-Naruto, pora wstawać! – mówił Uchiha
natrętnym głosem. – Naruto, musimy ruszać…
-Odczep się, Uchiha! Więcej z tobą nie
piję, śniło mi się, że jestem kobietą!
Nastała
chwila ciszy.
-Ale Naruto… to nie był sen…
-CO?! – Naru zerwała się do pozycji
siedzącej, jednak zanim zdążyła cokolwiek zobaczyć, jej czoło z impetem zderzyło
się z czołem nachylającego się nad nią Sasuke. Oboje w tym samym momencie
zawyli z bólu. Naru opadła na poduszkę, trzymając się za głowę, a Sasuke skulił
się gdzieś w nogach łóżka.
-Ała… - wyjęczała, dotykając swojego
czoła. – Przepraszam! Sasuke, nic ci nie jest?
Zerknęła
na niego jednym okiem. Masował sobie czoło, kręcąc głową.
-Nie ważne, w jakiej jesteś postaci,
bezmyślność to ci już na zawsze zostanie – stwierdził, a ona nabrała powietrza
w płuca, oburzona.
-Draniu! – zawołała. – Nie obrażaj mnie!
Sasuke
prychnął.
-Wstawaj i ubieraj się, musimy ruszać,
jeśli chcemy dotrzeć jutro do wioski. Zobaczymy, co na tę zamianę powie Hokage.
Może ona będzie umiała to odkręcić?
-A co, nie podobam ci się taka?! –
obruszyła się, potrząsając głową, bo odgarnąć włosy z twarzy. Sasuke przyjrzał
jej się.
-Kwestia tego, czy mi się podobasz czy
nie podobasz nie jest tu ważna – powiedział poważnie. – Jesteś Naruto,
pamiętasz?
-Póki co, to jestem tylko Naru –
powiedziała zła. – Więc tak masz się do mnie zwracać.
-Jak sobie życzysz – prawie warknął,
wstając. – Podnoś się i pakuj. Potem zejdziemy coś zjeść i się wymeldować. Raz,
raz!
Wstała
z łóżka i obrażona, zebrała swoje rzeczy i poszła się ubrać w łazience. Co za
drań! Jak on ją traktował, podły! Okropny, wstrętny, zimny, głupi Sasuke!
Przebrała
się szybko w jasną bluzeczkę i dżinsowe spodenki. Ta część kraju była gorąca,
dopiero w pobliżu Konohy będzie musiała cieplej się ubrać. Kiedy wyszła z
łazienki, pokój, w którym nocowali był już ogarnięty. Szybko zebrała swoje
rzeczy, żeby Uchiha nie musiał jej ponaglać i razem z nim zeszła na dół. Sasuke
zwrócił klucz i zapłacił, po czym poszli coś zjeść do hotelowego baru. Ona
zamówiła ramen, Sasuke szaszłyki, kupili także prowiant na drogę. Zjedli
szybko, nie rozmawiając. Jej złość już przeszła, ale Sasuke nad czymś
rozmyślał. Widziała to po zmarszczce na jego czole. Oczy miał jak zwykle bez
wyrazu, zachowywał się normalnie, ale ta mała zmarszczka między jego brwiami świadczyła,
że coś go trapi i że nie należy mu przeszkadzać.
W
końcu skończyli jeść i wyszli na zewnątrz. Sasuke szedł pierwszy, a ona tuż za
nim, przyglądając się jego szerokim plecom. Kurczę, kiedyś sama miała takie
gabaryty, a teraz… Teraz, to ona nie miała pojęcia, co o tym wszystkim myśleć.
Sama czuła, że jest inaczej niż wtedy, kiedy była chłopakiem. Denerwowała się
na Uchihę, ale był to inny rodzaj zdenerwowania, bo i jego uszczypliwe
komentarze były dla niej jakieś inne. Bardziej… bardziej się nimi przejmowała,
bardziej ją dotykały. Wcześniej, przed zamianą, odwdzięczała mu się takimi
samymi uszczypliwościami, a teraz… obrażała się, bo nie miała pojęcia, co mu
powiedzieć, a on traktował ją tak, jak kiedyś. Chyba się starał, tylko że…
Westchnęła,
przyspieszyła i zrównała się z nim. Właśnie przekraczali bramę miasta.
-Sasuke – odezwała się, ale on nawet na
nią nie spojrzał. Jego mina znów niczego nie wyrażała.
-Tak? – zapytał tylko.
-Przepraszam cię za te wszystkie fochy. Już
nie będę – wlepiła w niego błagalne spojrzenie. Dopiero teraz na nią zerknął. Zaśmiał
się.
-Nie ma sprawy – powiedział, wywracając
oczyma. – Wydaje mi się, że z każdą minutą wracasz do normy. Chyba każdy by był
rozdrażniony, gdyby coś takiego go spotkało. Ja pewnie też.
-Tylko, że to mnie zawsze spotykają takie
rzeczy – poskarżyła się, a Sasuke zaśmiał się ponownie i włożył ręce do
kieszeni. Był to jednak normalny odruch, bo zwykle chował dłonie w ten sposób
po to, by ukryć, że zaciska je w pięści. – Nawet nie wiesz, jak dziwnie się
czuję! A to dopiero drugi dzień. A mam przecież wytrzymać tak cały rok!
Uchiha
wyjął rękę z kieszeni i pogłaskał ją po głowie, już któryś raz uczynił ten
gest, ale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Podobało jej się, że to
robił.
-Naprawdę mi przykro, że tak się stało –
powiedział. – Nie wiem, jak ci pomóc, Naruto.
Skinęła
głową, uznając, że konflikt między nimi został właśnie zażegnany.
Jakiś
czas szli w milczeniu, dopiero po pewnym czasie nawiązała się między nimi
zwyczajna rozmowa, aż w końcu doszło do tego, że zaczęli się przedrzeźniać,
tak, jak dawniej. Jej już to nie przeszkadzało i nie brała do siebie
uszczypliwości Uchihy, tylko odpłacała mu się tym samym. Przepychali się i
wygłupiali, ale z tym był już problem, bo jak się okazało… Sasuke był
silniejszy! Kiedyś, przed zamianą, była w stanie wepchnąć go dla żartów do rowu
kiedy tylko chciała. Teraz nie mogła go nawet ruszyć z miejsca, co Uchihę
wyjątkowo ucieszyło, zwłaszcza, kiedy okazało się, że również wolniej biega, co
odkryli, kiedy obraziwszy go, zaczęła wiać, a on dogonił ją już po kilku
sekundach i złapał. Nie była w stanie się mu wyrwać i dopiero prośbami i
obietnicami, że będzie grzeczna, wyżebrała wolność. Oczywiście, kłamała.
-To babskie ciało jest beznadziejne –
narzekała, poprawiając ubranie, kiedy szli już spokojnie. Sasuke wyglądał na
zadowolonego, co bardzo jej się nie podobało. Co za drań, w końcu naprawdę stał
się silniejszy! Ale ona jeszcze znajdzie sposób, by mu odpłacić pięknym za
nadobne za te jego chwilowe puszenie się. Nie pozwoli, by Uchiha był silniejszy
od niej! Nie mam mowy! – A tak w ogóle, to ciekawe, jak się zmieniłam jeśli
chodzi o siłę…? - Złożyła dłonie w pieczęć. – Kage Bunshin no Jutsu! –
zawołała.
Obok
niej pojawił się klon, dokładnie taki sam, jak ona. Wyciągnęła rękę i razem
utworzyli Rasengana.
-No – powiedziała z zadowoleniem, patrząc
na swoją technikę, kiedy klon zniknął. – Tu przynajmniej nic się nie zmieniło.
Jestem tylko trochę słabsza fizycznie. – Odwołała jutsu i spojrzała na Sasuke.
– Pomożesz mi w treningu, nie? Nie mogę być taka słaba!
-Oczywiście, kiedy tylko będziesz chciała
– odpowiedział. Naru spojrzała na niego zmrużonymi oczyma. Był zbyt miły! A to
było już przegięcie.
Nie
odezwał się jednak, a Sasuke też już nic więcej nie powiedział. Koło południa
zatrzymali się na obiad i zjedli kanapki, które zakupił Sasuke, nawet nie
rozpalając ogniska. Chwilę odpoczęli i z powrotem wyruszyli. Dla Naru droga strasznie
się ciągnęła i czuła się trochę zmęczona, ale w życiu by się do tego nie
przyznała. To ciało nie było tak wytrzymałe jak jej poprzednie, ale zaciskała zęby
i szła. Naprawdę będzie musiała popracować nad kondycją.
Wieczór powitała z
radością, choć podróż z Sasuke, sam na sam, nie była wcale taka straszna.
Uchiha miał nawet dobry humor, co było dość dziwne, bo przecież rankiem go
trochę wkurzyła. Ten jednak chyba stwierdził, że czuła się po prostu
zdezorientowana, co było absolutną racją. Teraz jednak, po całym dniu w tym
ciele stwierdziła, że jakoś da radę. Nie było tak źle. Panowała już nad
emocjami i nie miała zamiaru ryczeć jak głupia z byle powodu. Ponadto przestała
przejmować się uszczypliwością Sasuke, teraz ją to wręcz bawiło i zaczynała być
sobą – Naruto, choć i tak dziwnie brzmiało, kiedy myślała o sobie jako o
facecie, więc wolała skrócić to imię do bezpieczniej brzmiącego „Naru”.
Kiedy się zatrzymali, Sasuke
kazał jej usiąść i odpocząć, a sam wziął się za rozpalanie ognia. Naru usiadła
z boku, przyglądając się, jak krząta się dookoła niej. Uznała ten dzisiejszy
dzień za święto, no bo przecież normalnie, to Sasuke by ją zaraz zagonił do
pracy. Ten jednak sam rozpalił ognisko i sam, z własnej woli, bez kłótni,
zabrał się za gotowanie. To znaczy, i tak to on zawsze gotował, bo Naru nie miała
o tym zielonego pojęcia, ale żeby tak bez draki ten drań zaczął pracować? A
gdzie zwykła kłótnia o to, kto pójdzie po wodę? Gdzie rzucanie w siebie
śledziami przy rozstawianiu namiotu? Gdzie wrzaski, krzyki i błagania podczas
gotowania?! Zachowanie Uchihy był stanowczo zbyt nienormalne. Coś tu
śmierdziało, a ona nie wiedziała, co?! Może Uchiha oberwał rykoszetem w tym
całym życzeniu? Nieee… Niemożliwe, nie prosiła o to, by i on się zmieniał…
-Eeee… Uchiha, nie, żebym się domagała,
ale czemu ja siedzę, a ty robisz wszystko sam? – zapytała, bo zżerała ją
ciekawość. Cały czas obserwowała go bardzo uważnie.
-Bo jesteś zmęczona. Ta zamiana nie
wpłynęła dobrze na twoją kondycję – powiedział złośliwie, a ona oburzyła się,
ale tylko na żarty, bo faktycznie ledwo stała na nogach i cieszyła się, że
Sasuke to zauważył.
-Eech, tak, to ja mogłabym zawsze –
zaśmiała się i rozwaliła wygodnie na trawie, patrząc w niebo. Powoli ciemniało
i pojawiały się już pierwsze gwiazdy.
-Nie przyzwyczajaj się lepiej –
powiedział Sasuke, zajęty rozkładaniem ich namiotu. – Taryfę ulgową owszem,
masz, ale tylko na czas tej podróży, a ona kończy się jutro. – Czarne oczy
Sasuke spojrzały na nią. Usiadła na trawie, a potem wstała i przyłączyła się do
rozkładania namiotu.
-Nie chcę żadnej taryfy ulgowej, no co
ty! Masz mnie za… mięczaka?!
-No… - cmoknął Uchiha, zastanawiając się
nad określeniem. – Za małą, bezradną blondynę…
-Hej! Przestań dokuczać mi z powodu
wzrostu! – wykrzyknęła, zaciskając pięści. Parsknął.
-Przestanę, jak doskoczysz – zadrwił z
niej, unosząc swoją rękę wysoko nad jej głowę. Nawet gdyby stanęła na palcach,
nie udałoby jej się dosięgnąć. Faktycznie, musiałaby skakać.
-Drań! – krzyknęła i rzuciła się na
niego, jednak refleks Uchihy, to refleks Uchihy, tak więc nie zdziwiła się,
kiedy ten odskoczył i zaczął uciekać. – Stój, bo jak cię dorwę…!
-To co, Naru?! Hah! Teraz twoje groźby są
bez pokrycia!
-Draniu! Zatrzymaj się! Ugh, po co ja cię
gonię?! – zatrzymała się. – Kage Bunshin no Jutsu! – krzyknęła, składając
dłonie w pieczęć. Wszędzie zaroiło się od jej klonów, które okrążyły Uchihę.
Ten rozejrzał się dookoła i spojrzał wprost na nią czerwonymi oczyma.
-Jeeeej, polana pełna seksownych
blondynek! Zdjął mnie strach! – Jego głos ociekał sarkazmem. Widać podobało mu
się dogryzanie jej z powodu zmiany, jaką przeszło jej ciało. Co za dupek! Wcale
nie była słaba i miała zamiar to udowodnić!
-Zaraz zetrę ci ten kpiący uśmieszek z
tej paskudnej gęby, Uchiha – powiedziała, a on uśmiechnął się jeszcze bardziej
drwiąco. – Odwołasz to, co powiedziałeś na mój temat! To, że się trochę
zmieniłam wcale nie znaczy, że nagle stałeś się ode mnie silniejszy!
-Naru, ja zawsze byłem silniejszy!
-W twoich snach!
-W moich snach to ty kiedyś szorowałeś
podłogi w mojej rezydencji! Teraz, to ty najwyżej możesz zostać pokojóweczką!
-Zapłacisz za to, Uchiha!
To
krzyknąwszy, wszystkie klony rzuciły się na Sasuke. Patrzyła, jak walczą,
czując pewien rodzaj satysfakcji płynącej z tego, że wcale nie radziła sobie
tak źle, jak przypuszczała i jej klony nawet dawały radę. Widać było, że Uchiha
potraktował tę walkę poważnie, choć uznała, że mógłby obchodzić się mniej
brutalnie z jej kopiami. Patrząc, jak sprzedaje im precyzyjnie wymierzone
ciosy, posyłając jej chakrę w eter, zastanawiała się, czy faktycznie dałaby radę
go pokonać? Chyba nie… nie teraz. Ale w przyszłości… Przeklęty Sasuke!
Ponadto
było też jeszcze coś, co ją cieszyło. Nie zmieniła się z charakteru, nadal była
„nadpobudliwa” i skora do bitki, co jej się podobało. Była w końcu shinobi i
miała zostać Hokage! Głupie życzenie nie mogłoby tego przekreślić!
Sasuke
pozbył się ostatniego klona i spojrzał na nią płonącymi czerwienią oczyma. Na
jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Chyba odkrył, że nadal może mieć w niej
sparingpartnera. Prychnęła i obróciła się, zamiatając włosami.
-Pheh, szkoda na ciebie psuć fryzurę! –
fuknęła wyniośle.
-Co?! – usłyszała za sobą nieco wyższy
niż zwykle głos Uchihy. – Uzumaki!
Nie
spojrzała na niego, tylko ruszyła w stronę namiotu. Nie zdążyła jednak zrobić
nawet dwóch kroków, kiedy dopadł ją i zatrzymał. Splotła ręce na piersiach.
-Co jest? – zapytała.
-Od kiedy to oddajesz walkę? – Zmrużył
oczy.
-Nie widzisz? Już wróciło do mnie
doświadczenie od klonów. To ciało jest zupełnie inne. Mam krótsze ręce, krótsze
nogi, jestem lżejsza i w dodatku wolniejsza! Nawet cię nie zadrapałam! –
poskarżyła się, a on wybuchnął śmiechem. – Nie śmiej się ze mnie! –
wykrzyknęła. Opanował się w trudem.
-Wybacz, Naru – mruknął, znów głaszcząc
ją po głowie. Odtrąciła jego dłoń. – Po prostu jesteś taka śmieszna…
-Uważasz, że jestem śmieszna?! – oburzyła
się piskliwym głosem.
-W pozytywnym znaczeniu. Zawsze tak… a byłaś.
Patrzyła
na niego chwilę, a on patrzył na nią z lekkim uśmiechem na twarzy. W końcu
parsknęła śmiechem i stuknęła go w ramię.
-Dobra, zaczniemy trenować i zobaczysz,
skopię ci dupsko!
-Jasne – zakpił i zgarnął ją ramieniem w
stronę obozowiska. – Zjemy kolację i idziemy spać. Jak wyruszymy jutro z samego
rana, po południu będziemy już w Konosze.
Jęknęła.
-Jak ja się tak pokażę w wiosce? – Oklapła
przy ognisku, patrząc na smętnie płonący ogień, który wcześniej rozpalił
Uchiha. – Przecież wszyscy będą się ze mnie śmiać!
-Nikt by nawet nie śmiał, Naru –
powiedział Sasuke, zabierając się za szykowanie kolacji. – Nie martw się, może
to działa na podobnej zasadzie, jak jutsu. Może Tsunade coś wymyśli?
-Myślisz, że jak Niko nie wiedziała, to
Tsunade będzie…
-A kim jest Niko? – zapytał Uchiha,
unosząc jedną brew. – To zwykła kapłanka, nie jest shinobi, co ona może
wiedzieć o jutsu?
-Ale przecież to nie jutsu…
-Naru, jeżeli nie jutsu, to co? – spytał
Uchiha, a ona zagryzła dolną wargę.
-Nie mam pojęcia – wymamrotała. A potem
zaśmiała się. – Masz rację, Sasuke! Nie ma się czym przejmować, Babcia Tsunade
na pewno będzie znała rozwiązanie! W końcu jest Hokage!
Sasuke
jednak spojrzał na nią sceptycznie.
-Nie mówię, że strzeli palcami i cię
odmieni, tylko, że raczej skieruje nas na właściwy trop. Będzie trzeba pewnie
przeszukać stare zwoje i raporty dotyczące świątyni Tatti, Konoha z całą
pewnością posiada informacje na ten temat. Dzięki twoim kontaktom będziemy
mogli zwrócić się też do Kazekage i w ostateczności do Raikage.
Pokiwała
głową, a jej entuzjazm nieco opadł. Sasuke podszedł do niej i usiadł obok,
wciskając jej miskę z kolacją.
-Proszę, jedz, jeśli chcesz mieć siłę na
powrót. Znajdziemy sposób, by cię odmienić – pocieszył ją, a ona ujęła miseczkę
w dłonie i spojrzała na zupę z puszki, którą podgrzał Uchiha.
-Oby – szepnęła i zabrała się za
jedzenie. Po kolacji zaproponowała, że to ona umyje naczynia. Rzeka znajdowała
się opodal. Poszła tam i płucząc miseczki przyglądała się swojemu odbiciu. Nie
mogła się do niego przyzwyczaić. Niby była sobą, ale całkiem nie sobą. Jak się
pokaże w wiosce w tej postaci?
Skończyła
myć naczynia i wróciła do obozowiska. Zastała Sasuke siedzącego pod drzewem z
nosem w książce.
-Co ty właściwie tak w kółko czytasz? –
zapytała, a on zerknął na nią. Układała właśnie gary w jego plecaku.
-Książkę – odparł, a ona sarknęła.
-Uchiha!
Wywrócił
oczyma.
-Kryminał.
-Czytujesz kryminały? – zdumiała się,
podchodząc do niego.
-Czytuję różne książki, tobie też polecam
– powiedział wyniosłym tonem, chowając swoją książkę za plecami, bo chciała mu
ją zabrać i obejrzeć. – Ale najbardziej odpowiadają mi właśnie kryminały i
horrory.
-Ja też czasem czytywałam książki –
odpowiedziała naburmuszona, nadal starając się zerknąć na trzymaną przez niego
lekturę, mimo, że wciąż ją odpychał. – Jiraiya pisał kiedyś fajne książki, jego
pierwsza była arcydziełem. A główny bohater miał na imię Naruto. Po nim dostałam
imię.
-Wiem – odparł Uchiha, a ona spojrzała mu
w oczy.
-Wiesz? – zdumiała się.
-Czytałem tę książkę – powiedział dziwnym
tonem.
-I nic nie mówiłeś?! – wykrzyknęła, a on
wzruszył ramionami.
-Po co miałem ci mówić, natknąłem się na
nią w bibliotece. Była nawet ciekawa, ale późniejsze książki twojego mistrza… -
urwał i pokręcił głową. Naru zaśmiała się.
-Tak, wiem… czytałam to wszystko podczas
naszych treningów. Ale Kakashiemu się podobają.
Uchiha
wywrócił oczyma i schował książkę do tylniej kieszeni spodni, a ona poddała się
i opadła na kolana naprzeciw niego. Spojrzał na nią pytająco.
-Co jest? – zagadnął, kiedy nic nie
powiedziała.
-Nuuudzi mi się – jęknęła, a on po raz
kolejny przewrócił oczyma.
-I co, mam dostarczyć ci rozrywki?
-No! – wykrzyknęła. Westchnął.
-Idź spać, szybciej ci czas minie –
odparł.
-Sasuke, draniu! Jeszcze jest wcześnie! O
czym jest ta twoja książka? – zapytała z braku lepszych pomysłów do rozmowy.
Sasuke patrzył na nią chwilę, a potem oparł się wygodnie o drzewo, jakby
wiedział, że łatwo się nie wywinie. I miał rację! Chciała zająć się czymś i nie
myśleć o tym, co ją spotkało. Usiadła sobie po turecku tuż przed nim, wlepiając
w niego oczy.
-O dochodzeniu – powiedział Sasuke, a ona
przytaknęła.
-No, no, na czym ono polega? –
zniecierpliwiła się, bo nie rozwijał swojej wypowiedzi. Uchiha zmarszczył brew.
-Serio chcesz wiedzieć? – zapytał.
-No jasne, w innym wypadku bym nie
pytała!
Przyglądał
jej się chwilę, a potem zaczął opowiadać. Słuchała go, bawiąc się wyrywanymi
przez siebie źdźbłami trawy. Owijała je sobie wokół palca jak pierścionek,
słuchając spokojnego głosu Sasuke. Opowiedział jej terać tej książki, a potem
kilku innych, które wyjątkowo lubił. Cieszyła się, że tak się rozgadał, bo to głównie
ona zawsze mówiła. I podobało jej się, że nic się między mini nie zmieniło.
Nadal byli przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi. Niebo powoli robiło się
coraz ciemniejsze, ogień z ich ogniska gasł stopniowo. W pewnym momencie
ziewnęła, a Sasuke urwał w pół słowa.
-Nudzę cię? – zapytał, a ona wywróciła
oczyma.
-Coś ty, to było bardzo ciekawe! –
odparła, a on spojrzał sceptycznie. – Serio, zwłaszcza ta historia biednego
Kaia, trzeba mieć wyobraźnię, by coś takiego napisać, nie? Ja bym nie wymyśliła
za nic! – Ziewnęła jeszcze raz. – Jestem po prostu śpiąca, późno się zrobiło.
Sasuke
rozejrzał się dookoła.
-Rzeczywiście – mruknął, wstając.
Wyciągnął do niej rękę i pomógł jej się podnieść. – Zagadaliśmy się…
-Kto tu kogo zagadał? – Chciała się
trochę podroczyć. Uchiha uśmiechnął się.
-Sama nalegałaś.
-Wiem, i bardzo dobrze. Okazuje się, że
nawet ty czasem masz coś ciekawego do powiedzenia.
Prychnął,
gdy wyszczerzyła do niego ząbki w niewinnym uśmiechu.
-I kto to mówi – powiedział, ruszając w
stronę namiotu. Podreptała za nim, a potem tak jak on, wsunęła się do namiotu.
Czekały już tam na nich dwa posłania. Sasuke rozłożył je i wyszedł, a po chwili
wrócił z ich plecakami. Rzucił je „w nogach” namiotu i spojrzał na nią.
-Czemu masz taką dziwną… - zaczął, a ona spojrzała
w niebo.
-Może byś tak wyszedł i dał mi się
przebrać w coś do spania, co? – zapytała, a on zarumienił się lekko.
-O-och, no jasne – powiedział i opuścił
namiot. Szybko przebrała się w jedną ze swoich starych koszulek i zawołała do
Uchihy, że ten może już wrócić. Sasuke wszedł do namiotu i spojrzał na nią.
Leżała sobie na swoim posłaniu, patrząc na niego do góry nogami. Machała
stopami w powietrzu.
-Co? – zapytała, bo miał jakąś głupią
minę. W ogóle, ostatnio robił jakieś dziwne miny i strzelał głupimi tekstami. A
przecież poza tym, że się trochę zmieniła, między nimi nic nie powinno wyglądać
inaczej. Byli w końcu kumplami od dziecka. Znali się na wylot.
-Od kiedy nosisz czerwone majtki? –
zapytał dość wrednie, a ona prychnęła.
-Takie dostałam, draniu! – Usiadł obok
niej, a ona opuściła nogi i spojrzała na niego. – Nie musisz ich oglądać, jak
ci się nie podobają – powiedziała obrażona.
-Nie powiedziałem, że mi się nie
podobają, tylko zapytałem, od kiedy nosisz czerwone. Zielone już ci się
znudziły? – pytał z ironią, mrużąc oczy. Przekręciła się na brzuch i znów
zaczęła machać stopami w powietrzu, podpierając się na łokciach. Pytanie
zignorowała. Sasuke zaczął się rozbierać. Kiedy na niego zerknęła, właśnie
zdejmował spodnie.
-Zboczeńcu! – ryknęła i cisnęła w niego
swoją poduszką. Uchylił się, ściągając do końca spodnie. Stanął przed nią w
samych bokserkach.
