środa, 19 grudnia 2012

Jinchuuriki

Naruto Uzumaki stał nagi w swojej łazience, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Dolna część jego twarzy pokryta była pianką do golenia, w prawej dłoni trzymał maszynkę jednorazowego użytku. Niebieskie oczy, którym koloru zazdrościło samo niebo, oceany świata, a także niebieskie kafelki w jego łazience, promieniowały smutkiem. Naruto Uzumaki nie czuł się zbyt dobrze. Tydzień temu on i grupa skrytobójców ANBU wrócili z bardzo ciężkiej misji. Naruto był ranny i osłabiony poprzez nieustanną walkę, więc trafił do szpitala. Wypisano go z niego dopiero przedwczoraj i przez dwie noce spędzone w domu gorączkował i ogólnie kiepsko się czuł. Dopiero dziś było z nim nieco lepiej, więc postanowił ogarnąć się i zjeść coś lepszego na mieście, bo odkąd wrócił ze szpitala żywił się tylko kanapkami.
            Dokończył golenie, wrócił do sypialni, ubrał się ciepło i wyszedł. Dzień był chłodny i ponury, zbierało się na deszcz. Naruto szedł główną ulicą wioski z pochyloną głową, na którą naciągnął kaptur pomarańczowej bluzy, zmierzając do Ichiraku. Starał się nie zwracać uwagi na ludzi wokół niego, bał się ich tak samo, jak oni jego. Wepchnął ręce głęboko do kieszeni i jeszcze bardziej się zgarbił, przyspieszając.
            Naruto nie lubił Konohy. Nie lubił jej odkąd po śmierci Trzeciego, Hokage został ten parszywy drań, Danzo. Wtedy to Uzumaki został zabrany z drużyny siódmej i trafił na szkolenie do Korzenia. Wytatuowano mu na ramieniu Znak Liścia i przez trzy lata wbijano do głowy, że jest bronią, która ma chronić Konohę przed wszystkim, co złe. Zanim trafił do ANBU, czuł się dobrze. Znalazł przyjaciół, zaakceptowali go oni. Ale to wszystko się zmieniło.
            Szkolenie, jakiemu został poddany i późniejsze misje, na które był wysyłany, jeszcze bardziej pogorszyły wszystko to, co myślano o nim w wiosce. Teraz nie był tylko wyrzutkiem, potworem, odmieńcem. Teraz był w ich oczach przerażającą maszyną do zabijania, o czerwonych oczach, która, zamieniając się w demona, którego w sobie nosił, siała tylko zniszczenie i strach. Takim go widzieli, mimo, że on cały czas walczył za wioskę i za to, by w jej obrębie panował spokój. Ale to już się nie liczyło, bo był Jinchuuriki. Był bronią, istniał po to, by walczyć. Według nich Naruto Uzumaki nie miał żadnych uczuć i nie miał do nich prawa. Najlepiej by było, gdyby zniknął.
            To najbardziej dobijało blondyna. Myśl, że tak naprawdę, to mógłby nie istnieć i nikomu nie zrobiłoby to różnicy. W wiosce było wystarczająco dużo shinobi równie silnych, co on. Poradziliby sobie bez niego. A on mógłby odejść… zniknąć…
            Czasem myślał o ucieczce, ale zbyt dobrze był pilnowany i nie miał na to szans. Raz tego spróbował, chciał zwiać, zostawić Konohę, ukryć się gdzieś i już nigdy nie wrócić. Nieludzka kara, jaka go potem spotkała, wybiła mu z głowy wszelkie takie próby. Był Jinchuuriki, był już na zawsze przywiązany do tej wioski.
            Dotarł do Ichiraku, w którym znajdowało się kilku klientów. Usiadł na jednym z wolnych stołków i ściągnął kaptur z głowy. Siedzący obok niego mężczyzna rzucił pieniądze na ladę i szybko wyszedł, nie skończywszy swojego ramen. Grupka geninów zaczęła pokazywać go sobie palcami, szepcząc coś między sobą, a potem oni również odeszli. W Ichiraku zostały, prócz niego, tylko dwie osoby – właściciel i siedzący przy drugim końcu lady Uchiha Sasuke, z którym Naruto był kiedyś w drużynie. Teraz nawet nie mówili sobie „cześć”.
-To, co zwykle – szepnął do szefa kuchni, nie patrząc na niego. Zawsze starał się przychodzić do Ichiraku w godzinach, kiedy jadłodajnia była pusta. Nie chciał, by szef baru zakazał mu wstępu, bo płoszy mu klientów, tak jak uczyniono to w wielu innych miejscach.
-Dawno cię nie było, Naruto – zagadnął go szef kuchni, kiedy już przygotował mu posiłek i postawił go przednim. Naruto wziął do ręki pałeczki.
-Miałem paskudny tydzień – szepnął Uzumaki, a potem pochylił się i zabrał za jedzenie. Właściwie, to on zawsze miał paskudny dzień, tydzień, miesiąc… Bardzo rzadko spotykały go miłe rzeczy. Nienawidził swoich towarzyszy, nienawidził Hokage, nienawidził całej Wioski Liścia, najchętniej, to by ją zniszczył, zrównał z ziemią, a wszystkich jej mieszkańców poddał straszliwym torturom. Może wtedy zdołałby choć częściowo pokazać im to, jak wyglądało jego życie. Bo jego świat był jednostajną torturą.
            Skończył posiłek, przeprosił szefa kuchni za to, że wypłoszył mu klientów, zapłacił i wyszedł. Ponownie naciągnął kaptur na głowę i ruszył w stronę mieszkania, dziwnie zaniepokojony. Dopiero w połowie drogi zdał sobie sprawę, że jest śledzony. Uchiha Sasuke podążał za nim od samego Ichiraku.
            Postanowił, póki co, udawać, że o tym nie wie, choć serce waliło mu jak młot. Wiedział, że nie bez powodu największy geniusz Konohy podąża za nim i go obserwuje. Czyżby zrobił coś źle? Czyżby Hokage kazał go zabić? Czyżby w końcu Konoha postanowiła się go pozbyć? Przecież to głupota, atakować go w środku Wioski! Taka walka… zginęliby niewinni… nie to, żeby ktokolwiek go obchodził, bo nie miał nikogo bliskiego, ale Hokage powinien o coś takiego dbać…  A jeśli ni chodzi o zgładzenie go, to o co? Wielokrotnie już grożono mu śmiercią, jeśli się nie podporządkuje. Wielokrotnie torturami karano go za niesubordynację. Bólem uczono go posłuszeństwa. Nie spodziewał się niczego miłego. Był pewien, że jeśli Uchiha śledzi go na zlecenie Hokage, to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent po to, by go zabić.
            Starał się stłumić strach. Choć wielokrotnie miał myśli samobójcze, teraz jednak przestraszył się, że miałby zginąć. Zniknąć. Przestać istnieć. Ale z drugiej strony… wtedy skończyłoby się to przeklęte cierpienie i samotność. Byłby wolny, po raz pierwszy w życiu…
            Dotarł na ulicę przy której mieszkał i zatrzymał się. Wokół nie było żywego ducha.
-Czemu mnie śledzisz?! – rzucił głośno. Postanowił zmierzyć się ze straszną prawdą, jakakolwiek by ona nie była. Usłyszał kroki i Uchiha stanął za nim, w pewnej odległości.
-Nie wiesz? – zapytał dość obojętnym tonem. Uzumaki przekręcił głowę, by spojrzeć na niego jednym okiem. Choć jego ciało tego nie zdradzało, panicznie się bał. Wcale nie chciał umierać…
            Uchiha Sasuke stał w odległości pięciu metrów od niego, ręce trzymał w kieszeniach granatowej bluzy z kapturem, prawie identycznej jak ta, którą Naruto miał na sobie. Ubrany był też w czarne spodnie i granatowe buty. Miał przy sobie tylko przyczepioną do tylnej kieszeni spodni kaburę z kunai. Przyszedł zabić? Tak przygotowany?
-Nie wiem – odpowiedział Naruto, napinając mięśnie. Zaatakuje? Użyje sharingan? Co zrobi?
-Hokage spotkał się ze mną przedwczoraj i powiedział, że od nadchodzącego poniedziałku mam z tobą trenować, bo kluczem do kontroli nad Kyuubim jest sharingan – odparł Uchiha, przekrzywiając nieco głowę. – Kazał mi cię do tego czasu obserwować, nie mówił jednak, że z ukrycia. Jest zimno, tak więc idę do ciebie na herbatę – spojrzał w niebo. – Będzie padać.
            Naruto otworzył szerzej oczy, zdumiony. Herbata? Do niego, na herbatę? Ostatni raz, kiedy ktoś go odwiedził… nie pamiętał, kiedy ostatni raz go ktoś odwiedził. To był chyba jego nauczyciel, Iruka… dawno, dawno temu, jeszcze zanim Hokage zabronił im się widywać, twierdząc, że Umino ma zły wpływ na Uzumakiego. Blondyn czasem widywał nauczyciela z daleka i przyglądał mu się, ale nie wolno mu było do niego podchodzić, tak więc nie rozmawiał z Iruką już od jakichś ośmiu lat.
            Wpatrywał się chwilę w Uchihę, a potem odwrócił się i ruszył w stronę swojego domu, słysząc za sobą ciche kroki czarnowłosego. Dotarł pod swoje drzwi i zanim je otworzył, powyciągał z nich wszystkie kunai, jakie w nich tkwiły. Kartki z napisami typu „potwór”, „bestia” i rysunki, przedstawiające jego samego w kałuży krwi, opadły na ziemię. Nie przejął się nimi. Od lat dzieciaki z sąsiedztwa próbowały mu w ten sposób dokuczyć. Najchętniej przetrzepałby im tyłki, ale wiedział, że to on by tego najbardziej pożałował. Otworzył drzwi i wszedł do środka, a Uchiha za nim.
            Poprowadził gościa do kuchni, czując się trochę głupio. W mieszkaniu panował straszny bałagan, jakoś nigdy nie miał ręki do sprzątania. Czasem tylko ogarniał to, co najbardziej rzucało się w oczy, ale ogólnie, to o nic nie dbał.
            Uchiha bez zapytania o zgodę rozsiadł się przy stole, a Naruto, również bez słowa, zabrał się za przygotowywanie herbaty. Z resztą, o czym on – odmieniec, miałby rozmawiać z kimś takim, jak Uchiha Sasuke? Nie ta liga. Uchiha był geniuszem, uwielbianym przez wszystkich mieszkańców wioski, ogólnie znanym i podziwianym. Dziewczyny uganiały się za nim, był lubiany i sławny. I pomyśleć, że kiedyś Naruto miał nadzieję, że staną się przyjaciółmi. Wciąż pamiętał, jak podczas misji na której walczyli z chłopakiem o imieniu Haku, Uchiha zasłonił go własnym ciałem. Naruto lubił to wspomnienie, bo dzięki temu mógł sobie pomyśleć, że kiedyś, przynajmniej przez chwilę, był wart tego, by poświecić za niego życie. Potem jednak przychodził świadomość tego, kim był teraz. Bo teraz to on, z racji, że jego ciało bardzo szybko się regenerowało z powodu mocy Kyuubiego, był wystawiany w najgorszych misjach jako tarcza, zawsze szedł na pierwszy ogień, bo jego życie nie było nic warte.
            Odwrócił się do Uchihy i postawił przed nim kubek z herbatą.
-Ja… ja nie mam nic do tej herbaty – powiedział z wahaniem. Właściwie, to nawet nie miał w domu nic do jedzenia, a nie tylko ciastek. Uchiha wzruszył ramionami.
-Nic nie szkodzi – odparł. Naruto zabrał swój kubek i usiadł na krześle po drugiej stronie stołu. Objął ciepły kubek dłońmi i podniósł go do ust dokładnie w tym samum momencie, kiedy o szyby w jego oknach uderzył ulewny deszcz. Naruto spojrzał w tamtym kierunku. Strugi wody zalewały szklane szyby, pomieszczeniu zrobił się o wiele ciemniej.
-Miałeś rację, pada – powiedział głośno. Nie pamiętał, kiedy ostatnio miał okazję porozmawiać z kimś o czymś innym, niż misja. Czasem zdarzało mu się pogadać z szefem kuchni w Ichiraku albo z kimś spotkanym na misji, kimś, kto nie wiedział, czym jest Naruto.
-Zawsze mam – prychnął wyniośle Uchiha. Naruto skinął głową, nie mając pojęcia, co na to odpowiedzieć. Skoro Uchiha tak mówił, pewnie była to prawda. Naruto pamiętał, że dawno temu lubił się z nim kłócić, ale teraz… Przecież nie miał takiego prawa. Był tylko Jinchuuriki, podczas gdy Sasuke… Sasuke należał do elity. Co by było, gdyby się wściekł? Gdyby to doszło do uszu Hokage? Naruto wylądowałby w areszcie, tak jak za każdym razem, kiedy popełnił jakieś drobne przewinienie. Pomieszczenie dwa metry na dwa, bez okien, ciemno zimno i śmierdzi dwadzieścia cztery na dobę. I tak kilka dni. Kaleczyło umysł równie mocno jak kunai kaleczył skórę.
            Spojrzał w bok, by nie patrzeć w czarne oczy Uchihy. Tamten chrząknął.
-A więc Hokage nie powiedział ci, że będziemy razem trenować? – zapytał rzeczowo. Naruto spojrzał na niego zdumiony.
-Dlaczego? – zapytał.
-Co „dlaczego”? – nie zrozumiał go Uchiha.
-Dlaczego miałby cokolwiek mi mówić? Mi nie mówią takich rzeczy. Ja mam wykonywać rozkazy – tyle lat mu to powtarzano i wbijano do głowy nie tylko za pomocą słów. Miał tylko robić to, co mówią i się niczym nie interesować. Do poniedziałku był cały weekend. Pewnie rankiem ktoś zerwałby go z łóżka i kazał udać się na pole treningowe. Zawsze tak było. Zresztą, zadawanie pytań było złe. Był Jinchuuriki – był nikim, nie powinien się interesować.
            Uchiha przyglądał mu się chwilę. Naruto znów odwrócił wzrok i zapatrzył się na okno. Dziwne to było, siedzieć z kimś i pić herbatę. Tak zwyczajnie. To chyba był jakiś podstęp.
-Więc tobie nie kazano mnie zabić? – zapytał, ale nie spojrzał na bruneta.
-Zabić? – w głosie Uchihy zabrzmiało szczere zdumienie. Naruto odetchnął w duchu, po czym skinął głową.
-Myślałem, że Hokage w końcu uznał mnie za niepotrzebnego i że to ty masz mnie zabić. Tylko – nagle przestraszył się, że Sasuke mógłby to komuś powtórzyć. Jak nic, czekałby go karcer. – Tylko nie mów nikomu, że to powiedziałem! Proszę! Ja… to mi się tylko wymknęło, wcale tak nie…
-Spokojnie – przerwał mu Uchiha. – Nikomu nie powiem. Wyluzuj.
            Naruto skinął głową, ale czuł się dziwnie. Nie mógł wyzbyć się wrażenia, że to wszystko zostało uknute. Po co ktoś taki jak Uchiha miałby tu do niego przychodzić? Pić z nim herbatę? Mówić jak do człowieka? Jak do znajomego?
            Podniósł swoją herbatę do ust i opróżnił połowę kubka jednym łykiem. Znów zerknął na okno. Nadal padało. Wiedział, że Uchiha nie wyjdzie póki deszcz nie ustanie. A może ma go zabić w mieszkaniu? Szybko, może nawet bezboleśnie? W końcu miał sharingan… Nie, przecież powiedział, że nie po to tu jest. Po co miałby owijać w bawełnę, zamiast tego mógłby zaatakować…
-Dziękuję za herbatę – rzekł Uchiha, odstawiając kubek na stół. Naruto skinął głową i wstał, żeby go zabrać i wrzucić do zlewu. Uchiha nie wypił całej herbaty, zostawił na dnie kilka łyków. Naruto wziął jego kubek do ręki, a wtedy Uchiha poruszył się. Przestraszony Uzumaki zareagował instynktownie i odskoczył. Kubek wypadł mu z ręki i całą jego zawartość wylądowała na spodniach Uchihy, który syknął ze złością.
-Co robisz, do cholery?! – nakrzyczał na niego. Uzumaki natychmiast się zreflektował. Złapał za ścierkę i rzucił się do Sasuke.
-W-wybacz, ja nie chciałem –zawołał, klęcząc przed nim i wycierając plamę z jego spodni. – Ja… naprawdę nie chciałem, przepraszam, to było zupełnie niechcący. N-nie złość się, ja naprawdę nie zrobiłem tego spec…
-Spokojnie – już drugi raz Uchiha mu przerwał, tym razem łapiąc go przy tym za nadgarstki drżących dłoni. – Uspokój się, Naruto.
            Uzumaki poderwał głowę i spojrzał mu w oczy. Jak dziwnie, jak inaczej, jak nienormalnie brzmiało jego imię wypowiedziane obcymi ustami.Tak rzadko zwracano się do niego po imieniu. Z całej wioski słyszał je chyba tylko z ust szefa z Ichiraku.
-Ja…
-Nic się nie stało, to tylko plama. Co z tobą? – czarne oczy przewiercały go na wylot.
-C-co ze mną? – nie zrozumiał.
-Jesteś zupełnie inny niż to, jakim cię pamiętam. Przestać być taki nerwowy, naprawdę myślisz, że przyszedłem cię zabić? Przecież jesteśmy kumplami…
-KUMPLAMI?! – wrzasnął Naruto i wyrwał swoje nadgarstki z jego uścisku. Zerwał się na równe nogi i cofnął nieco, patrząc z furią na wpatrującego się w niego Uchihę. Co on mówił? Jak śmiał?! Jakim prawem?! – NIE JESTEŚMY ŻADNYMI KUMPLAMI! OSIEM LAT!!! ZOSTAWILIŚCIE MNIE NAGLE WSZYSCY NA OSIEM LAT!!! ZNIKNĘLIŚCIE, JAKBY WAS NIGDY NIE BYŁO, WSZYSCY NA RAZ ZA JEDNYM ZAMACHEM I ZOSTAWILIŚCIE MNIE SAMEGO!!! A TERAZ MÓWISZ, ŻE JESTEŚMY KUMPLAMI?! PRZYCHODZISZ NA HERBATĘ?! NIENAWIDZĘ CIĘ! NIENAWIDZĘ WAS! NIENAWIDZĘ CAŁEJ TEJ PRZEKLĘTEJ WIOSKI, HOKAGE, TYCH LUDZI, TEGO MIEJSCA!!! TAK BARDZO WAS NIENAWIDZĘ, ŻE MAM OCHOTĘ WAS WSZYSTKICH OBEDRZEĆ ZE SKÓRY, NABIĆ NA PALE I PATRZEĆ, JAK ZDYCHACIE, A POTEM ZETRZEĆ Z POWIERZCHNI ZIEMI CAŁĄ TĘ WASZĄ PIEPRZONĄ WIOSKĘ I WYKREŚLIĆ Z HISTORII CAŁE WASZE ISTNIENIE!!! JA WAS NIENAWIDZĘ I CIEBIE Z NIMI WSZYSTKIMI NA CZELE!!!
            Zamilkł, dysząc ciężko i patrząc w czarne, szeroko otwarte oczy Sasuke. Po chwili się opanował.
-Wynoś się – wycedził przez zęby. – Wynoś się, zanim stracę panowanie nad sobą i gorzko tego pożałujesz. I nigdy więcej tu nie przychodź.
-Naru…
-WYNOŚ SIĘ , DO CHOLERY! GŁUCHY JESTEŚ, WYPIERDALAJ!!! – wrzasnął, wskazując drzwi.
            Uchiha wstał i wyszedł. Trzasnęły frontowe drzwi. Naruto rozejrzał się z furią po pokoju i ryknął wściekle, a potem złapał za stół i cisnął nim ścianę. Mebel rozbił się na kawałki, ale to było za mało, by się wyładować. Dopadł kredensu i zaczął zwalać wszystkie znajdujące się na nim rzeczy. Złość kipiała w nim, nie mógł jej opanować. Jak Uchiha śmiał?! Jak śmiał!?! Po tylu latach… po tych wszystkich latach… po tym, przez co Naruto musiał przejść i znieść zupełnie sam… jak on śmia…?!
            Ryknął na całe gardło i w tym momencie usłyszał dźwięk rozbijanych szyb. Do jego mieszkania wpadł cały oddział ANBU w pełnej gotowości. Ale on już nie panował nad sobą, jego ciało zmieniło się. Miał już kły zamiast zębów, pazury zamiast paznokci, a w jego oczach płonęła szkarłatna żądza mordu. Bez zastanowienia rzucił się w wir walki…

            Siedział pod ścianą, nagi, z dłońmi skutymi nad głową. Oczy miał zasłonięte, nic nie widział. Dygotał z zimna i ze zmęczenia. Mieli barbarzyńskie metody zadawania bólu i chyba najbardziej skuteczne. A on żałował, że się uniósł, ale to było silniejsze od niego. Ta złość go pochłaniała. Nienawiść zżerała go od środka. Nie mógł sobie z tym poradzić, nie mógł nad sobą zapanować. Nienawiść była jak trucizna, demon w nim sączył ją w jego żyły, zatruwał mu myśli, przejmował kontrolę nad jego reakcjami. Nagle chluśnięto mu w twarz kolejnym wiadrem wody.
-Już nie… - jęknął. – Już nie, błagam…
-Powinieneś nauczyć się dyscypliny – usłyszał głos Hokage. Zadrżał.
-Ja wiem, ja przepraszam… -szepnął. To był… chyba czwarty dzień, odkąd tu siedział. Piętnasta taka sesja. Już go złamali, złamali go już dawno, bo przecież to nie byli wrogowie, to byli jego bliscy. Błagał i przepraszał, chciał wyjść. – To już się nie powtórzy… AAAAAAAAAAAAA!!!
            Wrzasnął, gdy po jego ciele rozszedł się ból, gdy potraktowano go prądem. Wygiął się do tyłu, oczy potoczyły mu się do wnętrza czaszki. Po chwili wszystko się skończyło. Opadł na zimną posadzkę, dygocąc.
-Jesteś Jinchuuriki, jesteś własnością tej wioski, jesteś jej bronią i tylko do tego się nadajesz. Ta wioska cię karmi i dba o ciebie, a twoim obowiązkiem jest odwdzięczać się jej i wykonywać rozkazy jej przywódcy. Jesteś Jinchuuriki stworzonym przez nas i dla nas. Gdyby nie my, w ogóle byś nie istniał.
-Rozumiem, tak, ja wszystko rozumiem. Błagam… przecież ja się staram…
            Kolejne wiadro wody, która wpadła mu do ust. Zaczął się krztusić, pochylając nisko głowę. Kilka chwil później znów wrzeszczał, wijąc się z bólu, rażony prądem. Kiedy opadł na posadzkę, z trudem oddychał. On przecież też miał limit, swój własny, bo moc Kyuubiego w nim została teraz zapieczętowana.
-Zabiłeś swojego towarzysza…
-Nie pamiętam… ja naprawdę tego nie pamiętam… ja bym nigdy… ja nigdy…
            Ktoś złapał go za podbródek. Naruto zadrżał, gdy czyjś oddech owionął mu twarz.
-Zaczynasz mnie powoli denerwować – szepnął Hokage. – Nie pozwalam ci się buntować, rozumiesz? Jesteś bronią przeciw wrogom Konohy, a nie przeciw jej mieszkańcom. Jeszcze jedna taka akcja, a cię zabiję, rozumiesz?
-Tak… tak, rozumiem…
            Puścił go, a Naruto skulił się pod ścianą, podkurczając pod siebie nogi. Był zmarznięty, przerażony do granic, zgnębiony i obolały. Trzasnęły drzwi. Został sam. Zwinął się w kłębek, drżąc. Rozpłakał się.

            Kazali mu iść do domu Uchihy, przeprosić go za swoje zachowanie i błagać o wybaczenie. Zbierał się do tego trzy dni, po części dlatego, że  ledwo mógł się ruszać. Bolały go wszystkie mięśnie i znów był chory. Kyuubiego zapieczętowali, bo był jak środek przeciwbólowy i wtedy ich tortury mijałyby się z celem.
            Dotarł do dzielnicy Uchiha i do jedynego zamieszkałego tam domu. Spojrzał na okna. Tylko w jednym z nich paliło się światło. Był wieczór, po pustych ulicach hulał mroźny wiatr. Naruto owinął się szczelniej szalikiem i zbliżył do drzwi frontowych wielkiej posiadłości. Zadzwonił i czekał.
            Sasuke otworzył po dłuższej chwili. Spojrzał na niego ze zdziwioną miną. Uzumaki bez zastanowienia zgiął się w ukłonie.
-Bardzo przepraszam za moje zachowanie ostatnim razem. Poniosło mnie, nie powinienem na pana krzyczeć. Błagam o wybaczenie – powiedział to sucho i bez emocji, tylko dlatego, że mu kazali. Chwilę czekał na odpowiedź, nie podnosząc głowy.
-To najmniej szczere przeprosiny, jakie w życiu słyszałem – rzekł Uchiha, a Naruto zacisnął zęby zezłości – ale i tak je przyjmuję. Wejdź do środka, zimny dziś dzień.
            Zaskoczony Naruto wyprostował się i wszedł do środka, a Uchiha zatrzasnął za nim drzwi. Naruto przyjrzał mu się podejrzliwie. Uchiha ubrany był w luźne, dresowe spodnie i ciemny podkoszulek. Włosy miał w lekkim nieładzie, ale i tak od całej jego postury biła władczość i pewność siebie, jak zawsze.
-Rozbierasz się, czy będziesz tak stał i się na mnie gapił? – zapytał, a Naruto drgnął i szybko zdjął z siebie kurtkę i szalki. Uchiha wziął od niego te rzeczy i powiesił na wieszaku, po czym gestem zaprosił go do kuchni. Tam kazał mu usiąść przy stole. Sasuke podszedł do okna i opuścił rolety.
-Zawsze za tobą łażą? – zapytał, a Naruto skinął głową.
-Zawsze – odparł. Uchiha stanął przy kredensie i zabrał się za krojenie warzyw, czynność, którą Naruto musiał mu przerwać swoim nadejściem.
-Nie masz co się obawiać, na ten dom nałożone jest jutsu antypodsłuchowe, nie to, co w twoim mieszkaniu – Naruto skinął głową. Sasuke zerknął na niego. – Od kilku dni chciałem z tobą pogadać, ale nie było cię w mieszkaniu. Gdzie byłeś?
            Naruto zadrżał i opuścił głowę. Czuł wzrok Sasuke na sobie, ale nie był w stanie się odezwać.
-Gdzie byłeś? – naciskał Uchiha. Naruto pokręcił głową.
-Nie wolno mi mówić – szepnął nieco zdławionym głosem. Poczuł, że Uchiha się do niego zbliża. Czarnowłosy ukucnął tuż przed nim, przyglądając mu się uważnie.
-Powiedziano mi, że byłeś w areszcie. Jak wyglądał ten areszt?
            Naruto ponownie pokręcił głową.
-Nie wolno mi, nie mogę o tym…
            Sasuke złapał go za szczękę i zmusił, by Naruto patrzył mu w oczy.
-Powiedz – rozkazał z naciskiem. Naruto zamknął oczy.
-Proszę cię, ja przyszedłem tylko przeprosić – szepnął błagalnie. – Nie chcę drugi raz wpakować się w kłopoty.
-Przyszedłeś przeprosić, bo ci rozkazali – powiedział Uchiha jakby z lekkim wyrzutem.
-Tak, bo mi kazali. Musiałem – jęknął i wyswobodził się z tego uścisku. Odsunął się nieco od czarnowłosego. – Ja mam tylko wykonywać rozkazy, a… a ja wtedy… ja wtedy pozwoliłem, by demon… -położył rękę na brzuchu i zacisnął palce na swojej bluzie. – I dlatego…
-Wykrzyczałeś mi w twarz, że cię zostawiliśmy… - szepnął Uchiha, opuszczając nieco głowę, by zasłonić oczy grzywką. – Wtedy zrozumiałem, że ty nie wiedziałeś, że dostaliśmy rozkaz, by przestać się z tobą widywać na czas twojego treningu. Próbowałem się z tobą skontaktować parę razy, ale zamknęli mnie na dwa miesiące w więzieniu i nawet Kakashi nie mógł mnie wyciągnąć… a potem ty zniknąłeś na tym trzyletnim treningu… i gdy wróciłeś znów chciałem się z tobą zobaczyć, ale wysłano mnie na rok na misję do Kiri… i dopiero teraz pozwolono mi się z tobą skontaktować… Naruto… - Uchiha spojrzał mu w oczy, a on przełknął ślinę. Nic nie rozumiał? Czemu niby nie mógł widywać się z Sasuke? O co chodziło? – Nie masz pojęcia – szepnął Uchiha i przybliżył się do niego, a potem położył mu dłoń na policzku. Naruto wpatrywał się w niego, a serce łomotało mu w piersi tak głośno, że był pewny, iż Sasuke też to słyszy. – Jak ja za tobą tęskniłem – a potem ciepłe wargi czarnowłosego dotknęły jego ust. Naruto wytrzeszczył oczy. Nie pamiętał, by ktokolwiek, kiedykolwiek dotykał jego twarzy. Nigdy wcześniej też… nigdy się nie całował. Wszyscy w wiosce brzydzili się nim, on sam się sobą brzydził. Miał na rękach tyle cudzej krwi, a w sobie, tam w środku, potwora żądnego tej krwi. Do tej pory myślał, że nikt nigdy nie będzie chciał… że nikt nigdy…
            Usta Sasuke stawały się coraz bardziej łapczywe i Naruto w końcu zareagował, odpowiadając na pocałunek. Jego powieki opadły, a on poddał się uczuciu ciepła, jakiego jeszcze nigdy nie doznał. Czuł, jak po policzkach spływają mu łzy, których nie był w stanie powstrzymać, mimo iż się starał. Sasuke całował go głęboko i namiętnie, a serce Naruto, który wiedziony jakimś instynktem objął go za szyję, dudniło jak szalone.
-Nie płacz – szepnął Uchiha, odrywając się od niego. – Nie płacz… - zaczął scałowywać jego łzy. Tego Naruto nie mógł już znieść. Starał się, naprawdę się starał, ale nie wytrzymał i najzwyczajniej w świecie się rozpłakał, na zmianę całując Uchihę i wycierając swoje łzy, uparcie płynące mu po twarzy. Sasuke pomagał mu w tym, zlizując słony płyn i oddając pocałunki. Ich oddechy przyspieszały z każdą chwilą, a serca waliły jak szalone.
-Cały czas tęskniłem… - szeptał Sasuke. – Nie pozwalali mi się do ciebie zbliżyć… - całował go po szyi, po policzkach, w usta… - Mówili, że to dla twojego dobra… że demon w tobie tego nie chce… że cierpisz, bo on pragnie naszej śmierci… że lepiej jest dla ciebie, jak się nie zbliżamy…
            Naruto słuchał tego, nic nie rozumiejąc. Nie miał pojęcia, co to znaczyło i nie mógł skupić się na słowach Sasuke, bo rozpraszały go jego wargi, wędrujące po jego skórze i coraz bardziej zachłanne. Całe życie tłumił w sobie takie pragnienia, zabijał je w sobie, nie dopuszczał do siebie myśli, że coś takiego mogłoby mu się przytrafić. Dzięki temu jakoś żył,wytrzymywał i nie wariował, choć czasem nie mógł znieść własnych myśli. Teraz to wszystko, co w sobie tłumił, zwaliło się na niego jedną falą. Nie mógł sobie z tym poradzić. Wił się i skręcał pod naporem ust Sasuke, sapał, gdy dłonie czarnowłosego krążyły pod jego koszulką, badając jego plecy i tors, wzdychał,gdy ten gryzł go w płatki uszu i wciąż nie mógł powstrzymać łez, kiedy Uchiha raz po raz powtarzał, że za nim tęsknił i przepraszał go.
            Naruto nie był pewien, jak wylądowali w łóżku. Bodźców było za dużo i były za silne i zbyt intensywne. Sasuke był taki namiętny i gorący. Całował go z pasją, głęboko, długo. Dłońmi pieścił jego ciało, wędrował po nim wargami, by na koniec przenieść się z nimi na jego męskość. Naruto wił się pod nim, jęczał z przyjemności i dyszał, a kiedy uzyskał spełnienie, na chwilę cały świat odpłynął mu sprzed oczu. Dygotał, myśląc, że to koniec przyjemności, ale się pomylił. Chwilę później Sasuke znów zaczął go pieścić,palcami ostrożnie masując jego wejście. Naruto był całkowicie uległy, choć nie do końca wiedział, do czego to prowadzi. Nie miał żadnego doświadczenia w tych sprawach, a żeby nie wariować, nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby… Robił wszystko, by to w sobie stłumić i nigdy, absolutnie nigdy nie pozwolić sobie na fantazje. Jakieś dwa lata temu bardzo przez to cierpiał. Tak bardzo chciał tego, czego nie mógł mieć. Kobiety brzydziły się nim, żadna nie chciała za kochanka niebezpiecznego, żądnego krwi potwora. Mordercę. Odmieńca. Bestię. Jinchuuriki.
            Sasuke dołożył starań, żeby go przygotować, a potem w niego wszedł. Naruto wygiął się, czując go w sobie. Wydawał ciche jęki przy każdym ruchu kochanka i nawet nie starał się ich tłumić. Sasuke najpierw poruszał się ostrożnie, lecz z każdą chwilą i on tracił nad sobą kontrolę, aż w końcu jego ruchy przybrały na sile, stały się szybkie, mocne i chaotyczne. Naruto podobało się to, choć czuł ból, który z każdą chwilą jednak zdawał się zmniejszać, zastępowany przez przyjemność. Próbował nieco zapanować nad sobą,ale Sasuke ponowie go rozgrzał i Naruto znów się podniecił. Wtedy, dodatkowo, Uchiha zaczął pieścić jego członka swoją dłonią, szepcząc mu do ucha słowa, które do Uzumakiego nie docierały. Doszedł pierwszy, a niedługo potem spełnienie w jego wnętrzu uzyskał także i Uchiha. Naruto był śmiertelnie zmęczony. Opadł na poduszkę i zasnął, nie zastanawiając się już nad niczym. Czuł tylko,zasypiając, jak Sasuke głaszcze go po głowie. To było takie przyjemne…

            Powoli wszystko do niego docierało. Ciepło drugiego ciała, znajdującego się pod nim. Zapach potu i innej pościeli, a także czegoś jeszcze. Oddech osoby, na której leżał i jej dłonie, trzymające go w objęciu. Na koniec wspomnienia ubiegłej nocy.
            Leżał, nie myśląc. Nie chciał analizować tego, co się stało, bo bał się wyników tej analizy. Czy to było normalne, że dwóch mężczyzn poszło ze sobą do łóżka? Czy to było właściwe? Czy… zacisnął powieki i po prostu pogrążył się we wspomnieniach Sasuke sprzed lat. Tamten Sasuke był wrednym, zarozumiałym, przekonanym o własnej wyższości gnojkiem. I nadal taki był, ale Naruto odkrył w nim tej nocy przeogromne pokłady namiętności, o które by go nawet nie podejrzewał. Było mu dobrze. Była to jego najwspanialsza noc,nawet jeśli miała być tylko pojedynczą nocą nie do powtórzenia już nigdy.Wiedział, że zapamięta ją na zawsze i że będzie ona tarczą przed całym złem, jakie go otaczało. Czuł się wtedy taki chciany. Czuł czyjeś pożądanie, ciepło,pragnienie… To było niesamowite. A jago własne odczucia… tych nawet nie potrafił opisać.
            Sasuke pod nim poruszył się, a potem chyba się obudził. Naruto nie miał pojęcia, co się teraz wydarzy, dlatego nie poruszał się i nie otwierał oczu. Ciepłe wargi Uchihy musnęły jego czoło, a potem ten ostrożnie się spod niego wysunął, po czym wyszedł z sypialni. Naruto natychmiast otworzył oczy. Szczerze mówiąc, nie miał pojęcia, jak ma teraz spojrzeć w twarz Sasuke po tym, co się stało? Wstydził się i przerażało go to. A co, jeśli Sasuke nie było dobrze? Jeśli on zrobił coś nie tak? A jeśli to podstęp? A co, jeśli…
            Potrząsnął głową, opadając twarzą na poduszkę. Nie powinien tak myśleć. Powinien się uspokoić, uwierzyć. Choć myśl, że mógłby zasługiwać na szczęście od zawsze wydawała mu się chorą abstrakcją, to jednak cały czas w głębi duszy miał nadzieję, że może… kiedyś… raz…
-Nie śpisz już? – usłyszał nagle i poderwał głowę.
            Sasuke, wciąż nagi, stał w wejściu do sypialni z tacką,na której stały dwa parujące kubki, cukiernica i kartonik z mlekiem. Podszedł do niego, postawił tackę na stoliku obok, po czym pocałował Naruto w zdziwione usta, siadając przy nim na łóżku.
-Zrobiłem nam kawę, nie mam pojęcia, jaką pijesz. Posłodzić ci, czy ze śmietanką…?
-Gorzką – odparł, nadal lekko zdziwiony Naruto. Uchiha spojrzał na niego lekko smutnym wzrokiem.
-Myślałem, że się uśmiechniesz– szepnął nagle, przysuwając się do niego. Naruto odsunął się zupełnie odruchowo, a jego serce zaczęło szybciej bić. – Co oni ci zrobili, że już się nie uśmiechasz? – zapytał z bólem Uchiha.
            Naruto nie odpowiedział, bo nie miał pojęcia, co mógłby odpowiedzieć. Albo raczej inaczej, doskonale wiedział, co mógłby powiedzieć,ale nie przechodziło mu to przez gardło. Jak miał się uśmiechać po tym wszystkim? Po tym, co mu robili, do czego go zmuszali? Po szkoleniu w Korzeniu i praniu mózgu, przez które przeszedł? Po misjach, na których tylko zabijał… i zabijał… a potem w snach widział tych ludzi, ich oczy, słyszał ich krzyki…Zniszczyli go. Pozbawili go wszystkiego, co miał i nie dali nic w zamian.Wszystko, co stanowiło esencję jego istnienia, co stanowiło o tym, jaki był, kim był, już nie istniało. Złamali go, roztarli na proch, rozłożyli na części,a potem zbudowali od nowa. Wrak człowieka. Prawie bez uczuć, na skraju załamania,w głębokiej depresji, dręczony myślami samobójczymi. Jak miał się po tym wszystkim nadal uśmiechać?
-Ja – szepnął, patrząc w czarne oczy, które zdawały się być coraz bardziej smutne. – Ja po prostu… nie wytrzymałem… - szepnął i w następnej sekundzie już całował Sasuke, a Sasuke całował go równie mocno i intensywnie.
-Nie zostawiaj mnie już – szepnął, kiedy oderwali się od siebie i Sasuke przytulił go, głaszcząc go pogłowie. – Proszę cię, ja dłużej tego nie zniosę…
-Spokojnie – wyszeptał mu Sasuke do ucha, obejmując go jeszcze mocniej. – Już nigdy nie będziesz sam…

12 komentarzy:

  1. cudowne! Genialnie kreujesz nową rzeczywistość w której łatwo się odnaleźć i zrozumieć, Naru jest tu po prostu świetny aż chce się go tulić i pocieszać.
    lecę do następnego opo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Epickie ! Wszystko ak super opisane! Jestem pod wrazeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To było piękne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szara rzeczywistość uderzyła we mnie i zwaliła z nóg.
    Bo tu, rzeczywistość wylewa się z ram twoich słów, przelewa przez margines bezpieczeństwa, jaki daje m świadomość, że to tylko opowiadanie i zalewa ponurą falą. Doskonale mogę sobie wyobrazić takiego Naruto. Bardzo przypomina mi Sai'a. Pozostała mi jakaś gorzka refleksja po tym tekście.
    Co by się stało gdyby komuś udało się złamać blondyna?
    Świetnie to tu opisałaś. Naprawdę byłam skłonna uwierzyć, że coś takiego miało miejsce.

    Dziękuję
    Seath

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawi mnie jak potoczyły się dalsze losy naszej parki... Jak na to wszystko zareagował Hokage?? Przeważnie opowiadania pozwalają oderwać mi się od codziennej szarości ludzkiego życia ale to spowodowało że poczułam to wszystko jeszcze bardziej... Poczułam jak Ludzie mogą być okrutni i jak łatwo mogą kogoś skreślić... Całe szczęście pojawił się Sasuke i przegonił szarość... Tekst jest bardzo lekki i przyjemny :) bardzo mi się podobał ;) Pozdrawiam cieplutko i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm.. Ogółem fajnie napisane, wczułam się i szczerze przy czytaniu tego one shota zrobiło mi się smutno względem Naruto, ale też na końcówce się wzruszyłam. Jak ktoś tam wyżej napisał - Tekst lekki i przyjemny.
    Jestem nowa na Twoim blogu, przyjaciółka mi poleciła Twoje opki i takie tam i muszę powiedzieć, że postaram się przeczytać każdy opek, one shot i co tam jeszcze wymyślisz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. co tu duzo mowic. po prostu piekne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. CUDKO ^^ Szkoda tylko, że nie ma kontynuacji xD

    OdpowiedzUsuń
  10. To znowu my~
    Ares; Żyje pośród debili.|
    To ty wpadłeś na pomysł by dosłownie wszystko skomentować.
    Ares; Wiem, następnym razem mnie walnij.|
    (*Jeb*) Za późno. Ok... Zaczynając... Naru stłamszony przez strach.... Ja pierdole wyplułam moje żelki! Odkupujesz mi! Mam przez Ciebie koszmary, Ayanami!
    Ares; Pomysł jak zawsze - w 100% oryginal i opis fajny. |
    Ejjj popłakałam sie... To jest zbyt realne dla mnie.
    Ares; Zasmarkała mi koszulke! |
    Młahahaha *złowieszczy śmiech*
    ~Mrina88~ & ~Ares~

    OdpowiedzUsuń