sobota, 16 lutego 2013

13. Jest co świętować



            Otworzył oczy. Dookoła panowała ciemność, a on westchnął ze znużeniem, czując i słysząc, jak burczy mu w brzuchu. Nienawidził tego uczucia, nic nie było normalne, ciąża chyba poprzestawiała pory, w których bywał zazwyczaj głodny.
            Z westchnieniem zwlókł się z łóżka i idąc po omacku przez nieznajomy pokój dotarł do drzwi. Rozsunął je najciszej jak umiał i korytarzem ruszył w stronę kuchni. Tam, jak zawsze u siebie, zapalił światło nad okapem i zajrzał do lodówki. Czemu akurat w nocy musiał być zawsze taki głodny? Poza tym i tak wiedział, że rano wszystko zwymiotuje, więc czemu organizm mu to robił?
-Na co mamy ochotę? – szepnął do dziecka, a potem zachichotał. Oszalał, zaczynał gadać z własnym brzuchem! – Nie ma ogórków… Tatuś Uchiha był w sklepie i nie kupił, drań… hmm… - Zlustrował wzrokiem lodówkę Sasuke, aż w końcu wybrał parówki i musztardę. Wskoczył na kredens, siadając na nim, otworzył słoik musztardy i zaczął jeść. – Będę gruby jak jasna cholera, jak będę jadł w takich porach – westchnął.
            Zjadł trzy parówki i poczuł, że musi się napić. Wygrzebał z lodówki sok pomarańczowy i wypił pół kartonu. Oblizał usta. Powinno wystarczyć, by nie był głodny do rana. Zawrócił i poszedł spać.
            Rankiem obudziła go fala mdłości. Niewiele myśląc zerwał się z łóżka i pognał do łazienki. Odtrącił zdumionego na jego widok Sasuke, który właśnie chciał wejść do kibla, rzucił się do sedesu, padł na kolana i pochylił nad muszlą. Zaraz potem zwymiotował, a jego żołądek skurczył się boleśnie, bo nie miał za bardzo czym wymiotować, parówki zostały strawione.
            Sasuke ukląkł obok niego i Naruto poczuł jego zimną dłoń na czole. Westchnął z ulgą.
-Często tak jest? – spytał Sasuke szeptem, w końcu dopiero drugi raz widział, jak Naruto wymiotuje. Wczoraj spał, skacowany, dupek jeden.
Naruto pokiwał głową.
-Co rano – odparł, oddychając głęboko. – I jak zjem coś normalnego…
-Ramen?
-Nie, mięso. Nie mogę mięsa, mdli mnie od tłustego. Nawet jak pomyślę o tym… - Naruto wzdrygnął się, biorąc głęboki wdech. – Już mi lepiej.
-Przepraszam, że zapomniałem o ogórkach – szepnął Sasuke.
-O ogó… czekaj, słyszałeś w nocy? – zdumiał się Naruto.
-To normalne, że budzę się, jak ktoś łazi mi po domu i gada sam do siebie – powiedział Sasuke wesoło, a Naruto prychnął.
-Nie gadam do siebie, mówiłem do… - Urwał i spojrzał na swój brzuch, rumieniąc się. Sasuke zesztywniał. – Nieważne…
-Więc ogórki? – spytał Uchiha, nadal go trzymając. Naruto przytaknął.
-Tak. Z dżemem. Albo z musztardą.
-Ogórki z dżemem lub musztardą? Teraz to mnie mdli – powiedział.
-I lody – dorzucił Naruto. – Mam straszną ochotę na lody z herbatnikami.
-Chyba znów muszę iść na zakupy – odpowiedział Uchiha takim tonem, jakby miała go rozboleć głowa. Naruto wyplątał się z jego objęć i spojrzał mu w oczy.
-Nie musisz tak wokół mnie skakać, mogę sam iść…
-Naruto, to… dziecko… - powiedział Uchiha z lekkim wahaniem – jest w połowie moje. Tak więc i ja powinienem jakoś o nie dbać.
-Ale ty i tak już dużo zrobiłeś – powiedział zawstydzony Naruto, a Sasuke zmarszczył nos. – No… nie nawrzeszczałeś na mnie. I nie wyparłeś się, nawet jeśli się wczoraj wkurzyłem.
-I według ciebie to jest dużo, tak? – zapytał Sasuke dziwnym tonem. – To czego ty się spodziewałeś, że nie wezmę odpowiedzialności za to, co zrobiłem?
-Nie! – zaprzeczył gwałtownie Naruto. – Tylko… no… ty przecież mówiłeś, że nie chcesz… dzieci. M-myślałem, że no wiesz… że nie zaakceptujesz tego…
            Sasuke wziął głęboki wdech.
-Nawet teraz ciężko mi to zaakceptować – powiedział, a Naruto poczuł silne ukłucie bólu w okolicach serca. – Ale to nie zmienia faktu, że jesteś w ciąży. Że dziecko się urodzi. I że będziemy jego rodzicami.
            Naruto spuścił oczy.
-No tak – szepnął z trudem. Czego się spodziewał? Wyznania miłości?
-Umyj zęby, a ja pójdę po te cholerne zakupy i w końcu będzie w lodówce to, czego ci trzeba. Co zjesz na obiad, na co masz ochotę?
            Naruto zastanowił się chwilę.
-Na kapustę – powiedział w końcu. – I kup picie. Tsunade mówiła, że muszę dużo pić. Oddam ci pieniądze…
-Nie martw się o coś tak trywialnego jak pieniądze, Naruto. Idę się ubrać.
            Sasuke zostawił go, a Naruto podniósł się z podłogi i szybko wyszorował zęby, po czym udał się do kuchni. Słyszał, że Sasuke skorzystał jeszcze z łazienki, zanim wyszedł. Gdy został już sam, nastawił czajnik i zrobił sobie herbaty owocowej.
            Siedząc przy stole zastanawiał się, co będzie dalej. Bo to wszystko tylko wydawało się takie proste, a w rzeczywistości było straszne. Na razie Sasuke chodził wokół niego niczym troskliwy mężuś wokół żonki. Naruto zastanawiał się, jak długo Uchiha to wytrzyma? No bo przecież kiedyś mu się znudzi to skakanie wokół niego i spełnianie wszystkich życzeń. Tak jak dziś, ledwo Naruto mu wspomniał, co mu trzeba, Sasuke już pognał na zakupy. No niby Naruto się cieszył, wcale nie miał ochoty nigdzie łazić, właściwie to cały czas chciało mu się spać. Wczoraj wybrał się do siebie po resztę swoich rzeczy, których nie zabrał Sasuke i jak wrócił, myślał tylko o drzemce. Jego organizm zupełnie się rozregulował – spanie w dzień, jedzenie w nocy, robić się nic nie chce, a jak dzieje się coś złego, to jeb, zamieniał się w pieprzoną fontannę i ryczał jak głupi.
            Wrócił Sasuke, ale nie sam. Nie sam, bo z klonem, i obaj nieśli siatki pełne zakupów. Na ich widok Naruto wytrzeszczył oczy.
-No co ty, jaja sobie robisz?! – zawołał Naruto, widząc ilość zakupów. – Miało być tylko kilka rzeczy!
-To jest kilka – odparł Sasuke, a jego klon zniknął, ledwo położył siatki na stole. – Nie chcę, żeby ci znowu czegoś brakowało.
-Zawsze mógłbym sam iść do sklepu po coś, czego mi trzeba – powiedział Naruto. Sasuke skinął głową.
-Owszem, ale po co? Poza tym teraz możesz swobodnie wychodzić, ale potem… jak będziesz miał brzuch… - Sasuke zarumienił się delikatnie i odchrząknął. Naruto udał, że nic nie widzi. – Naruto, nie pytałem, ale… Chciałbyś powiedzieć innym? Przyjaciołom?
            Uzumaki wytrzeszczył na niego oczy, a potem oklapł na krzesło. O tym nie pomyślał. No przecież niedługo będzie jak na dłoni widać, że to ciąża. Takiego brzucha nie da się z niczym pomylić.
            Sasuke zaczął rozpakowywać zakupy, nie wymuszając na nim szybkiej odpowiedzi.
-Nie wiem – szepnął Naruto po dłuższej chwili. – To takie nienormalne… wezmą mnie za dziwoląga…
-No przestań! – zawołał Sasuke.
-Ale to prawda! – odparł Naruto. – To jest nienormalne! Nie, lepiej nikomu nic nie mówić. Potem coś się wymyśli, ale nikt nie może o tym wie…
            Urwał, bo ktoś właśnie zadzwonił do frontowych drzwi. Naruto zmarszczył nos i spojrzał na Sasuke.
-Spodziewasz się gości? – spytał.
-Niby kogo? – odparł Uchiha. – Nikt prócz ciebie nigdy tu nie przychodził… Zaczekaj…
            Sasuke odwrócił się od ostatnich zakupów i wyszedł z kuchni. Zaciekawiony Naruto podszedł do wyjścia z kuchni i stanął tak, by nie było go widać, ale by wszystko słyszał. Może to była Sakurka z jakąś misją? A może sama Czcigodna Hokage zainteresowała się zdrowiem Naruto?
-Uchiha! – padło wesoło, gdy tylko Sasuke otworzył frontowe drzwi, a Naruto o mało co się nie przewrócił. Znał ten głos!
-Kiba? – zdumiał się Sasuke, a Inuzuka zaśmiał się głośno.
-Słyszałem, że będziesz ojcem! – odparł, a Naruto zachwiał się i oparł o ścianę. Co? Jakim cudem? Skąd Kiba to wiedział?!
-S-słucham? – wyjąkał Sasuke.
-No, nie bądź taki skromny – powiedział Inuzuka, śmiejąc się. – W całej wiosce huczy od plotek! – Naruto poczuł, że robi mu się słabo. – Podobno zapijałeś ostatnio w jakimś barze? Wiesz co, żeby tak obcym ludziom stawiać, a kumplom nie? Właśnie nakręcam imprezę z tej okazji, zapijemy porządnie, ty, ja, Naruto, Shikamaru, Shino… Żeby się syn urodził, nie?! Co ty na to?
-Nie zgadzam się – odparł Sasuke zimnym tonem. Kibę chyba zamurowało.
-No co ty, na pewno się jeszcze nie naświętowałeś! A tak w ogóle, kim jest szczęściara, co?! Ha, ha, jest tu?
-Nikogo tu nie ma! – warknął. – I już na pewno nikomu nie będę stawiał, wynoś się!
-No co ty, to wcale nie o to chodzi! – zawołał Inuzuka w swojej obronie.
-Ta, jasne! – odparł Sasuke. – Wynoś się!
-Ale no co ty, ja tu z gratulacjami…
-Nie są potrzebne, bo nie ma żadnego dziecka! – zawołał Sasuke. – Nie wiem, gdzie ty te plotki usłyszałeś, ale…
-Rozmawiałem z tamtym barmanem, Uchiha! Wiem, że zapijałeś dzieciaka!
-Wynocha! – warknął Sasuke i zatrzasnął drzwi.
            Naruto oparł się o ścianę, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał.
            Sasuke wrócił do kuchni, minął go, a potem zatrzymał się, rozejrzał i obrócił. Gdy spostrzegł Naruto, opartego o ścianę przy drzwiach, jego twarz znów pokryła się lekkim rumieńcem.
-Ty… słyszałeś? – zapytał niepewnie.
-Świętowałeś? – odparł pytaniem Naruto. Sasuke zawahał się, a potem skinął głową. – Ja… myślałem, że ty się spiłeś, żeby… zapomnieć. No bo masz dwadzieścia lat i dzieciaka w czyimś brzuchu! Myślałem, że się nie cieszysz!
            Sasuke pokręcił głową.
-Jak mógłbym? – spytał. – To dziecko będzie Uchiha, rozumiesz? Jeśli urodzi się syn, to przedłuży linię klanu, moje nazwisko. Czy ty wiesz, co to oznacza? Jak mogę tego nie świętować, jak mogę się nie cieszyć? Jak za siedem miesięcy na świat przyjdzie następny Uchiha?
            Naruto gapił się na niego, a potem skinął głową i znów usiadł przy stole. W życiu by się nie przyznał, ale to była najpiękniejsza rzecz, jaką od Sasuke usłyszał. Sasuke… chciał tego dziecka. Cieszył się, choć bardzo dobrze to ukrywał. Nawet świętował! A Naruto cały czas tak się bał, że nadejdzie moment, gdy Sasuke wyrzuci go z tego domu!
-Tylko… przez moją głupotę po wiosce chodzą plotki! – warknął nagle Sasuke, przywracając go do rzeczywistości. Naruto był w takim szoku, że słowa Sasuke z trudem do niego dotarły. – A Inuzuka ma tupet! Przychodzić tak tu…
-Myślę, że wylosował najkrótszą słomkę – odezwał się Naruto, nieco schrypniętym ze wzruszenia głosem. Miał jednak nadzieję, że Sasuke nie zwróci na to uwagi. – Reszta się dowiedziała i chciała kogoś wysłać, by cię namówić na chlanie. I padło na Kibę.
-Za grosz przyzwoitości!
-Sasuke, to ty jesteś aspołeczny – przypomniał mu Naruto. Uchiha wrócił do rozpakowywania siatek. Zerknął na niego.
-Nie wiem, co kogo obchodzi za co piję – powiedział.
-Jesteś Uchiha, całą wioskę obchodzisz! Poza tym to nie dziwne, że się rozniosło, jak tak stawiasz kolejki na prawo i lewo, chwaląc się, że będziesz ojcem…
-Wcale nie… - zaczął Sasuke, ale urwał. Znów miał czerwone policzki i Naruto pomyślał, że to takie słodkie. – No dobra, tylko trochę. Co za brak dyskrecji u tych ludzi!
-Teraz będzie wielkie poszukiwanie narzeczonej… - wymamrotał Naruto, a Sasuke westchnął.
-Póki co nikt się nie domyśli – szepnął.
-Musiałby być szaleńcem, żeby pomyśleć, że to ja. Padnie na Sakurę w pierwszej kolejności, a potem na Ino.
-One pewnie też tu przylecą – westchnął Sasuke, chowając ostatnie mleko do lodówki. Potem stanął przy kredensie i oparł się o niego, splatając ręce na piersiach.
-Ja bym powiedział Sakurce – wymamrotał Naruto nieśmiało, spoglądając z dołu na Sasuke. Ten skinął głową.
-Ja się dostosuję do każdej twojej decyzji – odparł.
-Serio?! – zdziwił się Naruto.
-O ile będzie rozsądna i nie zagrozi dziecku – upomniał go czarnowłosy. Naruto wywrócił oczami.
-Nie miej mnie za totalnego kretyna! – zawołał.
            Okazja do powiedzenia o wszystkim Sakurze nadarzył się już następnego dnia. Naruto i Sasuke spotkali ją w szpitalu, gdy wracali od Tsunade. Naruto obiecał Hokege, że będzie ją często odwiedzał, by mogła być na bieżąco ze stanem jego zdrowia. Wtedy to zaprosili Haruno do domu Sasuke, a gdy wieczorem do nich przyszła, wszystko jej powiedzieli.
            Nazwać szokiem to, co przeżyła Sakura, to mało powiedziane. Najpierw oczywiście im nie uwierzyła i myślała, że robią sobie z niej żarty. Gdy jej wytłumaczyli, że to nie żart, a skrajnie niesamowita prawda, opadła na krzesło, które szybko podsunął jej Sasuke i przez chwilę śmiała się histerycznie. Potem znów weszła w fazę, że w to nie wierzy i przez kilka minut w niej trwała. Ogólnie, godzinę zajęło jej przyjęcie do wiadomości, że Naruto i Sasuke będą mieć dziecko.
            Na wzmocnienie, by im nie zemdlała, Sasuke dał jej kieliszek wódki. Sakura wypiła go jednym haustem, a potem otarła usta.
-Jakim cudem? – wyszeptała.
-Już ci to tłumaczyliśmy – odparł Sasuke niecierpliwie. – My też byliśmy w szoku, ale to prawda. Wtajemniczamy cię, więc mogłabyś okazać zrozumienie.
-Sasuke, ale to jest niemożliwe ze wszystkich względów, jakie tylko istnieją! – wydarła się. – Nie oczekuj, że powiem „świetnie, super, mogę być chrzestną?”
            Sasuke tylko pokręcił głową. Naruto westchnął.
-Już, nie kłóćcie się. Co ja mam powiedzieć, to ja jestem w ciąży – rzekł, na co ci dwoje parsknęli śmiechem.
-Jak się ogólnie czujesz, Naruto? – zapytała Sakura. – Wszystko jest dobrze?
-Tak, Tsunade mam mnie pod stałą opieką, więc jest dobrze. Podobno to normalna ciąża, nic nie dzieje się źle. Sasuke bardzo o mnie dba. Mam spory apetyt nocami, dużo śpię w dzień i jestem trochę płaczliwy, ale poza tym… - Wzruszył ramionami, a Sakura pokiwała głową.
-Czyli faktycznie normalna ciąża – powiedziała. – Masz mdłości?
-Straszne – jęknął. – Zwłaszcza rano.
-A jakieś zachcianki?
            Sasuke parsknął śmiechem.
-Ogórki z dżemem – powiedział, nim Naruto zdążył się odezwać. – I tony herbatników.
-Herbatniki są dobre! – zawołał Naruto.
-Ależ oczywiście – odparł zgryźliwie Sasuke. Sakura zaśmiała się.
            Ogólnie Sakura obiecała, że będzie kolejną osobą, która będzie czuwała nad zdrowiem Naruto. Tak więc obaj odetchnęli z ulgą, ciesząc się, że przynajmniej o to, że coś się złego stanie dziecku, nie muszą się martwić. Tsunade i Sakura był najlepszymi lekarkami w wiosce i pod ich opieką mogło być tylko dobrze.
            Dni mijały powoli, a u nich nic się nie działo. Sasuke brał udział w krótkich, góra dwudziestoczterogodzinnych misjach, przez co Naruto rzadko zostawał sam. A jak Sasuke go opuszczał, to wtedy odwiedzały go Sakura bądź Tsunade. Często też chodził na spacery, głownie do parku, by złapać trochę świeżego powietrza. Dużo sypiał, rano miał mdłości, w dzień niewiele jadł, za to wstawał w nocy, by coś przekąsić i jakoś to się toczyło. Sasuke bardzo się starał, by Naruto czuł się jak najlepiej. Gotował mu wszystko, czego sobie Naruto zażyczył, pilnował go, by nawet nie próbował zrobić sobie kawy, na co Naruto i tak akurat nie miał ochoty, wystarczyła mu herbata owocowa i soki. Raz nawet, jak siedzieli w salonie i oglądali telewizję, a Naruto jęknął, że zjadłby kremówkę, Sasuke wstał i rzuciwszy „jasne” wyszedł z domu, by po trzydziestu minutach wrócić z kilkoma cholernymi kremówkami w ładnym pudełku. Naruto był w szoku, z którego długo nie mógł się otrząsnąć. Postanowił kiedyś sprawdzić, co jeszcze Sasuke dla niego zrobi, na przykład, czy jak Naruto zerwie go o północy i powie, że koniecznie musi zjeść paczkę chipsów, to Sasuke mu po nie pójdzie? Zrobiłby coś takiego? Na pytanie, czemu poszedł po tę kremówkę Sasuke odpowiedział, że Naruto i tak się męczy, wymiotując tak wiele rzeczy, że jak już ma na coś ochotę, to powinien to dostać. Takie wytłumaczenie mu się spodobało, więc się nawet podzielił z draniem swoimi kremówkami, ale i tak większość była jego.
            Czasem dopadały Naruto depresyjne myśli, szczególnie wieczorami, gdy Sasuke był na misji. Wydawało mu się, że to wszystko nie ma sensu. No bo… żyli z Sasuke jak żyli, bardziej jak dwaj kumple-współlokatorzy, niż rodzina. Ogólnie nie było źle, Sasuke bardzo się starał. Ale Naruto i tak czuł się samotny i tylko cicho wzdychał do czarnowłosego, żałując czasem, że jednak zrezygnował z bycia dziewczyną. Sasuke dbał o niego, bo Naruto nosił ich dziecko, ale mimo wszystko go nie kochał.
            Tego wieczoru nie czuł się najlepiej, siedząc samemu w domu. Deszcz walił o szyby, a on znów miał coś w rodzaju… depresyjnego nastroju. Odkąd zamieszkał w tym domu minęły dwa tygodnie. Dwa tygodnie mieszkania z Sasuke, dwa tygodnie wspólnych obiadów i kolacyjek, rozmów, kilka drobnych sprzeczek, głownie o bzdury, bo przecież obaj od zawsze się kłócili. I nic się nie wydarzyło. Sasuke ani razu nie dał sygnału, że jednak mógłby zignorować fakt, że Naruto jest facetem i stworzyć z nim rodzinę dla ich dziecka. Naruto chyba musiał się pogodzić faktem, że Sasuke go nie kochał.
            Nie mogąc znieść tych myśli, położył się wcześniej spać. Jednak ledwo udało mu się zasnąć, został obudzony przez coś dziwnego. Uchylił powieki i ku swojemu zdumieniu zobaczył stojącego nad sobą Sasuke, trzymającego poduszkę w dłoniach.
-Sasuke? – zdziwił się, patrząc w oczy przyjaciela. Lecz nagle mina mu zrzedła, bo Sasuke miał aktywnego sharingana.
            Naruto przestraszył się i chciał się zerwać z łóżka, ale ciało odmówiło mu współpracy. Mógł tylko leżeć i patrzeć na Uchihę, który uśmiechał się do niego okrutnie.
-Naprawdę myślałeś, że chcę tego bachora? – zapytał, a Naruto poczuł, jak robi mu się słabo. Wiedział. Od początku wiedział, że Sasuke nie chce tego dziecka! – Głupiego bachora, który będzie Uzumaki?!
            To powiedziawszy, Sasuke pochylił się nad nim i przycisnął mu poduszkę do twarzy.
-Nieeeee!!!
            Naruto zerwał się do siadu, szarpiąc się. Coś pochwyciło go za ręce, ale przez łzy nic nie widział. Zaczął machać rękami, lecz silny uścisk cały czas tłumił jego ruchy.
-Naruto?! – usłyszał. – Naruto, uspokój się!
            Naruto zamrugał i spostrzegł siedzącego przed sobą Sasuke, który trzymał go za nadgarstki. Wokół było ciemno, była noc…
-Nie! – jęknął Naruto. – Nie, nie rób tego! Puść mnie!
-Naruto, co się stało?! – pytał Sasuke, a Naruto zaczął się szarpać, krzycząc. Sasuke nie mógł próbować zabić ich dziecka, nie mógł! Przecież mówił, że się z tego cieszy!
-Nie, nie zabijaj go, zostaw, zostaw! Nie zabijaj go!
-NARUTO!!! – wrzasnął nagle Sasuke, aż blondyn podskoczył. Zamarł, zdezorientowany, a Sasuke odetchnął głęboko i zajrzał mu w oczy. – Hej, wszystko w porządku?! – zapytał łagodnie.
-Uuuuuu! – zawył Uzumaki, próbując wykręcić ręce z jego uścisku. Sasuke nie puszczał go jednak. – Jak mooooogłeś?!
-Co mogłem? – zapytał zdezorientowany Sasuke.
-Jak mooooogłeś ch-chcieć za-zabić na-nasze dzieckoooo?! – wychrypiał Naruto. – Jak mooooogłeś?!
            Sasuke chwilę się nie poruszał, a potem się otrząsnął.
-Co ty mówisz, Naruto? – zapytał. – Nikogo nie chciałem zabić. Dopiero co wróciłem z misji, wziąłem prysznic i szedłem do łóżka.
-Chciaaałeś! Próbowałeś je zabić! – Uzumaki nie dał nic sobie przetłumaczyć. Sasuke westchnął, a potem jednym ruchem przyciągnął go do siebie i mocno przytulił. Naruto w pierwszej chwili się szarpnął, ale gdy Sasuke go przytrzymał, nie wytrzymał i rozpłakał się w jego ramię. Nie mógł uwierzyć, że Sasuke chciał to zrobić?! Jak mógł?!
-To tylko sen – szepnął mu Sasuke do ucha. Naruto jęknął.
-T-taki realistyczny! – zawył. – Chciałeś u-udusić mnie poduszką!
-To tylko sen – powtórzył Sasuke. – Nie bój się,  nigdy bym nie zrobił nic złego ani tobie, ani dziecku, Naruto. Usłyszałem jak krzyczysz i przyszedłem zobaczyć, co się dzieje. Wróciłem z misji. Nigdy bym nie skrzywdził naszego dziecka.
            Ale Naruto, jak już zaczął płakać, tak nie mógł się uspokoić. Po prostu musiał wypłakać się do końca. Nagle, nim jeszcze skończył swój koncert poczuł, że unosi się w powietrzu. Przerażony otworzył załzawione oczy. To Sasuke wziął go na ręce.
-Co… co ty robisz?! – zawołał Naruto, nie mając pojęcia, co się dzieje.
-Zabieram cię do siebie – odparł Sasuke.
-A-ale po co? – zdumiał się Uzumaki, obejmując jego szyję. Dopiero teraz się zorientował, że Sasuke nie ma na sobie koszulki. Wcześniej był zbyt zajęty płaczem, by zauważyć, że się wypłakuje w jego nagi tors.
Sasuke ruszył ku swojej sypialni z nim na rękach.
-Ponieważ widzę, że nawet na chwilę nie możesz zostać sam – odparł Uchiha.
-Ale mi nic nie jest! – protestował dalej Naruto. Czuł się tak głupio, że mógłby zapaść się pod ziemię. Sasuke zniósł go do swojej sypialni, po czym posadził go na łóżku i sam usiadł obok.
-Wiem, że nic ci nie jest. Ale masz koszmary i wyjesz w nocy, nie będę się do ciebie zrywał i biegł przez cały korytarz, żeby sprawdzić, co się dzieje – powiedział Sasuke. Naruto spłonął rumieńcem.
-Nie musisz – szepnął. – Mi by przeszło. Nic by się nie stało, gdybym sobie trochę popłakał…
            Sasuke pokręcił głową.
-Twoje samopoczucie jest najważniejsze – szepnął. – Lepiej zostań ze mną, jak coś, to cię uspokoję. No, kładź się. Dziś pójdziemy spać razem.
            Sasuke uchylił mu kołdrę, a gdy Naruto się położył, Uchiha przeszedł na drugą stronę łóżka i ułożył się obok niego. Jego ręce zaraz otuliły Naruto, a sam Sasuke przylgnął do jego pleców.
-Lepiej? – spytał szeptem, a Naruto, z mocno bijącym sercem, przytaknął.
-Lepiej – odszepnął słabym głosem. W ramionach Sasuke było o niebo lepiej.

3 komentarze:

  1. Jeju Sasuke jest taki kochany :c tak sie o niego troszczy i jest taki meski jednoczesnie <3 Naruto ma farta *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. to chyba jedno z nielicznych opo w których sasuke jest taki wspaniały

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja cię zabije! Wiesz jak serce mi waliło?! I nadal nie mogę uspokoić oddechu i jest mi gorąco.. Wszystko przez ten sen Naru ;-; *oddycha głęboko*

    OdpowiedzUsuń