-Co ci odbiło, do cholery?! – zdenerwował
się.
-Nie zamawiałam striptizu! – wykrzyknęła.
-Tak? Dla twojej wiadomości, ja też nie!
– Zamaszystym gestem wskazał na jej nogi.
-Nie mam piżamy na swój rozmiar, mam
tylko to! – zerwała się, wskazując na swoją pomarańczową koszulkę. Teraz, gdy
stała, ta sięgała jej do kolan prawie jak koszula nocna.
-Więc przestań się na mnie wydzierać,
jakbyś nigdy nie widziała, jak się przebieram do spania! – wydarł się. – Jak ci
się nie podoba, to wyjdź!
-Tak mam wyjść?! – obruszyła się,
rozkładając szeroko ręce, by podkreślić, jak wygląda.
-No tak, wiewiórek to się wstydzisz, a mi
majtki pokazujesz?! – krzyknął.
-No jak mam się ciebie wstydzić, skoro
jesteś Sasuke!
-To po cholerę się na mnie drzesz, skoro
się nie wstydzisz?!
-Bo się rozbierasz!
-Kobieto! – wrzasnął, aż podskoczyła. –
Posłuchaj samej siebie!
Wpatrywała
się w niego przez chwilę, a potem obróciła i usiadła na swoim posłaniu.
-Głupi Sasuke! – powiedziała obrażona.
-Głupia Naru! – odparł takim samym tonem.
Obróciła się ku niemu.
-Nie jestem głupia!
-Tak samo, jak i ja – rzekł. Właśnie
wkładał na siebie spodnie od piżamy. – Zachowujesz się jak mała, obrażona
dziewczynka.
-A ty jesteś totalnym gburem! Po co ja w
ogóle z tobą rozmawiam?!
-Zastanawiam się dokładnie nad tym samym.
Powinnaś przestać kłapać jadaczką!
-I ze wzajemnością!
Oboje
położyli się na swoich posłaniach i obrócili do siebie plecami.
Nie mogę przestać chichotać xd ile razy już Ci pisałam, że Twoje teksty mnie rozwalają? Ech, nawet nie umiem policzyć...
OdpowiedzUsuńSerio, oni się kłócą, godzą i zachowują, jak stare małżeństwo. Ale o to chodzi, nie? W końcu w którejś notce muszą się zejść, aj już sie nie moge doczekać.. to czytam dalej!
jeny to jest boskie xD jedyne co mi lekko przeszkadza to to ze Naruto zaczyna mowic o sobie w forie damskiej x.x to mnie jakos tak xD nie wiem ale i tak smiechowe to i cudownie nie wiem czemu to kiedys porzucilas skoro to takie ah i oh :D <3 ciekawe ile takich cudeniek masz jeszcze nie dokonczonych x.x
OdpowiedzUsuńHaha, genialne! :D
OdpowiedzUsuńJaki ja mam zaciesz jak to czytam :D glodna jestem , musze sie wykapac zrobic zadanie ale nadal czytam :D uwielbiam :')
OdpowiedzUsuńZrobiłaś z Naruto kompletną babę!
OdpowiedzUsuńZa miły! Wkurzający! Przystojny! Samolubny! - oj tak, takie rozkminy na temat chłopaków, zawsze.
Hahah, ja też zawsze dokuczam koleżankom z powodu wzrostu :'D (Piąteczka dla Saska)
A mimo to... nadal mi dziwnieee.... Znikła ta... yaoistyczna magia o_O Znaczy, brakuje mi trochę tych typowo męskich zachowań... Ogarniasz? No bo jak faceci mogą lubić dziewczyny, małe to to, słabe, jęczące co pół kroku i wiecznie nafochane o.o A jednak...
Teraz to takie jakby tylko romansidło .___. OJ NO, NIE JESTEM ROMANTYCZKĄ. To dla tego zostanę kiedyś sama z 3 kotami... ;;___;;
No, powiem, że teraz, z braku czasu i cierpliwości, oszukam i skoczę na końcowe rozdziały XD Potem nadrobię...
Heh, Naru to kompletna baba a ja nie moge przestać się śmiać xD i budze wszystkich tym swoim 'hihihihihi' jak to musi wyglądać?! XD
OdpowiedzUsuńHejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, chętnie to bym przeczytala co sam Sasuke o tym myśli trochę zmienił podejście choć ironia, kpina się w to wkrada to jednak...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia