładnie poukładane, leżały na nim lekarstwa, kilka książek, sok, woda, owoce, a także szklany klosz, a pod nim kanapki na talerzu. Na kloszu leżała kartka. Naruto wziął ją do ręki.
-Wrócę po 12:00, zjedz kanapki, weź lekarstwa i nie wychodź z łóżka. Podrzucę też Twoje zwolnienie do pracy. Sasuke – odczytał, a potem odłożył kartkę. Nie był głodny, ale wiedział, że jak nie zje, to Uchiha będzie go gnębił, więc wszamał dwie kanapki, wiedząc, że są policzone, a potem zażył leki.
            Leżał sam, nudząc się i wpatrując w sufit, nie wiedząc za bardzo, co ze sobą zrobić. Przez cały czas dużo pił, więc parę razy musiał wstać z łóżka, by udać się do łazienki. Dziwnie się czuł, łażąc tak sobie po mieszkaniu Sasuke. Ogromna przestrzeń, która przez nowoczesny styl, w jakim była urządzona, zdawała mu się chłodna i nieprzyjazna. W mieszkaniu nie było żadnych przyjaznych akcentów, wręcz przeciwnie – panował tu prawie ascetyczny minimalizm, dominowała czerń i brąz, przecinane przez akcenty beżu i bieli. Ostre kanty mebli i kwadratowe dekoracje przyprawiały Naruto o depresję. Czuł się tu źle, było pusto i nieprzyjemnie.
-Zupełnie jak Uchiha – powiedział na głos, gdy szedł do kuchni po szklankę wody, bo ta przy łóżku mu się skończyła. Tak, to mieszkanie idealnie pasowało do jego właściciela. Zimne, paskudne…
-Szkoda, że mieszkania nie mogą być wredne…- wymamrotał, napełniając szklankę wodą z kranu i właśnie w tym momencie szczęknął zamek.
            Naruto obrócił się i spojrzał na wejście. Słyszał kroki, które skierowały się do pokoju, w którym spał, a potem zawróciły. Uchiha, ubrany w czarny płaszcz, pojawił się w kuchni.
-Tu jesteś – powiedział z ulgą, a Naruto spojrzał na niego kpiąco. Napił się wody.
-Myślałeś, że ucieknę?
-Przemknęło mi to przez głowę – powiedział Uchiha, uśmiechając się lekko. Zdjął z siebie płaszcz. – Powinieneś leżeć.
-Woda mi się skończyła.
-Kupiłem – powiedział Sasuke i wyszedł z płaszczem w dłoni. Wrócił bez niego, ale za to z dwiema siatkami zakupów i z jednej z nich wyjął butelkę wody mineralnej. – Wracaj do łóżka, ugotuję obiad.
            Podał mu wodę, a Naruto zabrał butelkę i wrócił do łóżka. Położył się i czekał, przysypiając z nudów.
            Kiedy Uchiha do niego przyszedł, na wpół spał. W każdym razie wiedział, że Uchiha wchodzi do pokoju, niosąc ze sobą jakiś zapach, ale coś mu się śniło i nie chciał tego snu przerywać.
-Naruto – wyszeptał Sasuke, potrząsając nim. Uzumaki podniósł powieki.
-Hn?
-Obiad – szepnął, a Naruto, skołowany, usiadł, rozglądając się dookoła.
-A gdzie ta dziewczyna? – spytał, a Uchiha parsknął śmiechem i popukał go w czoło.
-Chyba nadal w twojej główce – prychnął, pomagając mu usiąść wygodnie. Naruto przetarł pięścią oczy, a potem rozkaszlał się i Sasuke musiał podać mu inhalator. Gdy Uzumaki się opanował, Sasuke dotknął dłonią jego czoła. – Jesteś cały mokry od potu i masz gorączkę…
-Jest za wcześnie… na gorączkę – wymamrotał Naruto.
-A bo gorączka zależy od pory dnia? – Sasuke znów popukał go w czoło. – Zjedz i zażyj leki.
            Uchiha podsunął mu miskę z zupą, tak więc Naruto zabrał się za pałaszowanie. Potrawa była smaczna, jednak nie miał na nią ochoty. Po kilku łyżkach odstawił miseczkę na szafkę.
-Już? – zdziwił się Uchiha, który cały czas przy nim siedział.
-Nie jestem głodny – wymamrotał Naruto i chciał się zakopać pod kołdrą, ale Sasuke złapał go za ramiona.
-Leki! – przypomniał mu. Naruto westchnął, ale pozwolił mu wcisnąć w siebie popołudniową dawkę. Gdy już zażył lekarstwa, osunął się na poduszki i okrył. Uchiha pochylił się nad nim i musnął wargami jego czoło.
-Idę po termometr – powiedział, cofając się szybko. Naruto nie miał sił analizować tego gestu – czy to był pocałunek, czy Uchiha sprawdzał mu gorączkę, nie obchodziło go to. Kiedy czarnowłosy wrócił, znów prawie spał. Pamiętał, że Sasuke włożył mu termometr pod pachę, ale że go wyjął… tego już nie…
            Obudził się, czując ciężar na nogach. Przez chwilę zupełnie nie wiedział, o co chodzi. Usiadł, mrugając i przeczesując spocone włosy. Zakasłał i dopiero po chwili, gdy otarł łzy z oczu, mógł coś zobaczyć.
            W nogach łóżka spał Uchiha, skulony między stosem jakichś książek i notatek. Światło w pokoju było zgaszone, ale na krześle obok łóżka stała zapalona lampka, którą czarnowłosy musiał sobie przyświecać. Naruto przyglądał mu się jakiś czas, a potem ostrożnie wyciągnął spod drania stopy i rozmasował je. Przez chwilę zastanawiał się, od kiedy to Uchiha jest taki opiekuńczy, że pilnuje go, gdy śpi, ale nie doszedł do żadnych wniosków, więc dał sobie spokój. Zamiast tego zwlókł się z łóżka, zebrał z niego książki i notatki Uchihy i zaniósł jena stojący w kącie pokoju stolik, a potem w ogóle wyszedł z pomieszczenia, by udać się do sypialni czarnowłosego. Wrócił z jego kołdrą, nakrył go, zgasił lampkę i po zażyciu leków na noc i ugaszeniu pragnienia, ponownie zapadł w sen.
            Następnego dnia rano czuł się o niebo lepiej, dlatego po zjedzeniu kilku nowych kanapek i zażyciu lekarstw poszedł pod prysznic. Jego samopoczucie poprawiło się jeszcze bardziej, gdy zmył z siebie pot i odświeżył się. Po powrocie do łóżka nie mógł usiedzieć w miejscu, więc po pewnym czasie, owijając się w kołdrę, przeniósł się do salonu, by pooglądać telewizję.
            Uchiha znalazł go oglądającego National Geographic. Naruto zawsze lubił zwierzątka, więc kiedy znalazł program o małych tygryskach, nie mógł nie zobaczyć. A potem był program o wężach, pszczołach i żabach. W tym momencie pojawił się Sasuke.
-Czujesz się lepiej? – zapytał, wchodząc do salonu, a Naruto skinął głową.
-O wiele, nie kręci mi się w głowie i chyba nie mam już gorączki – powiedział, przykładając rękę do czoła. – Tak, zdecydowanie nie mam.
            Sasuke podszedł do niego zdecydowanym krokiem, odsunął jego palce i sam przyłożył mu rękę do czoła. Chwilę nie poruszał się.
-Faktycznie – stwierdził, opuszczając dłoń.– Nie masz już gorączki – spojrzał mu w oczy. – Kupiłem kurczaka, przygotuję go z ryżem.
            Naruto skinął głową, a Uchiha pochylił się, musną wargami jego czoło po czym odszedł szybko w stronę kuchni, zaś czerwony na twarzy Uzumaki wlepił spojrzenie w ekran telewizora.
            Dziwnym trafem czuł się jak szczeniaczek, którego Sasuke sobie trzyma dla własnej uciechy. Nie podobało mu się to uczucie. Cały czas wydawało mu się, że to wszystko, co robi Uchiha, jest jednym wielkim kłamstwem. Naruto obserwował czujnie czarnowłosego, chcąc dostrzec na jego twarzy oznak oszustwa. Był przekonany, że Sasuke najzwyczajniej w świecie się nim bawi, kontynuując zakład z Kakashim. No bo co innego mógłby chcieć od niego bogaty, wykształcony właściciel ogromnej firmy, któremu nic nigdy nie brakowało? Naruto musiał być dla niego kimś w rodzaju żebraka, który naciąga sobie u niego coraz większy dług. Był niemalże pewien, że pewnego dnia Uchiha zażąda od niego spłaty tego długu i Naruto nie będzie miał wyjścia, będzie musiał to zrobić. A jak inaczej spłaci ten dług, jak nie własnym… ciałem…
            Jęknął, kuląc się na wielkiej, wygodnej kanapie w salonie Uchihy. Jeszcze nigdy w życiu nie wylądował w sytuacji tak beznadziejnej, jak ta.



[1]Jakkolwiek strasznie brzmi, książka ta jest szalenie ciekawa i szczerze ją polecam. Robert Cialdini, „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka.”


no, to mamy kolejny rozdział. lekko przeciąga nam się to opo, myślałam, że będzie krótsze, ale zmierzam już ku końcowi xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz