środa, 19 grudnia 2012

9. Wszystko na nic

-AU!!! – zawołał Naruto i jęknął, krztusząc się. Nie wytrzymał i klęknął na jedno kolano, trzymając się za brzuch. Zasłonił usta grzbietem dłoni, oddychając nierówno i boleśnie.
-Kiba, odjebało ci?! – zawołał Neji, jednak Inuzuka tylko prychnął i przykucnął przed klęczącym blondynem. Byli za szkołą, było już po lekcjach. Uzumaki właśnie próbował wytłumaczyć kapitanowi Anbu, że dłużej nie da rady szpiegować Sasuke. Skończyło się to szarpaniną i silnym ciosem w żołądek, jaki zafundował mu Kiba.
-Co ty odpierdalasz, Uzumaki? – zapytał Inuzuka. – Czy tak się umawialiśmy? Miały być trzy treningi, a ty byłeś dopiero na jednym… - wycedził.
-To i tak… nie pomoże – wysapał Naruto i spojrzał na Inuzukę. – To bez sensu, nie w tym sęk. Ja nie chcę już tego robić – jęknął, a Inuzuka zaśmiał się i złapał go za włosy. Naruto szarpnął się, jednak Kiba był silniejszy. Pchnął go na ścianę i przyparł do niej, a Naruto krzyknął, czując, jak wyrywa mu włosy. Inuzuka przycisnął do ściany jego klatkę piersiową.
-Nie chcę słyszeć odmowy – warknął. – Jak tego nie zrobisz, nie puszczę cię na boisko, choćbyś mnie błagał, rozumiesz?!
-Ale to okrutne! – zawołał Naruto. – Ja nie mog…
            Urwał, gdy Kiba uderzył go z otwartej dłoni i osłonił się rękami. Policzek piekł mocno.
-Dokończysz to, Uzumaki. Mamy umowę. W innym wypadku dorwiemy cię i dopiero pożałujesz. Od dłuższego czasu mam ochotę złamać twój prosty nosek, kumasz? – warknął i puścił go, wstając. Oni Hyuuga odeszli, nie oglądając się, a Naruto ukląkł na ziemi, kaszląc. Cały dygotał i nie miał sił podnieść się na nogi. Wiedział, że Kiba zareaguje gwałtownie, ale żeby go bić? Tego blondyn się nie spodziewał.
            Siedział tak chwilę, a potem zebrał się z ziemi, otrzepał i wolno, wciąż trzymając się za brzuch, ruszył niechętnie w stronę przystanku. Gdy jechał do domu cały czas myślał o swojej beznadziejnej sytuacji. Po prostu już nie wiedział, co robić? Z jednej strony Kiba i jego osiłki oraz perspektywa dłuższego pobytu w szpitalu, z drugiej Sasuke i fakt, że jak się dowie to najprawdopodobniej Naruto także wyląduje w szpitalu… a z trzeciej, co w ogóle było jakieś chore, ten cały selekcjoner i mecz, na którym Naruto po prostu musiał, musiał być!
            Gdy wrócił do domu, zjadł obiad, pogadał chwilę z rodzicami, a wieczorem ubrał się w dresy i ze słuchawkami w uszach poszedł biegać. Zapuścił się ostatnio, ponieważ przez to wszystko nie miał czasu ani ochoty na ćwiczenia. To znaczy, i tak sobie ćwiczył, rankiem przed szkołą, ale od dawna nie biegał. Brakowało mu piłki tak cholernie bardzo, że czuł się na wpół żywy i zniechęcony. Nie mógł uwierzyć, że uwikłał się w takie bagno. I do tego w niedalekiej przyszłości miał skrzywdzić kogoś tak fajnego, jak Sasuke.
            Sasuke. Już samo to imię wywoływało w Naruto dreszcze. Po sobotniej imprezie miał taki sen o Sasuke, że na samo jego wspomnienie płonęły mu uszy. Nigdy nie przypuszczał, że główną rolę w jego najlepszych snach erotycznych będzie grał inny facet, a jednak. Naruto zakochał się w Sasuke, zakochał się w nim po uszy i nie widział już w tym odwrotu. Nie przypuszczał, że coś takiego mogłoby się w ogóle stać.
            Truchtem dotarł do parku, a tam wybrał sobie przyjemniejszą alejkę i nieco przyspieszając bieg, ponownie pogrążył się w ponurych myślach. Intensywnie szukał rozwiązania, jak wyjść z tego bagna, w którym tonął dosłownie po samą szyję. Dopiero z całą mocą docierało do niego, jak wiele szkód mogą wyrządzić takie chore decyzje, a najważniejszą z nich było złamane serce Sasuke. A Naruto nie chciał łamać mu serca! Gdyby można to było rozwiązać w jakiś inny sposób!
            Rozwiązania jednak nie było i Naruto nie znalazł go nawet do wtorkowej randki z Sasuke, na jego treningu. Gdy siedział na trybunach i patrzył, jak Sasuke gra zżerała go taka zazdrość, ze hej. W dodatku czas mijał i mecz z Anbu zbliżał się nieuchronnie, a wraz z nim odwiedziny selekcjonera z FC Konoha. Naruto nadal nie mógł się wyrzec swojego marzenia, tak bardzo chciał zagrać przed tym facetem, że to pragnienie równało się z zakochaniem w Sasuke.Kiba, jego groźby i perspektywa szpitala schodziły przy tych dwóch sprawach na drugi plan.
            Po treningu Sasuke spotkali się z Suim i Karin i poszli na podwójną randkę, na którą się umawiali, jednak nie do kina, lecz do znajdującej się niedaleko szkoły tej trójki naleśnikarni. Później jednak się rozstali, Sasuke i Naruto poszli na spacer do parku, a Sui i Karin na zakupy,bo wybierali się w nadchodzącą sobotę na wesele kogoś z rodziny Karin i dziewczyna nie miała sukienki.
            Łazili po parku niedaleko szkoły Sasuke, trzymając się za ręce i gadając o różnych głupotach. Tylko przy Sasuke Naruto zapominał o wszystkich swoich problemach. Sasuke miał taką kojącą moc, jego obejmujące Naruto ramiona działały jak balsam. Wystarczył buziak, ciepłe słowo, jedno przytulenie, a świat jawił mu się nagle w jaśniejszych barwach. Dopiero po rozstaniu dopadały go wyrzuty sumienia.
-Co robisz w weekend, masz coś zaplanowane? – zagadnął go Sasuke, gdy szli wolno w stronę auta. Naruto nie chciał rozstawać się z Sasuke, chciał łapać każdą chwilę z nim zanim wszystko się wyda i już nigdy go nie zobaczy i nie dotknie. Sasuke jednak był umówiony na kolację z rodzicami i nie mógł dłużej zostać.
-Nie – odparł blondyn. – Wiesz, że ja nie planuję.
-A wiec już masz. Mam coś specjalnego – powiedział Uchiha, a Naruto zerknął na niego, zaciekawiony.
-Co takiego?
-Małą wycieczkę. Niestety, to trochę poza Konohą, więc będzie potrzebna ci piżama, jednak gwarantuję dobrą zabawę.
-Wycieczkę? – zapytał Naruto zdziwiony, a Sasuke przytaknął.
-Do kolejnego miejsca ze swoją historią – odrzekł Uchiha. – Wyjedziemy w sobotę, wrócimy w niedzielę popołudniu. Zgadzasz się?
            Naruto zawahał się. Dwudniowa wycieczka oznaczała noc z Uchihą, ale z drugiej strony chciał z nim spędzać każdą możliwą chwilę, każdy dostępny moment. Propozycja była więc tak kusząca, że nie mógł tak po prostu odmówić, wiedział też, że jeśli Sasuke będzie chciał od tej nocy czegoż więcej, a on się nie zgodzi, to Sasuke jego decyzję uszanuje. Nie miał się więc czego bać.
-Jasne – odparł. – Z chęcią się z tobą wybiorę. A gdzie?
-To tajemnica – rzekł Sasuke. –Spakuj jednak długie spodnie i jakąś ciepłą bluzę, bo dużo czasu spędzimy w plenerze.
-Ou, znów będziemy się wspinać?– zapytał zaciekawiony Naruto, a Sasuke pokręcił głową.
-Nie, wręcz przeciwnie – odparł.
            Po powrocie do domu Naruto usiadł przed kompem i wysłał Kibie raport z treningu Taki wraz z nagranym telefonem filmikiem. Potem przebrał się w dresy i by zapomnieć o wszystkim, co się działo, znów poszedł biegać.
            Dni do soboty mijały coraz szybciej. Sasuke nie miał dla niego za wiele czasu z powodu jakichś zobowiązań rodzinnych, jednak udało im się na chwilę spotkać w czwartek wieczorem. Umówili się wtedy dokładnie, kiedy w sobotę wyjadą i co Uzumaki ma ze sobą zabrać. Naruto zżerała ciekawość dotycząca tego, gdzie chce go zabrać Sasuke, Uchiha nie chciał jednak puścić pary z ust. Twierdził, że to, co zaplanował, będzie kolejną niespodzianką.
            W końcu nadszedł sobotni ranek. Naruto, wedle zaleceń Sasuke, wyspał się, a potem zszedł na dół na śniadanie i w kuchni zastał gotującą obiad mamę. Ojca nie było, do południa miał być w pracy, ostatnio, z powodu jakiegoś tam projektu zostawał na różne nadgodziny.
            Gdy usiadł przy kuchennym stole, mama spojrzała na niego ponuro i marszcząc karcąco czoło, postawiła przed nim wyjęty z lodówki talerz z kanapkami.
-Jednak jedziesz? – zapytała oschle, a Naruto westchnął. Mamie średnio podobał się pomysł Sasuke, a Naruto nie miał odwagi przyznać się jej, że chce tam jechać, bo się zakochał, a wie, że długo nie będzie w stanie utrzymywać swojej tajemnicy. Wiedział, że mama potępiłaby go za jego decyzję, w końcu była ona strasznie samolubna. Naruto wiedział, że nie postępuje zbyt szlachetnie, myśląc o sobie i chcąc, by chwile z Sasuke trwały jak najdłużej. To przez to Sasuke coraz bardziej się w nim zakochiwał i że tylko bardziej złamie mu serce, jeśli wszystko się wyda. A że wyda, to było pewne.
-Tak, jadę – odparł, patrząc a swój talerz. – Muszę tam jechać, to by było dziwne, gdybym odmówił.
-Przemyślałeś to? – zapytała mama, krojąc gwałtownie marchewkę. Naruto westchnął.
-Z setki, a może nawet i tysiące razy. Myślę i myślę, ale to nic nie daje. Dlatego wolę działać.
            Mama zerknęła na niego, ale już nic nie powiedziała. Gdy zjadł, podziękował jej za śniadanie i pobiegł na górę, żeby się spakować. Upchał w małą torbę dżinsy, bluzeczkę na krótki rękaw i czystą bieliznę oraz parę skarpetek, na siebie wkładając podobny strój, wzbogacony o bluzę. Sasuke mówił, że ma się ubrać w wygodne ciuchy, uznał wiec, że najlepsze będą zwykłe spodnie, luźna, niebieska koszulka i pomarańczowa bluza. Perukę spiął w dwie kitki, bo tak najbardziej mu się podobało. Malować się raczej nie malował, wytuszował tylko rzęsy i pociągnął usta błyszczykiem, i tylko tusz i błyszczyk sobie spakował. Ponadto zabrał spray na komary, który radził mu zabrać Sasuke. Naruto podejrzewał, że Uchiha zaplanował im jakiś wypad do lasu, no bo po co innego byłby im spray na komary? Cóż, jeśli miałaby to być taka wycieczka, jak wtedy na Górę Konoha, to Naruto nie miał nic przeciwko. Uwielbiał takie wycieczki.
            Gdy zszedł na dół, ubrany w strój Naruko, mama zmierzyła go od stóp do głów, a potem tylko pokręciła głową.
-No co?! – obruszył się.
-Naprawdę wyglądasz jak dziewczyna – powiedziała.
-Tata mówił, że ty zawsze chciałaś mieć córeczkę – odpowiedział kpiąco, przedrzeźniającym ją tonem. Mama parsknęła śmiechem.
-Jest różnica między„córeczką”,  a synem transwestytą… - odparła przekornie, a on skrzywił się.
-Bardzo śmieszne – zakpił. Przegarnął włosy do tyłu i usiadł przy stole, kładąc torbę na podłodze. Zaczął bębnić palcami w blat stołu, nie mogąc się doczekać, aż telefon w jego kieszeni zawibruje, dając znać, że Sasuke po niego jedzie.
            Nie było sensu zastanawiać się teraz, czy powinien jechać, czy może jednak nie. Podjął decyzję, że pojedzie i odwiedzi kolejne miejsce z ciekawą historią z życia Sasuke. Naruto chciał go poznawać, bardziej i bardziej i nie cierpiał samego siebie za to, że tak się w to wszystko wkręcił.
            Jego telefon zadzwonił krótko, umówili się z Sasuke na jeden sygnał. Blondyn zerwał się z krzesła i złapał torbę, zerkając na mamę, która właśnie smażyła warzywa w woku.
-Muszę już lecieć! – zawołał, a rodzicielka obejrzała się na niego. Cmoknął mamę w policzek, po czym cofnął się. – Nie martw się, wiesz, ze mi możesz ufać, prawda?
-Wiem. Tylko dlatego pozwalam ci to robić – odparła, nim obróciła się w stronę patelni. Naruto uśmiechnął się do siebie i wybiegł z domu, zarzucając torbę na ramię. Szybkim krokiem dotarł na miejsce spotkania, gdzie czekał Sasuke, oparty o swój czarny samochód. Gdy Naruto zbliżył się, Uchiha ujął go a ramiona, spojrzał mu w oczy, a potem ucałował go w usta.
-Witaj – szepnął, gdy się trochę odsunął.
-Cześć – odszepnął Naruto. Sasuke wziął od niego jego torbę, lekko zdziwiony.
-Taka mała?
-Na co mi więcej rzeczy? – Naruto wzruszył ramionami, a Sasuke uśmiechnął się i przytaknął.
-Masz rację.
            Uchiha otworzył przed nim drzwi, a Naruto wsiadł do Samochodu. Uzumaki obserwował w lusterku, jak Sasuke chowa do bagażnika jego torbę, uśmiechając się do samego siebie. Ten uśmiech wprowadzał blondyna w euforię, sprawiał, że Naruto drżał cały i miał głupie myśli. Sasuke mu się podobał, musiał to przyznać, a po snach, jakie miał z Uchihą w roli głównej, zaczął zwracać większą uwagę na doskonałe ciało czarnowłosego.
            Sasuke obszedł samochód, po czym usiadł za kierownicą i zaraz ruszył.
-To mój dom! – powiedział Naruto, gdy mijali jego dom, a Sasuke zerknął przez szybę na biały budynek, w którym mieszkał Naruto, otoczony brązowym płotem, z zadbanym trawnikiem, w którym mama ustawiła kilka krasnali wokół obracającego się pod wpływem wiatru, wiklinowego wiatraka. Sasuke uśmiechnął się lekko.
-Bardzo ładny dom – powiedział. – Będziesz musiała mnie kiedyś zaprosić, jestem ciekaw, jak wygląda twój pokój – powiedział, a Naruto przytaknął.
-Możemy wpaść, kiedy będziesz mnie odwoził – powiedział. Nie wahałaby się zaprosić Sasuke nawet teraz, w jego pokoju było wystarczająco dużo babskich szpargałów, że mógłby uchodzić za pokój dziewczyny. Rodzice też byli wtajemniczeni, więc nie palnęliby nic dziwnego, mieliby tylko niezły ubaw i rozrywkę.
            Nagle Naruto zorientował się, jak głupie są to myśli i potrząsnął głową. to były naprawdę głupie myśli, zachowywał się jak dziewczyna Sasuke, a nie powinien! Zagalopował się w tym wszystkim tak bardzo, że zapominał, jaka była jego rola, co miał zrobić i że to, co sobie myśli i planuje nie będzie wieczne, że z każdą chwilą czasu z Sasuke zostaje coraz mniej, mecz w końcu miał się odbyć już za dwa tygodnie, w pierwszy weekend wakacji!
-Super – odparł Uchiha na jego propozycję, po czym wyciągnął rękę i otworzył schowek w masce, wydobywając z jego wnętrza paczkę rodzynek.
-Masz ochotę? – zapytał,rzucając je na kolana Naruto i ponownie ujmując kierownicę w obie dłonie. Uzumaki uniósł brew.
-Na rodzynki?
-Nie lubisz?
-Nie wiem, są mi raczej obojętne. A ty lubisz?
-Bardzo – odparł Sasuke z uśmiechem. Skończyło się to tak, że gdy Uzumaki otworzył paczkę, obaj zaczęli je wcinać, gadając.
            Niedługo potem wyjechali poza Konohę i pomknęli szarą wstęgą szosy w zupełnie innym kierunku, niż Góra Konoha. Naruto zapytał Sasuke, gdzie jadą, lecz ten tylko się zaśmiał i pokręcił głową, nie chcąc nic mu zdradzić. Uzumaki skapitulował i przestał się dopytywać. Podczas drogi gadali o piłce, innych sportach, muzyce i książkach. Paczka rodzynek skończyła się i zatrzymali się na jakiejś stacji benzynowej, gdzie kupili wodę do picia i kilka jabłek.
            Po prawie dwóch godzinach jazdy droga zaczynała się już Uzumakiemu nudzić. Sasuke zauważył to i zdradził, że już dojeżdżają. Wkrótce potem skręcili z autostrady na boczną drogę, którą jechali spory kawałek, aż dotarli do jakiejś miejscowości. Naruto z ciekawością patrzył, jak mijają drewniane, bardzo ładne budynki mieszkalne. Chodnikami miejscowości spacerowali ludzie, w witrynach sklepów były pocztówki i jakieś pamiątki, wszędzie było zielono i ładnie.
            Gdy minęli miejscowość, wjechali do lasu. Naruto uśmiechnął się, bo jego przypuszczenia się sprawdzały. Widocznie musiał tu się znajdować jakiś fajny szlak dla piechurów i Sasuke chciał mu pokazać. Może nawet gdzieś tu był jakiś zabytek lub pomnik przyrody? Uzumaki lubił takie atrakcje turystyczne i cieszył się, że zabrał trochę więcej pieniędzy. Uwielbiał pamiątki z takich miejsc i pocztówki.
            Jechali kawałek lasem, aż Naruto zaczął dostrzegać między drzewami jakąś siatkę. Niedługo potem zza drzew wyłoniły się drewniane domki i twarz Naruto rozjaśnił jeszcze szerszy uśmiech. Samochód skręcił i przejechali przez bramę, wjeżdżając na teren ogrodzony siatką. Sasuke zaparkował miedzy samochodami, przed dużym budynkiem, w którym zapewne mieściła się recepcja. Naruto zaraz wyskoczył z samochodu i odetchnął głęboko, nabierając w płuca tyle powietrza, ile tylko się dało.
-Jakie świeże – westchnął.
-Prawda? – zapytał Sasuke, wyciągając z bagażnika jego i swoją torbę, oraz…
-Wędki? – zapytał z niedowierzaniem. Sasuke miał ze sobą dwie, złożone wędki teleskopowe. Naruto słabo znał się na wędkarstwie, na rybach był z tatą raptem ze dwa razy. Uchiha wyszczerzył zęby.
-A co, myślisz, że po co bym cię przywiózł w taką głuszę? – Sasuke podszedł do niego i podał mu jego torbę. – Wyciągnij spray na komary i popryskaj się, bo cię strasznie pogryzą.
            Naruto przytaknął, wyciągnął małą buteleczkę i popryskał siebie, a potem Sasuke. następnie razem, ramię w ramię, poszli do recepcji zameldować się i wybrać klucze do swojego domku.
            Po zameldowaniu, przy którym okazało się, że Sasuke jest w tym miejscu dość dobrze znany, udali się do domku z numerem trzynastym. Sasuke doskonale znał to miejsce, bo od razu bezbłędnie poprowadził Naruto na miejsce. Ich domek był pomalowany na pomarańczowo, co sprawiło, że na ustach blondyna zagościł szeroki uśmiech. Sasuke otworzył drzwi i weszli do środka.
            Wnętrze było małe, składało się z jednego, dwuosobowego pokoju i łazienki. Stały tu dwa jednoosobowe łóżka, stolik z krzesłami, mała szafka, w oknach wisiały firanki, a na parapecie stał czajnik elektryczny.
-Jak fajnie! – zawołał Naruto, a Sasuke spojrzał na niego jak na wariata.
-Naprawdę ci się podoba? –zapytał ze zdumieniem, a Naruto przytaknął ochoczo.
-No jasne!
-Dobrze. Nie wiem, może chcesz skorzystać z łazienki lub coś? Ja mam w samochodzie jeszcze kilka rzeczy, między innymi naszą kolację. Zaczekasz?
-Oczywiście – odparł Naruto, a Sasuke uśmiechnął się do niego, cmoknął go w usta i wyszedł.
            Uzumaki wyciągnął ze swojej torby pastę i szczoteczkę do zębów, po czym poszedł do łazienki. Skorzystał z niej i umył zęby. Łazienka była ciasna, ale za to czysta i nie śmierdziało w niej, czym zapulsowała u niego potężnie. W ogóle, domek był raczej przyjazny i podobał mu się, poza tym mieli tu spędzić tylko jedną noc i jutro wrócić.
            Po kilku minutach Sasuke wrócił, niosąc piknikowy koszyk oraz koc. Naruto zerknął na niego pytająco, a ten wzruszył ramionami.
-Kto powiedział, że będziemy jeść tutaj? – zapytał, po czym postawił koszyk na małym stoliku i złapał Naruto za biodra. Przyciągnął go do siebie i po chwili już się całowali.
            Gdy faza na czułości im przeszła, poustawiali torby najedynej w pokoju szafce, a Sasuke rozłożył wędki i wyjął pudełko z przynętą.
-Więc, tu gdzieś jest woda? –zagadnął Naruto, a Sasuke skinął głową.
-Tak – odparł. – Jest tu jezioro i ryby całkiem nieźle biorą. Od dziecka tata nas tu zabiera, widzisz, to największy zbiornik wodny w miarę blisko nas. Szkoda tylko, że nie ma tu nic porządniejszego do zanocowania, tylko takie domki – zaśmiał się.
-I co z tego, tu jest fajnie, jak na Zielonej Szkole – zauważył Naruto.
-Dokładnie. Dobrze, pewnie jesteś głodna? – zapytał Uchiha, a Naruto natychmiast przytaknął. – To trzymaj wędki, a ja wezmę koc i jedzenie i idziemy. Zjemy, trochę odpoczniemy i spróbujemy coś złapać, co ty na to?
-Brzmi ekstra – odparł Naruto odbierając od niego dwa długaśne kije.
            Wyszli z domku i Sasuke poprowadził go ścieżką w głąb lasu. Mijali pojedynczych ludzi, ale nie było ich wielu, ponieważ było jeszcze poza sezonem, wakacje dopiero miały się zacząć. Wkrótce potem drzewa zaczęły się przerzedzać, aż nagle Naruto dostrzegł blask zbliżającego się do zachodu słońca, odbijającego się od wody. Wkrótce potem jego oczom ukazało się wielkie jezioro, otoczone lasem, po którym pływały jakieś łódki. Gdzieniegdzie znajdowali się ludzie, ale było ich niewielu. Z drugiej strony majaczył plaża i to tam skupiło się najwięcej ludzi, z tej odległości widocznych jako kolorowe kropki. Tu, gdzie znajdowali się Naruto i Sasuke była tylko trawa, rosnąca niemalże do samego brzegu, liczne drzewa, niewielki pomost, na którym siedziała trzymająca się za ręce para oraz jakiś drewniany domek, a przy nim kilka łódek.
            Rozłożyli sobie koc na jakimś ładnie wyglądającym skrawku polany, Naruto oparł wędki o drzewo opodal i usiedli do kolacji.
            Sasuke wyjął z koszyka plastykowe kubki, termos herbaty,kilka opakowanych w papier śniadaniowy kanapek oraz kiść winogronu i kilka nektarynek.
            Jedli, opowiadając sobie różne głupoty i śmiejąc się. Sasuke przygotował im kanapki z szynką i warzywami i Naruto musiał z nich wydłubywać rzodkiewkę, za którą nie przepadał, ale ogólnie, nie miał co narzekać. Sasuke dzielnie słuchał jego opowieści o rodzicach, o tym gdzie pracują i jak dziwni są, samemu napomykając o własnym, trochę zajętym interesami tacie i mamie, pasjonującej się hodowlą jakichś tam drzewek ozdobnych.
            Później, po jedzeniu, upchnęli wszystkie papierki w koszyku, potem Sasuke zwinął koc i również wepchnął go do koszyka. Obaj wzięli wędki i Sasuke poprowadził go w stronę stojącego przy pomoście domku.
-Gdzie będziemy łowić? –zapytał Naruto, gdy zbliżyli się do drewnianej budowli.
-Tam! – Sasuke wskazał jezioro, a Naruto zmarszczył nos. – Właśnie idziemy wynająć łódkę, kotku.
            Naruto zaczerwienił się gwałtownie, słysząc zdrobnienie, jakim obdarzył go Uchiha. Nikt nigdy nie nazwał go swoim „kotkiem”, więc automatycznie się speszył. Jako facet nie był przyzwyczajony do takich słówek, zresztą, przecież nie miał nawet osoby, która mogłaby tak do niego mówić. Nie miał jej… wcześniej…
            Z drugiej strony „domku”, czyli wypożyczalni łódek,znajdowało się okienko, w którym drzemał sobie wąsaty pan. Sasuke wahał się chwilę, a potem zbudził go ostrożnie i wynajął jedną z łódek, taką z motorówką. Dostali po pomarańczowej kamizelce, Sasuke zapłacił i wybrali sobie ciemnoniebieską łódkę.
            Wsiedli do niej, pierwszy Sasuke, a za nim Naruto, któremu Uchiha pomógł. Położyli na dnie łódki koszyk, wędki i kamizelki, a Sasuke odpalił motor.
-Umiesz pływać? – zagadnął go,przekrzykując wiatr, gdy wypływali na jezioro, a Naruto przytaknął.
-Tak, potrafię! – zawołał, zerkając na leżące podłodze łódki kamizelki. Było w nich niewygodnie, on również wolał ich nie zakładać. Poza tym Naruto naprawdę dobrze pływał, w poprzednim mieście regularnie chodził na basen.
            Sasuke nie wypłynął daleko, tylko tyle, by trochę oddalić się od brzegu. Gdy Uchiha wyłączył motor, skinął na Naruto, by usiadł obok niego na ławeczce pośrodku łódki. Gdy Uzumaki się do niego przysiadł, Sasuke zabrał się za zakładanie przynęty na haczyk, przy okazji tłumacząc mu, co i jak. Naruto słuchał, napomykając o tym, co już wiedział o łowieniu ryb. Wkrótce potem usadowili się wygodnie na ławeczce, opierając się o swoje plecy i zarzucili wędki. Naruto wtulił się w ciepłe plecy Sasuke i patrzył w lśniącą od zachodu słońca wodę. Było tak przyjemnie…
            Łódka kołysała się lekko, fale szumiały, podobnie korony pobliskich drzew. Wąsaty pan zamknął wypożyczalnię zaraz po zachodzie, krzycząc do Sasuke, by nie zapomniał dobrze przywiązać łódki. Wkrótce potem niebo całkowicie pociemniało i pokazały się miliardy gwiazd. Naruto patrzył na niezdumiony; całe życie mieszkał w mieście i tak rzadko widywał ich aż tyle…
-Piękne… - szepnął i poczuł, jak Sasuke przytakuje.
-Tak… - odparł. – Gwiazdy są fajnie.
            Naruto zachichotał cicho. Ten wieczór był idealny…
            Nagle jego wędka drgnęła, a on poderwał się na nogi,śmiejąc się. Łódka zachybotała się w wodzie, tworząc kręgi.
-Mam coś! – zawołał.
-Świetnie, trzymaj mocn…! – odkrzyknął Sasuke, obracając się. – Naruko!!!
            Naruto wrzasnął, gdy jakaś duża ryba szarpnęła mocno jego wędką. Łódka zakołysała się potężnie, wędka pociągnęła go gwałtownie do przodu, Uzumaki poczuł dłonie Sasuke, z których wymknęła się jego talia i Naruto z wrzaskiem gruchnął  taflę chłodnej wody.
            Na początku był szok, oraz włosy i ubrania, w które się zaplątał. Zanurzył się w wodzie cały, szarpiąc się gwałtownie, bo miał uczucie, że wirujące wokół kłaki od peruki i rozsunięta bluza ograniczają mu zdolność poruszania się. Nagle coś obok niego przecięło wodę, a niedługo potem objęły go silne ręce. Sasuke pomógł mu się wynurzyć i Naruto gwałtownie złapał oddech.
-Naruko! Naruko!
            Naruto odetchnął, wypluwając sztuczne kłaki, które oblepiły mu twarz.
-Tak… tak… - wysapał, skołowany. Sasuke trzymał go za biodra.
-Nasza łódka… fale po twoim i moim skoku zepchnęły ją w głąb jeziora, więc musimy płynąć do brzegu… Dasz radę? Naruko?!
            Naruto skupił na nim wzrok, a potem przytaknął.
-Tak, tak…
-To dawajmy…
            Sasuke puścił go i zaczął płynąć, a Naruto, wciąż lekko skołowany, za nim. Woda była chłodna i Uzumakiemu było zimno, a mokre ciuchy były ciężkie. Na szczęście do brzegu nie było daleko i już po chwili blondyn poczuł grunt pod stopami.
            Sasuke pierwszy wyszedł na małą plażę, a Naruto tuż zanim. Gdy tylko znalazł się na suchej ziemi, osunął się na kolana i kaszląc, oparł dłońmi o piasek.
-Naruko, nic ci nie…? – zaczął Sasuke, oglądając się na niego, lecz nagle urwał. Naruto podniósł głowę i spojrzał na czarnowłosego. Jego mina zbiła go z tropu.
            Sasuke siedział tuz przed nim i patrzył na niego z taką miną, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Naruto drgnął nagle, podniósł rękę i dotknął głowy, by przekonać się, że nie ma na niej peruki. Sasuke jednak wpatrywał się w jego ciało, ale trochę niżej i gdy Naruto spojrzał tam, gdzie on, spostrzegł… że podczas kąpieli zgubił gdzieś jedną sztuczną pierś. Jego koszulka była mokra i przylegała do ciała, idealnie pokazując, że mu jej brakuje.
            Naruto poderwał głowę i przerażony, spojrzą w twarz Sasuke, a ten w tym samym momencie wyciągnął rękę i nim Naruto zdążył cokolwiek zrobić, złapał go za krocze.
            Uzumaki pisnął cicho i zacisnął nogi, ale było już za późno. Sasuke miał namacalny dowód, iż blondyn nie jest dziewczyną.
            Uchiha cofnął się do tyłu, wpatrując w Naruto szeroko otwartymi, zdumionymi, ale i wściekłymi oczami, a Naruto wpatrywał się w niego,nie mając pojęcia, co powiedzieć. Wydało się, wszystko się wydało…
-Kim… kim ty jesteś…? – zapytał w końcu Uchiha, ochrypłym szeptem. Naruto drgnął.
-Sasuke… - zaczął, ale urwał, bo Sasuke zerwał się na nogi.
-Czym ty kurwa jesteś?! – wydarł się, a blondyn skulił się odruchowo, bo przecież Sasuke nigdy nie podniósł na niego głosu. – Co to ma kurwa być?!
-Sasuke… - Naruto podniósł na niego błagalne oczy, ale Uchiha wpatrywał się w niego z taką furią, że głos uwiązł mu w gardle.
-Jesteś jakimś pierdolniętym, napalonym na mnie gejem?! – wydarł się gwałtownie.
-Nie, ale…
-Jakimś transwestytą?! Czym ty jesteś, do cholery?!
-Ja… Sasuke, proszę, nie krzycz! – poprosił Uzumaki, wpatrując się w niego. – Ja ci wszystko wyjaśnię…
-Co mi WYJAŚNISZ, do jasnej cholery?! Jesteś FACETEM!!!
-Tak, ale…
            Sasuke machnął ręką, uciszając go gestem. Jego oczy ciskały gromy, a dłonie drżały. Patrzył na Naruto chwilę, z coraz bardziej rosnącym obrzydzeniem.
-To… chore – wyrzucił z siebie w końcu. – Chore!
            Czarnowłosy machnął ręką i po prostu obrócił się i… odszedł. Naruto siedział i wpatrywał się w jego plecy, póki Uchiha nie zniknął miedzy drzewami. Dopiero wtedy dotarło do niego, co tak naprawdę się stało.
            Klęczał na piasku, wpatrując się w swoje zaciśnięte dłonie. Nie miał pojęcia, co począć, co robić, co powiedzieć? Sasuke dowiedział się, że Naruto był facetem, dowiedział się i to był koniec… wszystkiego. W dodatku był wściekły i przez to przerażający. Naruto jeszcze nigdy nie widział u niego takiej miny, tak wściekłych, ciskających gromy oczu.
            Podniósł głowę, rozglądając się w ciemnościach. Był już sam i ledwo wiedział, jak wrócić do domku. Zerwał się czym prędzej na nogi i zaczął biec w kierunku, w którym odszedł Uchiha. Musi mu to wyjaśnić, to nie może tak zostać, nie może!
            Dostrzegł między drzewami domki i przyspieszył, w tym samym momencie słysząc huk, jakby ktoś z dużą siłą zatrzasnął drzwi. Pobiegł w kierunku dźwięku i dostrzegł ich domek, w którym zapaliło się światło. Dobiegł do niego, dopadł drzwi i gry wyciągał rękę po klamkę, zamarł. Nie miał pojęcia,co dalej? Jak zmierzyć się z Sasuke, co mu powiedzieć?!
            Zawiał wiatr i blondynem wstrząsnął lodowaty dreszcz.Woda płynęła mu z włosów i ubrań, sięgnął pod bluzkę i wyciągnął spod stanika przeszkadzającą mu, sztuczną pierś, po czym wyrzucił ją. Odetchnął i gry znów zadrżał z zimna, zacisnął dłoń na klamce i pchnął drzwi. Wszedł do środka.
            Sasuke stał pośrodku pomieszczenia, bez koszulki, wycierając głowę ręcznikiem. Gdy Naruto zamknął za sobą drzwi, gwałtownie obrócił się ku niemu i spojrzał na niego z furią.
-Sasuke – odezwał się blondyn, przestępując z nogi na nogę. Usilnie starał się nie szczękać zębami.
-Zamilcz – warknął czarnowłosy. – Nie chcę cię słuchać, pijawo! O pieniądze ci chodziło, prawda?! Itachi miał rację, ile chciałeś wydoić, nim się zorientuję?!
-N-nie, Sasuke, t-to nie tak…
-A jak?! – ryknął wściekle Uchiha, uderzając pięścią w stolik, obok którego stał. Naruto podskoczył i wcisnął się w drzwi, przestraszony. – Jak, do cholery, może z łaski swojej mi wytłumaczysz, zanim szlag mnie trafi?!
-Z-zmusili mnie – jęknął Naruto, patrząc na niego intensywnie. – Nie miałem wyboru!
-Niby w czym?! Jak mogłeś tak kłamać, to się w głowie nie mieści, człowieku!
-Sasuke, proszę, ty nic nie rozumiesz!
-Czego nie rozumiem, używałeś sobie moim kosztem, świetnie się bawiąc?! Jak długo miałeś zamiar mi to robić, do cholery?! Całowaliśmy się, dotykałem cię…! To… to obrzydliwe!
            Oczy Naruto zaszły łzami, ale nie miał zamiaru płakać. Zaraz wziął się w garść.
-To nie miało tak być! – krzyknął. – To zaszło za daleko, wymknęło mi się spod kontroli!
-Co niby?!
-Mówiłem, że mnie zmusili, nie miałem wyboru!
            Sasuke zacisnął na chwilę szczękę, patrząc na niego wściekle. Odetchnął przez nos.
-Kto taki? – wycedził, a ton jego głosu był jeszcze straszniejszy niż wtedy, gdy krzyczał.
-K-Kiba… i… i cała drużyna Anbu… - wyszeptał, a Sasuke pobladł.
-Co? – zapytał z niedowierzaniem, a Uzumaki jęknął w duchu. Robiło się coraz gorzej.
-Z-zmusili mnie… - szepnął prosząco. Chciał przekonać Uchihę, że nie miał zamiaru go ranić, że starał się to przerwać, że wcale tego nie chciał. – Je-jestem n-nowy w szkole… nie znałeś mnie… chcieli ci podstawić dziewczynę, ale żadna się nie z-zgodziła…
-Podstawić?! Po co?! – warknął Sasuke.
-Chodzi o mecze… o wygraną. B-byłem szpiegiem… Oni chcieli wygrać mecz przed selekcjonerem, obiecali mi, że w nim zagram, jak będę szpiegował przez trzy wasze treningi…
-To wszystko… - oczy Sasuke otworzyły się szerzej – dla głupiego meczu…?
            Naruto jęknął cichutko.
-Zrozum! Ja chciałem tylko zagrać przed selekcjonerem, zrozum! Postawili mi taki warunek, zmusili mnie!N-nie mogłem zrezygnować, Sasuke, uwierz mi…
-Zamknij się! – warknął agresywnie Uchiha, a Naruto znów się skulił, patrząc na niego. – W nic, w absolutnie nic ci nie wierzę, ty podła żmijo! Okłamywałeś mnie tyle czasu, kłamałeś i udawałeś! Mówiłeś to, co chciałem usłyszeć, byleby mi się spodobać i zimną krwią mnie oszukiwałeś! Nie… nie odzywaj się już do mnie - Uchiha złapał leżącą na łóżku, suchą koszulkę, którą musiał sobie wcześniej wyjąć. – Nie chcę z tobą rozmawiać! Nie chcę cię oglądać na oczy!
            Uchiha naciągnął na siebie koszulkę, podszedł do niego, a gdy przestraszony Naruto odskoczył na bok, wyszedł z domku, z całej siły trzaskając drzwiami. Drżący z zimna i ze stresu Uzumaki został sam, mając w głowie taki mętlik, jak nigdy dotąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz